piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 41

Skończyłam! Przepraszam, że tak późno, ale dzisiaj pojechałam spontanicznie do babci z ciocią i nie miałam jak wcześniej dodać. c;
KOMENTOWAĆ! <3

'Co oni ode mnie chcą?' - pomyślałam i akurat Louis zaczął mówić.
- Niki, po pierwsze, dlaczego nie było cię w szkole? - spytał.
- Bo byłam gdzieś indziej? - zadałam pytanie.
- A możemy wiedzieć gdzie? - odezwał się Liam.
- Yyyyyy.. Nie? A skąd niby wiecie, że mnie nie było?
- Bo byłem u ciebie w szkole! Dlatego! - warknął - ale zresztą przyszliśmy tutaj z innego powodu...
Louis zaczął coś do mnie mówić, ale zupełnie go nie słuchałam. Zaczęłam tykać mojego psa, a ten warczał na mnie. Rozbawiona złapałam go za ogon, a ten mnie uchlał!
- O jaki z ciebie frajer mały! - krzyknęłam.
Następnie złapałam za ucho i sama go ugryzłam.
- No i masz za swoje - powiedziałam, kiedy pies zaczął uciekać z pokoju - więc co chcecie?
- No przecież Louis wszystko ci wytłumaczył - rzekł z wyrzutem Niall, na co wzruszyłam ramionami - oh, chcieliśmy cię przeprosić.
- Co? - spojrzałam zszokowana na blondyna.
- No przepraszamy. Naprawdę, myśleliśmy, że nas okłamujesz, ale ten telefon.. On nam pokazał, że jesteś prawie niewinna - odezwał się Liam.
- Jaki telefon?
- Zadzwoniła do ciebie ta cała Vanessy. Powiedziała, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze coś wymyśli i znowu ci się dostanie. Tylko nie przewidziała tego, że to nie ty odbierzesz - wytłumaczył Zayn.
- I tylko dlatego tutaj jesteście, bo od niej dowiedzieyrliście się wszystkiego?
- Nie.. Nie no, nie dlatego. Chcieliśmy się już pogodzić. Ta nasza kłótnia za długo trwa - powiedział Louis.
- Jakbyście mi uwierzyli to by jej nie było.
- No tak, ale ty też nie jesteś bez winy. To ty ją uderzyłaś - rzekł Harry.
- Bo mnie oblała shake'iem bez powodu! - burknęłam.
- No dobra, nie ważne. Pogódźmy się już.
- No właśnie - poparł Liam'a, Nialler.
Wstałam z łóżka i każdego przytuliłam. Na końcu został Louis. Na niego wskoczyłam i oplotłam nogi wokół pasa, mocno się wtulając jego w ciało, a rękoma objęłam jego szyję.
- Brakowało mi tego - szepnął mi do ucha Lou - kocham cię, skrzacie.
- Ja ciebie też, Boo.
- Chodźmy na dół. Kupiłem dzisiaj nową grę na Xbox'a. Dance Central - zapiszczał podniecony Harry i wybiegł z pokoju.
Zaraz za nim pobiegli reszta chłopaków. Łącznie z Louis'em, który próbował wyprzedzić, dlatego zjechał po poręczy, ale nie zdążył się zatrzymać, więc wylecieliśmy przez inną poręcz i wylądowaliśmy na kanapie. Tyle, że ja leżałam pod Boo.
- Zejdź ze mnie - powiedziałam płaczliwym tonem - ciężki jesteś.
- Wcale, że nie - burknął.
- Wcale, że tak. Zgniatasz mnie swoim cielskiem.
- Nie lubię cię - zszedł ze mnie i obrażony poszedł do salonu.
- Bo ty mnie kochasz! - krzyknęłam za nim.
Wstałam z kanapy i podskokach skierowałam się do kuchni. Otworzyłam półkę ze słodyczami i wyjęłam z niej pudełko ciasteczek, a następnie poszłam do salonu. Na kanapie siedzieli Zayn, Liam, z Danielle na kolanach, Louis i Eleanor. Natomiast Harry i Niall już tańczyli przed telewizorem. Podeszłam do Zayn'a i wdrapałam się na niego kolana, zajadając się ciasteczkami. Inni widząc je, rzucili się na mnie i zaczęli wyjadać z opakowania. Krzyczałam, żeby mnie zostawili, ale oni zrobili to dopiero wtedy, kiedy w pudełku nic nie było.
- No wiecie? Nawet okruszka mi nie zostawiliście! Frajerzy z was! - zrobiłam smutną minkę.
- Życie - rzucił Zayn, a ja spojrzałam na niego z mordem w oczach.
Siedziałam obrażona, dopóki Louis nie westchnął i nie przyniósł mi innych ciastek. Jak na dobrego braciszka przystało, zakazał innym zabrania mi ich, bo są tylko moje.
- Dziękuję Boo - uśmiechnęłam się do niego.
Chłopak odwzajemnił gest, po czym wrócił na swoje miejsce.
Przez resztę wieczoru graliśmy w różne gry. W końcu wszyscy zaczęli się rozchodzić. Dziewczyny pojechały do domu, a chłopaki poszli do swoich pokoi. Nikt nawet nie kazał mi iść spać. Dziwnie. Wyłączyłam telewizję i Xbox'a i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam tylko piżamę i skierowałam się do łazienki. Jednak drzwi były zamknięte, a z środka wydobywały śpiew Liam'a i szum wody. Nie chciało mi się iść na dół do łazienki, więc usiadłam na pod drzwiami. Siedziałam tam nieokreślony, bardzo długi czas, że aż nie wiem kiedy zasnęłam opierając się o drzwi.
***
Obudziłam się rano w swoim łóżku. Dziwne, nie pamiętam, żebym się kładła. Spojrzałam na siebie. Zobaczyłam, że mam na sobie za dużą koszulkę Louis'a, stanik i majtki. Skrzywiłam się. Któryś z tych frajerów. Wzdrygnęłam. po czym zerknęłam na zegarek. 7:47. Wyskoczyłam z łóżka i poszłam do pokoju brata. Smacznie sobie spał.
'Głupio by było, gdyby go ktoś teraz obudził' - pomyślałam.
Wzięłam rozbieg i skoczyłam na mojego Boo, siadając mu na brzuchu. Chłopak jęknął, otworzył jedno oko, po czym je zamknął z lekkim uśmiechem na buzi.
- No, Louis, no. Głodna jestem.
Chłopak nic mi nie odpowiedział, nadal udawał, że śpi. Podniosłam rękę do góry, z zamiarem spoliczkowania go w ramach próby uzyskania odpowiedzi, kiedy chłopak się odezwał.
- Jeśli twoja ręka tylko dotknie mojego policzka, nie chciałbym być tobą.
- Ale ja chciałam ci dać buziaka w policzek - wymamrotałam pośpiesznie.
- I dlatego twoja ręka znajdowała się na górze?
- A skąd ty to w ogóle wiesz, że moja ręka była w górze? Cały czas masz zamknięte!
- Znam cię już dość długo. Wiem do czego jesteś zdolna. Ale skoro, jak uważasz, chciałaś dać mi buziaka, poproszę - popukał palcem w policzek.
- Zmieniłam już zdanie. Nie ogoliłeś się i w ogóle.
- No dawaj - otworzył oczy - jednego, w policzek. Dla najwspanialszego brata na świecie.
Przekręciłam oczami, ale dałam mu buziaka w policzek.
- Zadowolony? - spytałam, a ten pokiwał głową.
- Chodź dalej spać - wskazał na miejsce obok siebie.
- Ale ja chyba do szkoły muszę iść, c'nie? - rzuciłam.
- Nikt ci nie powiedział? - spytał chłopak marszcząc brwi.
- O czym? - zrobiłam zdziwioną minę.
- Dzisiaj nie idziesz do szkoły. Przecież musimy lecieć do Nowego York'u - w tym momencie byłam jeszcze bardziej zdziwiona - no mamy koncert na Madison Square Garden - jego oczy zabłyszczały.
Otworzyłam buzię ze zdziwienia.
- Fuck. No to gratulacje! - krzyknęłam przytulając Boo.
- Dzięki, to takie nierealne, c'nie?
- No, ale na pewno dacie radę. Będę trzymała kciuki - uśmiechnęłam się.
- Dobra, a teraz chodź spać. O 12 mamy samolot. Koncert za 2 dni.
- Kiedy? - zerwałam się na równe nogi - człowieku, ja nie jestem spakowana!
Pobiegłam do swojego pokoju, jednak już po chwili wróciłam do pokoju brata.
- Gdzie są moje walizki? Nie ma ich w garderobie.
- W piwnicy, na półce po lewej stronie.
Pobiegłam do piwnicy. Na początku nie byłam pewna czy tam zejść, ale w końcu się zdecydowałam. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak mamy pralki. Trzy stały pod ścianą po prawej stronie. A się kiedyś zastanawiałam, gdzie oni robią pranie.
Wyjęłam jedną walizkę i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pakować ubrania. Po długim zastanawianiu co wziąć, w końcu wszystko miałam włożone i ułożone w kosteczki. Do kosmetyczki wrzuciłam wszystkie potrzebne mi rzeczy i również wrzuciłam do walizki. Po kilku minutach udało mi się ją zamknąć. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał na kilka minut po 10. Zerwałam się na nogi i w pokoju zaczęłam się przebierać. Wyciągnęłam torbę z pokoju i stanęłam koło schodów. Usiadłam na niej i po prostu zjechałam.
- Niki, co ty robisz? - spytał Li, kiedy leżałam plackiem na ziemi, a walizka na mnie.
Wzruszyłam ramionami i zepchnęłam nią ze mnie. Wstałam i wręczyłam walizkę chłopakowi. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Harry'ego, który na szybko robił kanapki. Zwinęłam mu jedną i zaczęłam jeść.
- Gdzie reszta? - spytałam.
- Już pojechała. My jedziemy drugą turą.
Włożył kanapki w pojemnik, który wrzucił do swojej torby. Następnie wrzucił tam dużo słodyczy i zajrzał do lodówki.
- Co chcesz do picia?
- Wodę niegazowaną.
Włożył ją do torby, po czym zakładając ją na ramię, zaczął popychać do drzwi. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu koło Liam'a. Natomiast koło mnie usiadł Hazz. Z przodu na miejscu pasażera siedział Paul, a kierowcą był ktoś mi nieznany.
***
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na lotnisku. Przed lotniskiem stało około 30 fanek chłopaków, które kiedy tylko zobaczyły Harry'ego i Liam'a zaczęły piszczeć i otoczyły nas. Nagle koło nas pojawił się Andy, Preston i jakiś inny ochroniarz, którego nie znałam. Zaczęli odganiać od nas fanki, w tym mnie.
- Ej, co jest? - spytałam, kiedy Preston zaczął mnie oddalać od chłopaków - Preston, zostaw mnie!
- To, że wiesz jak mam na imię nie znaczy, że możesz do mnie po imieniu mówić.
- Ale sam mi pozwoliłeś! - powiedziałam - Liam! Pomóż mi!
Chłopak odwrócił się, słysząc mój głos.
- Preston, to jest Niki! - krzyknął.
Ochroniarz zmierzył mnie wzrokiem, po czym uśmiechnął się przepraszająco.
- Sorry, nie poznałem cię - przepuścił mnie.
- To i tak nie znaczy, że ci wybaczę - mruknęłam i ze skrzyżowanymi rękami poszłam do wejścia na lotnisko.
Zaczęłam iść za Harry'm, a Li za mną. Po chwili zatrzymaliśmy się koło reszty chłopaków, El, Pezz, Dan, Lou i Lux. Wymamrotałam ciche 'cześć', po czym usiadłam na krzesełku.
- Boo, oddasz mi mój telefon? - spytałam po chwili.
Chłopak wyjął go z kieszeni, po czym podał mi go i wrócił do rozmawiania. Szybko go włączyłam i uśmiechnęłam się widząc na tapecie całą moją rodzinkę. Wyciągnęłam z kieszeni zgiętą kartkę z numerem Lil, zapisałam go i wysłałam sms'a. Przez następne 15 minut pisałam z nią, dopóki Paul nie poinformował samolocie. Chłopaki wzięli walizki i zaczęliśmy kierować się na odprawę. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samolocie, na swoich miejscach w różnych częściach samolotu. Na samym początku, po lewej stronie siedzieli Li, Dan i Nialler. Trzy rzędy dalej po prawej stronie siedzieli Lou, Lux i starsza pani. Rząd za nimi po środku siedzieli Zayn, Pezz i Paul. Zaraz za nimi Boo, El, Hazz. Na samym końcu po lewej stronie siedziałam ja. Po moich oby dwóch stronach siedziało jakieś małżeństwo. Obydwoje na oko mieli ponad 40 lat. Ciągle krzyczeli na siebie. Z załamaną miną zatrzymałam stewardessę.
- Są jeszcze inne, wolne miejsca? - spytałam z nadzieją.
- Przykro mi, ale nie - odpowiedziała mi i odeszła.
- Bob, podaj mi maść na mój wrzód! - krzyknęła kobieta.
Grubszy mężczyzna wstał, odwracając się do mnie tyłkiem, zaczął grzebać w torbie w półce w ścianie samolotu. Skrzywiłam się i spojrzałam przed siebie. Po chwili podał maść kobicie, ale ona kazała mu posmarować. Pokrzyczeli na siebie, a następnie mężczyzna zaczął przechodzić przede mną. Oczywiście nie obyło się bez zahaczenia tyłkiem o moją twarz. Od razu bardziej wbiłam się w fotel i czekałam, aż ten cholerny lot się zacznie i będę mogła pójść do Louis'a.
Po kilkudziesięciu minutach mogliśmy odpiąć pasy. Czym prędzej to zrobiłam i wręcz pobiegłam do brata.
- Co tu robisz? - spytał, kiedy usiadłam mu na kolanach.
- Błagam, nie każ mi tam wracać. Ja tam nie wytrzymam tych kilku godzin. Proszę, pozwól mi zostać tutaj z wami.
Chłopak odwrócił się i zaczął się śmiać na widok moich sąsiadów w czasie lotu. Zaraz za nimi spojrzała pozostała dwójka i również się zaczęła śmiać.
- To nie jest śmieszne! Ja tam nie chcę wracać!
- Nie no, spokojnie. Teraz będziesz z nami siedziała, jak będzie lądowanie to tam wrócisz - rzekł Lokers.
Posłałam mu wdzięczne spojrzenie i rozsiadłam się na bracie.
- Więc, co będziemy robić? - spytała El.
- Ja wiem - rzekł ucieszony Boo.
Zaczął grzebać w swoim plecaku. W końcu wyjął z niego dwie PSP
- Fifa - pisnął.
Chcąc, nie chcąc zgodziłam się tak jak pozostała dwójka. Louis podał mi jedno urządzenie, drugie Hazzie, połączyliśmy się jakoś, żebyśmy mogli grać przeciwko sobie i zaczęła się zabawa. Nie byłam jakoś specjalnie uzdolniona w tego typu grach, dlatego Boo pomagał mi co jakiś czas, na co Styles krzyczał, żebyśmy nie oszukiwali. W końcu tak czy siak, wygrałam. I to nawet nie przeze mnie. Ten idiota pomylił bramki i wbił sobie samobója. Myślałam, że się tam zesikam ze śmiechu, kiedy Loczek zrobił się czerwony ze złości, tupnął nóżką i oddał swoje urządzenie Eleanor. Stwierdził, że już nie będzie grał, bo to przeze mnie. Nie wiem jakim sposobem miałaby być to moja wina no, ale okej. Hazzy nikt nie zrozumie.
Przez kolejną godzinę graliśmy na PSP, dopóki się nie rozładowały. Później Lou wyjął ze swojego plecaka kolorowanki i kredki o ludziach z bajek. Stwierdził, że to z myślą o mnie. Przekręciłam oczami, ale wzięłam je od brata. Do końca lotu kolorowałam obrazki, Boo rozmawiał z El i co jakiś czas szturchał mnie łokciem, żebym wyszła za linię. Idiota. Natomiast Hazz zasnął z otwartą buzią. Nie mogłam zrobić nic innego jak włożyć mu do buzi jabłko, które wyjęłam z jego plecaka. Nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia i oczywiście dziwnych spojrzeń innych pasażerów lotu.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 40

