sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 54

Kiedy tylko zatrzymaliśmy się pod domem Harry'ego, nie przejmując się niczym, wyskoczyłam z auta i pobiegłam w stronę domu. Mój pęcherz od 30 minut dawał o sobie znać, a chłopaki, mimo moich błagań, nie mieli zamiaru się zatrzymać. Bez pukania wpadłam do środka domu, spotykając na holu mamę Styles'a.
- Dzień dobry, ciociu. Gdzie jest łazienka? - spytałam pośpiesznie, robiąc siusiu taniec.
- Białe drzwi, koło schodów - odpowiedziała zmieszana.
Kiwnęłam głową i weszłam do pomieszczenia. Zrobiłam, co miałam zrobić i, po umyciu rąk, wyszłam powolnym krokiem z powrotem do holu. Zauważyłam, że przy drzwiach wejściowych stoją nasze walizki, a na mojej stał zwierzak. Wzięłam go do ręki i skierowałam się w stronę, z której dochodziły znajome mi głosy. Przeszłam przez krótki korytarz i znalazłam się w salonie. Pomieszczenie głównie urządzone było w jasnych odcieniach. Na środku pokoju stała beżowa, rogowa kanapa, na której siedzieli chłopaki i ciocia Anne. Obok stał fotel; pomiędzy nim, a sofą niewielki, jasny stolik. Na nim położona była miska z owocami i cztery kubki z gorącym napojem. Naprzeciw kanapy była czerwono-kremowa ściana; w kremowej strefie znajdował się wyłożony jeden pas jakby wielką, jasnobrązową płytą. W niej wmontowany był kominek; obok niego znajdowała otwarta półka na drewno, a nad nią telewizor. Po drugiej stronie kominka, również w ścianie wmontowana była półka na filmy. Za kanapą stał jasnobrązowy stół i takiego samego koloru sześć krzeseł. Kiedy weszłam głębiej do salonu, dostrzegłam, że po stronie, z której wchodzi się do pokoju, jest wnęka, w której urządzona jest kuchnia. Była ona niewielka, jednak przytulna. Biało-beżowe meble idealnie kontrastowały z czerwonymi dodatkami.
Kiedy ciocia Anne spostrzegła, że znajduję się w salonie, natychmiast do mnie podeszła i przytuliła na powitanie. Bez wahania oddałam uścisk. Po kilku sekundach mama Harry'ego puściła mnie, spoglądając na mnie z lekkim uśmiechem.
- Niki, jak się czujesz? Słyszałam, że ostatnio byłaś chora - spytała, gładząc mnie po policzku.
- Tak, ale już jest lepiej. Muszę brać jeszcze jakieś tabletki, ale czuję się zdecydowanie lepiej niż kilka dni temu - przyznałam.
Ciocia z uśmiechem pokiwała głową i z powrotem usiadła na swoim miejscu. Poszłam w jej ślady i usiadłam na fotelu, kładąc na kolanach Furby'ego. Podniosłam wzrok znad żółtej zabawki i zobaczyłam, że Louis uważnie mi się przygląda. Posłałam mu pytające spojrzenie, na co on się uśmiechnął i puszczając oczko, zaczął odpowiadać, na zadane pytanie Anne.
***
- Chłopcy i Niki, nie macie ochoty pojechać do sklepu? Niby zakupy miał zrobić Rob, ale najwidoczniej razem z Gemmą nadal męczą się nad kupnem choinki - poprosiła ciocia, stając nam przed telewizorem.
- Jasne, nie ma problemu - odpowiedział natychmiastowo Harry.
Jęknęłam, jednocześnie zagrzebując głowę w poduszce.
- Nie chcę nigdzie jechać - wymamrotałam.
- Oh, co za pech. Wstawaj - poczułam ból na tyłku, ten burak - mój brat - klepnął mnie w niego.
- To, że nie chcę jechać nie znaczy, że masz mnie bić po pupie - przewróciłam się na plecy, zerkając na niego. 
- Jak przykro - zironizował chłopak i w podskokach skierował się do holu, uprzednio pstrykając mnie w nos.
- Głupek - powiedziałam do siebie, pocierając pstrykniętą część ciała.
- Chodź, skrzat. Zróbmy te zakupy - rzucił Harry, przechodząc z kuchni na korytarz.
Niechętnie poczłapałam się za nim. Mozolnie się ubrałam i po chwili całą trójką weszliśmy do samochodu, po czym pojechaliśmy do jakiegoś marketu.
***
W czasie, kiedy chłopaki rozdawali autografy fanką, które spotkaliśmy pod TESCO, ja poszłam po wózek. Podstawiłam go pod drzwi marketu i bez zastanowienia usiadłam w nim. Odwróciłam się do chłopaków, dostrzegając, że fanek rozmnożyło się dwukrotnie. Jęknęłam trochę rozdrażniona. Pragnęłam zrobić szybko te zakupy i wrócić do ciepłego domu Harry'ego, zamiast marznąć na dworze. Na dodatek, chciałam ubrać choinkę cioci. U nas w domu niestety nie mogłam, bo chłopaki stwierdzili, że dopiero jutro to zrobią, a wtedy mnie w domu nie będzie. Fajnie.
- Te, moja dziewczyno, chodź na zakupy - nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, na co wzdrygnęłam.
- Nie jestem twoją dziewczyną - burknęłam, strzepując jego rękę.
- Zadziorna, lubię takie - stwierdził.
- Frajer, nie lubię takich - warknęłam - idź stąd!
Chłopak podniósł ręce w geście kapitulacji, po czym zabierając inny wózek, wszedł do środka sklepu.
- Czyli moja mała Niki ma pierwszego chłopca. No proszę, kto by pomyślał - usłyszałam głos Louisa.
Chłopak chwycił rączkę zaczął pchać wózek, wchodząc za Harry'm. Przymknęłam oczy.
- No weź, ty też? Weźcie dajcie mi spokój. Nigdy na tego bałwana bym nie spojrzała - rzuciłam naburmuszona.
- Dobra, dobra, tylko się nie dąsaj - poszczypał mnie w policzek, na co przewróciłam oczami.
Wjechaliśmy w alejkę, w której zatrzymał się Styles. Wyszłam z wózka i wrzuciłam kurtkę do niego.
- Louis, ścigamy się? - spytałam.
Brunet spojrzał na mnie z uśmiechem i wybiegł spomiędzy półek. Bez zastanowienia pognałam za nim. Brat był kilkanaście metrów przede mną. Dostrzegłam go tylko przez jego zieloną czapkę. Tommo skręcił w lewo, więc automatycznie straciłam go z oczu. Westchnęłam, także skręcając tylko, że ja wbiegłam o kilka alejek wcześniej. Rozejrzałam się, po czym zorientowałam, że jestem wśród zabawek. Uśmiechnęłam się widząc dziecięcy łuk i strzały. Może postąpiłam trochę głupio, ale rozpakowałam zabawkę. Worek ze strzałami zarzuciłam na plecy, a łuk, naładowany jedną strzałą, mocno trzymałam w dłoni. Wyjrzałam na główną aleję i zobaczyłam Harry'ego stojącego do mnie tyłem. Powoli podeszłam do niego i kiedy byłam już wystarczająco blisko, strzeliłam. Chłopak natychmiastowo się odwrócił i wtedy zorientowałam się, że to wcale nie jest Styles tylko jakiś chłopak strasznie do niego podobny. Otworzyłam szeroko oczy, a na buzi zrobiłam się czerwona ze wstydu. Kiedy podobizna Loczka chciała coś powiedzieć, ja zawróciłam się. Po drodze spotkałam Louisa, który leżał na ziemi, śmiejąc się ze mnie. W niego też poleciało kilka strzał jednak, kiedy Boo podniósł się, zaczęłam uciekać. Mimo usilnej próby ucieczki, Lou złapał mnie. Ku mojemu zdziwieniu, posadził mnie sobie na baranach.
- Idziemy zaatakować Harry'ego - oznajmił, na co uśmiechnęłam się przebiegle.
Poszliśmy do działu z napojami, gdzie spokojny Loczek wybierał jakiś napój. Przechyliłam się lekko i wystrzeliłam strzałę, która ugrzęzła w jego włosach. Chłopak wyjął ją i spojrzał w naszą stronę. Louis natychmiast rzucił się w ucieczkę. Kątem oka zobaczyłam tylko jak Hazz kiwa głową i wrzuca strzałę do wózka. Louis zatrzymał się dopiero przy stoisku z soczkami w kartoniku.
- Pić mi się chcę - powiedział chłopak, ciężko dysząc.
Sięgnęłam po jeden kartonik i otworzywszy go, podałam bratu.
- Nie jestem pewny, czy tak można - zawahał się.
- Pij, a nie gadaj - rzuciłam.
Boo wziął kilka łyków, po czym ponownie podał mi soczek. Wypiłam go do dna, po czym zeskoczyłam z pleców brata i wrzuciłam pod skrzynki z takim samym piciem. Na szczęście nikt, prócz Tomlinsona oczywiście, nie zauważył co zrobiłam.
- I tak to się robi. Ucz się ode mnie - uśmiechnęłam się, idąc do Harry'ego.
Chłopak męczył się, żeby popchnąć dwa wózki.
- O Niki, jak dobrze, że jesteś, weź jeden wózek - poprosił.
Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami i zamiast spełnić jego prośby, wskoczyłam do tego pustego.
- Sam sobie radź - zaśmiałam się złowieszczo.
- Zapamiętam to sobie - naburmuszył się i odszedł, zostawiając mnie samą.
- Obraził się - usłyszałam Louisa, gdzieś za mną.
Chłopak złapał za rączkę wózek i zaczął go pchać.
- Oh, naprawdę? Nie zauważyłam - powiedziałam najbardziej sarkastycznym głosem jakim mi się udało, na co zostałam zdzielona przez głowę.
- Nie wyśmiewaj się ze mnie - burknął Lou.
- Wybacz, ale nie mogłam się oprzeć - zaśmiałam się.
Chłopak już nic nie odpowiedział. Wywiózł mnie ze sklepu i wpakował do samochodu.
- Siedź i nie wychodź - rozkazał i sam wrócił do sklepu najprawdopodobniej pomóc Harry'emu z zakupami.
***
Kiedy wróciliśmy do domu było już grubo po 21. Sprawnie wyskoczyłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę drzwi. 
- Ej, a może byś nam pomogła? - usłyszałam krzyk Styles'a.
- Nie, prawdopodobnie nie - odkrzyknęłam, kręcąc przecząco głową.
Chłopak pokazał mi język i odwrócił się do bagażnika.
Jak dziecko - pomyślałam.
Weszłam do ciepłego domu i powoli zaczęłam ściągać kurtkę i buty. Następnie skierowałam się do salonu, gdzie ku mojemu zdziwieniu choinka stała już ubrana.
- Dlaczego choinka już jest ubrana? Ja miałam przecież pomagać - zaczęłam marudzić.
- Oj, skarbie, za długo was nie było i Gemma sama postanowiła się z nią uporać - powiedziała ciocia, klepiąc mnie po ramieniu.
Zrobiłam podkuwkę z ust, patrząc na siostrę Styles, która właśnie weszła do salonu. Dziewczyna nie zważając na moją minę, podeszła i mnie wyściskała.
- Nie przejmuj się, będziesz mogła ją rozebrać. 
- Ale rozbieranie jest nudne. Wolę ubierać.
Dziewczyna już miała coś powiedzieć, kiedy do salonu wszedł Louis z zakupami.
- Przestań się o wszystko dąsać, Niki - mruknął, kiedy zobaczył moją minę.
Przewróciłam oczami, kładąc się na fotelu.
- Widzę, że księżniczka dosiadła swój fotel - usłyszałam głos Styles'a.
Przymknęłam oczy, licząc do dziesięciu w celu uspokojenia się. Jednak nie udawało mi się, dopóki nie usłyszałam głośnego plaska i jęknięcia chłopaka. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że pociera swój policzek. Obok niego stała uśmiechnięta Gemma.
- Za co to było? - spytał Harry.
- Sorry braciszku, ale dziewczyny muszą trzymać się razem - odpowiedziała Gem, przybijając mi żółwika.
Widzę, że mam sprzymierzeńca. 
***
25 grudzień
Siedziałam pod choinką ubrana jeszcze w piżamę i czekałam, aż wszyscy się zejdą i będziemy mogli otworzyć prezenty. Zawsze to było najlepsze podczas świąt. 
- Louis, no chodź już! - krzyknęłam, bo tylko jego brakowało w salonie.
Ciocia i wujek siedzieli przytuleni na kanapie, Gem na fotelu, natomiast ja i Hazz siedzieliśmy zniecierpliwieni przed choinką, patrząc na górę prezentów.
- Już idę - mruknął, siadając koło mnie i całując w policzek.
- Ja rozdaję! - krzyknął Harry.
- Wcale, że nie, bo ja - natychmiastowo zaprzeczyłam.
- W twoich snach, skarbie. Ja zawsze rozdawałem prezenty, taka tradycja - powiedział chwytając pudełko opakowane w papier świąteczny - ten jest dla Ge...
- W takim bądź razie trzeba zmienić tradycję - rzuciłam, wyrywając mu pudełko - Gem, ten jest dla ciebie - podałam dziewczynie, na co ona podziękowała mi uśmiechem.
Wyciągnęłam ręce, żeby dosięgnąć kolejny prezent, kiedy Styles uderzył mnie w nie.
- Louis, on mnie uderzył - powiedziałam - powiedz mu coś.
- Harry, mówię ci coś - zachichotał.
- To nie jest śmieszne.
- Niki, posłuchaj. To jest Harry'ego dom, więc skoro zawsze on rozdawał prezenty, niech tak pozostanie. W domu u nas pewnie też będzie dużo prezentów do rozdania, więc ty je porozdajesz. Umowa?
- No dobra - powiedziałam niechętnie i usiadłam na kolanach chłopaka.
Chłopak objął mnie, smyrając po brzuchu. Mimowolnie na mojej buzi pojawił się uśmiech.
- Louis, przestań - wyjąkałam, chichocząc.
- Niech ci będzie.
Spojrzałam na Loczka, który patrząc na mnie co jakiś czas z dumnym uśmiechem, rozdawał prezenty. Przewróciłam oczami.
- Niki, ten jest dla ciebie - powiedział, trzymając w dłoni pudełko.
- To mi go podaj.
Chłopak mamrocząc coś pod nosem, podszedł do mnie i przekazał prezent. Szybko je otworzyłam i zobaczyłam, że w środku, pomiędzy różowymi papierami, leży biały tablet. Otworzyłam szeroko oczy, uśmiechając się szeroko. Natychmiast odwróciłam się i mocno przytuliłam do brata.
- Dziękuję, Boo. Kocham cię - wymamrotałam mu w szyję.
- Przyjemność po mojej stronie, słońce. Cieszę się, że ci się podoba. Ja ciebie też kocham - cmoknął mnie w głowę.
Odkleiłam się od Louisa i nadal siedząc do niego przodem, oglądałam mój nowy nabytek.
- Wiesz, że jesteś najlepszym bratem na świecie? - spytałam.
- Wiem, a ty mimo, że swojej złośliwości, jesteś najlepszą siostrą na świecie - odpowiedział, powodując, że się uśmiechnęłam.

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christmas!

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności. Oby to całe jedzenie poszło nie gdzie indziej jak w cycki. Żeby na waszych ślicznych buźkach zawsze znajdowały się szerokie uśmiechy. Abyśmy w końcu doczekały się chociaż jednego koncertu naszych chłopców. Najlepszych ocen, żebyśmy wszyscy zdali do następnej klasy. Aby wszystkie marzenia Wam się spełniły! Wspaniałych i oddanych przyjaciół! Udanego i szalonego Sylwka, ale nie spijcie mi się na nim za bardzo! I ogólnie wszystkiego, co sobie zamarzycie!
Po za tym, Wszystkiego Najlepszego dla naszego Louisa! Te dzieci tak szybko rosną, c'nie? Jeszcze niedawno świętowałyśmy Jego 21 urodziny, a tu bum, 22 lata na karku! Oby już zawsze był takim zakręconym i beztroskim idiotą, którego tak bardzo kochamy! Sto lat, skarbie!
Poza tym, chwalić mi się, co takiego Mikuś Wam przyniósł pod choinkę? 


piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 53

Po prostu przepraszam ;-;

- Możemy wrócić do domu? Nudzi mi się - mruknęłam szturchając ręką Liama.
- Przestań, fajnie jest - powiedział, nawet na mnie nie patrząc.
Fuknęłam pod nosem, opierając głowę na oparciu plastikowego krzesełka.
Mieliśmy robić to co JA chcę, a aktualnie znajdowaliśmy się na jakimś stadionie i oglądaliśmy durny mecz piłki nożnej. Nie dosyć, że jest cholernie zimno to będziemy tutaj siedzieć pewnie do końca meczu, ponad godzinę. Ten myśl mnie całkowicie dobija.
- Dla kogo fajnie dla tego fajnie, a mi się nudzi.
- Myślałem, że lubisz mecze piłki nożnej - oznajmił Niall.
- Niby dlaczego? Nigdy nie wykazywałam specjalnego zapału do piłki nożnej, siatkowej i w ogóle do takiego sportu. Co innego taniec czy gimnastyka. Wiecie, stanie na rękach czy robienie szpagatu jest fajne, ale bieganie za piłką to się w końcu nudne robi. Oczywiście, rozumiem, że niektóre osoby uważają takie sporty za hobby lub swoją karierę, ale ja tego nie lubię. Jak patrzę na tych piłkarzy co biegają po murawie to mi się czasami ich szkoda robi, kiedy pomyślę, że muszą biegać 90 minut. Tym da się zmęczyć. Albo jak czasami mają kontuzję to też nie jest za dobrze. Jak w głowę dostaną z piłki rozpędzonej to jeszcze gorzej. Według mnie pod pewnym względem jest to ekstremalny sport. Jednak jakbym innym to powiedziała, oczywiście wy się do nich nie zaliczacie, bo wam już to powiedziałam, to by mnie wyśmiali. Generalnie ja mam swoje zdanie, oni mają swoje i fajnie. Rozumiecie?
Przeniosłam swój wzrok z murawy na chłopaków. Cała trójka się na mnie patrzyła z otwartymi ustami.
- Wow, to było.. głębokie - odezwał się w końcu Niall.
- No właśnie. Nie spodziewałem się tego po tobie. Gratulacje za rozwiniętą wypowiedź - pokiwał głową Liam.
- Okej, dzięki. Więc skoro poznaliście już moje zdanie na temat piłki nożnej to możemy jechać do domu, ale po drodze wstąpić do galerii po prezent na przeprosiny dla Lou. Prooooooooszę.
- Jak chcesz - ku mojemu zdziwieniu Zayn się zgodził - chodźmy.
- Ale jeszcze godzina meczu - powiedział blondyn, robiąc smutną minę.
- No właśnie, my nigdzie nie idziemy, co nie Niall - wtrącił się Liam
- Tak - kiwnął głową.
- To dawaj kluczyki, my pojedziemy sobie, a wy znajdziecie jakiś inny sposób na dojechanie do domu - zaproponował mulat.
Zanim Payne zdążył zaprotestować, Niall podał nam kluczyki. Razem z Zaynem szybko odeszliśmy chłopaków, a za sobą usłyszeliśmy tylko Liama oznajmiającego, iż Niall jest frajerem.
***
- Jak myślisz, spodoba mu się ten prezent? - spytałam niepewnie, zaglądając do torebki.
- Pytasz się o to tysięczny raz. Na pewno mu się spodoba - zapewnił mnie Zayn.
- A jeśli nie? Może on nie lubi prosiaków. Albo tej truskawkowej czekolady. Mówiłam, żeby wziąć mleczną to się uparłeś na tą.
- Najwyżej wyrzuci do kosza albo podpali - zażartował, na co zrobiłam wielkie oczy - żartowałem - mruknął, widząc moją minę.
- Nie masz smykałki to żartów. Już lepsze są te żarty Harry'ego typu "puk, puk".
- Wiem, że kłamiesz - powiedział pewnie, na co przekręciłam oczami - nie masz się czego obawiać. Jestem pewny, że Louis ci wybaczy. Spokojnie wszystko byłoby dobrze, gdybyś po prostu przeprosiła. Sama dobrze wiesz, że on cię mocno kocha i gdybyś powiedziała zwykłe "przepraszam, to już więcej się nie powtórzy" to by cię od razu przytulił, powiedział, że wszystko w porządku, pocałował w czółko, a na koniec nie odkleiłabyś się od niego do wieczoru. Po za tym pewnie byś do niego poszła spać - rzekł, otwierając pilotem bramę.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Jesteście zbyt przewidywalni.
- Wcale, że nie - zaprotestowałam natychmiast trochę piskliwym głosem.
- Sama w to nie wierzysz - uśmiechnął się zarozumiale.
Prychnęłam pod nosem, jednak nie próbowałam dalej zaprzeczać. Przecież sama wiedziałam, że to prawda.
***
- Przepraszam - powiedziałam cicho, stając przed bratem.
Louis podniósł głowę znad laptopa i spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem, którego tak bardzo nienawidziłam. Wyciągnęłam rękę, podając torbę z prezentem. Chłopak zajrzał do środka. Po chwili jego wzrok ponownie spoczął na mnie. Odłożył laptopa na kanapę i zdjął okulary z oczu, kładąc je na klawiaturze. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, na co odetchnęłam z ulgą. Brunet rozłożył ręce i kiwnął na mnie głową, żebym się do niego przytuliła. Nie zastanawiając się długo, przyjęłam jego propozycję i skoczyłam na niego, mocno obejmując rękoma jego szyję.
- Ty mój prosiaku, już wszystko w porządku. Kocham cię, mała - powiedział, po czym pocałował w czoło.
- A nie mówiłem! - usłyszałam krzyk Zayna.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że tańczy w drzwiach jakiś dziwny taniec powtarzając, że jest mistrzem. Przewróciłam oczami, ponownie przytulając się do brata.
- O co mu chodzi? - spytał mnie na ucho brunet.
- Przewidział, że powiesz, że wszystko w porządku i pocałujesz mnie w czoło i teraz ma zaciesz. Dziwny jest, no nie?
- Może trochę - zachichotał pod nosem.
- Ale wiesz, ty nie widziałeś najlepszego - krzyknęłam nagle.
Wyciągnęłam z torebki maskotkę i pociągnęłam za jej ogon. Świnka otworzyła pyszczek i zaczęła powtarzać jeden tekst, a mianowicie "kocham cię".
- Magia. Ale gdzie on ma głośniczek? - spytał, przystawiając tyłek prosiaka do ucha - o ja cię, on ma głośnik w dupie - zachichotał.
- Boże, kogo ja mam za brata? - wymamrotałam pod nosem.
- Ej, słyszałem - burknął Tommo.
- Miałeś słyszeć - powiedziałam śpiewająco.
- Ty, uważaj, bo prezentu na gwiazdkę nie dostaniesz - ostrzegł chłopak.
- No weź, taki zły to ty przecież nie jesteś - szturchnęłam go.
- A zakład?
- Nie zrobisz mi tego - rzuciłam pewnie.
- No nie zrobię, za bardzo cię kocham.
- Jak bardzo? - spytałam zaciekawiona.
- Louis, jak bardzo mnie kochasz?
- Spróbuj policzyć teraz gwiazdy na niebie. Tak właśnie cię kocham - powiedział, uśmiechając się szeroko.
- Jest 16, no dzięki - założyłam ręce na piersi.
- Ups, coś mi nie wyszło - zachichotał - ale i tak cię kocham - rzekł, by następnie pocałować mnie w policzek.
***
9 dni później
- Niki, pośpiesz się. Zaraz jedziemy do Holmes Chapel - usłyszałam krzyk Harry'ego z dołu.
Otworzyłam szeroko oczy. Zupełnie zapomniałam o tym, że ja, Louis i Harry jedziemy tam na święta. 
Usłyszałam kroki, ktoś kierował się na piętro. Mając na myśli ktoś, chodzi o Harry'ego. Tylko on tak głośno stawia kroki. Przeniosłam wzrok z ekranu laptopa na moje wpółnagie ciało, byłam tylko w majtkach, staniku i skarpetkach. Migiem rzuciłam się do garderoby, w międzyczasie słysząc otwierające się drzwi.
- Gdzie jesteś? - spytał Harry.
Spróbowałam zastygnąć w bezruchu, ale skończyło się na tym, że przewróciłam stojak z ubraniami, który narobił sporo hałasu.
- 3 minuty.
W jak najszybszym czasie wybrałam jakiś zestaw ubrań. Pośpiesznie ubrałam się, a następnie doczłapałam do walizki. Wyrzuciłam na podłogę ubrania, których jeszcze nie oddałam do prania po ostatniej wizycie w NY. Kiedy przypadkowe ciuchy oraz prezenty dla Harry'ego i Louisa znalazły się wewnątrz pudła w kwiatowe wzory, pociągnęłam je do pokoju. Nie zwracając uwagi na Loczka przeglądającego mojego laptopa, dopakowałam kilka mniej potrzebnych rzeczy.
- Gotowe - poinformowałam uśmiechnięta, prostując się.
- To dobrze.. moja dziewczyno - zachichotał.
- Co? - spytałam totalnie zbita z tropu.
- No, fanki na tt zastanawiają się czy my przypadkiem nie jesteśmy w ukrywanym związku.
- Co, a ostatnio robiły dramę, że spotykasz się z Taylor.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi, dlaczego ty ciągle twierdzisz, że jesteśmy parą? 
- Bo przyjaciele nie trzymają się za rękę i nie przyjeżdżają do swoich hoteli o 3 rano - pokiwałam głową - lepiej napisz na tt, że jesteś wobec mnie tylko bratem, a ja spadam na dół.
Chwyciłam za rączkę od walizki i pociągnęłam ją na korytarz, gdzie zobaczyłam Niallera. Chłopak szykował się do wyjazdu do rodziny od Irlandii.
- Jak dobrze cię widzieć! Zanieś mi walizkę na dół, dziękuję! - nie czekając na jego sprzeciwy zbiegłam po schodach.
Ubrałam na siebie kurtkę i wybiegłam na dwór, gdzie zastałam Louisa, który przez płot rozmawiał z fankami. Na podjeździe zauważyłam czarnego Range Rovera, którym zapewne będziemy jechać do rodzinnego miasta Stylesa. Otworzyłam tylne drzwi i zaczęłam majstrować przy fotelu, próbując odchylić go do tyłu.
- Louis, tu są te prezenty - usłyszałam krzyk Zayna.
Uśmiech sam wpełzł na moją buzię. Przez ostatnie dni, szukałam w całym domu tych prezentów. Nie sądziłam, że Mulat sam podstawi mi je przed nos. Zobaczyłam, że Louis dalej zajmuje się fankami, a Zayn kieruje do domu, więc skorzystałam z tego momentu, że nikt mnie nie zauważył i doskoczyłam do czerwonego worka. Otworzyłam go i pierwsze, co mi wpadło w oczy to dwa opakowania nowej wersji Furby'ego. Jeden był czarny, a drugi żółty. Otworzyłam szeroko usta, przecież nigdzie jeszcze nie można tego kupić. Mimo, że jest to zabawka dla dzieci, bardzo chciałam ją dostać. Przecież nie każda maskotka mówi własnym językiem, płacze, śmieje się, wzdycha, tańczy i robi wiele innych rzeczy. Może nawet rozmawiać z innym Furby'm. Uśmiechnęłam się szeroko i chciałam wziąć do ręki pudełko, kiedy za plecami usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Niepewnie odwróciłam się i ujrzałam za sobą Harry'ego i Louisa. Obydwoje mieli założone ręce.
- Mogę wiedzieć co ty robisz? Święta są kilka dni. Odkładaj to do środka i lepiej zapomnij, co widziałaś - powiedział mój brat.
- A chociaż jednego mogę otworzyć? - spytałam uśmiechając się słodko - proooooooszę
- Nie, nie możesz. To są prezenty, które dostaniesz po kolacji bożonarodzeniowej - odpowiedział Harry.
- Ale jeden, tylko jeden. Żółtego Furby'ego. Błagam. I dam wam spokój. Proooooooszę.
- Nie. Wsiadaj do samochodu - rozkazał Loczek, usadawiając się na miejscu kierowcy.
- Nie, ja chcę jednego otworzyć - tupnęłam nogą jak 5-letnie dziecko.
- Ale dasz nam spokój, wtedy na całą drogę? - spytał Louis, na co szybko pokiwałam - to sobie otwórz, ale tylko żółtego.
Podał mi go do ręki pudełko, a resztę prezentów włożył do bagażnika. Zapiszczałam cicho i wpakowałam się na tylne fotele, przytulając do siebie opakowanego Furby'ego. Kiedy zapięłam pasy, rozerwałam pudełko i podałam bratu maskotkę oraz mojego iPhone'a, żeby połączył zwierzaka z aplikacją na telefonie. Kiedy wszystko było już gotowe, mała Zula zaczęła tańczyć.
- Awh, ale to słodkie - powiedziałam zauroczona nową zabawką.
- Zwykła zabawka, która tańczy. Nie rozumiem twojej fascynacji - Harry obrócił się do mnie, kiedy stanęliśmy na światłach.
- Weź, nie znasz się - popchnęłam jego głowę, żeby odwrócił się z powrotem do przodu.
- Takie moje zdanie. Jak byłem mały, nie było takich zabawek. Po prostu wychodziliśmy na dwór i spędzaliśmy czas aktywnie.
- Ale teraz to ty się użalasz, wiesz o tym? - spytałam.
- Dajcie już spokój. Co z tego, jak kto spędza czas wolny. Święta są, cieszmy się - powiedział Louis, na co pokiwałam głową, ponownie zajmując się zwierzakiem.
***
Otworzyłam oczy, kiedy poczułam, że stajemy. Przetarłam je lekko zaciśniętymi dłońmi.
- Jesteśmy na miejscu? - wychrypiałam, chwytając Zulę.
- Nie, jeszcze godzina drogi. Stanęliśmy na stacji. Idziesz czy zostajesz? - spytał brat.
- Idę - wyskoczyłam z auta, mocno trzymając w ręce zwierzaka.
We trójkę weszliśmy do środka budynku. 
- Gdzie jest kibel? - spytałam się ekspedientki, co spotkało się z widocznym obrzydzeniem z jej strony.
- Niki, jak ty się odzywasz? Nie wstyd ci? - zbeształ mnie Louis.
- No co? - wzruszyłam ramionami.
- Weź idź już się załatwić.
- Ale nie wiem, gdzie jest kibel.
- To nie jest kibel, tylko ubikacja, jasne? Jest za tobą, idź i przestań tak mówić - powiedział ostro brat.
Przekręciłam oczami, podając mu mojego zwierzaka i skierowałam się do siusialni. Załatwiłam swoje sprawy, po czym wyszłam z łazienki. Rozejrzałam się, szukając któregoś z chłopaków. W alei z gazetami stał Harry. Bez zastanowienia podeszłam do niego od tyłu. Zajrzałam mu przez ramię i zorientowałam się, że przegląda gazetkę playboy'a.
- Ale z ciebie zboczuch - mruknęłam, na co podskoczył lekko, wypuszczając przedmiot z rąk.
- Niki, ja tylko czekałem na ciebie - wytłumaczył szybko, odkładając gazetę na swoje miejsce.
- Ta, jasne - rzuciłam sarkastycznie i odwróciłam się do niego - gdzie Louis?
- Przy słodyczach.
Kiwnęłam głową i poszłam w tamto miejsce, jednak po drodze zatrzymały mnie trzy dziewczyny. Spojrzałam na nie z ciekawością.
- Gratulacje - powiedziała najwyższa z nich, blondynka.
- Co? - zmarszczyłam brwi.
- No ty i Harry - rzuciła jakaś brunetka.
- Ja i Harry co?
- No związek. Gratulacje i szczęścia - rzekła murzynka, na co ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Jaki związek? O co wam chodzi? - spytałam piskliwym głosem, a one wymieniły ze sobą spojrzenia.
- Patrz - blondynka podała mi swoją komórkę.
Zerknęłam na ekran i kiedy przeczytałam tweet'a Harry'ego o tym, że naprawdę jesteśmy razem, zrobiłam się cała czerwona na buzi ze złości.
- Już po nim - warknęłam pod nosem, oddając dziewczynie telefon.
Odwróciłam się na pięcie i kiedy odnalazłam wzrokiem Loczka, zaczęłam biec do niego. Ten spojrzał na mnie i jakby sobie uświadomił, o co chodzi, bo wybiegł na zewnątrz, uśmiechając się chytrze.
- Styles, chodź tutaj - wydarłam się, biegnąc za nim. 
Próbowałam go dogonić, ale biegł zdecydowanie za szybko. Zanim się obejrzałam był kilkadziesiąt metrów daleko ode mnie, na jakieś łące. Założyłam ręce i wolnym krokiem zaczęłam iść w jego kierunku. Ku mojemu zdziwieniu, on zaczął iść w moją stronę. Kiedy już był na wyciągnięcie ręki, złapałam go, ale chłopak niespodziewanie zaczął biec, co skończyło się na tym, że leżałam na ziemi, z buzią w śniegu. Szybko podniosłam się i zaczęłam wycierać twarz mokrymi rękawiczkami, co nie wyszło na dobre, bo moja twarz jeszcze bardziej zaczęła szczypać. Powiedziałam pod nosem kilka bluźnierstw, po czym poszłam do samochodu. Usiadłam na moim miejscu i pierwsze co, kopnęłam fotel Styles'a.
- Frajer - burknęłam, spoglądając w przednie lusterko, na którym widziałam Harolda. 
- Nie jestem frajerem, jestem twoim nowym chłopakiem, kotku - zamruczał.
- Coś mnie ominęło? - spytał zdezorientowany Tommo.
- To, że ten idiota napisał na tt, że jesteśmy parą - powiedziałam zła.
- Harry?
- No Louis, wiesz, że to są takie żarty - zachichotał zielonooki, wyjeżdżając z parkingu.
Fuknęłam pod nosem, a następnie wyrwałam Furby'ego z rąk brata. Założyłam słuchawki na uszy i wściekła spojrzałam na przemijające widoki za oknem.