Nowy rozdział. Czytać i komentować. Kocham Was. <3

Tydzień później
Obudził mnie budzik równo o 8. Niechętnie wstałam z łóżka z myślą, że dzisiaj wracam do szkoły. Jedyna rzecz jaka mnie cieszyła to fakt, że będzie tam Lilly. Od czasu rozmowy w MSC, codziennie się spotykałyśmy na kilka godzin. Na razie traktuję ją jak dobrą koleżankę, ale kto wie, może niedługo stanie się przyjaciółką.
Z chłopakami nadal jestem pokłócona i jak na razie nie widać, żeby miało to się zmienić. Mimo kilku prób przekonania ich do mojej racji, nie dają sobie tego wpoić. Ciągle myślą, że to wszystko moja wina.
Weszłam do szafy, z której wybrałam sobie ubrania.
'Może powinnam wziąć jeszcze kurtkę' - pomyślałam sobie, patrząc na strój, ale już po chwili wyrzuciłam tą myśl z mojej głowy.
Następnie skierowałam się do łazienki. Szybko odbyłam poranną toaletę, po czym zbiegłam na dół. Skrzywiłam się widząc w kuchni chłopaków i Eleanor. Nic nie mówiąc, zgarnęłam jabłko i przegryzając je, poszłam do szkoły.
***
Po kilkudziesięciu minutach dotarłam pod budynek szkoły. Weszłam do środka i od razu poczułam na sobie wzrok uczniów. Nie zwracając na to zbytniej uwagi, przeszłam przez korytarz jak królowa i dotarłam do szafki. Wyjęłam z torebki niepotrzebne książki i zeszyty, została tylko matematyka. Trzasnęłam szafką i skierowałam się pod odpowiednią klasę. Na parapecie siedziała Lilly. Nie zastanawiając się długo podeszłam do niej.
- Cześć - usiadłam obok.
- O hej. Co tam u ciebie? - spytała uśmiechając się przyjaźnie.
- No wiesz, myślę, że niektórzy się mnie tutaj boją - powiedziałam wskazując na młodsze roczniki, które wlepiały we mnie przerażone oczy.
- No tak. Wszyscy gadają, że dzisiaj wracasz. Podobno kilka osób nie przyszło z tego powodu do szkoły.
- Naprawdę? Aż tak jestem przerażająca? - spytałam zdziwiona.
- Yup, dla nich najwyraźniej tak.
- No to od teraz jestem Nicola Aleksandra Postrach Młodszych Roczników Tomlinson - zaśmiałam się.
- Nie zmieści się w żadnych dokumentach - potrząsnęła głową Lilly.
- No to Nicola Aleksandra PMR Tomlinson. Krótsze i chyba już się zmieści.
- Będę trzymała o to kciuki.
- Oh, dziękuję. Jestem ci wdzięczna.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek. Nie minęła minuta, a koło drzwi pojawiła się nasza wychowawczyni. Wpuściła wszystkich do klasy. Usiadłam na swoim stałym miejscu, a Lilly oczywiście koło mnie.
- Dzień dobry młodzieży. Nicola, widzę, że wróciłaś. Mam nadzieję, że miałaś dużo czasu na przemyślenia.
- No tak. Doszłam do wniosku, że Smith do głupia krowa, która tylko kłamie, że Lilly jest naprawdę zajebista i, że osobniki, z którymi mieszkam to stuprocentowi frajerzy.
- Nie takie przemyślenia mi chodziło. Miałam na myśli twoje zachowanie.
- Nie mam sobie nic do zarzucenia.
- Ja bym miała inne zdanie.
- Dobrze, cieszę się, ale proszę pani, przez moje krótkie wakacje, wypoczęłam sobie. Proszę, żeby pani mi nie psuła humoru.
- Jakie wakacje? To było zawieszenie w prawach ucznia, nie wakacje.
- Ja to inaczej odebrałam. Doszłam do wniosku, że dyrektor stwierdził, że się zbyt przemęczam i dał mi dwa tygodnie wolnego - powiedziałam, a Lilly zachichotała.
Moja wychowawczyni tylko pokręciła głową, a następnie zaczęła prowadzić lekcję. Natomiast ja i Lilly zaczęłyśmy rozmawiać. Oczywiście co jakiś czas naszą rozmowę przerywała pani Bullock.
- Nicola, Lilly możecie przestać rozmawiać? - krzyknęła już zdenerwowana nauczycielka.
- Nie? - powiedziałyśmy chórem.
- W takim razie macie po uwadze.
- Oh, Niki, co my teraz zrobimy? - spytała mnie Lilly udając strach.
- Wiem! Zmienimy imiona, ja będę Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez, ty Diyego Marko Jozefin Marsela  i wyjedziemy do Hiszpanii prowadzić hodowlę biedronek - powiedziałam, po czym wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dziewczyny, mam was dość! - krzyknęła nauczycielka, a my jeszcze bardziej zaczęłyśmy się śmiać - koniec tego! Zabierajcie swoje rzeczy i za drzwi!
Śmiejąc się, zaczęłam wrzucać do torby moje rzeczy z ławki podobnie jak Lilly. Nadal nie mogąc się opanować, wyszłam z klasy, a za mną Carter.
- O mój Boże. Z czego my się śmiejemy? - spytała mnie dziewczyna.
- Nie wiem. Dobra, spokój.
Popatrzyłyśmy na siebie, nie wytrzymałyśmy i ponownie zaczęłyśmy się śmiać tak, że leżałyśmy na ziemi. Po kilku minutach już doszłyśmy do siebie. Wstałam z podłogi, otrzepałam spodnie i spojrzałam na Lilkę.
- Co robimy? - spytała.
- Ja bym się tak zerwała z reszty lekcji.
- Dobra, to cho - powiedziała.
Najpierw rozdzieliłyśmy się do swoich szafek. Ze swojej wyjęłam tylko paczkę gum i skierowałam się do drzwi, gdzie czekała na mnie Lilly. Wyszłyśmy z budynku i najpierw poszłyśmy do Starbucksa. Ja wzięłam waniliowe Frappuccino, a Lilka latte z bitą śmietaną.
- Imiona - powiedział chłopak stojący zza ladą.
Wymieniłam z Lilly znaczące spojrzenia, po czym powiedziałam:
- Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez.
- A ja Diyego Marko Jozefin Marsela.
Spojrzałam z widocznym rozbawieniem na chłopaka, który co rusz otwierał usta, ale po chwili je zamykał nie wiedząc co powiedzieć. W końcu odchrząknął.
- Nie ma tak! Podawać mi swoje imiona! Raz, dwa! - krzyknął z uśmiechem na buzi.
- Oh, no dobra. To ja jestem Diyego Marko Jozefin Marsela, a ona Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez. Masz nas - mruknęłam.
- Eh, no niech wam będzie - zaśmiał się i odszedł.
Po kilku minutach dostałyśmy swoje napoje. Na moim napisane było 'Diyego Marko Jozefin Marsela', a na Lilki 'Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez'. Uśmiechnęłyśmy się do sprzedawcy, zapłaciłyśmy, a następnie wyszłyśmy z budynku.
- Co teraz? - spytała mnie koleżanka.
- Chłopaków nie ma w domu, są w pracy, możemy iść do mnie - zaproponowałam, a a Lilly pokiwała ochoczo głową na zgodę.
***
Skierowałyśmy się do mojego domu. Byłyśmy tam już po około godzinie.
- Jezu, dlaczego twój dom jest tak daleko? - spytała mnie Lilly.
- Też sobie to pytanie zawsze zadaję. Chciałabym mieszkać gdzieś w centrum, nie na obrzeżach - powiedziałam otwierając drzwi.
- Przynajmniej nie masz tutaj żadnych reporterów.
- Prawda, ale to tutaj to jest nudna dzielnica. Nigdy nic się nie dzieje.
Weszłyśmy do domu, gdzie dopadł nas mój pies.
- Hej Shila - powiedziała Lilly głaszcząc ją - co tam malutka?
- Skąd wiesz jak się nazywa? - spytałam zdziwiona.
- Jestem directioner, kobito! - rzuciła dziewczyna nie przestając głaskać psa.
- Yhym - nagle ktoś odkaszlnął.
Oby dwie podniosłyśmy głowy do góry. Eleanor.
- Co ty tutaj.. robisz? - zająkałam się.
- Zastanawiam się, dlaczego nie ma was w szkole - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Bo tak jakby się zerwałyśmy. Proszę, nie mów nic chłopakom - złożyłam ręce jak do modlitwy.
- Dobra, spokojnie, nic nie powiem - zaśmiała się.
- Naprawdę? - spytałam, na co ona pokiwała głową - dziękuję.
- Nie ma za co. Chodźcie, mam pizze.
Dziewczyna mojego brata zniknęła w salonie, a Lilly stanęła przede mną.
- Mówiłaś, że ona jest głupia - mruknęła.
- Bo do tej pory jej nie lubiłam, teraz przez tą akcję tak jakby zobaczyłam ją w innym świetle. Jakbym nagle zaczęła ją lubić. Chodź już, bo nam pizza wystygnie.
Odwróciłam się na pięcie i weszłam do salonu. Na kanapie siedziała Eleanor, a na stole leżało wielkie pudełko pizzy.
- Wow, ale ładny salon - odezwała się z zachwytem Lilka rozglądając dookoła.
- No, śliczny jest - potwierdziła Eleanor - ale jeszcze nie widziałaś kuchni i łazienek. To dopiero jest piękne.
- No i jeszcze basen. Taki wielki i w ogóle - wtrąciłam się.
Razem z Lilly usiadłam na kanapie, wzięłyśmy po kawałku pizzy i we trójkę zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym.
***
- Dobra, ja się będę zbierała - powiedziała nagle Lilly, kiedy oglądałyśmy 'Diabeł ubiera się u Prady'.
- Już, dlaczego? - spytałam.
- Już skończyliśmy lekcje, a ja nic nie wspominałam bratu, że nie wrócę od razu do domu. Będzie się denerwował.
- On też ma syndrom nadwrażliwego brata? - spytała El.
- Taa, niestety - westchnęła dziewczyna, wstając z kanapy.
Odprowadziłam Carter do drzwi i wróciłam na swoje miejsce. Oglądałyśmy film w ciszy, kiedy nagle odezwała się dziewczyna brata.
- Niki?
- Hm? - spojrzałam na nią.
- W końcu jest spokojnie? Spór zakopany? - spytała z nadzieją.
- Yyy.. nie.
- Oh, a myślałam, że skoro sobie normalnie rozmawiałyśmy i razem oglądamy film to... - nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Eleanor, przecież żartowałam. Naprawę, przepraszam, że cię tak traktowałam, ale po prostu bałam się, że mi brata zabierzesz - powiedziałam przygryzając wargę.
- Naprawdę? I dlatego mnie nie tolerowałaś?
- Yhy. Naprawdę, przepraszam. Wybaczysz mi?
- Tak, no jasne, że tak. I pamiętaj, ja nie będę robiła nic, żeby zaszkodzić relacją twoim i Louis'a.
- Tej relacji chyba już nic nie może zaszkodzić. On ma mnie gdzieś - mruknęłam spuszczając głowę.
Naprawdę, nagle zaczęło mi go brakować. Tak samo jak reszty chłopaków.
- Uwierz mi, nie długo wszystko wróci do normy - powiedziała uśmiechając się tajemniczo.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Chłopaki mi nie wierzą.
- Uwierz mi, jeszcze w przeciągu kilku dni będziecie w normalnych stosunkach.
- Oby - westchnęłam i wróciłam do oglądania filmu.
***
Po kilkunastu minutach film się skończył. Spojrzałam na zegarek. 14:16.
- Kurde - mruknęłam, biegnąc do mojego pokoju.
Wyrzuciłam wszystko z mojej białej torebki, a do środka wrzuciłam spodnie dresowe, luźną bluzkę i vansy, a następnie w zbiegłam na dół. Zaczęłam zakładać moje emu, w tym samym czasie co zdjęłam kamizelkę, a jej miejsce zajęła brązowa kurtka.
- Co się stało? - spytała mnie Eleanor.
- Zapomniałam! Mam dzisiaj lekcję tańca! Zapomniałam o nich!
- Oh, może cię cię podwieźć? - spytała.
- Jeżeli chcesz to tak.
Eleanor założyła buty i płaszcz, po czym chwytając kluczyki od swojego Mini Cooper'a, otworzyła drzwi. Wyszłam zaraz za nią, zamknęłam drzwi i weszłyśmy do samochodu.
***
Po kilkunastu minutach dojechałyśmy pod moją drugą szkołę.
- Naprawdę, dziękuję El - powiedziałam uśmiechając się.
- Nie ma za co. Lepiej powiedz, o której kończysz. Przyjadę po ciebie.
- O 17. Naprawdę dziękuję. Pa, pa.
Sprawnie wyskoczyłam z samochodu i weszłam do budynku. Skierowałam się do szatni, gdzie była reszta grupa.
- Cześć wam - uśmiechnęłam się.
- No hej! - krzyknęło chórem dokładnie 33 osoby.
Usiadłam na swoim miejscu i zaczęłam się przebierać rozmawiając z innymi. Kiedy wszyscy byli już przebrani, poszliśmy na salę. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast pana Eric'a, stała Dani.
- Cześć grupo! - krzyknęła jak zawsze uśmiechnięta - dzisiaj zastąpię Eric'a. Szybko, robimy rozgrzewkę.
Wszyscy zaczęliśmy się rozciągać. Po 20 minutach Dani zakończyła ją i kazała ustawić.
- Teraz będziemy ćwiczyć cały czas wasz układ! Konkurs już za niecały tydzień! Nie możemy się ociągać! Zrozumiano?
- Tak! - krzyknęliśmy chórem na słowa Danielle.
Peazer włączyła muzykę, a my zaczęliśmy tańczyć i tak przez następne 2 godziny.
***
Zmęczona usiadłam na ławce w szatni. Te dwie godziny naprawdę mnie wymęczyły. Spojrzałam na Alan'a, który pił wodę. Od razu wstałam i podeszłam do niego, uśmiechając się słodko.
- Alan, wiesz jak ja cię uwielbiam? - spytałam, a ona niepewnie kiwnął głową - dasz mi się łyknąć?
- Masz - podał mi butelkę.
Skinęłam głową w podziękowaniu i zaczęłam pić i pić i pić. Kiedy już skończyłam okazało się, że nie ma nic w butelce. Ups.
- Ej, wydoiłaś mi całe picie! - krzyknął zbulwersowany.
- No, przepraszam, ale... - i wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - oh, nieważne, muszę się przebrać.
Odeszłam do swojego miejsca i zaczęłam się przebierać.
- Dla ciebie nieważne, ale to ja nie będę miał co pić - zrobił podkuwkę z buzi.
- Oh, nie smutaj. Na następnych zajęciach ci oddam - mrugnęłam do niego.
- Niki, pośpiesz się. El przyjechała - powiedziała Dani wchodząc do szatni.
- Już.
Szybko wrzuciłam do środka mój strój do tańca, po czym wyszłam z pomieszczenia, uprzednio żegnając się z grupom. Razem z Danielle wyszłam ze szkoły i weszłyśmy do samochodu.
- No i jak zajęcia? - spytała Calder.
- Masakra, się zmęczyłam jak nigdy - mruknęłaś.
- No, widziałam, dałaś z siebie wszystko. Tak trzymaj - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna Liam'a.
Odwzajemniłam uśmiech, ale nic nie powiedziałam. Po prostu nie miałam siły.
***
Po jakimś czasie dojechałyśmy do domu. Wyszłam z samochodu, a następnie weszłam do domu. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam na podłogę torebkę i położyłam się na łóżku, gdzie smacznie spał mój pies i zamyknełam oczy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam.
Drzwi otworzyły się, a do środka weszli chłopaki. Zdziwiona spojrzałam na każdego z osobna. Nie spodziewałam się ich tutaj.
'Co oni ode mnie chcą' - pomyślałam i akurat Louis zaczął mówić.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 39