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 52

Hey, hi, hello.
Nowy rozdział. Oby się spodobał. Nie sprawdzałam go, bo już mi się nie chciało. Jakby co zrobię to dopiero jutro wieczorem. Nie wiem kiedy kolejny rozdział. Dodawajcie komentarze. Kocham Was. ♥

Kiwając na dziewczynę głową, skierowałam się na hol. Poczekałam, aż przyjaciółka się ubierze i razem wyszłyśmy do chłopaków.
- Hej wam - uśmiechnęłam się słabo.
- Dlaczego nie masz nic na sobie? Chora jesteś! Wracamy do domu. Cześć wam - powiedział Louis i od razu zaczął ciągnąć mnie do środka budynku.
- Louis... Lou, a nie masz ochoty jeszcze trochę pogadać z nimi? - spytałam spanikowana.
Zagryzając wargę, wyrywałam rękę z uścisku brata. Zrobiłam to na tyle pechowo, że zahaczyłam bandażem o ekspres przy kurtce chłopaka. Syknęłam, co przykuło jego uwagę. Najpierw spojrzał na moją twarz, a następnie na dłoń.
- Co ci się stało?
- Um... Yy... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chodź, przemyję ci to i zrobię nowy opatrunek, a ty gadaj, co się stało? - popchnął mnie w kierunku drzwi.
- Ja nie chcę, idę przywitać się z chłopakami. Nara, bracie.
Odwróciłam się z zamiarem pójścia do nich, ale Louis skutecznie mi to uniemożliwił. Przerzucił mnie przez swoje ramię i wszedł do domu.
- Nie denerwuj mnie. Jesteś jeszcze chora, nie będziesz latała po dworze, rozumiesz? - spytał, stawiając mnie na podłodze.
- Ale Loueh, ja chcę tam!
- Szczerze, mało mnie obchodzi, że tam chcesz, idź do kuchni - mruknął, ściągając buty, a ja zesztywniałam.
- Do k-kuchni? - przygryzłam wargę - a może chodźmy do salonu, chciałabym z tobą porozmawiać.
- Ze mną, o czym? Co znowu przeskrobałaś? - westchnął - a z resztą, powiesz mi jak będę ci robił ten opatrunek. Pójdę po apteczkę, a ty poczekaj na kanapie.
- NIE! - wydarłam się, łapiąc go za rękę.
Chłopak zmarszczył brwi, posyłając mi zdziwione spojrzenie.
- Niki, co się dzieje? Mów - zażądał.
- To chodź do salonu. Mówiłam, że chcę z tobą porozmawiać.
Wyprzedziłam go i zrobiłam wielkie oczy. Zapomniałam, że szyba była pęknięta. Nie zastanawiając się długo, odwróciłam się i wypchnęłam bruneta z powrotem, zanim zdążył cokolwiek zobaczyć.
- Niki, co ty robisz? Zwariowałaś?
- Po prostu.. zmieniłam zdanie - wymyśliłam szybko - tak, zmieniłam zdanie. Chcę z tobą porozmawiać tutaj, w holu.
- No nie żartuj sobie, idziemy do salonu i koniec kropka - powiedział zirytowany.
Zanim się obejrzałam, niebieskooki stał już w salonie. Przymknęłam oczy przerażona, kiedy do moich uszu dobiegł wrzask Louisa, który kazał mi przyjść do salonu. Zdenerwowana oblizałam wargi i niepewnym krokiem weszłam do pomieszczenia.
- Co się stało z tą szybą?!
Zacisnęłam usta, błądząc wzrokiem po całym pokoju, byle nie patrzeć na brata.
- Niki, co się stało? - ponowił pytanie Lou.
- J-ja nie chciałam. P-przepraszam - szepnęłam.
Zerknęłam na Tommo, ale pod wpływem jego spojrzenia, spuściłam wzrok na moje szaro-białe emu, które w tym momencie zrobiły się dla mnie bardzo fascynujące. Po kilku sekundach usłyszałam głośne westchnięcie, a następnie odgłos stawianych kroków. Poczułam jak chłopak obejmuje mnie mocno ramionami, wtulając w swoją klatkę piersiową. Lekko zdziwiona, odwzajemniłam jego uścisk.
- No, już spokojnie. Trochę za ostro cię potraktowałem, w końcu to tylko głupia szyba - potarł rękoma moje plecy.
- Ale to nie wszystko - wyszeptałam wystraszona.
- No już, spokojnie. Nic ci nie zrobię, tylko mów. Nie będę się gniewał - zapewnił mnie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - pocałował mnie lekko w głowę.
- Rozwaliłamnamcałąkuchnię - wymamrotałam szybko w koszulkę brata.
- Co?
- Rozwaliłamnamcałąkuchnię.
- Co? - spytał ponownie brat.
- Rozwaliłam nam całą kuchnię! To! - krzyknęłam, odsuwając się od bruneta.
Usta chłopaka uformowały się w literkę "o", a następnie jakby dotarło do niego co zrobiłam, bo wybiegł z salonu, zapewne do kuchni.
- Nicola Alexandra Tomlinson do mnie! - usłyszałam ryk niebieskookiego.
A przecież obiecał - pomyślałam rozgoryczona
Zacisnęłam mocno oczy, jednak skierowałam się w kierunku brata. Stał pośrodku kuchni. Dostrzegłam, że jego klatka piersiowa opada i unosi się bardzo szybko, naprawdę bardzo się zdenerwował.
- Coś ty do cholery zrobiła z kuchnią?!
- Mówiłam, że rozwaliłam ją całą. To było przez przypadek. Naprawdę mi przykro - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Nie obchodzi mnie czy przez przypadek, czy nie! Ważne, że ta kuchnia nie nadaje się w ogóle do użytku! Rozwalić szybę jeszcze zrozumiem, ale kuchnię?! Dziewczyno, co z tobą nie tak?! Coś ty myślała, psując tą kuchnię?! Że nie będę się gniewał i co?! Może, że ci, nie wiem, podziękuję?! Przestań zachowywać się jak jakaś rozkapryszona księżniczka! Nie jesteś nią! - z każdym kolejnym zdaniem krzyczał coraz głośniej.
- Ale Louis... - zaczęłam, krztusząc się łzami.
- Żaden Louis! Zejdź mi z oczu!
Pociągnęłam nosem, po czym wybiegłam z kuchni. Na holu zobaczyłam Liama i Andy'ego. Mieli zatroskane miny. Nie zwracając uwagi na ich wołania, wbiegłam po schodach, potykając się kilka razy. Wchodząc do pokoju, pierwsze co zrobiłam to zamknęłam drzwi na klucz, a następnie zakopałam się pod kołdrę. Po moich policzkach cały czas lały się łzy. Nie miałam siły nawet ich ścierać. Naprawdę nie chciałam zniszczyć tej kuchni. Jaki cel bym w tym miała? Żaden przecież.
***
- Niki, kwiatuszku, proszę otwórz nam - kolejny raz do drzwi zapukał Liam.
Było już grubo po 11pm, a ja ani razu w ciągu ostatnich godzin nie wyszłam z pokoju, a co dopiero coś powiedziałam. Leżałam bezczynie zakopana pod kołdrą, rysując kółeczka na poduszce.
- Słońce, proszę cię, wyjdź - usłyszałam tym razem Niallera.
- Nie gniewamy się - dodał Zayn.
Pociągnęłam nosem, chowając buzię w błękitnej pościeli. Nie miałam ochoty na towarzystwo chłopaków. Teraz chciałam pobyć zupełnie sama, ale oni chyba nie mogli tego zrozumieć. Trudno i tak im nie otworzę. Na razie mogą o tym zapomnieć.
- No dobra, skarbie. Na razie damy ci spokój, ale pamiętaj, że my się gniewamy. Naprawdę. A Tomlinsonem się nie przejmuj, przejdzie mu niedługo. Zobaczysz - powiedział Liam - słodkich snów, mała.
Następnie usłyszałam oddalające się kroki. Odetchnęłam z ulgą, w końcu mam spokój. Usiadłam na chwilę na łóżku, żeby przewrócić poduszkę na drugą stronę. Ta, na której do tej pory leżałam, przemokła od moich łez. Zamknęłam oczy, kiedy moja głowa zetknęła się z miękką powierzchnią. Ziewnęłam głośno, mrugając kilkakrotnie oczami. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczona. Ta cała kłótnia z Louisem i ciągły płacz mnie naprawdę wykończyły. Nie zastanawiając się długo, przewróciłam się na lewy bok, aby po chwili zasnąć.
***
Stałam przy drzwiach już kilka minut, rozważając czy wyjść z pokoju, czy jednak spędzić w nim cały dzisiejszy dzień. Z jednej strony pragnęłam zejść na dół, bo tutaj nie miałabym co robić; wszystkie gadżety zostały w salonie, z drugiej jednak obawiałam się spotkania z bratem. Sam mi powiedział, żebym zeszła mu z oczu. Wzięłam głęboki wdech i już miałam odkluczyć drzwi, kiedy ktoś do nich zapukał. Wstrzymałam oddech, obawiając się, że to może być Louis.
- Niki, mała chodź do nas na dół - ku mojemu szczęściu usłyszałam łagodny głos Mulata.
Zagryzłam wargę i otworzyłam drzwi, stając przed chłopakiem. Uśmiechnął się lekko do mnie z widoczną ulgą.
- Mój skarbie mały, myślałem, że mi nie otworzysz - odezwał się pierwszy.
- Louis nadal jest zły? - spytałam. 
- Um.. Tak - skinął głową niepewnie.
Spuściłam głowę, patrząc na moje bose stopy.
- Ale ja naprawdę nie chciałam - bąknęłam.
- Wiem i naprawdę nie przejmuj się Louisem. Mówię ci; pogniewa się, pogniewa i mu przejdzie - uszczypnął mnie lekko w policzek, żebym na niego spojrzała.
Zrobiłam to i zobaczyłam, że chłopak się szeroko uśmiecha.
- Myślisz?
- Ja to wiem - poczochrał mi włosy, na co lekko się uśmiechnęłam - a teraz chodź na dół. Zjesz coś, a później ja, Liam i Niall zajmujemy się tobą cały dzień - pomachał rękoma, aby podkreślić słowo "cały".
Zaśmiałam się, a następnie wyminęłam brata. Tak, był dla mnie bratem. Jednym z pięciu najlepszych na świecie. Mimo tego, iż byłam pokłócona z Tommo, nadal uważałam, że jest najlepszy. Dobrze wiedziałam, że mu na mnie zależy, że się o mnie troszczy i co najważniejsze - że mnie kocha. Nawet jakbyśmy byli śmiertelnie ze sobą pokłóceni, ciągle darli koty i robili dużo innych, złych rzeczy względem siebie - byłam pewna, że gdyby coś mi się stało, bez zastanowienia byłby przy mnie i nie opuścił mnie. Louis Tomlinson aka najlepszy brat na świecie. 
- Widzę, że już jest lepiej - usłyszałam wesoły głos Niallerka.
Zeskoczyłam z barierki i mocno przytuliłam blondyna. On natomiast, niespodziewanie, podniósł mnie wysoko, na co cicho pisnęłam. Z ust chłopaka wydobył się szalony rechot. Przerzucił mnie przez swoje ramie i pobiegł do salonu. W między czasie zerknęłam w kierunku kuchni. W środku było pusto, nie było tam zupełnie nic. 
- Kiedy zdążyliście sprzątnąć kuchnie? - spytałam niebieskookiego.
- Dzisiaj wstaliśmy wcześnie rano i we czwórkę to zrobiliśmy. Aż jestem zdziwiony, że się nie obudziłaś. Narobiliśmy naprawdę wielki hałas - przyznał, kładąc mnie na kanapie.
- Taa, byłam bardzo zmęczona i nic nie było w stanie mnie obudzić.
- Zdaję sobie z tego sprawę, przepłakałaś z połowę nocy - mruknął, podając mi talerz z tostami. 
- Skąd wiesz? - spytałam, biorąc wielkiego gryza.
- Siedzieliśmy pod drzwiami prawie do 12, słyszeliśmy - powiedział Zayn, wchodząc do salonu.
Kiwnęłam głową i przyglądałam się Mulatowi, który wziął jakieś żółte wiadro.
- Co tam masz?
- Twojego transwestytę. Znaleźliśmy go pod kaloryferem; jeszcze trochę i by wyschnął od tego ciepła. Akwarium było u ciebie w pokoju, więc włożyliśmy go do wiadra - wytłumaczył mi.
- A pies, gdzie jest mój pies? - spytałam z pełną buzią.
- Czasami się zastanawiam, po co ci te zwierzaki, skoro ty nie wiesz, gdzie one są. Taka to jest twoja opieka nad nimi - wyznał niebieskooki, na co zamroziłam go wzrokiem.
- W ogrodzie, przeszkadzała nam w wynoszeniu mebli z kuchni. Ciągle plątała się pomiędzy nogami - rzucił Zayn i wyszedł z salonu z wiadrem w ręku.
- Ej, a tak w ogóle gdzie jest Liam i Louis?
- Pojechali obejrzeć jakieś nowe meble. Niedługo powinni wrócić, bo wiesz.. Liam musi być podczas naszego dnia - szturchnął mnie. 
- Gdzie mnie zabieracie?
- Nie wiem. Do kina, na lodowisko, na London Eye. Gdziekolwiek chcesz.
- Zapowiada się fantastyczny dzień - przyznałam.
- I uwierz mi, taki będzie - Niall uśmiechnął się szeroko, a następnie cmoknął mnie lekko w policzek.
***
- Niki, miałaś być na dole 10 minut temu! - usłyszałam krzyk Liam'a.
Przekręciłam oczami; przecież musiałam się wyszykować, a oni dali mi tylko 5 minut. To przecież normalne, że w takim czasie się nie wyrobię. Przejrzałam się w lustrzę i przyznałam sama przed sobą, że wyglądam fenomenalnie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, a następnie pobiegłam do drzwi. 
- Już jestem - stanęłam przed moim łysolem.
Chłopak posłał mi uśmiech, a następnie podał najpierw kurtkę, a następnie komin, czapkę i rękawiczki. Biorąc pod uwagę, że przez ostatni tydzień byłam chora, bez żadnych sprzeciwów założyłam je. Migiem włożyłam jeszcze beżowe emu i wyszliśmy z domu. Przy samochodzie stali Niall i Zayn; rozmawiali, a ten drugi palił jeszcze papierosa.
- Gotowa na wspaniały dzień? - spytał blondyn, kiedy nas zobaczył.
- Oczywiście - odpowiedziałam szeroko uśmiechnięta.
- To do samochodu - odezwał się mulat, gasząc papierosa.
Posłusznie weszłam do środka białego Mercedesa Niallera. Chłopak zajął miejsce kierowcy, na miejscu pasażera usiadł Zayn, a ja i Liam z tyłu. Po zapięciu pasów, blondyn wyjechał z podwórka. 
Najlepszy dzień świata czas.

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 51

KOMENTOWAĆ, BO INACZEJ ROZDZIAŁY BĘDĄ DODAWANE JESZCZE RZADZIEJ!

Chłopaki i bliźniaczki wyszły ode mnie około 14:30. Naprawdę wspaniale spędziłam z nimi czas, poznałam ich bardziej. Natomiast po Lilly miał przyjechać po pracy, którą kończy o 16, więc miałyśmy jeszcze ponad godzinę wspólnego zamulania.
Podczas naszej 2h zabawy w ciuciubabkę, oczywiście nie obyło się bez szkód. Jake nabił sobie limo na policzku, wpadając na szafę. Nie wiem jakim sposobem, ale to jest Poolow - tego nie ogarniesz. Poza tym Cass stłukła wazon, ja z Luke'iem przedziurawiliśmy abażur i lampę musiałam przestawić tak, żeby nie było widać dziury, a na koniec Derek przeleciał przez szklaną barierkę, tym samym spowodował dosyć duże i bardzo widoczne pęknięcie. Teraz nic innego mnie czeka jak opieprz od chłopaków. Słodko.
- Głodna jestem - mruknęła moja przyjaciółka, a następnie wyszła z salonu.
Podniosłam się z kanapy i skierowałam za nią. Wezbrała się we mnie ochota przybicia facepalma, kiedy zobaczyłam jak blondynka przeszukuje wszystkie półki w mojej kuchni, jednak dzielnie się powstrzymałam.
- Tak, tak Lilly, rozgość się - powiedziałam z sarkazmem, siadając na wysepce.
- Dzięki, ale zgody to ja nie potrzebuję - wyszczerzyła się do mnie.
Podeszła do lodówki i z zamrażarki wyjęła lody truskawkowe.
- Mi też daj - rzuciłam.
- Chora jesteś, bachorze.
- Ale z ciebie pomarszczona cipa - mruknęłam.
- A z ciebie krzywy kutas - prychnęła, na co pokazałam jej język.
Dziewczyna mruknęła coś pod nosem, podając mi kubełek z lodami kokosowymi i łyżeczkę. Carter usiadła naprzeciwko mnie otwierając kubełek z zimną przekąską.
- Jak myślisz, co zrobią chłopaki, kiedy zobaczą salon? - spytała mnie blondynka.
- Opierz pewnie dostanę. Jednak o tyle dobrze będzie, że Harry od razu po skończeniu pracy leci do NY, a Zayn z Niallem jadą do Pezz do szpitala, więc będę miała starcie tylko z Liamem i Louisem - rzekłam, przełykając lody.
- Tego drugiego to bym się bardziej bała.
- Wiem, ale mam nadzieję, że Liam nie będzie taki zły. Przecież wiadomo, że Liam nie jest taki zły. Czasami.
- Ale wiesz, zawsze możesz mieć nadzieję, że przyjdzie też Danielle lub Eleanor i chłopaki nie zrobią ci awantury albo tego nie zauważą.
- Tak, w ogóle nie zobaczą tej popękanej szyby albo braku wazonu. Na 100% - zironizowałam, na Lilka wzruszyła ramionami.
Nastąpiła cisza, którą nagle przerwała dziewczyna. Zręcznie zeskoczyła z blatu, stawiając na nim kubełek.
- Głodna jestem. Zjadłabym jakąś sałatkę.
- Ja też - stanęłam na nogach, a następnie podeszłam do lodówki.
Wyjęłam z niej potrzebne warzywa i położyłam je na blacie.
- Ty kroisz, ja nie lubię - mruknęłam, podając jej przedmioty, które będzie potrzebowała, a sama zajęłam miejsce na taborecie - do roboty - uśmiechnęłam się, na co Lilly pokazała mi środkowy palec - uważaj sobie - krzyknęłam ze śmiechem, rzucając w nią jabłkiem.
- Przestań. bo nie zrobię jedzenia! - warknęła.
Przewróciłam oczami sięgając po telefon z kieszeni. Zauważyłam trzy nieprzeczytane wiadomości.

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:13
~•        ~•      ~•    ~•        ~•     ~•      ~• zapłodniłem Cię  ~•        ~•      ~•    ~•        ~•     ~•    

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:16
Albo nie, ja będę w ciąży

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:19
Hey, I just met you and this is crazy, but I'm pregnant and it's your baby

Boże, jakie to jest dziwne dziecko. Jak to możliwe, że taki idiota jest dorosły?

Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:44
Głupi jesteś '-'

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14: 47
Nie wierzysz mi? :o

Przekręciłam moimi ślicznymi, niebieskimi oczami. Zdecydowałam, że nie będę mu odpisywała. Co mam marnować pieniądze na koncie na głupiego Styles'a? Położyłam iPhone'a na blacie, ale nawet nie zdążyłam odwrócić od niego wzroku, a ponownie zawibrował. Pokręciłam głową, będąc pewna, że to znowu Loczek. Odblokowałam telefon i nie myliłam się, sms był od zielonookiego cymbała.

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:47
Chcesz usg?

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:49
Niki, będziemy mieć dziecko! :o

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:52
Lulu xoxo

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:53
Lololove

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:55
Odpisz kurwa, dziecko będziemy mieć!

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:57
Jak się nie odezwiesz pójdziemy do sądu! Będziesz płaciła alimenty! Ha

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:00
I będziesz pracowała! Ha! A dziecka i tak nie zobaczysz! Ha zazdrościsz?

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:02
Zgubić nas może jedno spojrzenie...

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:03
Love me love me say that you love me

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:05
Ju ar e dik! Buahahahahaha

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:08
Lol, ja rodzę! edrghjdfg

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:10
Foszek obiboszek?