Przede wszystkim jedno, wielkie PRZEPRASZAM. Byłam zdenerwowana przez jedną sytuację jaka się wydarzyła. Gdyby nie ona, nigdy bym czegoś takiego nie napisała. Naprawdę żałuję tego i jest mi przykro, że wywołałam takie zamieszanie. Naprawdę PRZEPRASZAM i obiecuję, że już nigdy coś takiego się nie wydarzy.

Siedziałam w pokoju. Louis jak obiecał, tak zrobił. Zabrał mi wszystkie gadżety, więc nie pozostało mi nic innego jak leżenie całymi godzinami w łóżku. Od 4 dni nie wychodziłam z pokoju, chyba, że do toalety. Nawet nic nie jadłam. Chłopaki zresztą też się nie kwapią, żeby mnie powiadomić o jakimkolwiek posiłku. Obrazili się na mnie. Kiedy wychodzą na próby, zamykają mnie na klucz, żeby mieć pewność, że nigdzie nie pójdę. Nawet mi psa zabrali. Stwierdzili, że i tak nie mam jak się nim zajmować. Krótko mówiąc, zostałam sama.
Przewróciłam się z lewego boku na brzuch. Spojrzałam tępo w sufit. Nagle usłyszałam burczenie w brzuchu. Automatycznie złapałam się za niego. Byłam głodna. Usiadłam na łóżku, pragnąc, aby odgłosy ucichły. Niestety, brzuch jeszcze bardziej dawał o sobie znak. Po moim policzku poleciała jedna, samotna łza. Nie miałam siły jej zetrzeć, więc pozwoliłam, żeby spłynęła na moją bluzkę od piżamy.
Nagle usłyszałam jakieś w domu. Chłopaki wrócili. Już po chwili, usłyszałam kroki na schodach. Louis, jak codziennie, otworzył mi drzwi i zajrzał, co robię.
- Mogę coś zjeść? - spytałam niepewnie.
- Chodź - mruknął brat.
Zeszłam z łóżka. Wyszłam z pokoju zaraz za bratem. Doszliśmy do kuchni i zobaczyłam resztę chłopaków. Siedzieli przy stole, na którym leżały 5 pudełek pizzy. Od razu zmierzyli mnie wzrokiem, na co poczułam się jeszcze bardziej niepewnie.
- Zrób sobie coś - powiedział sucho brat siadając na krześle.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie z półek wzięłam Nesquiki, łyżkę i miskę. Zrobiłam sobie zupę mleczną, po czym usiadłam koło wysepki. Nie miałam zamiaru siedzieć przy stole z chłopakami.
- Może odłożyłabyś mleko i płatki na miejsce? - usłyszałam warknięcie Harry'ego.
Wzdrygnęłam się, po czym zsunęłam się z krzesła. Zrobiłam co powiedział chłopak, a następnie zabrałam się za jedzenie. Kiedy już prawie wszystko zjadłam, do kuchni wbiegła Shila. Podbiegła do mnie i po kilku próbach udało jej się wskoczyć na moje kolana. Merdając ogonkiem zaczęła lizać mnie po twarzy.
- Shila, przestań - pierwszy raz od kilku dni uśmiechnęłam.
Zaczęłam głaskać pieska, a ta zadowolona położyła się.
- Mój mały piesek, jak się za tobą stęskniłam - szepnęłam, a później cmoknęłam szczeniaka w pyszczek.
- Jedz i wracaj do pokoju - usłyszałam nagle surowy głos brata.
Zagryzłam wargę popychając lekko psa na ziemie. Po krótkim stawianiu oporu zeskoczyła ze mnie, podeszła do swojej miski i zaczęła jeść jej zawartość. Wzięłam do ręki łyżkę i powróciłam do jedzenia. Po chwili miska została opróżniona. Zeskoczyłam ze stołka, po czym podeszłam do zmywarki, chowając brudne naczynia. Odwróciłam się i napotkałam wrogie spojrzenia chłopaków. Spuściłam głowę i wyszłam z kuchni.
Usiadłam na łóżku, nie wiedząc co mam robić. Po krótkim rozmyślaniu, z półki biurka wyjęłam sznurki do robienia bransoletek z muliny. Ucięłam odpowiednią długość na mój nadgarstek i zaczęłam robić bransoletkę.
***
Po kilku godzinach skończyłam robić bransoletkę. Uśmiechnęłam się lekko nakładając ją na nadgarstek. Pasowała idealnie. Podczas robienia mojej nowej ozdoby, przemyślałam sobie, że muszę pogadać z chłopaki. Muszę spróbować im wszystko wytłumaczyć. A jeśli się nie uda trudno, nie mam zamiaru się załamywać. Ich strata.
Spojrzałam na zegarek. 21:56. Wstałam z łóżka, wzięłam czystą piżamę, po czym poszłam do łazienki. Wzięłam, wstyd się przyznać, drugi prysznic od 4 dni. Umyłam dokładnie włosy i ciało, po czym wyszłam z kabiny. Wysuszone ciało ubrałam w piżamę, a włosy wysuszyłam. Uśmiechnęłam się do lustra, a następnie wyszłam z łazienki. Wróciłam do pokoju i od razu poszłam spać.
***
Wstałam rano we wspaniałym humorze. Od razu wyskoczyłam z łóżka i w pokoju zaczęłam się przebierać. Następnie wyszłam z pokoju i zbiegłam na dół. Postanowiłam od razu porozmawiać z chłopaki, dlatego skierowałam się do kuchni, gdzie powoli, zaspani jedli śniadanie. 
- Co ty tutaj robisz? Masz szlaban i zero wychodzenia z pokoju! - naskoczył na mnie Louis.
Przekręciłam oczami.
- Chciałam pogadać.
- Nie mamy o czym - odezwał się Niall.
- Chciałam wam wszystko wyjaśnić.
- Nie wiem po co, skoro i tak wszyscy wiemy, co się wtedy zrobiłaś - powiedział tym razem Liam.
- Nie, bo we wszystko uwierzyliście tej wywłoce. Przyznaję uderzyłam ją, ale zasłużyła. To przyczepiła się mnie i to ona wylała na mnie tego shake'a.
- Możesz w końcu przestać kłamać? - spytał Harry.
- Ja nie kłamię! Dlaczego wy chociaż raz nie możecie mi uwierzyć?! - krzyknęłam zbulwersowana.
- Bo wiemy dobrze jaki masz charakter, jesteś zdolna do zrobienia czegoś takiego - rzekł Zayn.
- Skoro już sobie pogadaliśmy możesz wrócić do pokoju.
- No chyba cię pojebało - zadrwiłam z brata - nie zamierzam słuchać ciebie.
- Co proszę? - spytał stając naprzeciwko mnie.
- Problemy ze słuchem?
- Nicola do pokoju! - krzyknął.
- Nie - warknęłam - nie będę słuchała się kogoś takiego jak ty!
- Owszem, będziesz! Jestem twoim opiekunem prawnym i będziesz mnie słuchała czy ci się to podoba, czy nie! 
- Powodzenia - powiedziałam sarkastycznie, po czym wyszłam z kuchni.
Poszłam do salonu, gdzie na kanapie leżała Shila. Usiadłam koło niej, po czym włączyłam telewizor. Zostawiłam sobie na stacji telewizyjnej Katy Perry - Part Of Me. Zaczęłam podśpiewywać pod nosem, głaszcząc przy okazji mojego pieska. Chwilę spokoju przerwał Louis wbiegając do salonu. Stanął centralnie przede mną, na co westchnęłam, odchylając głowę do tyłu.
- Nie przypominam sobie, żebym ci pozwolił oglądać telewizję - warknął krzyżując ręce.
- Najpierw problemy ze słuchem, teraz z pamięcią? Idź do lekarza, może to coś poważnego - zakpiłam zerkając na niego.
- Ugh, ale z ciebie mała wredota.
- Oh, ale żeś mnie tym uraził - roześmiałam się wrednie.
- Ugh, mam cię dość - warknął wyłączając tv.
- No co ty robisz?! - wydarłam się.
- Do pokoju!
- Czytaj napis - pokazałam mu bransoletkę, którą zrobiłam dzień wcześniej.
- Takie teksty to do koleżanek!
- Jakby się przyjrzeć to trochę przypominasz dziewczynę, masz damski głos, lubisz zakupy, więc tak jakby jesteś dziewczyną, a więc możesz być moją koleżanką, więc mogę do ciebie mówić takie teksty - wyszczerzyłam się.
- Idź. Sobie. Stąd.
- A. Jak. Nie. To. Co. Mi. Zrobisz? - spytałam naśladując brata.
Louis już nic nie powiedział, tylko czerwony ze złości wyszedł z pokoju. Uśmiechnęłam się wrednie, po czym ponownie włączyłam tv tyle, że tym razem na bajkach. Po kilkunastu minutach mój spokój ponownie został zburzony. Do pokoju wszedł Zayn.
- Wyłączaj to. Jedziemy - mruknął.
Spojrzałam na niego pytająco.
- No do pracy jedziemy.
- W takim razie szerokiej drogi - uśmiechnęłam się wrednie w stronę Mulata, a następnie wróciłam do oglądania Scooby Doo.
- Nicola, do samochodu! - krzyknął wyłączając mi tv.
- Jezu, już idę. A ty poluzuj majty, bo stwierdzam, że cię cisną.
Wstałam z kanapy, po czym skierowałam się do drzwi, nie przejmując się wkurzonym Malikiem. Weszłam do samochodu i na usiadłam jak najdalej Louis'a, który ciskał się we mnie piorunami.
- No i co się tak gapisz? - nie wytrzymałam już.
- Bo mam oczy.
- To je sobie wydłub - syknęłam uśmiechając się złowieszczo.
Oburzony chłopak skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a ja zadowolona, że już się nie przejmuję zachowaniem chłopaków, spojrzałam przez okno.