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:13
Nie piszesz, martwię się

W końcu nie wytrzymałam faktu, że co chwilę przychodzą mi głupie smsy od Harry'ego. Wkurzona podniosłam telefon z blatu i nie zastanawiając się długo, szybko wystukałam pierwsze zdanie, które przyleciało mi do głowy, myśląc o Styles'ie.

Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:15
CZŁOWIEKU CZY CIEBIE DO KOŃCA POPIERDOLIŁO?!

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:16
Lofki, kisski i buziaczki bc i got tired of waitin lololol kisskiss hehs

Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:18
Spierdalaj dziwko

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:20
Przed chwilą rozmawialiśmy o kisskach etc a ty od razu o swojej pracy? wtf

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:21
Aaaaaa już rozumiem! Znalazłaś pracę i teraz będziesz miała pieniądze na alimenty! Jestem dumny!

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:22
Tak bardzo cię kocham parówo

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:23
To chłopczyk! Nazywa się Jasiu!

Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:25
Daj mi spokój ;_;

Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:27
Boże, on ma siusiaczka :o

Przybiłam sobie facepalma, a następnie wyłączyłam komórkę mając dosyć smsów od Harry'ego.
Odłożyłam telefon na blat i spojrzałam na Lilly. Moje usta otworzyły się z przerażenia.
- Coś ty zrobiła z moją kuchnią?! - krzyknęłam.
Mianowicie kawałki pomidora, ogórka, cebuli, sałaty i innych warzyw porozrzucane były po kuchni, nawet na wiatraku wisiały kawałki jedzenia. Na blacie leżały kilkanaście brudnych sztućców i misek oraz porozbijane jajka, rozlane mleko i rozsypana mąka.
Lilly odwróciła się do mnie, uśmiechając niepewnie.
- Głodna jestem, może naleśnika? - wskazała na talerz z jedzeniem.
Wstałam z taboretu i podeszłam do niej. Wzięłam do ręki opakowanie z mąką i wysypałam na dziewczynę. Ona otworzyła szeroko oczy, po czym ze śmiechem rozbiła na mojej głowie jajko. Tak zaczęła się nasza bitwa. Rzucałyśmy się w siebie wszystkim co wpadło nam w ręce. Już po kilku minutach całe byłyśmy w jajkach, oleju, mąki, mleku i innych, różnych produktów spożywczych.
- Czujesz to? - spytałam nagle.
- O boże, naleśnik!
Szybko podbiegłam do palnika i chwyciłam za patelnię. Niestety tak niefortunnie, że poparzyłam sobie dłoń. Moje oczy natychmiastowo się zaszkliły, a z ust uciekł jeden, głośny pisk.
- Niki, spokojnie. Gdzie masz apteczkę? - spytała spokojnie.
- Półka nad.. mikrofalą - wyszeptałam drżącym głosem.
Blondynka natychmiast rzuciła się po nią. Wyjęła z niej jakiś sprej i bandaż.
- Jak się opatruje poparzone dłonie? - spytała spanikowana.
- Woda, zimna woda - wydukałam cicho.
Podeszłam do zlewu. Odkręciłam kurek i włożyłam bolącą dłoń pod wodę. To był błąd, żeby wcześniej nie sprawdzić jaka ona jest. Zamiast być zimna, była gorąca. Pisnęłam z bólu. Skuliłam się, wkładając rękę pomiędzy uda.
- Dawaj tą rękę - usłyszałam głos Lilly.
Podniosłam głowę. Dziewczyna stała przede mną. Niepewnie wystawiłam dłoń, a ona popsikała ją sprejem. Zagryzłam wargę, żeby nie krzyknąć. Następnie Carter zawinęła dookoła bandaż.
- Dobra, teraz sobie usiądź, a ja tutaj dokończę naleśniki.
Pokręciłam głową przecząco, próbując się uśmiechnąć, jednak pewnie wyszedł mi jakiś grymas. Przetarłam oczy z łez.
- Nie, już wszystko w porządku - powiedziałam.
Lilka pokiwała niepewnie głową, ale się nie odezwała. Na szczęście. Westchnęłam głośno, po czym wzięłam, przez ścierkę, patelnie. Zdjęłam ją z palnika, na plastikową podkładkę, a ścierkę wyrzuciłam za siebie.
- Niki, ścierka! - krzyknęła przyjaciółka.
Odwróciłam się i zrobiłam wielkie oczy. Kawałek szmatki wylądował na niezgaszonych palniku i się zapaliła. Jak najszybciej otworzyłam półkę, kiedy znajdował się kosz na śmieci i gaśnica. Chwyciłam ją i kiedy nacisnęłam na dźwignię, zaczęła wylatywać biały proszek. Przygryzłam wargę, kiedy gasiłam mini pożar. Po chwili było już po ogniu. Odłożyłam narzędzie na podłogę, rozglądając się dookoła. Wszędzie były kawałki jedzenia i ten sproszkowany nawóz.
- Jak to posprzątamy? - spytała cicho koleżanka.
Rozejrzałam się dookoła i przypomniało mi się o wiatraku. Chłopaki niedawno go zamontowali, oby działał. Wskazałam dziewczynie urządzenie. Ona spojrzała na nie, na mnie i wzruszając ramionami, nacisnęła przycisk uruchamiający go. Miałam nadzieję, że skrzydła zaczną się kręcić i w ten sposób ten bałagan trochę się uporządkuje. Jednak wiatrak w ogóle nie ruszył mimo faktu, że blondynka włączała i wyłączała na okrągło. Westchnęłam, podchodząc do niej. Także zaczęłam naciskać włącznik, na początku nic się nie działo. Jednak po chwili skrzydła się poruszyły i wiatrak zaczął się kręcić. Uśmiechnęłam się zwycięsko, odwracając do dziewczyny. Moje szczęście nie trwało długo. Usłyszałam jakiś głośny łomot. Zamknęłam oczy, spoglądając za siebie. Moje przypuszczenie spełniły się. Wiatrak leżał rozwalony na wysepce i podłodze.
- Mój Boże, rozwaliłam moją kuchnię! - pisnęłam przestraszona, łapiąc się za głowę.
- Myśl pozytywnie, Niki. Gorzej już nie może być - posłałam jej zabójcze spojrzenie - albo może.. Patrz - wskazała na okno.
Niepewnie tam spojrzałam i na mojej twarzy zagościła jeszcze większa panika niż dotychczas. Na podjeździe stali Louis, Liam i Andy - przyjaciel Payne'a i rozmawiali z bratem Carter.
Już po mnie.

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 50

Jeśli chcielibyście dostawać informacje o nowych rozdziałach, zostawcie komentarz ze swoim nickiem w zakładce "informowania".

tydzień później
- Może chcesz coś jeszcze? Zupę, herbatę? Albo poprawić ci poduszkę? Boli cię głowa? A brzuch? Może dam ci jakąś tabletkę? Albo nie, bo jeszcze ci się niedobrze zrobi. A wzięłaś inhalacje jak mnie nie było? Skarbie, dobrze się czujesz? Blad...
- Przestań, niedobrze mi się robi jak słyszę twój beznadziejny monolog. Jak widzisz jestem cała i zdrowa.. no może nie do końca zdrowa, ale cała i bezpieczna - przerwałam Louisowi jego mowę, którą zaczął zaraz po tym kiedy wrócił do domu.
- Jesteś chora, martwię się. Zrozum to - burknął.
- No właśnie, a ty się zachowujesz jakbym co najmniej na biegunkę umierała - powiedziałam rozbawiona.
- Wcale, że nie. Chcę po prostu, żebyś szybko wyzdrowiała - rzekł rozdrażniony.
- No dobrze, dobrze, ale pozwól, że ci przypomnę, nie jestem jajkiem, nie musisz się ze mną obchodzić tak.. delikatnie? Tak, delikatnie to odpowiednie słowo - pokiwałam głową.
- Mam prawo się tak z tobą tak obchodzisz. W końcu tak trochę przypominasz jajko. Na górze jesteś węższa niż na dole, więc tak trochę jak jajko - przeczesał włosy, uśmiechając się ironicznie.
Otworzyłam zaskoczona usta, a następnie ze śmiechem sprzedałam mu kuksańca.
- No weź, Louis. Nie wyglądam jak jajko. Może ty, nie ja.
- Jak chcesz, ja i tak wiem swoje - wzruszył ramionami - to co chcesz robić?
Uśmiechnęłam się szeroko, wymyślając świetny sposób na nudę. Louis wydał się od razu zrozumieć, co mi chodzi po głowie.
- O nie, nie, nie, nie. Nie będziemy tego oglądać - zaprotestował natychmiastowo.
- Dlaczego? - spytałam zbulwersowana.
- Bo nie da się z tobą tego oglądać. Śmiejesz się bez opamiętania, kiedy ten jeleń, Eliot, rzuca w okno zającami albo jak połyka przez przypadek tego balona. A jeszcze gorzej jest, kiedy Boguś zwymiotował te słodycze na to okienko.
- No bo to jest śmieszne! Louis, proszę cię. Jestem chora, powinieneś spełniać moje zachcianki - skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Ale skarbie.. coś innego. Może "Madagaskar" lub "Skok przez płot"? Co ty na to? - zaproponował, na co pokiwałam przecząco głową - no dobra, niech ci będzie - westchnął, podchodząc do telewizora.
Uśmiechnęłam się zwycięsko, odkładając żółwia, którego trzymałam w dłoniach, do akwarium. Pstryknęłam go jeszcze w skorupę, przy samej głowie, w wyniku czego, mały Franklin podskoczył do góry, przesuwając się jednocześnie troszeczkę do przodu.
Po włączeniu filmu animowanego, Louis stanął koło kanapy i zanim położył się koło mnie, rozebrał się do bokserek. Spojrzałam na niego dziwnie.
- Będzie mi wygodnie - wytłumaczył, kładąc ubrania na schodach.
Położył się, przykrywając siebie i mnie szczelnie kołdrą. Objął mnie ramieniem, wtulając w siebie jednocześnie. Drugą ręką wziął pilota i wcisnął przycisk uruchamiający film.
***
Zasłoniłam rękoma twarz, kiedy na ekranie telewizora pojawiła się scena, która mnie najbardziej rozbawia z całego filmu.
- Niki, przestań - szturchnął mnie brat.
- Ale on połknął balona - wyszeptałam przez mój histeryczny śmiech.
Chłopak nic nie zdążył odpowiedzieć, kiedy do salonu wparował Zayn z moim psem.
- No nie, znowu oglądacie 'Sezon na misia"? Przecież po ostatnim oglądaniu miałeś tą płytę schować - mruknął siadając na podłodze, przed kanapą.
Skorzystałam z okazji i kopnęłam go w głowę. Nie przewidziałam jednak, że ten złapie mnie za kostkę i zacznie gilgotać po stopie.
- Zaaaaayn.. przestań - wybełkotałam pomiędzy napadami śmiechu.
- No właśnie, przestań. Niki idzie spać.
Niebieskooki brunet wstał, a następnie wziął na ręce, uwalniając jednocześnie spod dotyku Zayna. Pokazałam mu język, na co brązowooki odpowiedział mi tym samym. Uśmiechnęłam się radośnie, kładąc głowę na ramieniu brata. Chłopak zamiast skierować się na górę, poszedł do kuchni. Wzdrygnęłam wiedząc, co mnie czeka. Codziennie o tej godzinie wypijałam jakieś lekarstwo o dosyć gorzkim smaku. Zamiast odłożyć mi antybiotyk, mogliby to coś.
Na mojej buzi zagościł grymas, kiedy Lou podał mi, do połowy zapełnioną, szklankę wody pomieszanej z lekarstwem.
- Do dna - kiwnął głową.
Niepewnie przyłożyłam naczynie do ust i wypiłam niedobrą substancję jednym duszkiem. Odłożyłam kubek na blat, krzywiąc się. To lekarstwo z każdym nowym dniem jest coraz gorsze w smaku, naprawdę.
- Ile jeszcze będę musiała to pić? - spytałam.
- Do wyczerpania zapasów, czyli jakieś 2 tygodnie - Tomlinson uśmiechnął się złośliwie, ponownie biorąc mnie na ręce.
- Dlaczego? Już jestem prawie zdrowa - wychrypiałam.
- Prawie.
Przewróciłam oczami. Przecież już mnie nie boli głowa i nie wymiotuję. Tylko cherlam jak pies. Równie dobrze już jutro mogłabym iść do szkoły, jednak przekonać do tego Louisa nie jest zbyt łatwo. Zakazał mi wychodzić z domu do końca tygodnia, czyli do szkoły także, co znaczy, że w tym roku już nie pójdę do szkoły, bo w poniedziałek zaczynają się ferie świąteczne i ja, Louis i Harry jedziemy do Holmes Chapel na Wigilię.
Mój starszy brat wszedł do pokoju, po czym posadził na łóżku. W tej chwili, dziękowałam mu w myślach, że jak był w pracy, zadzwonił do mnie i kazał mi się iść myć. Teraz nie miałam na to siły.
W czasie, kiedy Boo przykrywał mnie kołdrą, przez szparę w drzwiach, do sypialni weszła Shila, merdając ogonem. Wskoczyła mi na łóżko i ułożyła się wygodnie koło mnie.
- Dobranoc, mała - Louis cmoknął mnie w czoło, a następnie wyszedł na korytarz, uprzednio zgaszając światło.
Próbowałam zasnąć, ale nie wychodziło mi to. Kiedy już prawie zasypiałam, Shila zaczynała się kręcić i natychmiast się rozbudzałam. Równie dobrze mogłabym ją zrzucić na ziemie, ale nie miałam serca.
W końcu, kiedy po raz 254185145 Shila mnie rozbudziła, chwyciłam do ręki komórkę. To trochę dziwne, że przez ostatnie dni w ogóle jej nie używałam. Normalnie jak nie ja. Nie zastanawiając się długo, włączyłam internet i weszłam na tt. Włączyłam mentionsy. Przeglądałam je, dopóki nie natknęłam się na jakiś link. Bez wahania w niego weszłam. Okazało się, że było to jakieś opowiadanie o chłopakach. Postanowiłam zrobić wyjątek i przewracając się na lewy bok, włączyłam pierwszy rozdział i zaczęłam go czytać.
***
Ubrana zbiegłam po schodach na dół, do kuchni, gdzie zastałam szykujących się do pracy. Zmierzyłam ich wzrokiem i nie odzywając się, usiadłam na wolnym krześle.
- Cześć, skarbie - uśmiechnął się radośnie Louis, podając mi talerz z kanapkami.
- Nie odzywaj się do mnie - warknęłam.
Brunet podniósł brwi, ukazując swoje zdziwienie. Wymienił się zdezorientowanym spojrzeniem z resztą chłopaków, zanim ponownie się do mnie odezwał.
- Co się stało, Niki? Zrobiłem ci coś?
- Mi? Mi nic nie zrobiłeś, ale co innego Mellodie!
No dobra, może to wczorajsze czytanie tego opowiadania nie wyszło na dobre, bo za bardzo się w niego wciągnęłam, ale naprawdę się zdenerwowałam tym, co zrobił Tomlinson Mellodie.
- Co? Jakiej Mellodie? O co ci chodzi?
- No o to, że ją zdradziłeś z Amandą! Jak tak mogłeś?! Jesteście razem niecały miesiąc, a już przelizałeś się z tą blondyną! - warknęłam, na co Nialler parsknął śmiechem - a ty z czego rżysz?! Widziałeś to i nic jej o tym nie powiedziałeś! A podobno jesteście przyjaciółmi od dzieciństwa - prychnęłam.
Po mojej wypowiedzi nastała cisza. Zmieszani chłopaki patrzyli to na siebie, to na mnie. Jednak tę ciszę przerwał Zayn.
- A ja? A ja co zrobiłem?
- Prawie utopiłeś się w baseniku dla dzieci - mruknęłam, co spotkało się chichotem Liama.
- Ty nie byłeś lepszy. Przykleiłeś tablet do brzucha mówiąc, że jesteś teletubisiem.
- Ale byłem pijany? - spytał niepewnie.
- Nope. Dobra, spadam stąd. Nie będę z wami siedziała. Nara.
Wzięłam talerz do ręki i skierowałam się do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i wtedy usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Wyjęłam telefon z kieszeni bluzy i odblokowałam go.