***
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek. Wysiadłam jako pierwsza i nie zważając na nikogo, weszłam do tego budynku. Jednak od razu się zatrzymałam, nie wiedząc gdzie iść dalej. Po chwili chłopaki weszli do środka. Wyminęli mnie, nawet na mnie nie patrząc, i poszli do jakiś drzwi. Nie zwracając uwagi na ich zachowanie, poszłam za nimi. Weszłam do niewielkiego pokoju. Ściany były czerwone. Na przeciwko drzwi stał stół z jakimś jedzeniem i piciem. Po lewej stronie była mała scena, na której stała perkusja, a za nią kilka mikrofonów na stojakach. Przed sceną stały klawisze, a obok nich, pod ścianą trzy gitary na stojakach. Na ścianach wisiało jakieś nagłośnienie, a po ziemi ciągnęły się różne kabelki.
W środku był już 1D Band.
- Cześć Niki - pomachał mi Dan.
- No cześć. A co, chłopaki nie nastawili was przeciwko mnie?
- Nie. Nic o tobie mówić nie chcieli - wzruszył ramionami Sandy.
- A co się stało? - spytał zaciekawiony Jon.
- Taka wywłoka wylała na mnie shake'a, dlatego ją uderzyłam, no i poszliśmy do dyra i ona skłamała, że ja chciałam na nią tego shake'a wylać, no i wszyscy jej uwierzyli, no i chłopaki są na mnie obrażeni.
- A tak, czytałem o tym na tt. Podobno tamta dziewczyna nadal ma wielkiego siniaka na policzku - odezwał się Josh.
- No i dobrze, należało się jej.
- Chciałbym zobaczyć cię wtedy w akcji. Jak dajesz jej tego plaskacza - wtrącił się Jon.
- No to może na kimś pokaże. Sandy, jesteś chętny? - spytałam.
- Nie, dzięki - odpowiedział od razu, odchodząc szybko, oglądając się co jakiś czas za siebie czy przypadkiem za nim nie idę.
- Dan? - nic nie odpowiedział, odszedł rozglądając się na wszystkie strony i gwiżdżąc przy okazji.
- Josh?
- Co? Już idę - odpowiedział jakby ktoś go wołał - przepraszam Niki, ale ktoś do mnie dzwoni - powiedział i się zmył.
- Mój Boże, z kim ja się zadaję? - westchnęłam, przybijając sobie facepalm'a.
Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że nie ma koło mnie Jon'a. Zauważyłam go koło swojego instrumentu. Przekręciłam oczami. Pewnie myślał, że to jego chciałabym uderzyć. Szczerze powiedziawszy, ja nikogo nie chciałam uderzyć. To było tylko dla żartów, muszę przyznać, że oni to boi dudki.
Odwróciłam się i podeszłam do stolika z jedzeniem. Były tam jakieś słodycze, picie, kanapki i owoce. Zaczęłam wyjadać z niego wszystkie brzoskwinie. Uwielbiam brzoskwinie. Kiedy wpychałam w siebie jedną za drugą, poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się w ich stronę z jedną brzoskwinią w buzi, a dwoma innymi w ręce. Chłopaki mieli przekrzywione i patrzyli na mnie z nieodgadnionym wzrokiem.
- No co? - spytałam w końcu, wyjmując brzoskwinię z buzi.
- Gówno. Jedz normalnie, bo jak na razie chyba próbujesz upodobnić się do świni - warknął Louis.
- Nie, nie chcę być tak jak ty - powiedziałam bezczelnie.
- Ugh, idź już sobie stąd - dał mi 20 funtów i kluczę - masz iść do domu, jasne? - syknął.
- Zobaczymy. Cześć - rzuciłam i wyszłam z pokoju.
Wybiegłam z budynku i od razu skręciłam w lewo. Jak na razie nie miałam zamiaru wrócić do domu. Co bym tam robiła?
Już po kilku minutach byłam pod Milkshake City. Weszłam do środka i podeszłam do lady. Kupiłam sobie czekoladowego shake'a i usiadłam przy stoliku. Popijałam swoje picie, kiedy nagle ktoś stanął przed moim stolikiem. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Lilly.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Um.. ja chciałam powiedzieć, że.. podziwiam cię za to, że ją uderzyłaś.
- Naprawdę? - spytałam zdziwiona.
- No tak. Nikt by się na to nie odważył. Ja też kilka razy miałam ochotę ją spoliczkować, ale jakoś tak.. bałam się - wyznała.
- Kogo? Tej jędzy?
- Nie. Mojego brata. Tata by się tym zbytnio nie przejął, ale George to już co innego - westchnęła.
- Jest zbyt nadopiekuńczy? - spytałam.
- No tak. Zawsze musi wiedzieć gdzie jestem, co robię i kiedy wrócę.
- Znam ten ból. Tyle, że ja mam 5 takich kłopotów.
- No tak, bo tobą się cała piątka opiekuje.
- No, ale jak teraz się na mnie obrazili to, jakby to powiedzieć, hm.. nie przejmują się mną tak bardzo.
- Masz trochę wolności - uśmiechnęła się siadając na krześle na przeciwko mnie.
- Wolności? Proszę cię, przez ostatnie dni siedziałam cały czas w pokoju. Zamknięta na klucz. Dopiero dzisiaj przestałam się przejmować ich rozkazami.
- No i prawidłowo - powiedziała, na co się zaśmiałam.
- Wiesz, nie jesteś taka zła jak myślałam. Da się z tobą pogadać - uśmiechnęłam się serdecznie.
- Z tobą tak samo. Jak widać obie się myliłyśmy.
- Życie.
Przez następne kilka godzin gadałam z Lilly. Naprawdę myliłam się co do niej. Nie jest taka zła jak myślałam. Da się z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Nie kończyły nam się tematy.
Niestety, kiedy na zegarze wybiła godzina 16:00 musiałam iść do domu. Wymieniłyśmy się numerami telefonu tak na przyszłość i rozeszłyśmy w swoje strony.
***
Po kilkudziesięciu minutach doczołgałam się do domu. Roześmiałam się głośno, kiedy przed drzwiami zobaczyłam chłopaków. Od razu posłali mi wkurzone spojrzenia.
- Gdzie ty byłaś do cholery?! - wydarł się brat.
- W Czarnobylu, badałam stężenie bąków w atmosferze.
- Mam cię dosyć!
- Nie mów tak, bo się zarumienię - mruknęłam.
- Weźcie skończcie już, a ty otwórz te drzwi - wtrącił się Liam.
Przewróciłam oczami, po czym wyciągnęłam kluczę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu przywitała mnie Shila. Zaczęła skakać na mnie ze smyczą w ręce. Załapałam jej aluzję, po czym przypięłam zieloną smycz do obroży. Nie mówiąc nic nikomu, wyszłam z domu i skierowałam się do parku.
Kiedy tam dotarłyśmy spuściłam psiaka ze smyczy i zaczęłam się z nią bawić.
Po jakimś czasie jednak zmarzłam. Mogłam założyć kurtkę no, ale nic. Zapięłam psa na smycz i skierowałam się do domu. Weszłam do środka, a następnie do kuchni. Zrobiłam sobie ciepłą herbatkę, a z półki wyjęłam wielkie opakowanie ciastek. Nasypałam jeszcze Shili trochę karmy i poszłam do pokoju. Następnie jeszcze szybko zbiegłam do salonu, gdzie siedzieli Louis, Niall i Eleanor. Zmierzyłam ich wzrokiem, po czym podeszłam do regału z książkami. Wzięłam wszystkie części książki 'Jutro' i 'The Last Song. Ostatnia Piosenka'. Położyłam wszystkie książki jedna na drugą i zaczęłam iść po schodkach.
- Przewrócisz się - ostrzegł mnie brat.
- A co cię to obch... - nie skończyłam, bo faktycznie spadłam ze schodów - fuck! - krzyknęłam łapiąc się za tyłek.
- A nie mówiłem.
- Louis - skarciła go Eleanor - nic ci się nie stało?
- Dajcie mi spokój! - krzyknęłam.
Zebrałam książki i wyszłam z salonu. Kiedy dotarłam do mojego pokoju, rzuciłam książki na ziemię. Straciłam ochotę na czytanie ich. Rozebrałam się do majtek, stanika i skarpetek, a następnie ległam na łóżko nawet nie przykrywając się kołdrą. Już po kilku minutach odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 38

Dobra, przede wszystkim chciałam zwrócić się do osoby, która pisze w komentarzach, żeby Niki miała chłopaka. Zdaje sobie sprawę, że chcesz, żeby Niki nie była już singlem, ale to co piszesz to lekka przesada. Jakie całowanie namiętnie? Jakie rozbieranie? Ona ma 14 lat! Zdaję sobie sprawę, że to jest tylko opowiadanie no, ale sorry not sorry, nie chcę z niej robić, za przeproszeniem, jakieś dziwki. No bo jaka normalna 14-latka włazi do łóżka chłopakowi i to jeszcze starszemu? To opowiadanie nie polega na jakieś miłości czy coś takiego. Może w przyszłości zrobię jej jakiegoś chłopaka, ale jeszcze nie teraz. Jeżeli chcesz tak bardzo mieć taką scenkę to proszę bardzo sama załóż bloga. Będziesz mogła pisać tam co chcesz, a mnie dasz spokój.
A odnośnie, bluźniącej Niki, to ja już nie rozumiem. Spytałam się kiedyś, czy mogę tutaj dawać bluźnierstwa i nikt nie miał przeciwko, to nie wiem po co robicie jakieś dramy.