Od: Lilka aka głupia pipa
Data: 12 grudzień 2012, 9:43
Jak chłopaki wyjdą, daj znać, wpadniemy do ciebie! Ily! <3

Uśmiechnęłam się szeroko. Przez ten tydzień w ogóle nie widziałam się z dziewczynami i chłopakami. Naprawdę się za nimi stęskniłam, chociaż tylko Lilkę znałam lepiej, jednak mam nadzieję, że z resztą też się zaprzyjaźnię.
Odłożyłam iPhone'a na kanapę obok mnie i włączając tv, jednocześnie wzięłam gryza kanapki.
- Niki, my idziemy. Wrócimy jakoś po 16 - oznajmił brat, po kilku minutach wchodząc do salonu, a następnie najzwyczajniej wyszedł, nie żegnając się ze mną.
Ktoś tu się obraził - pomyślałam, kiwając głową z rozbawieniem.
Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi oznaczające, że chłopaki już wyszli, wzięłam telefon do ręki i napisałam smsa do Lilly.

Do: Lilka aka głupia pipa
Data: 12 grudzień 2012, 10:02
Wpadajcie, wyszli już. Ilyt xo

Wyniosłam pusty talerz do kuchni i już miałam wychodzić, kiedy na wysepce zobaczyłam jakąś kartkę i talerz z lekami i nakrywkę od syropu, z nim w środku. Chwyciłam papier i siadając na blacie, zaczęłam czytać.

Po zjedzeniu śniadania MASZ wypić syrop i połknąć zieloną tabletkę, a żółtą MASZ wziąć o 13.

Westchnęłam, ale posłusznie wykonałam polecenie.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się na górę, gdy usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Pomyślałam, że to któryś z chłopaków, czegoś zapomniał i wrócił, więc nie zwróciłam zbytnio uwagi, dopóki do moich uszu nie doszły piski, krzyki i głośnie śmiechy. Tak, przyszli moi znajomi.
- Co za dzicz - mruknęłam, wyglądając przez obręcz.
- Cześć Niki! - krzyknął Jake, patrząc na górę.
Wzrok wszystkich skierował się w moją stronę. Uśmiechając się szeroko, pomachali mi.
- Idę po zwierzaki, a wy do salonu - rozkazałam i poszłam do mojego pokoju.
Po kilku próbach zrzuciłam psa na podłogę i chwytając po drodze żółwia, pociągnęłam Shile za obroże na dół. Będąc w salonie wpuściłam szczeniaka do ogrodu, a Franklina położyłam na podeście.
- Co będziemy robić? - spytałam, siadając na podłodze.
- Ciuciubabka - pisnęli Luke, Cassie i Lilly.
- Znowu? - zapytali znudzeni tym pomysłem Faith i Jake.
- Spotkaliśmy się już kilka razy i wciągnęliśmy się w tą zabawę, naprawdę - wytłumaczył mi Derek.
- Ewentualnie możemy się w to zabawić - powiedziałam, wstając w celu znalezienia jakiegoś szalika.
Kiedy już znalazłam, wróciłam do salonu. Po krótkiej kłótni, kto ma być ciuciubabką, wybraliśmy do tego zadania Lilly.
Zabawę czas zacząć - pomyślałam uciekając jak najdalej od mojej blondwłosej przyjaciółki.

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 49

Dla tych, którzy nie zrozumieli:
Rozdział, który dodałam wczoraj to rozdział 46, tak? Wcześniejszy usunęłam przez przypadek, więc postanowiłam napisać go jeszcze raz. Nie mogłam zostawić luki, bo jakby to wyglądało? Jest 45, nie ma 46, jest 47. Dziwnie, c'nie? I nikt by nie wiedział, co by się działo w 46. Więc jest on dalszą częścią rozdziału 45. Rozumiecie już? Błagam napiszcie, że tak, bo nie wiem jak inaczej wam to wytłumaczyć..
Następna sprawa, czyli jedno, wielkie WOW. Ponad 61k wejść na mojego bloga. Nie wiem co powiedzieć, bo jestem kurewsko tym zaskoczona i zdezorientowana. Nigdy nie sądziłam, że dobije do 10k wejść i, że to opowiadanie przypadnie komuś do gustu, a tu proszę, spodobało Wam się. Jestem tym naprawdę wstrząśnięta, bo moim zdaniem istnieje pierdylion lepszych opowiadań, a mają o wiele mniej wejść od mojego bloga. Naprawdę dziękuję za każde wejście. Kocham Was. ♥
Po za tym sprawa, którą Was zamęczam i będę zamęczała, czyli komentarze! Proszę o komentowanie, bo to dla mnie naprawdę ważne. Jest kilkanaście osób, które regularnie dodają komentarze, za co bardzo dziękuję, ale co z innymi? Hm? Dowiem się? Nie proszę o tak wiele, tylko o JEDEN komentarz od KAŻDEJ OSOBY, która przeczytała rozdział. Nie sądzę, że to jest za trudne dla Was, więc nic nie szkodzi, żebyście dodali ten komentarz.
Założyłam zakładkę "informowani". Jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych rozdziałach, napiszcie tam swój twitterowy nick, a zostanie dodany na listę.
I ten "łeścik" to mój piesek. Tak naprawdę to jest West Higland White Terrier, ale ja go nazywam "łeścik" c;

 