Kiedy na ekranie pojawiły się napisy, wstałam, po czym mówiąc ciche 'dobranoc', wyszłam z salonu i skierowałam się do łazienki. Nalałam do wanny ciepłej wody, rozebrałam się i weszłam do środka. Zamknęłam oczy i zaczął sobie rozmyślać. Tak długo rozmyślałam, że aż zasnęłam w wannie.
***
Obudziło mnie walenie do drzwi. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że nadal leżę w wannie. Tyle, że teraz woda była zimna.
- Niki, wyłaź z tej łazienki! - usłyszałam krzyk mojego brata - jest już po północy!
Zaspana przetarłam rękoma buzię, po czym wyszłam z wanny. Zorientowałam się, że nie mam piżamy, więc owinęłam się tylko ręcznikiem i wyszłam na korytarz, gdzie stała cała piątka.
- No w końcu - odezwał się Liam, a później wbiegł do łazienki zamykając się.
- Ile można cię wołać? - spytał Zayn - nie jesteś sama, my też chcemy się umyć.
- O Jezu, mamy drugą łazienkę, mogliście tam iść - mruknęłam zaspana.
- Ale chociaż mogłaś się odezwać - powiedział Niall.
- Marudzicie - powiedziałam.
Wyminęłam chłopaków i weszłam do pokoju. Przebrałam się szybko w piżamę z Myszką Mini. Zgasiłam światło, rzuciłam się na łóżko i po kilku minutach zasnęłam.
***
- Niki, skarbie wstawaj - usłyszałam szept Louis'a koło mojego ucha.
- Śmierdzi ci z buzi - mruknęłam odwracając się do niego plecami.
- Zamknij się i wstawaj. Jest już po 8.
Otworzyłam oczy i wzdrygnęłam widząc przed sobą twarz Louis'a. Przecież przed chwilą siedział jeszcze za mną.
- Wyglądasz jak pół dupy zza krzaka - rzekłam patrząc na roztrzepane włosy i zarost.
- No, bo ty wyglądasz lepiej - powiedział sarkastycznie.
- Ja zawsze wyglądam perfekcyjnie.
- No tak, oprócz poniedziałków, wtorków, śród, czwartków, piątków, sobót i niedziel. W inne dni wyglądasz perfekcyjnie - wytknął mi język.
- Frajer.
- Louis, miło mi - zaśmiał się.
Zmierzyłam go wzrokiem, po czym wyszłam z łóżka. Poszłam do garderoby i wybrałam strój.
- Zrób mi jakieś śniadanie - powiedziałam do chłopaka, który nadal siedział na moim łóżku.
- Co?
- Nie wiem, cokolwiek.
Wyszłam z pokoju, kierując się do łazienki. Pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka.
- Ej, ja tu się golę! - krzyknął Zayn.
- Chcę się ubrać.
- Nie obchodzi mnie to.
- Ale ja zawsze mam pierwszeństwo!
- Trudno, ja nie wyjdę. Przebieraj się tutaj jak chcesz albo idź stąd - powiedział powracając do golenia.
- Nie będę się przy tobie przebierała.
- I tak nie ma na czym oka zawiesić - powiedział śpiewająco.
- Dupek - mruknęłam wkurzona.
Odwróciłam się do niego plecami, po czym zaczęłam się przebierać. Kiedy byłam już ubrana, podeszłam do zlewu.
- Posuń się!
- Byłem tu pierwszy - odpowiedział.
- Chcę zęby umyć.
- I tak to nic nie pomoże. Będą ci śmierdzieć z buzi nawet gdybyś milionów gum użyła i miliony razy zęby umyła - powiedział wrednie.
- Nienawidzę cię - warknęłam i wyszłam z łazienki trzaskając drzwiami.
Zdenerwowana zeszłam do kuchni, gdzie siedzieli reszta chłopaków.
- Cześć, młoda. Co tam? - spytał Hazz przewracając coś na patelni.
- Zamknij się!
- Co się znowu stało? - spytał Lou marszcząc brwi.
- Malik się stał.
Usiadłam na krześle zakładając ręce na piersi. W tym samym momencie do kuchni wszedł Mulat.
- Co jej zrobiłeś? - spytał zaciekawiony Niall.
- Powiedziałem, że jej z ust śmierdzi. Gorsze rzeczy jej mówiłem, więc nie wiem o co problem - powiedział zaglądając do lodówki.
- Czy wy nie możecie się chociaż raz ogarnąć? - spytał Liam.
Mruknęłam coś pod nosem, po czym zaczęłam jeść śniadanie.
- Niki, pośpiesz się. Już i tak jesteśmy spóźnieni - powiedział Louis.
- Ups, a to pech - powiedziałam sarkastycznie zakrywając ręką usta.
Chłopak mruknął coś pod nosem, a następnie wstał, wziął mnie na ręce i poszedł do drzwi. Zła założyłam ręce na piersi, ale nic nie powiedziałam.
Brat włożył mnie do samochodu, po czym odjechał z podwórko.
- Nie lubię cię, nawet nie skończyłam śniadania.
- Trudno, ja to przeżyję - wzruszył ramionami rozglądając się w lewo i prawo.
- Ale ja mogę nie przeżyć, przecież śniadania nie zjadłam. Powinieneś się wstydzić. Ty miałeś...
- Dobra skończ już, zanudzasz - przerwał mi.
Przewróciłam oczami i oparłam się głową o szybę. Kiedy dojechaliśmy pod szkołę, nie zważając, że Louis chciał coś powiedzieć, wyszłam z samochodu, głośno trzaskając drzwiami. Wzrok wszystkich skierował się na mnie. Tommo widocznie zdenerwował się na mnie, bo odjechał z piskiem opon. Zignorowałam to i skierowałam się do drzwi szkoły.
Pierwsze trzy lekcje minęły spokojnie, dopóki na przerwie, nie podeszła do rumuńska lambadziara.
- Czego chcesz, lizodupie? - powiedziałam jak najbardziej jadowicie jak potrafiłam.
- Tego - powiedziała nie zwracając na mój głos i wylała na mnie shake'a, którego trzymała w ręce.
Rzuciłam książki na ziemie, po czym spoliczkowałam ją. Na jej poliku od razu pojawił się czerwony odcisk mojej dłoni. Dziewczyna złapała się za obolałe miejsce, a koło nas zebrała się grupka gapiów. Podniosłam rękę, żeby ponownie ją uderzyć, ale poczułam mocny uchwyt. Spojrzałam na mój nadgarstek, a następnie zza ramię. Za mną stała moja wychowawczyni. Przeklęłam pod nosem, po czym wyrwałam się jej.
- Tomlinson, Smith do dyrektora! I to natychmiast! - krzyknęła.
Odwróciłam się na pięcie i zabierając książki, skierowałam się do pokoju dyrektora, a za mną pani Bullock i Vanessa.
Zapukałam do drzwi i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka. Dyrektor podniósł na mnie wzrok.
- Nie powiedziałem, że można wejść - powiedział odkładając okulary na biurko.
Wzruszyłam ramionami, po czym usiadłam na krześle. Do pokoju weszła Vanessa, trzymająca się za policzek i obejmująca ją nauczycielka. Jak je zobaczyłam, miałam odruch wymiotny, dlatego od razu odwróciłam od nich wzrok. Pani Bullock posadziła Smith na krześle, po czym powiedziała dyrektorowi, że uderzyłam tą bebze. Mężczyzna spojrzał na mnie karcąco, po czym sięgnął po telefon i zadzwonił do kogoś.
- Pan Tomlinson?... - usłyszałam.
Mogę przysiąść, że w tym momencie moje oczy były wielkości piłeczki do tenisa.
Pan Loveving przekazał bratu, że ma jak najszybciej stawić się w gabinecie. Kątem oka zobaczyłam jak Vanessa uśmiecha się pod nosem.
- Dziwka - mruknęłam tak cicho, aby tylko ona to usłyszała.
- Proszę pani, ona powiedziała, że po szkole mnie znowu uderzy - pisnął ten lizodup, odsuwając się ode mnie.
Wychowawczyni, tak samo jak dyrektor, przenieśli na mnie swój gniewny wzrok. Otworzyłam usta nie dowierzając.
- Ale ja ni... - zaczęłam, ale przerwała mi nauczycielka.
- Przestań już! I tak masz już przechlapane! - krzyknęła.
Zła założyłam ręce na piersi i zniżyłam się na krześle. Pan Loveving odłożył słuchawkę na miejsce, po czym oparł podbródek o swoje splecione ręce.
- Nicola, twój brat już tutaj jedzie po ciebie - powiedział, a ja zadrżałam - w tym czasie chcę się dowiedzieć, dlaczego uderzyłaś Vanesse?
- Bo mnie oblała shake'iem? Nie widać, że jestem cała brudna? - syknęłam.
- Wcale, że nie! To nie było tak! - krzyknęła Smith wstając.
Co ona do cholery wyprawia? - pomyślałam wkurzona.
- Nic nie zrobiłam! To ona miała tego shake'a. Chciała go na mnie wylać, ale złapałam jej dłoń i się na nią wylało! Ona się wkurzyła i mnie uderzyła! - dokończyła.
- Co?! To nie było wcale tak! To ja sobie siedziałam na parapecie i ta rumuńska lambadziara podeszła do mnie z shake'iem. Oblała mnie i wtedy ją uderzyłam!
- Nie kłam! Ona kłamie! Niech pan jej nie wierzy!
- To ty nie kła...
- Spokój - przerwał Loveving - Nicola, przestań już kłamać. Oblewanie innych shake'iem nie jest podobne do Vanessy! - krzyknął.
- Ale naprawdę ja nic nie zrobiłam - powiedziałam siląc się na spokojny ton.
- Przestań już kłamać. Tym daleko nie zajdziesz - powiedział dyrektor kończąc naszą wymianę zdań.
Kazał pani Bullock zaprowadzić do pielęgniarki. Smith wstała posyłając mi nieme 'i już po tobie', po czym spojrzała na dyrektora.
- Proszę pana, ona mi znowu grozi.
- Tomlinson, skończ już! Takim zachowaniem pogrążasz się cały czas!
Schowałam głowę w ręce, nie wiedząc jak udowodnić rację. Przeczesałam włosy wyprostowując się. Zauważyłam, że w gabinecie nie ma już Bullock i Smith. Spojrzałam na okno za dyrektorem i zobaczyłam parkujące czarne Porsche. Samochód Louis'a. Już po chwili zobaczyłam brata wyskakującego z samochodu i w biegu zamykającego go.
Nie minęła minuta jak w gabinecie rozniosło się głośnie pukanie.
- Proszę wejść - powiedział dyrektor głośno.
Louis wszedł do środka, po czym zamknął drzwi patrząc na mnie surowo. Skuliłam się na ten wzrok. Nigdy się na mnie tak nie patrzał.
- Co się stało? - spytał dyrektora.
- Nicola, uderzyła swoją koleżankę...
- Ona nie jest moją koleżanką - warknęłam.
- Zamknij się! - krzyknął Louis, na co spuściłam głowę.
- A więc, Nikola uderzyła swoją koleżankę z klasy. Chciała oblać ją także shake'iem, ale jej się nie udało i sama jest nim brudna. Poza tym kłamie i zastrasza Vanessę - odpowiedział dyrektor.
- Co z tobą nie tak?! Zawsze musisz w kłopoty wpadać?! - krzyknął na mnie brat.
- Ale to nieprawda. Ja ją tylko uderzyłam, to ona mnie oblała i to ona cały czas kłamie.
- Przestań, Niki, po prostu przestań!
- Nicola, zostanie zawieszona na 2 tygodnie - poinformował dyrektor - jeszcze jedno takie zdarzenie i niestety będę musiał ją wydalić ze szkoły.
- Dobrze i obiecuję, że nie będzie następnego razu - rzekł brat.
Louis złapał mnie za ramię, po czym pociągnął do wyjścia.
- Do widzenia - rzucił zamykając drzwi.
Wzrok wszystkich uczniów został utkwiony we mnie. Wszyscy plotkowali i wskazywali na mnie palcami. Chciałam wyrwać się spod uścisku brata, ale ten tylko mocniej zacisnął swoją dłoń na moim przedramieniu.
- Puść mnie, to boli - powiedziałam cicho.
- No i należy ci się. Jestem pewien, że tamtą dziewczynę bolało bardziej, kiedy ją uderzyłaś i próbowałaś oblać shake'iem! - warknął.
Zacisnęłam usta w jedną linię, kiedy w moich oczach pojawiły się łzy bezradności.
- Ale ja jej nie chciałam oblać. Ja nawet tego shake'a w dłoni nie miałam - szepnęłam.
- Przestań kłamać do cholery! Nie rozumiesz, że nikt ci nie wierzy?! - krzyknął wściekły.
Otworzył drzwi od szkoły, po czym wypchnął mnie z niej. Ledwo co utrzymałam równowagę, ale się udało. Wyprostowałam się, po czym poszłam do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera, a Louis koło mnie.
- Louis... - zaczęłam, chcąc ponownie spróbować pokazać swoją niewinność.
- Przestań już. Ja ci nie wierzę. Straciłaś moje zaufanie. Teraz oddaj mi telefon. Masz karę. W domu jeszcze zabiorę ci wszystkie te twoje gadżety. Masz na nie szlaban. Plus zero telewizji, siedzenia na laptopie, wychodzenia z pokoju, pływania w basenie i skakania na trampolinie. Nie wychodzisz na żadne lekcje tańca. Krótko mówiąc siedzisz cały czas w pokoju - powiedział sucho.
- Ale niedługo mamy konkurs, muszę chodzić na próby - zaprotestowałam.
- Nie obchodzi mnie żaden konkurs. Siedzisz w domu i nigdzie nie wychodzisz. Daj telefon.
- Ale...
- Nie ma żadnego 'ale'. Oddaj telefon.
Wyjęłam mojego iPhone'a z kieszeni i podałam go bratu. Wyłączywszy go, włożysz go do kieszeni.
- Tym razem naprawdę przegięłaś - powiedział ponuro - nie odzywaj się do mnie, bo już naprawdę nie masz po co.
Odwróciłam wzrok na szybę, zaciskając mocno oczy, żeby się nie rozpłakać, jednak to i tak nic nie dało. Po moich policzkach polały się łzy. Starłam je wierzchem dłoni i spojrzałam na jezdnie przede mną. Nikt mi nie wierzy, nikt nawet nie próbuję mi uwierzyć. Schowałam buzię w dłonie, próbując się uspokoić, jednak to nic nie dawało. Cały czas w moich oczach gromadziły się łzy, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Wszyscy mają mnie za jakąś porywczą frajerkę. Już się boję przyszłych dni. Boję się jak reszta chłopaków będzie mnie traktować, jak zareagują fanki chłopaków i reporterzy na wieść co się stało. Najchętniej schowałabym głowę głęboko w ziemi, ale niestety tak się nie da.