Weszłam do domu i nawet nie zdążyłam się rozebrać, a koło mnie zmaterializowali się chłopaki. Zdjęłam moje emu i spojrzałam na nich.
- Niki, mój szkrabie, tak bardzo cię przepraszam! Nie chciałem, żebyś była chora! Wybacz mi! - zawołał Zayn.
Machnęłam na niego ręką i chciałam przejść koło nich, żeby spokojnie dostać się do mojego pokoju i zakopać się w ciepłej kołdrze, ale moją próbę przedostania się na górę, zepsuł Liam, łapiąc w pasie.
- Nie idziesz na górę, nie po to przez ostanie pół godziny przynieśliśmy do salonu kołdry, poduszki i kilka innych dupereli, żebyś ty szła na górę - oznajmił, niosąc mnie do dużego pokoju.
Zaraz za nami szła pielgrzymka tzn. Niall, Zayn, Harry i Louis. Payne postawił mnie koło kanapy, po czym kazał zdjąć kurtkę i położyć się na kanapie, którą specjalnie dla mnie rozłożyli. Brunet opatulił mnie szczelnie dwoma kołdrami, a następnie położył się koło mnie.
- Jadę do marketu, a wy w tym czasie zajmijcie się Niki. Na korytarzu zostawiłem reklamówkę z zupą dla niej. Podgrzejcie ją jej i ma ją zjeść, a później ma wziąć inhalacje - rozkazał brat.
Payne, Horan i Styles pokiwali posłusznie głowami, a Malik odszedł na korytarz, drąc się, że jedzie z Tommo, bo chce coś kupić. Boo nachylił się nade mną, po czym cmoknął w czoło.
- Będę za góra trzy godziny, pa skarbie - uśmiechnął się lekko, a następnie wyszedł.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi, czyli zostałam sama z Niallerem, Harry'm i Liaśem.
- No to, moja malutka, idę ci podgrzać zupkę. Będzie za około 10 minut - powiedział Loczek, wybiegając z salonu.
Farbowany blondyn uśmiechnął się do mnie, a następnie położył się po mojej prawej stronie, włączając w telewizji jakieś bajki. Uwielbiam je oglądać, ale teraz, kiedy źle się czuję, nie mam ochoty patrzeć w ten karton, który sprawia, że w głowie mi się kręci. Pokręciłam się trochę, próbując znaleźć odpowiednią pozycję, by spokojnie zasnąć. W końcu stanęło na tym, że leżałam z głową na brzuchu niebieskookiego. Już prawie odpłynęłam do krainy Morfeusza, kiedy do salonu wleciał Harry z miską w ręce. Usiadł mi w nogach i kazał mi się podnieść. Na początku nie reagowałam na jego prośby, ale w końcu pragnąc, żeby przestał mówić, usiadłam, opierając się plecami o ramię Payne'a.
- Otwórz buziunię, leci samolocik - zaświergotał Loczek, nakładając na łyżkę trochę rosołu.
Otworzyłam usta, a on włożył do nich łyżkę. Nawet nie zdążyłam zjeść, a kolejna łyżka z zupą wylądowała w mojej buzi. Zaczęłam się krztusić nadmiarem zupy, aż w końcu wyplułam wszystko na Niallera.
- Przepraszam Nialler - uśmiechnęłam się niewinnie.
Chłopak uformował usta w złośliwym uśmiechu, a następnie zbliżył się i beknął mi w twarz.
- Ty obrzydliwcu! To nie było specjalnie! - warknęłam, a następnie poczułam jak zawartość mojego żołądka chce wydostać się na zewnątrz.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Nachyliłam się nad toaletą i zaczęłam wymiotować. Poczułam jak ktoś odgarnia moje włosy z twarzy i zawiązuje je w kitkę, a następnie głaszcze po plecach.
Kiedy już zwymiotowałam wszystko, co miałam w żołądku, na wstałam, odpychając się od kibelka.
- W porządku? - spytał Liam.
- A wygląda jakby było w porządku? - spytałam poirytowana.
Na chwiejących się nogach podeszłam do umywalki, gdzie umyłam twarz. Chciałam ominąć bruneta, ale ten mi to uniemożliwił, łapiąc za rękę, a następnie zaprowadzając z powrotem do salonu. Skrzywiłam się widząc tam Harry'ego, który majstrował coś przy inhalatorze.
- Gotowe! - krzyknął uradowany, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy grymas.
Liam popchnął mnie na kanapę. Przykryłam się kołdrą, zakrywając nią także głowę.
- Niki, wyłaź spod tej kołdry - usłyszałam zachrypnięty głos Styles'a - jak grzecznie przyłożysz maseczkę do ust to dostaniesz prezent ode mnie.
Zaciekawiona zdjęłam pociągnęłam kołdrę w dół, żebym mogła zobaczyć chłopaka.
- Jaką? - wymamrotałam w kołdrę.
- Dzisiaj byłem w markecie i kupiłem ci słodycze z Kinder. Od kinder delice, przez kinder country, po kinder choco-bounce.
Moje oczy się zaświeciły.
- Naprawdę? - spytałam nieśmiało, a chłopak pokiwał głową.
- To jak, umowa stoi? Powdychasz te krople, a w zamian dam ci te wszystkie słodycze.
Wyjęłam rękę spod ciepłej kołdry i przyłożyłam do buzi maseczkę. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a następnie włączył urządzenie.
- To ja idę po słodycze - oznajmił, po czym wyszedł z pokoju.
***
- Skarbie, już skończyłaś? - spytał ponownie Harry.
- Nie - wymamrotałam i ponownie pochyliłam się nad toaletą.
Zjedzenie tak wielkiej ilości słodyczy to nie był dobry pomysł. Od przeszło 10 minut siedzę w łazience i wymiotuję.
- Boże, Louis mnie zamorduje. Dlaczego ja ci dałem te pieprzone słodycze? - zadał pytani chłopak, głaszcząc mnie po plecach.
- Bo jesteś idiotą.
- Wiem to. Już dobrze?
- Tak. Chyba tak - uśmiechnęłam się krzywo.
Chłopak schylił się, a następnie wziął mnie na ręce. Zarzuciłam ręce wokół jego szyję, kładąc głowę na ramieniu. Loczek skierował się do kuchni, gdzie posadził mnie na wysepce. Podał mi zielony kubek z miętą. Niechętnie przyłożyłam naczynie do ust i wzięłam łyk. Przez cały czas zielonooki dokładnie mi się przyglądał. Wiedziałam, że zżera go poczucie winy, bo dzięki niemu kilka ostatnich minut spędziłam wymiotując, jednak moim zdaniem to też moja wina. Przecież równie dobrze mogłam ich nie jeść, po prostu zostawić na czas, kiedy będę już zdrowa. Jednak kiedy chciałam to zrobić, ukazała się moja samolubna strona. Nie chciałam, aby ktoś prócz mnie zjadł te słodkości, a doskonale zdawałam sobie sprawę, że kiedy ja ich nie zjem, zrobi to ktoś inny z domowników.
Pusty kubek odłożyłam na blat, a następnie zeskoczyłam z niego.
- To nie twoja wina - pocieszyłam Loczka, przytulając się do niego.
Chłopak westchnął i poprowadził mnie do salonu. Dookoła kanapy walały się papierki po słodyczach z firmy Kinder. Niedobrze mi się zrobiło, widząc je wszystkie. Loczek nie przejmując się niczym, ułożył mnie na sofie, sam kładąc się koło mnie. Przykrył nas kołdrą, a następnie jego ramie oplotło moje ciało.
- Idź spać - mruknął mi we włosy.
Posłusznie zamknęłam oczy, zdając sobie sprawę jak bardzo zmęczona jestem przez tą chorobę. Wtuliłam głowę w poduszkę i odpłynęłam w krainę snu.
***
- Bardzo mądrze, Harry. Nie można cię z nią zostawiać nawet na kilka godziny, bo od razu robisz jakieś głupie rzeczy! Nie pamiętasz jak kiedyś była chora i jak wymiotowała po jednej czekoladzie? To ja już wolę nie wiedzieć co teraz się z nią działo! - obudził mnie groźny głos Louis.
- Zapomniałem! Poza tym nie wiedziałem jak ją zmusić do przyłożenia tej maseczki do buzi! Musiałem ją jakoś zaszantażować!
- To nie jest powód do tego, żeby dawać jej słodycze - burknął brat.
Nie wiedziałam czy otworzyć, czy dalej udawać, że śpię. Po głębszym zastanowieniu jednak usiadłam, otwierając oczy. Przecież Louis nie nakrzyczy na mnie, kiedy jestem chora. Chyba..
Rozejrzałam się dookoła. Harry siedział koło mnie na kanapie, Louis stał przed nami z rękoma opartymi na biodrach, a Zayn siedział w kącie pokoju i bawił się jakimś akwarium, w którym chyba był żółw. Tylko po co mu żółw? Niallera i Liama natomiast nie było. Może gdzieś wyszli?
Kiedy Louis zobaczył, że się obudziłam, przeniósł swój wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się niewinnie.
- To wina Harry'ego. Wystarczyłoby mi przynieść mojego pieska i bez problemu wzięłabym te inhalacje. Ale on wolał dać mi słodycze i jeszcze tak perfidnie mnie do nich namawiał - oznajmiłam.
Brunet wniósł oczy ku niebu, a raczej sufitowi, po czym westchnął. Ponownie spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko.
- No dobra, nie gniewam się.
- Ale ja się gniewam, do widzenia - syknął loczek i wyszedł z pokoju.
Niebieskooki wzruszył ramiona i zdejmując bluzę położył się koło mnie. Przyciągnął mnie do siebie tak, że leżałam z głową na jego brzuchu.
Już chciałam zamknąć oczy i ponownie zasnąć, kiedy przede mną pojawił się Zayn. Jęknęłam odwracając głowę w drugą stronę.
- No Niki, mam dla ciebie prezent na przeprosiny - burknął.
W trybie natychmiastowym odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Zauważyłam, że trzyma w dłoni tego żółwia, który jest obwiązany czerwoną wstążką.
- Przepraszam - Mulat uśmiechnął się, dając mi w ręce tego żółwia.
- O jejku, ale on słodki. Będzie się nazywał Franklin.
- Ale to jest dziewczynka - poinformował mnie czarnowłosy.
- To będzie transwestytą, wielkie mi halo - powiedziałam, kładąc żółwia na pościeli.
- Ona ma chyba dość wysoką gorączkę, bredzi - oznajmił chłopak, przykładając swoją rękę do mojego czoła, którą od razu strzepnęłam.
- Niki, zdejmij tego żółwia z kołdry, bo zaraz się zleje - mruknął Boo.
- O fu, za późno - mruknęłam, podnosząc nowego pupila - jaka wielka ta plama. On nie ma przypadkiem problemów z sikaniem? Wstrzymuje, wstrzymuje, a nagle bum i leje się z niego jak z dziewczyny, która ma okres.
Moje zdziwienie przemieniło się w rozbawienie, kiedy żółw ponownie zaczął sikać. Trzymałam go pionowo w stronę Louisa, więc fontanna leciała na niego.
- Niki, weź go - krzyknął brunet.
Obróciłam go trochę i tym razem substancja leciała na Zayna. Chłopak nic nie powiedział. Zamiast tego zrobił groźną minę, przez którą od razu włożyłam Franklina do jego akwarium.
- Wiecie, ja chyba już pójdę. Jest już dosyć późno i jestem zmęczona. Dobranoc - powiedziałam niepewnie.
Wstałam na ziemie i od razu zakręciło mi się w głowie. Zupełnie zapomniałam, że jestem chora. Chwytając w ręce akwarium z Franklinem, szybko poszłam do mojego pokoju. Ze zdziwieniem zobaczyłam mojego psa, rozwalonego na łóżku. Położyłam akwarium na ziemi koło drzwi od garderoby. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z niej. Moja głowa ponownie niesamowicie bardzo dawała o sobie znać, a przez całe ciało przechodziły dreszcze. Ocierając dłońmi ramiona, skierowałam się do pokoju brata. Weszłam do środka i zastałam tam Boo, który czytał książkę.
- Co ty tutaj robisz? - spytał, marszcząc brwi - jeszcze nie śpisz?
- Nie, już idę - mruknęłam, wskakując na łóżko.
Przykryłam się pod sam czubek nosa, zerkając na Louisa.
- Zaśpiewaj mi coś - powiedziałam nagle.
Chłopak odłożył książkę i położył się koło mnie. Chwilę zastanawiał się i w końcu zaczął śpiewać.

If I don't say this now I will surely break
As I'm leaving the one I want to take
Forgive the urgency but hurry up and wait
My heart has started to separate

Oh, oh
Be my baby
Oh, 
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you

There now, steady love, so few come and don't go
Will you won't you, be the one I always know
When I'm losing my control, the city spins around
You're the only one who knows, you slow it down

Oh, oh
Be my baby
Oh, 
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
And I'll look after you

If ever there was a doubt
My love she leans into me
This most assuredly counts
I say most assuredly

Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
after you
Oh, oh
Be my baby
Oh,

It's always have and never hold
You've begun to feel like home
What's mine is yours to leave or take
What's mine is yours to make your own

Oh, oh
Be my baby
Oh, 
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby,
Oh,
Oh, oh,
Be my baby,
Oh*

Wraz z końcem piosenki, moje powieki stały się cięższe. Poczułam jeszcze tylko lekki pocałunek w policzek i zasnęłam w głęboki sen.

*The Fray - Look After You

Rozdział 46

Usunęłam przez pierdolony przypadek 46 rozdział i jestem, kurwa, naprawdę, w chuj bardzo, zdenerwowana, co widać po tych pierdolonych przekleństwach. Przepraszam, ale kurwa, naprawdę teraz tylko one mi chodzą po mojej popierdolonej głowie. Postanowiłam, że nie może nie być na blogu 46 rozdziału, dlatego go napisałam jeszcze jeden pierdolony raz. Mimo, że nie jest napisany dokładnie tak jak poprzedni, mam nadzieję, że chociaż odrobinę wam się spodoba. Piszę go na szybko, więc mogą wystąpić jakieś błędy.
Rozdział 49 jest już prawie napisany. Dodam go w jak najbliższym czasie.

- Nie musiałaś go od razu bić! - syknął Louis ciągnąc mnie do pokoju.
Mimo iż na początku był zmieszany i zdezorientowany, kiedy tylko się przebrał, nakrzyczał na mnie. Miał pretensję, że źle się zachowuję i robię mu wstyd przez rodzinami chłopaków, ale przecież to nie moja wina. To Sean wszystko zaczął i dostał za swoje.
- Musiałam, bo jest głupkiem. Jakby mi nie dokuczał to nic by mu nie było. Nie rozumiem o co masz do mnie pretensje, ja tylko dałam mu nauczkę.
- Nie obchodzi mnie to, rozumiesz? Masz się dobrze zachowywać, bo inaczej dostaniesz szlaban i już nie będzie tak różowo.
- Oh, tak. To, że nie umiesz sobie poradzić z opieką nade mną to już nie moja wina. Cienias z ciebie - burknęłam, a chłopak na te słowa wzmocnił uchwyt.
- Nie pyskuj!
Otworzył drzwi i wepchnął mnie do środka. Obrażona usiadłam na łóżku, plecami do bruneta.
- Niki - usłyszałam już spokojny głos Tommo - musisz po prostu hamować swoją złość. Nie chcę codziennie wysłuchiwać jaka to ty niedobra jesteś. Nie mogę już bronić cię tym, że masz trudny okres, bo nasza rodzina umarła. Zrozum to.
- A myślisz, że ja nie próbowałam być milsza? Staram się, ale ty i tak będziesz miał pretensje.
Wstałam z łóżka i weszłam do łazienki, trzaskając drzwiami. Chciało mi się płakać. Przecież gdyby Sean mnie nie sprowokował, nie stałoby się zupełnie nic. Nie chciałam tego, po prostu emocje wzięły górę.
Weszłam do kabiny prysznicowej, uprzednio rozbierając się. Moja ciało zaczęła oblewać dosyć gorąca woda, jednak nie przejęłam się tym. Mam w zwyczaju brać gorące kąpiele, chociaż czasami wolę te chłodniejsze. Nalałam na dłoń trochę płynu, a następnie się umyłam ciało. Postałam jeszcze trochę w gorącej wodzie, po czym stanęłam na zimnych płytkach. Sięgnęłam po ręcznik, który wisiał na kaloryferze i owinęłam się nim, podchodząc do umywalki. Umyłam zęby, a następnie przeczesując mokre włosy palcami, weszłam do pokoju. Zdziwiłam się, kiedy nie zastałam tutaj Louisa, ale z drugiej strony, ulżyło mi. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jego kazań na mój temat. Spod poduszki wygrzebałam moją piżamę, po czym założyłam ją na siebie. Ręcznik rzuciłam na ziemie, a sama spojrzałam na stolik, który stał koło kanapy. Leżała na nim tacka z tostami i kubkiem z piciem. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do stoliczka. Zajrzałam do kubka, sprawdzając jego zawartość. Kakałko, i od razu chcę mi się uśmiechać. Na tace, pomijając żywność, leżała jeszcze jakaś kartka. Sięgnęłam po nią, a następnie rozłożyłam, czytając zawartość.

Przepraszam. Kocham cię.
Louis x

Uśmiechnęłam się, przygryzając lekko moją dolną wargę. Bez zastanowienia chwyciłam telefon do ręki i wysłałam wiadomość do Louisa.