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 37

No cześć <3
Dodaję nowy, bo widzę jak się doczekać nie możecie. Mam nadzieję, że się spodoba.
Mam jeszcze sprawę. Mianowicie nie wiem, kiedy dodam nowy rozdział. W tym tygodniu, prawdopodobnie w sobotę wyjeżdżam nad morze. Wracam dopiero 05.07. W czasie wczasów dostęp do internetu będę miała tylko i wyłącznie przez telefon, więc nie będę miała jak pisać rozdziału. Zresztą, kiedy też bym nie miała, bo całymi dniami będę na plaży. Mam nadzieję, że jakoś wytrzymacie i się nie obrazicie.
A i dziękuję za tyle miłych komentarzy. Naprawdę, nie miałam pojęcia, że tak bardzo Wam się podoba moje opowiadanie. Na dodatek mam 32 obserwatorów. Naprawdę, myślałam, że to opowiadanie jest takie sobie, a tu proszę, ma swoich wielbicieli. Dziękuję za te komentarze i w ogóle, że czytacie.
Kocham Was. <3

- Musimy poważnie porozmawiać... - zaczął Harry.
- Mam się bać? - spytałam przerywając mu.
- Nie, nie - zaprzeczył szybko Niall - chyba - dodał po cichu.
Wtedy to już byłam na maksa przerażona. Spojrzałam na każdego chłopaka z osobna, później w kamerkę, a następnie na Louis'a, który akurat zaczął mówić.
- No więc, masz już te swoje... 14 lat, więc postanowiliśmy, że... powinniśmy porozmawiać z tobą o... o seksie - powiedział skrępowany.
Spojrzałam na nich z otwartymi oczami. No rozumiem, że czasami trzeba takie rozmowy przeprowadzać, ale że oni chcą mi to wytłumaczyć?
- Więc chłopak jest... pszczółką, a dziewczyna kwiatkiem - zaczął Liam - no i czasami pszczółka potrzebuje kwia...
- Dobra, przestań! Ona ma 14 lat, nie 10! - powiedział Zayn - powiedz, co wiesz o seksie? - spytał mnie.
- Że chłopak jest pszczółką, a dziewczyna kwiatkiem - wybuchnęłam śmiechem, ale po chwili się uspokoiłam, przypominając sobie o czym gadamy.
- No i widzisz co zrobiłeś? - zwrócił się Liam'a Niall.
- Dobra, koniec. Słuchaj Niki. W seksie jest tak, że jak ktoś się lubi lub kocha to idzie razem do łóżka. Zaczynają się rozbierać, później przechodzą do konkretów. Chłopak wchodzi w dziewczynę, no i wiesz przód, tył, przód, tył - powiedział Louis.
Otworzyłam ponownie usta nie wiedząc co powiedzieć. Spojrzałam na na ekran laptopa. W tweet'ach widziałam tylko 'ahahahahaahahhah' i nic poza tym. No, ale nie dziwię się.
- A i masz, kupiłem ci coś - odezwał się Liam.
Wyciągnął z kieszeni paczkę prezerwatywy.
- Tak na przyszłość - wytłumaczył.
Złapałam za opakowanie palcami i patrzyłam z otwartymi ustami to na Liam'a, to na paczkę.
- Pojebało cię?! Ona ma 14 lat! Nie czas na takie rzeczy! Oddawaj to!
Louis wyrwał mi opakowanie, po czym schował je do kieszeni spodni.
- No więc.. chcesz coś powiedzieć? - spytał Niall.
- Wyjdźcie stąd - powiedziałam.
- No dobra, ale... pamiętaj jak będziesz czegoś.. ciekawa to.. wal śmiało - rzekł Horan.
Kiwnęłam ledwo dostrzegalnie głową, po czym chłopaki zaczęli po kolei wychodzić z mojego pokoju. Kiedy zostałam już sama spojrzałam w kamerkę.
- Słyszeliście to? Przyszli rozmawiać ze mną o seksie. Mój Boże. Dobra, ja... spadam. Pa.
Zamknęłam laptopa, po położyłam się chowając głowę w ręce.
***
Spakowałam książki z odrobioną pracą domową do torby, po czym rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok spoczął na moim niebieskim dywanie, na którym aktualnie załatwiała się Shila.
- Kurwa, Shila - zeskoczyłam z łóżka.
Spojrzałam na psa morderczym wzrokiem, a ta schowała się pod biurko. Otworzyłam drzwi od pokoju, po czym łapiąc za krańce dywanu, wyciągnęłam go na korytarz. Zostawiłam go pod drzwiami Niall'a, niech sobie leży. Wróciłam sobie  do pokoju i ległam na łóżku. Włączyłam laptopa i weszłam w internet. Zalogowałam się na tt i zaczęłam przeglądać tweet'y.
Moje zajęcie przerwał czyjś krzyk.
- Kurwa, Niki, chodź tutaj! - wrzasnął Nialler.
Zeszłam z łóżka, po czym wyszłam na korytarz.
- No co?
- Popatrz na nogę. - krzyknął nią.
- Coś ci się przyczepiło - powiedziałam.
- Kurwa, co tu robi ten dywan z tą małą bombą?!
- No leży, nie chciałam żeby mi śmierdziało - wytłumaczyłam.
Wkurzony chłopak zaczął wycierać brudną nogę o dywan.
- No i widzisz, teraz będziesz mieć brudny dywan - Niall posłał mi złośliwy uśmieszek.
- Ale ja go nie chcę.
- No to nie będziesz miała dywanu.
- O jejku, poczekaj, bo się popłaczę - rzuciłam - a nie, jednak nie.
Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i robiłam dalej to co Horan mi przerwał.
***
Po więcej niż godzinie, zamknęłam laptopa. Wzięłam psa pod pachę i skierowałam się do salonu. Zdziwiłam się, kiedy w pokoju zauważyłam tylko Niall'a oglądającego coś w telewizji. Postawiłam Shile na podłodze i usiadłam koło Niall'a.
- Gdzie reszta? - spytałam się, leci chłopak nie odpowiedział - obraziłeś się o to gówno? - dalej nic - no przestań, przecież już masz czystą nogę. No nie gniewaj się. Nie wiedziałam, że w nie wdepniesz, inaczej nie zostawiłabym tam tego dywanu.
Chłopak spojrzał na mnie uważnie, lecz po kilkunastu sekundach rozłożył ręce, żebym mogła się przytulić. Usiadłam mu na kolanach i mocno się w niego wtuliłam. Chłopak objął mnie ramionami.
- Kocham cię, Nialler - szepnęłam w koszulkę chłopaka.
- Ja ciebie też, mała - odpowiedział całując mnie w czubek głowy.
- A gdzie reszta? - spytałam, na co chłopak wzruszył ramionami - aha. A co będziemy robić? Nudzi mi się.
- Chodź na trampolinę.
Zrzucił mnie ze swoich kolan, po czym wybiegł do ogrodu. Wstałam z podłogi, po czym pobiegłam zaraz za nim. Weszłam na trampolinę, gdzie skakał już Nialler. Przyłączyłam się do niego i zaczęliśmy skakać jak najwyżej.
- Jak ty to robisz, że tak wysoko skaczesz? Ja też chcę!
- Ahahahaha Horan Jump to się zwie i nigdy tego nie nauczysz się!
- Ale za to ty nie umiesz tak - powiedziałam, po czym zrobiłam salto do tyłu - i co, kto jest lepszy?
- Nadal ja - pokazał mi język.
- Wcale, że nie - zbulwersowałam się.
Nialler podskoczył do mnie, po czym wziął na ręce. Zaczął podskakiwać wyżej, a w końcu mnie wypuściłam. Pisnęłam, a następnie wylądowałam na twardej ziemi.
- Ałć - jęknęłam - moja dupa.
- Sorry słońce. Mocno boli? - spytał zaniepokojony Niall pojawiając się koło mnie.
- Tak.
- Kurwa - przeklął cicho chłopak.
Wziął mnie na ręce, po czym zaniósł do salonu. Położył na brzuchu, po czym się gdzieś zmył. Po chwili jednak wrócił. W jednej ręce niósł mrożone warzywa, a w drugiej reklamówkę z mięsem.
- Co wolisz?
- Mrożonkę.
Chłopak położył mięso na ławę, a na moją dupę rzucił mrożonkę. Pisnęłam. Mrożonka była naprawdę zimna  i moja pupa znowu zabolała.
- Przepraszam mała - odezwał się farbowany blondyn. Usiadłam koło mnie i spojrzał na mnie - ale wiesz, ciebie pechowcem można nazwać. Jak nie złamiesz nogi, to coś z czołem zrobisz lub się przewrócisz.
- Tak, do takiej specjalnej kuli mnie włóżcie. Nic mi się w końcu nie stanie.
- No właśnie. Nie będziesz swojemu życiu zagrażała - kiwnął głową.
- Raczej wy mi nie będziecie zagrażali. Nie zapominaj, że to wszystko przez was się dzieje.
- Oj tam, oj tam.
- Ale to prawda. Przebywanie z wami zagraża innym, a zwłaszcza mi. Przez te niecałe pół roku jak mieszkam z wami, przydarzyło mi się więcej złego niż przez całe moje życie.
- Przesadzasz. Po prostu z tobą jest coś nie tak.
- Yhym, chyba chciałeś powiedzieć, że z wami. Ze mną jest w 100% wszystko dobrze.
- Powiedzmy.
- Masz inne zdanie o tym?
- Nie, nie mam - powiedział sarkastycznie.
- No, powiedz mi!
- Nie.
- No Niall no!
- Nie, bo się obrazisz!
- Nie obrażę się! No powiedz!
- O Jezu. Sądzę, że jesteś chodzącą sierotą. Zawsze sobie coś zrobisz lub czego się nie dotkniesz to zepsujesz! Takie jest moje zdanie.
Spojrzałam na niego złym wzrokiem. Zrzuciłam z pupy mrożonkę i poszłam do swojego pokoju.
- A nie mówiłem, że się obrazisz - usłyszałam jeszcze głos Horan'a, zanim wyszłam z salonu.
Weszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wkurzył mnie Niall. No naciskałam go, żeby powiedział no, ale nie musiał od razu tak brutalnie tego mówić.
Naburmuszona włączyłam laptopa, po czym zaczęłam przeglądać neta. Po kilkudziesięciu minutach, nagle mnie olśniło. Otworzyłam ze zdziwienia buzie, po czym szybko zbiegłam na dół. W salonie siedzieli całe 1D, Pezz, Dan i El.
- A wiecie co, olśniło mnie! - krzyknęłam stając przed telewizorem.
- Postanowiłaś być grzeczna i wstąpić do zakonu? - spytał Hazz.
- No bez przesady. Nie powiedziałam nic o nawracaniu się - mruknęłam.
- No dobra, to co chciałaś nam powiedzieć? - spytał Liam.
- Wiedzieliście, że granat ma dwa znaczenia?! Jedno, że granat, że bum, a drugi, że owoc! - powiedziałam zdziwiona.
Dziewczyny zaczęły się śmiać, a chłopaki przybyli wspólnego facepalm'a.
- Naprawdę, Niki? Naprawdę teraz się o tym dowiedziałaś? - spytał Zayn.
- No tak! Tak se siedzę i nagle o tym granacie pomyślałam, no i wymyśliłam. Co nie, że to dziwne?
- Niki, twój brak inteligencji mnie rozwala - zaczął się śmiać mój brat.
- No, ale to jest dziwne! Nie wiedziałam, że takie słowa istnieją.
- Niki, ale jest więcej takich słów np. zamek, pióro, bąk i wiele, wiele więcej - powiedziała Dan.
- Naprawdę? - spytałam ze zdziwienia otwierając buzię.
- No tak - przytaknęła Pezz.
- Niki, weź załamujesz mnie - rzekł Horan. O dziwo nie byłam na niego już zła.
- No, ale ja naprawdę o tym nie wiedziałam.
- To trzeba uważać na lekcjach, a nie tweet'ować - stwierdził Zayn.
- Oj, cicho. Czasami uważam.
- No, właśnie, czasami. Powinnaś więcej uwagi poświęcać lekcjom - rzekł brat.
- Ta, yhym, na pewno.
- Ale ja serio, serio mówię.
- Przemyślę to - rzekłam, choć byłam pewna, że nigdy to się nie stanie.
Spojrzałam na telewizor, patrząc co oglądają. 'Karate Kid'. Uwielbiam ten film. Mogłabym go tysiące razy oglądać, dlatego usiadłam na podłodze, opierając się plecami o nogi Louis', po czym zaciekawiona zaczęłam patrzeć w telewizor.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 36

Jejciu, przed chwilą skończyłam pisać rozdział. Miałam się uczyć na jutro na historie dat, ale postanowiłam zrobić coś pożytecznego. Mam nadzieję, że w zamian za to pomodlicie się, potrzymacie kciuki czy coś takiego za mnie, żeby mnie facet jutro nie pytał.
A na koniec chciałabym, aby KAŻDY, kto przeczytał ten rozdział, SKOMENTOWAŁ GO. Naprawdę zależy mi na waszych opiniach, a jak mam je znać, skoro większość z was nie zostawia komentarzy. Mam nadzieję, że to się zmieni. Kocham Was. <3

- Niki, zostaw tego psa i chodź do samochodu, do szkoły się spóźnisz! - krzyknął Lou.
- No i co? Spóźniam się codziennie! - odkrzyknęłam głaszcząc już 3-miesięcznego psa.
Minął już miesiąc od moich urodzin. Kiedy wróciliśmy do domu, poszłam zobaczyć resztę prezentów. Zobaczyłam tam 4 pudełka. Później okazało się, że to wielka trampolina. Chłopaki zaczęli ją składać, męczyli się z nią ponad 3 godziny, ale tak już jest jeśli się nie współpracuje z instrukcją. No, ale mniejsza. Jak skończyli ją składać było dobrze po 2 w nocy. Oczywiście, nie mogłam nie pójść poskakać sobie na niej z czego Louis był niezadowolony. Marudził, że następnego dnia będzie mnie trudno z łóżka ściągnąć. W sumie to w ogóle mnie z niego ściągnął. Nawet nie przyszedł mnie obudzić. Jak się dowiedziałam z karteczki zostawionej na wysepce w kuchni, stwierdził, że nie chciało mu się mnie budzić. No, ale dla mnie to dobrze. Jeden dzień mniej w więzieniu dla dzieci.
Co do chłopaków. Przez ten miesiąc dużo się zmieniło. Zayn, Liam i Harry znaleźli sobie dziewczyny. Zayn zaczął spotykać się z Perrie Edwards. Była u nas dopiero trzy razy, ale już zdążyłam ją polubić. Naprawdę, ona jest miłą i przyjacielską osobą. Mimo 5 lat różnicy wieku, łatwo mi się z nią rozmawia. Wybranką Payne jest Danielle Peazer. Dziewczyna raz miała zastępstwo za mojego nauczyciela i zajęła się moją grupą taneczną. Tego samego dnia miał przyjechać po mnie Liam. Oczywiście przyjechał wcześniej i wszedł na salę. Kiedy zobaczył Dan, szczęka mu opadła. I to dosłownie. Stał przed nią z otwartą buzią, a Danielle nie wiedziała co zrobić. W końcu podeszłam do chłopaka i kopnęłam go w dupę. On oczywiście się tego nie spodziewał i wylądował na ziemi. Zaczął coś mamrotać pod nosem, później zrobił się cały czerwony ze wstydu, a jeszcze później wstał i łapiąc mnie za rękę wybiegł z sali. Przez następne kilka dni przyjeżdżał po mnie, żeby zobaczyć Dan. W końcu zdobył się na odwagę i zaprosił ją na randkę. No i wszystko poszło jak po drożdżach i są parą. A na koniec został Styles. Po nim to się nie spodziewałam, że zacznie się spotykać. I to jeszcze z kim? Z Taylor Swift. Szczerzę to już wolę Eleanor od niej. Jakoś mi się nie spodobała wieść, że się z nią związał. I żeby nie było, nie jestem zazdrosna o Harry'ego. Po prostu nie lubię Taylor. Jest jakaś taka dziwna.
I na koniec została szkoła. Ludzie się przyzwyczaili, że chodzę tam do szkoły i już nie latają za mną jak mucha za kupą. Mam trochę wolności. I w ogóle trochę przystopowałam z zachowaniem w stosunku do nauczycieli. Musiałam, inaczej zostałabym zawieszona. Oczywiście mi by to nie przeszkadzało, ale inne stosunki do tego ma Louis. Powiedział, że jak zostanę zawieszona to dostałabym szlaban. Zero telewizji, zero internetu, zabrałby mi mój telefon i wszystkie gry jakie są w domu i na koniec musiałabym całymi dniami siedzieć w pokoju. No nie miałam wyboru. Musiałam zacząć się miło w stosunku do nauczycieli. Nie przychodziło mi to zbyt dobrze, ale się staram. Co do Vanessy i Lilly. Wielkie przyjaciółeczki się pokłóciły, od kiedy ta druga dowiedziała się, jakie rzeczy mówi o niej ta pierwsza. Mianowicie gadała, że tamta jest zwykłą dziwką i lata za każdym chłopakiem i chce z nim schodzić. No się trochę zdziwiłam jak to usłyszałam. Mimo, że nie lubię Lilly to muszę przyznać, że ten opis nie pasuje do niej, tylko do Vanessy. No, ale ja się wtrącać nie będę.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za talie. Po chwili już wisiałam przewieszona przez ramię brata. Louis nic nie mówiąc, wyszedł z domu i włożył mnie do samochodu. Obszedł go dookoła, wsiadł do samochodu i wyjechał z podwórka.
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy do szkoły. Spojrzałam na Louis'a uśmiechając się cwaniacko.
- A ty wiesz, że nie mam ze sobą torby, w której miałam zeszyty potrzebne do dzisiejszych lekcji, piórnik i tym podobne.
Louis, gdy to usłyszał, wziął głęboki wdech, po czym spojrzał na mnie.
- I ty mi to dopiero teraz mówisz? - spytał starając się na spokojny ton.
- No wiesz, przynajmniej mi pierwsza lekcja minię. Jedź - powiedziałam rozkładając się na fotelu.
- Nie, nigdzie nie będziesz jechała! W tej chwili idziesz do klasy na lekcje! Zaraz ci przywiozę tą torbę! - warknął.
- Nie wiesz, w której klasie mam lekcję. Pojadę z tobą, sama wezmę sobie torbę i mnie odwieziesz.
- Nigdzie nie będziesz jechała! Gadaj mi, w której klasie masz lekcje!
- 34.
- W międzyczasie jadę do sklepu, chcesz coś?
- Nie, ale kup sobie podpaski. Coś czuję, że niedługo dostaniesz okres.
- Wyjdź stąd i już nic nie mów! - krzyknął.
- No dobrze, ale pamiętaj o tych podpaskach - uśmiechnęłam się.
- Idź sobie!
Zaczęłam się śmiać ze zlej miny brata, ale po chwili wyszłam z auta. Zamknęłam drzwi, a Lou odjechał z piskiem opon. To się troszeczkę zdenerwował.
Stanęłam pod klasą i akurat zadzwonił dzwonek. Jako pierwsza usiadłam w mojej ławce. Pani sprawdziła obecność, po czym zaczęła prowadzić lekcję.
***
Po około 30 minutach nudnej lekcji, ktoś nagle zapukał do klasy. Po chwili drzwi się otworzyły i do środka wszedł Louis z moją torbą. Zdziwiłam się. Tak szybko przyjechał? Przecież normalnie jeździ się z 20 minut no, ale nie ważne. Dziewczyny z klasy od razu zaczęły piszczeć i podbiegły do Louis'a. Ja natomiast walnęłam głową o ławkę. Z kim ja chodzę do klasy?
- Dziewczyny, spokój! Do ławek! - krzyknęła nauczycielka od hiszpańskiego.
One jednak niezbyt się jej posłuchały. Dalej obmacywały mi brata.
- Zaraz każda z was dostanie uwagę! - ryknęła.
Moja 'koleżanki' od razu usiadły na swoich miejscach. Louis poprawił swoją bluzkę, po czym podszedł do mnie. Położył torebkę na ławce. Wyjął z tylnej kieszeni portfel, po czym podał mi 10 funtów.
- Do domu wrócisz sama, bo ja z chłopakami jesteśmy zajęci i nie damy rady - wytłumaczył mi - masz klucze?
Pokręciłam głową, a ten westchnął.
- Dorobiłem ci ostatnio, gdzie są?
- Nie wiem - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Dobra, dam ci moje, ale nie zgub - wyciągnął z kieszeni klucze.
Przyjrzałam się brylokowi. Było tam serduszko z napisem 'Louis'. Dostał to ode mnie.
- Masz to jeszcze? - spytałam zdziwiona.
- No i nie zamierzam wyrzucać. Dobra, ja spadam. Pa, skarbie - poczochrał mi grzywkę, po czym wyszedł z klasy mówiąc tylko wesołe 'do widzenia'.
Poprawiłam ją, po czym schowałam rzeczy od Louis'a do kieszeni. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam tylko zazdrosne spojrzenia dziewczyn. Olałam je, po czym wyciągnęłam z torebki zeszyt i podręcznik z hiszpańskiego. Otworzyłam na stronie, co wszyscy i skupiłam się na tekście. No wiecie, od jakiegoś czasu jestem kujon Niki.
***
Wróciłam do domu jakoś po 17. Zmęczona dwugodzinnym treningiem położyłam się się na kanapie koło schodów. Myślałam, że będę mogła sobie trochę odpocząć, ale nagle usłyszałam jakiś hałas. Po chwili zobaczyłam jak po schodach turla się moja Shila. Mimo, że dopiero jest u mnie miesiąc, zdążył utyć. A to wszystko przez Niall'a. Za każdym kiedy sam coś jadł, częstował tym Shile. No i teraz mam małą kulkę. No super.
Ociężale wstałam z kanapy, po czym złapałam za smycz. Szczeniak, kiedy tylko to zobaczył zaczął skakać, próbując złapać do pyska smycz. Ale ja jestem zła i podniosłam ją wyżej, żeby nie mogła dosięgnąć. Otworzyłam drzwi od domu, po czym wyszłam na podwórko. Szczęśliwy pies od razu pobiegł na trawnik i zaczął bawić się kopcem kreta. Zaraz po zamknięciu drzwi na klucz, włożyłam klucze do kieszeni i zapięłam psa na smycz. Shila zaczęła biec w stronę furtki. Uśmiechnęłam się widząc jak jej dupeczka zatacza się na lewo. Otworzyłam furtkę, wyszłam na chodnik, po czym skierowałam się do parku, a piesek za mną.
***
Po kilkudziesięciominutowym spacerze, postanowiłam wrócić do domu. Zaczęłam iść w stronę ulicy, na której mieszkam, jednak Shila miała inne plany. Tryskając energią skierowała się w drugą stronę. Zaczęłam ciągnąć ją w stronę domu, ale ta nie dawała za wygraną. W końcu wzięłam ją na ręce i całą drogę ją niosłam.
Po kilkunastu minutach stanęłam na podwórku. Zmęczona postawiłam Shile na ziemi, po czym dokładnie zamknęłam furtkę. Postanowiłam zostawić psa na dworze, więc musiałam być ostrożna, żeby nigdzie nie uciekła. Mała od razu zainteresowała się jakimś kwiatkiem. Powąchała go, po czym kichnęła klapiąc na dupę. Uśmiechnęłam się widząc jej zdezorientowanie. To naprawdę słodko wyglądało. Jednak po chwili oderwałam od niej wzrok i zwróciłam się do drzwi. Przechodząc obok wielkiego garażu, który chłopaki niedawno wybudowali na swoje samochody, zerknęłam przez okno i zobaczyłam, że ich samochody są ustawione na swoich miejscach. Czyli już wrócili. Weszłam do domu.
- Niki, to ty? - krzyknął Li.
- Tak - odkrzyknęłam.
- To chodź. Mam kolację.
Głodna weszłam do kuchni. Chłopaki siedzieli już przy swoich krzesłach. Był nawet Louis. Dziwne, ostatnio od razu po pracy leciał do Eleanor. Zresztą nie tylko on. Tak samo było z Liam'em i Zayn'em. Kiedy tylko mogli, spotykali się ze swoimi dziewczynami. Co innego Hazz. Swift mieszkała w Stanach, więc trudno było mu się z nią widywać codziennie.
- Cześć - mruknęłam siadając koło Louis'a.
Chłopaki odpowiedzieli mi wesoło i wrócili do rozmowy. Położyłam głowę na stole i zamknęłam oczy. Już prawie mi się przysnęło, kiedy coś mnie szarpnęło za rękę. Podniosłam głowę i zobaczyłam Liam'a z patelnią w ręku. Położył ją na środku stołu, po czym chłopaki rzucili się na żarcie, a ja spokojnie czekałam, aż nabiorą sobie żarcia. Jednak, kiedy skończyli nakładać sobie swoje porcję okazało się, że dla mnie nic nie zostało.
- Jedz ze mną - rzucił Lou.
Podsunął między nami talerz. Zaczęłam powoli jeść i przyłączyłam się do rozmowy chłopaków. W ten sposób się rozbudziłam i już nie byłam taka zmęczona i śpiąca. Kiedy talerz był pusty, podziękowałam za jedzenie, po czym podeszłam do drzwi. Wpuściłam do środka Shile, a ta gdzieś sobie pobiegła. Już chwilę później usłyszałam piski Zayn'a, że się za nią stęsknił i w ogóle. Pokręciłam głową z rozbawieniem, po czym pobiegłam do pokoju. Nie chciało mi się odrabiać lekcji, więc złapałam za starego laptopa Louis'a, który aktualnie należy do mnie. Włączyłam go, po czym zalogowałam się na tt. Nie mając nic do roboty, wysłałam ludziom linka do mojego twitcam'a i zaczęła się zabawa.
Kiedy odpowiedziałam już na kilkudziesiąte pytanie, drzwi się otworzyły. Podniosłam wzrok nad laptopa i zobaczyłam przed sobą chłopaków z poważnymi minami. Pomiędzy nimi przecisnęła się Shila, po czym przybiegła i po kilku próbach udało jej się wskoczyć na łóżko.
- Co chcecie? - spytałam trochę przerażona.
No, ale kto by nie był? Każdy by był na moim miejscu.
Louis i Niall usiedli na moim łóżku, a reszta na wielkich błękitnych poduszkach na podłodze.
- Musimy poważne porozmawiać... - zaczął Harry.

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 35

Jejciu, przepraszam. Nie miałam kiedy dodać. W niedziele wieczorem pojechałam do cioci i dopiero dziś wróciłam do domu. Oczywiście tam mogłabym dodać nowy rozdział, ale na neta na laptopie wchodziłam na co najwyżej 10 minut i nie mogłam go dokończyć. Mam nadzieję, że się nie gniewacie i, że wam się spodoba rozdział. Kocham Was. <3
KOMENTOWAĆ LUDZIE! JEST WAS DUŻO, A TYLKO KILKA OSÓB KOMENTUJE. NO BŁAGAM WAS, MOŻECIE NAPISAĆ TEN KRÓTKI KOMENTARZ. TO ZAJMIE WAM TYLKO MINUTĘ.

Obudziłam się z wielkim uśmiechem. Dziś jest 2 październik, a co z tym idzie, moje urodziny. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki, zabierając z krzesła ubrania naszykowanie dzień wcześniej. Zamknęłam się w łazience, po czym wzięłam zimny prysznic. Wyszłam z kabiny, ubrałam się i zaczęłam pracować nad włosami. Wysuszone włosy zostawiłam rozpuszczone, tylko grzywkę spięłam do góry wsuwką.
Na szczęście brzuch, noga i broda już nie bolały. Przez ten tydzień ładnie się wygoiły i już nie mam żadnej gagi.
Wyszłam z łazienki i zbiegłam na dół. W kuchni przy stole siedzieli już chłopaki.
- Dzień dobry - powiedziałam uśmiechnięta.
Chłopaki odpowiedzieli mi radośnie, a ja usiadłam na krześle. Nie powiem, czekałam na moment, kiedy złożą mi życzenie, ale się nie doczekałam.
- Wiecie co dzisiaj jest? - w końcu nie wytrzymałam i sama się spytałam.
- 2 październik - powiedział powiedział Liam zerkając na kalendarz.
- A tak dokładnie?
- No jak to co? Nasz koncert! W końcu! - krzyknął uśmiechnięty Zayn.
- No właśnie! Dawno nic tak nie śpiewałem tak więcej, prócz w wywiadach - dodał Harry.
- Naprawdę? Myślicie, że o to mi chodzi? - spytałam.
- A jest coś ważniejszego od naszego koncertu? - zadał pytanie Niall.
- Nie - warknęłam i zaczęłam jeść kanapki, które zrobił mi brat.
Mój humor się zepsuł, już nie tryskałam radością. Ja pamiętam o urodzinach każdego z nich, a oni mojej daty nie mogą zapamiętać?
Zjadłam śniadanie, po czym bez słowa wyszłam z kuchni. Założyłam moje kolorowe converse na nogi, przewiesiłam różnokolorową torebkę przez ramię, po czym wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Miałam taki piękny humor, a oni mi go zepsuli.
Wyszłam z podwórka i powolnym krokiem skierowałam się do szkoły. Na pewno się spóźnię. Pierwsza lekcja zaczyna się za niecałe 10 minut, a na piechotę droga zajmuję około 40 minut. Trudno, przecież i tak codziennie się spóźniam. Doprawdy wtedy w grę wchodzi 5 czy 10 minut, a nie cała lekcja. No, ale nie lubię chemii, która akurat mnie ominie, więc nie jest tak źle.
***
Po dokładnie 43 minutach dotarłam do szkoły. Weszłam do środka i tak jak codziennie, pierwsze co skierowałam się do mojej szafki. Wrzuciłam do środka torebkę i wyjęłam zeszyt od biologi. Zamknęłam szafkę i skierowałam się pod salę, gdzie będę miała następną lekcję. Usiadłam na parapecie, zeszyt położyłam obok siebie i na telefonie weszłam na tt.
Uśmiechnęłam się, kiedy w interakcjach zauważyłam mnóstwo życzeń urodzinowych. Zrobiłam rt kilkudziesięciu tweet'om, dopóki nie dostałam limitu. Znowu. Wkurza mnie to. Nie dosyć, że jest wyznaczona liczba znaków w tweet'ach to jeszcze te jebane limity. Oszaleć można.
Włożyłam telefon z powrotem do kieszeni spodni i akurat zadzwonił dzwonek. Poprawiłam pozycję i zaczęłam bawić się palcami. Moją jakże fascynującą czynność przerwała mi obecność kogoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam Vanessę i Lilly. Spojrzałam na nie wyczekująco.
- Przyszłyśmy złożyć życzenia - zaczęła Vanessa, a ja spojrzałam na nią dziwnie - ale przypomniało nam się, że ciebie nie lubimy - dokończyła, po czym oby dwie zrobiły znak jaki miały Amber i Ashley z Hannah Montana.
- Sklej wary lamo - powiedziałam, a ta nie wiedziała co odpowiedzieć - i co, już nie masz żadnych pocisków? O jak mi przykro - zaśmiałam się wrednie.
Zeskoczyłam z parapetu i skierowałam się do szafki. Wyjęłam z niej trochę kasy, po czym poszłam do automatu. Kupiłam sobie rogalika i pepsi. Zadzwonił dzwonek, więc poszłam do klasy. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nauczycielka przyzwyczajona do mojego codziennego spóźniania się, nawet nie podniosła głowy zza dziennika.
Usiadłam w ostatniej ławce pośrodku. Rzuciłam zeszyt na ławkę, po czym otworzyłam opakowanie z moim rogalikiem. Z czekoladą. Mniam.
- Nicola, może jeszcze coś do picia chcesz? - nagle odezwała się nauczycielka.
Przeniosłam nią wzrok.
- Nie dzięki, mam - potrząsnęłam puszką pepsi - ale krzesłem to bym się chętnie zamieniła. Moje jest takie twarde.
- To była ironia, moja droga. A teraz, schowaj te rzeczy i słuchaj mnie! Nie dosyć, że codziennie się spóźniasz to jesteś chamska! - krzyknęła.
- Dobrze, spokojnie. Już, tylko ciszej - przewróciłam oczami.
Odłożyłam moje jedzonko po drugiej stronie i usiadłam prosto, kładąc przed sobą zeszyt.
- Tak szybko? Nie spodziewałam się tego.
- Jednorazowa sytuacja. Niech pani się nie przyzwyczaja - wzruszyłam ramionami.
- Szkoda - powiedziała zawiedziona, po czym zaczęła prowadzić lekcję.
***
Wyszłam ze szkoły i rozejrzałam się dookoła. Po prawej stronie, pod drzewem stał czarny Range Rover Harry'ego. Zeskoczyłam ze schodów i skierowałam się w jego stronę. Weszłam do samochodu na miejsce pasażera, a torebka rzuciłam na tyły.
- Jak tam w szkole? - spytał chłopak wykręcając.
- Normalnie - mruknęłam niechętnie.
- Nie chcesz gadać to nie, ja nie zmuszam.
- No i dobrze.
Odwróciłam głowę w stronę okna i patrzyłam na wszystko, byle nie na Styles'a.
Mimo, że minęło około 7 godzin nadal byłam na nich zła. Mogliby przynajmniej jakieś głupie życzenia złożyć, ale oczywiście musieli zapomnieć.
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod wielką halę. Ochroniarze musieli utorować drogę, bo wszędzie byłu fanki. Hazza wjechał za ogrodzenie. Wyszłam z auta i za Styles'em weszłam w jakieś wielkie drzwi. Przeszłam przez długi korytarz i weszłam do garderoby. W środku byli reszta chłopaków, Lou, Lux i Eleanor. Wszyscy spojrzeli na mnie. Nie zwracając na to uwagi, usiadłam na kanapie i zajęłam się swoim telefonem.
***
- Niki, idziesz zobaczyć jak chłopaki dają koncert? - nagle do pokoju weszła Lou.
- Nie - odpowiedziałam, po czym wzięłam do chipsa do buzi.
- Nie ma, że nie - powiedziała - Andy, weź ją - krzyknęła wychylając się za drzwi.
Chwilę później do pomieszczenia wszedł wcześniej wspomniany mężczyzna. Pomimo moich krzyków i wiercenia się, wziął mnie na ręce i postawił dopiero tam, gdzie był Paul i jacyś inni ludzie. Naburmuszona skrzyżowałam ręce na piersiach i czekałam, aż koncert się skończy. Jednak wiedziałam, że zaśpiewali dopiero 4 piosenki sobie trochę poczekam do końca.
Kiedy chłopaki skończyli śpiewać MTT, Louis podszedł do końca sceny i zaczął mówić.
- Jak zapewne każdy tutaj wie, dzisiaj są urodziny mojej małej Niki - zaczął mówić brat, a ja uśmiechnęłam się. Jednak pamiętali - więc zapraszam cię tutaj, do nas mała - krzyknął.
Niepewnie przeszłam kilka metrów i stanęłam koło brata. Przytuliłam się do niego, a fani zaczęli krzyczeć. Spojrzałam na resztę chłopaków i zauważyłam, że Niall trzyma w ręku gitarę. Zaczął grać melodię do Happy Birthday, po czym wszyscy zaczęli śpiewać. Chłopaki, fani, 1D Band, ochroniarze i inni pracownicy, którzy pojawili się na scenie. Oczywiście, poryczałam się tam. Po moich policzkach lał się wodospad łez szczęście. Kiedy skończyli śpiewać, Louis przytulił mnie mocno. Ja natomiast lekko podskoczyłam i wskoczyłam na brata. Objęłam brata za szyję.
- Wszystkiego najlepszego, skarbie. Szczęścia, zdrówka, żebyś zawsze była uśmiechnięta i wesoła - wyszeptał Lou, po czym pocałował we włosy.
- Dziękuję, kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
Tommo postawił mnie na ziemię. Wytarłam oczy ręką i spojrzałam na wszystkich dookoła. Zabrałam mikrofon z ręki Zayn'a, który stanął koło mnie.
- Um.. Chciałam wam podziękować. Naprawdę, nie spodziewałam się tego. Myślałam, że zapomnieliście o moich urodzinach. Bardzo, bardzo dziękuję. Kocham Was - skończyłam mówić, po czym oddałam mikrofon właścicielowi.
- Ale to jeszcze nie koniec! - krzyknął Niall - przed wami tort naszej małej Tommo.
Otworzyłam buzię ze zdziwienia, kiedy na scenę wszedł facet, pchający wózek z tort.
- O mój Boże. Jest genialny! - pisnęłam i ponownie przytuliłam się do Louis'a.
Po chwili jednak podeszłam do wózka i oglądałam dookoła całego Baranka Shaun. Ktoś włożył 14 świeczek i je zapalił. Uśmiechnęłam się pod nosem i za kilkoma dmuchnięciami żadna się nie paliła. Nie zdążyłam nawet podnieść głowy znad tortu, kiedy ta wylądowała w nim. Wytarłam oczy z ciasta i spojrzałam na Liam'a. Jako jedyny z wszystkich miał na twarzy chytry uśmieszek. Wzięłam do ręki kawałek ciasta i rzuciłam prosto w głowę chłopaka.
- Headshot! - krzyknęłam uśmiechnięta.
Chwilę później większość osób zaczęła rzucać się moim tortem. Biedny baranek.
Po kilku minutach wszyscy się uspokoili. Chłopaki, ja, fani stojący pod samą sceną oraz kilkanaście innych osób byliśmy cali w torcie. Jednak byli tacy, co jak zorientowali się, co się za chwilę stanie, uciekli ze sceny.
- Ale to jeszcze nie koniec. Mamy dla ciebie jeszcze kilka prezentów. Na razie dostaniesz dwa, a w domu resztę - poinformował Lou.
Spojrzałam na niego zaciekawiona. Chłopak wyszedł na chwilę zza kulisy, jednak powrócił z wielkim pudłem i jakąś kopertą.
- Wszystkiego najlepszego jeszcze raz - powiedział.
Położył pudło na ziemi. Kucnęłam koło niego i niepewnie podniosłam pokrywę. Z pudełka wysunął się mały łepek małego Leonberger'a.
- O mój Boże - powiedziałam wyjmując z pudełka szczeniaka - o jejciu, dziękuję - pisnęłam i całą piątkę uścisnęłam.
- Ale nie tak prędko. Warunkiem jest, że to ty wychodzisz z nią na spacery, sprzątasz i karmisz. Jasne? - spytał.
'Tak, na pewno' pomyślałam sarkastycznie.
- Spoko - powiedziałam i cmoknęłam szczeniaka w nosek - a więc będziesz nazywać się...
- Kanapka - wtrącił się Niall.
- Nie, to będzie chomik - powiedział Hazz.
- Chomika to ty miałeś, ale ci zdechł. Upsik. Ten będzie się nazywał Liliputek - dodał Zayn.
- Nie, on będzie Kanapka.
- Ta i co jeszcze? Pójdziesz sobie na spacer i będziesz wołał 'Kanapka, Kanapka do nogi'? Głupi jesteś!
- No tak, bo lepsze będzie Lilipu...
- Koniec! - warknęłam przerywając Niall'owi - to nie będzie żaden Liliputek, Chomik, ani Kanapka. To będzie moja mała Shila.
- Shila? To już lepsze było Chomik - wyszeptał Zayn do Hazzy.
- Słyszałam to! - warknęłam - i jak coś ci się nie podoba to sobie kup samemu psa i wtedy nazwiesz go jak będziesz chciał, a Shili daj spokój!
- Dobra, spokój. Mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent. Masz.
Odłożyłam szczeniaka do pudełka i wzięłam od Liam'a kopertę. Otworzyłam ją i zobaczyłam, że w środku są dwa bilety na Ed'a Sheeran'a.
- O ja pierdole! Dziękuję! - krzyknęłam podekscytowana i ponownie przytuliłam wszystkich.
Włożyłam z powrotem do koperty bilety. Louis wziął do ręki pudło z psem i wyniósł je do garderoby, a ja szłam zaraz za nim. Postawił go na stoliku i wrócił dalej śpiewać.
Uśmiechnęłam się szeroko. Naprawdę, myślałam, że zapomnieli. Jednak się myliłam. Dostałam psa, bilety na Ed'a i jeszcze Louis powiedział, że w domu czeka na mnie więcej prezentów. Normalnie żyć, nie umierać.
Wyjęłam z pudełka Shile, usiadłam na podłodze i przez resztę koncertu bawiłam się z nią.