Do: Mój Boo
Wysłano: 3 grudzień 2012, 11:35pm
Ja ciebie też kocham, Loueh <3

Z uśmiechem na ustach przeniosłam moją kolację na półkę koło łóżka. Położyłam się w nim, włączając jednocześnie telewizję. Nie zastanawiając się długo, włączyłam jakąś stację z bajkami. Zaciekawiona odcinkiem sięgnęłam po talerz z tostami.
Po zjedzonym posiłku odłożyłam talerz na półkę i wyłożyłam się wygodniej. Opatuliłam się dokładnie kołdrą, patrząc jak zaczarowana w telewizor, na którym leciała bajka "Scooby Doo i miecz Samuraja". Po kilku minutach moje oczy zaczęły się kleić. Usilnie próbowałam nie zasnąć, jednak ciepła kołdra i miękka poduszka powodowały, że moje zmęczenie wzięło górę i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
***
Rano obudziłam się i ze zdziwieniem zobaczyłam, że Niallera nie ma w łóżku, ani w pokoju. Czyżby już wstał? Może mieli dzisiaj jakiś wywiad i po prostu on i reszta zespołu musiała wstać wcześnie.
Przyjmując tą wersję wydarzeń, wstałam z łóżka i poszłam prosto do łazienki. Stanęłam przed lustrem, a na mojej twarzy od razu pojawił się grymas spowodowany widokiem moich włosów. To nie był dobry pomysł, żeby spać w mokrych włosach. Teraz były one skołtunione i odstawały we wszystkie strony. Chwyciłam szczotkę i próbowałam uporządkować jakoś ten bałagan. W końcu, kiedy byłam już nieźle zdenerwowana, udało mi się je rozczesać i wyglądały prawie normalnie. Odetchnęłam z ulgą. Zadowolona wyszłam z łazienki, gdzie chwyciłam te ubrania. Sprawdzając w telefonie czy nie mam jakiejś wiadomości czy nieodebranego połączenia, wyszłam z pokoju w celu zjedzenia śniadania. Ku mojemu zdziwieniu nikt do mnie nie dzwonił, ani nie pisał. Spróbowałam się dodzwonić do chłopaków i dziewczyn, ale za każdym razem włączała się sekretarka. Trochę przestraszona weszłam do restauracji. Na śniadanie wybrałam tylko mleko z płatkami. Kiedy znalazłam wolne miejsce, jeszcze raz spróbowałam skontaktować się z resztą, jednak nadal nikt nie odbierał. Próbowałam siebie uspokoić tym, że może mają teraz ten wywiad i nie mogą odebrać, ale nie wychodziło mi to. Po za tym, skoro chłopaki mieliby ten wywiad to dlaczego dziewczyny nie odbierają? Przecież one na pewno nie są na antenie. Potrząsnęłam głową, chcąc odgonić złe myśli. Na pewno chłopaki teraz pracują i dlatego nie odbierają telefonów, a dziewczyny może po prostu nie słyszą dzwonka. Po skończonym posiłku, wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zajęłam się oglądaniem telewizji, żeby się uspokoić.
Po kilku godzinach chłopaków i dziewczyn nadal nie było. Teraz to już naprawdę się bałam, ale dalej wmawiałam sobie, że pracują. Naprawdę miałam taką nadzieję, dopóki nie natknęłam się na wiadomości, w których pokazali chłopaków, Perrie, Danielle i Eleanor. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że na dole ekranu, wielkimi literami pisało "Zespół wrócił do Anglii". Moje ciało w tamtym momencie zdrętwiało. Trzęsącymi się dłońmi, chwyciłam iPhone'a do ręki i wybrałam numer Louisa. Tym razem odebrał po 4 sygnale.
- Niki? Nie rozumiem po co do mnie dzwonisz, skoro jesteśmy na tym samym lotnisku i możesz mi to normalnie powiedzieć, a nie przez telefon - powiedział zdziwiony.
- Naprawdę? Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jeszcze się nie zorientowałeś, że mnie nie ma na tym głupim lotnisku? Jaki z ciebie brat, skoro dalej nie zauważyłeś, że mnie nie było w samolocie razem z wami? - wylałam z siebie potok pytań.
- Jak to nie ma ciebie na lotnisku? Przecież widziałem ciebie w samolocie!
- No to masz naprawdę wielkiego kaca, bo ja, do cholery, siedzę w moim hotelowym pokoju! - krzyknęłam spanikowana.
- To niemożliwe! Liam wczoraj nic nie wypił, miał cię wziąć do samochodu - wytłumaczył.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, a brat zaczął wołać brązowookiego i ten dopiero teraz sobie przypomniał, że miał mnie obudzić i przetransportować do auta.
- Jesteś największym frajerem jakiego znam! Jak można zapomnieć o własnej siostrze?! - krzyknęłam w momencie, kiedy po moich policzkach poleciały pierwsze łzy.
- Nie płacz, mała. Zaraz załatwię ci szybki powrót do domu.
- Łatwo ci mówić, bo to nie ty jesteś sam jak patyk w Nowym Yorku!
- Spokojnie, załatwię ci lot powrotny do domu. Nie bój się, niedługo będziesz w domu - rozłączył się.
Zdenerwowana i przestraszona jednocześnie rzuciłam telefon na podłogę, a sama położyłam się na łóżku, zalewając się łzami.
Po kilku minutach, telefon zaczął dzwonić. Niechętnie sięgnęłam po niego. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił brat.
- Co? - spytałam pociągając nosem.
- Szykuj się, za 20 minut masz prywatny samolot do domu. Przy recepcji będą czekać dwóch ochroniarzy, którzy przetransportują cię do samolotu, a w Londynie będzie na ciebie czekał Paul i jakiś jeszcze ochroniarz. A ja.. ja naprawdę przepraszam - ostatnie zdanie chłopak wyszeptał i nie czekając na moją odpowiedź, rozłączył się.
Bez zastanowienia, wstałam. Powrzucałam na szybko wszystkie moje rzeczy do walizki i pobiegłam na hol, uprzednio zamykając pokój. Bez żadnych wyjaśnień rzuciłam kartkę w panią recepcjonistkę, która obrzuciła mnie złym spojrzeniem. Nie przejmując się nią, rozejrzałam się za ochroniarzami. Przygryzłam wargę, kiedy nie mogłam ich dojrzeć. Miałam ochotę ponownie się rozpłakać, kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Przede mną stało dwóch wysokich i dobrze zbudowanych, łysych facetów. Niby nie wyglądali na osoby, którym można zaufać, poczułam się trochę bezpieczniej. Już wolę być z dwoma gorylami niż sama w tym wielkim mieście.
- Chodź Nicola, samochód już czeka - powiedział jeden z nich.
Wziął ode mnie walizkę i poszedł przodem. Natomiast drugi ochroniarz szedł za mną. Tak jak myślałam, przed hotelem koczowało kilkanaście-kilkadziesiąt dziewczyn. Niechętnie przeszłam przez drzwi, nie miałam teraz jakieś szczególnej ochoty na spotkanie jakiś rozwrzeszczanych fanek mojego brata. Na szczęście koło mnie cały czas kroczyli ochroniarze, którzy nie dopuścili do mnie ani na metr nikogo z nich.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy znalazłam się w samochodzie. Przetarłam twarz rękoma, a następnie odblokowałam telefon. Miałam jedną nieprzeczytaną wiadomość.

Od: Leeyum
Data: 4 grudzień 2012, 17:19
Naprawdę przepraszam, słońce. Nie chciałem o tobie zapomnieć. Wybacz :(

Westchnęłam, zastanawiając się, co mu odpisać. W końcu schowałam telefon do kieszeni, nic do niego nie pisząc. Przecież nie mogłam tak po prostu napisać mu, że się nie gniewam, bo się gniewam. Rozumiem zapomnieć jakiejś rzeczy, drobiazgu, ale człowieka? Nigdy nie zrozumiem tego. Było ich 9 z Paul'em, nikt o mnie nie pamiętał.
Oparłam głowę o szybę, zamykając oczy. Chcę już być w domu, zaszyć się w moim pokoju i nikogo do niego nie wpuścić.
- Ej, mała, wszystko w porządku? - usłyszałam głos jednego ochroniarza.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jeden mężczyzn, przecisnął głowę pomiędzy fotele i patrzy na mnie uśmiechając się miło.
- Tak.. Nie.. Chyba.. Nie.. Nie wiem - mówiłam kompletnie bez sensu, na co ochroniarz się zaśmiał.
- Spokojnie, za kilka godzin będziesz z powrotem w Londynie i wszystko będzie jak po staremu.
- Nie wątpię - wymamrotałam bawiąc się rąbkiem bluzy.
Ochroniarz uśmiechnął się pokrzepująco, a następnie odwrócił z powrotem do przodu. Przez resztę drogi panowała kompletna cisza, przerywana raz po raz szumieniem radia.
Wyszłam z samochodu, kiedy tylko zatrzymaliśmy się przy lotnisku. Ku mojemu niezadowoleniu, tutaj też stali fani chłopaków. Ochroniarze skutecznie odgrodzili mnie od nich. Szybkim krokiem przeszliśmy do środka pomieszczenia. Mężczyźni odprowadzili mnie pod sam samolot. Niepewnie weszłam po schodach do środka wielkiej maszyny. Trochę bałam się lecieć samolotem, co ja mówię, ja srałam w gacie, myśląc, że na pokładzie oprócz mnie i załogi samolotu nikogo więcej nie będzie.
Kiedy tylko weszłam do środka wielkiej maszyny, zauważyłam stewardessę. Uśmiechnęła się do mnie miło.
- Dzień dobry. Proszę zająć miejsce i zapiąć pasy. Zaraz startujemy.
Pokiwałam lekko głową i przeszłam na siedzenia. Usiadłam na jednym z nich i w mgnieniu oka się zapięłam. Wstrzymałam oddech, kiedy wzlecieliśmy w niebo. Nie lubię tego uczucia. Pilot ogłosił, że mogę odpiąć pasy, więc po lekkim zawahaniu, zrobiłam to.
Usiadłam w fotelu po turecku i sięgnęłam po jedną z gazet, które leżały na stoliczku obok. Resztę lotu zajęta byłam przeglądaniem i czytaniem artykułów zawartych w tych gazetach.
***
Zmęczona siedziałam z głową opartą o szybę. Znajdowałam się już w Londynie, z czego byłam bardzo szczęśliwa. Jednak trochę gorzej było z dojazdem do domu. Już przeszło 20 minut staliśmy w korku. Kocham Londyn, ale są minusy mieszkania tutaj i korki są jednym z nich. Ziewnęłam, zamykając oczy. Naprawdę chciało mi się spać, a nie zanosiło się, żebyśmy szybko dostali się do domu. Przez to zmęczenie przeszła mi nawet złość na chłopaków, byłam tylko smutna, że o mnie zapomnieli.
Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy pod dom. Ziewając co chwila szłam do drzwi, a za mną Paul. Weszłam do środka budynku i Louis, kiedy tylko mnie zobaczył, porwał mnie w swoje objęcia. Objęłam jego szyję, a on zaplótł ręce na moich plecach.
- Tak bardzo cię przepraszam, skarbie - mruknął, opierając podbródek o moją głowę.
- Już się nie gniewam, ale nie rób tak więcej - szepnęłam senna.
- Nigdy.
Wziął mnie na ręce i zaczął kierować na górę. Słyszałam głosy chłopaków, że przepraszają, że o mnie zapomnieli, ale nie miałam siły, żeby podnieść głowę i powiedzieć, że się nie gniewam.
Louis postawił mnie dopiero u siebie w pokoju. Zmienił moje ubrania na jakąś swoją koszulkę, sam był już w piżamie, czyli bokserkach. Wyłożyłam się wygodnie na jego łóżku, a on położył się koło mnie, przytulając mocno. Poczułam lekki pocałunek w czubek głowy, a następnie zasnęłam.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 48

Przepraszam za to, że długo nie dodawałam rozdziału, ale naprawdę miałam urwanie głowy. Szkoła, haftowanie, wycieczka całodniowa, przyjęcie z okazji urodzin przyjaciółki, zaczęłam przygotowania do bierzmowania, więc musiałam i nadal muszę chodzić do kościoła i tak jakoś wyszło. Naprawdę mało czasu siedzę na laptopie, co można wywnioskować po pustkach jakie są na moim koncie na tt.
Niestety rozdziały będą dodawane rzadziej, ale postaram się, żeby przynajmniej dwa zostały dodawane w ciągu miesiąca. Naprawdę głupio mi, ale III gim robi swoje. ;c
A co do komentarzy, jest jedna osoba, która dodaję kilka komentarzy w ciągu kilku minut, tylko zmienia jego treść. Nie wiem, czy ona myśli, że ja tego nie widzę czy coś, ale oooookej o.o Chciałabym, żeby więcej osób komentowało to opowiadanie. Codziennie na mojego bloga wchodzi około 300 osób, a komentarza nie zostawiają. Plus do tego jest ponad 60 obserwatorów i kilka ludzi, którzy czytają moje opowiadanie, a komentarzy jest około około 30 czy 40, zależy od rozdziału. Niektórzy pomyślą sobie, że to jest już dużo i, że od tej "sławy" mi się w głowię poprzewracało, ale mi naprawdę zależy na waszej opinii. Nie mówię, żebyście mi pisali jakąś litanię, ale jedno zdanie, wyraz wystarczy. :>
PS. A jak niektórzy nadal nie będą dodawać komentarzy to naślę na was mojego łeścika i on was zje!

Czy to możliwe, żeby w ciągu 15 minut lekcji matematyki moje samopoczucie spadło na samo dno? Najwidoczniej tak. Moja głowa jeszcze bardziej zaczęła boleć, ciągle dmuchałam nosa w chusteczkę, zbierało mi się na wymioty i cherlałam jak pies. Na dodatek dostałam jedynkę za odpowiedź. Broniłam się, że mnie przez ostatnie dni nie było i nic nie umiem, ale panią Bullock jakoś to nie przejęło. Nawet klasa próbowała mnie usprawiedliwić, jednak to nic nie dało. Musiałam jakieś głupie zadania z Pitagorasa rozwiązywać na tablicy. To znaczy "rozwiązywać" to jest pojęcie względne. Od zawsze nie rozumiem tego działu i jakoś nie widać, żeby to się zmieniło.
- Nicola, nie śpij! - ryknęła nagle nauczycielka, a moja głowa zaczęła pulsować.
Podniosłam ją z ławki i spojrzałam na kobietę.
- Nawet jakbym chciała to by mi się to nie udało. Kobieto, słyszałaś swój głos? Stado krów na pastwisku ładniej wyją niż ty gadasz - mruknęłam, czym widocznie rozbawiłam klasę.
Nauczycielka chciała coś odpowiedzieć, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Do środka wparował Louis, na którego widok dziewczyny i Jake zaczęli piszczeć, co przysporzyło ból głowy.
- Dzień dobry, ja ją zabieram, do widzenia - powiedział szybko Louis, przekładając mnie przez swoje ramię i wyszedł z klasy.
- Louis.. Louis, niedobrze mi - wymamrotałam zakrywając buzię przed wypuszczeniem pawia.
Korzystając z okazji, że przechodziliśmy obok łazienek, chłopak wparował do jednej i postawił koło sedesu. Nie miałam jakieś specjalnej ochoty, żeby trzymać swoją buzię nad szkolną toaletą, bo nie wiadomo co kto tutaj robił, no ale nie miałam innego wyjścia. Brat zebrał moje włosy, żebym ich nie pobrudziła, a ja.. a ja robiłam, to co w tej chwili robiłam.
- Już wszystko w porządku? - spytał brunet, kiedy usiadłam na zimnych kafelkach.
Pokręciłam głową, podpierając się o ścianę, żeby wstać. Boo od razu złapał mnie za rękę, aby mi pomóc. Umyłam jeszcze twarz i poszliśmy do samochodu. Położyłam głowę na desce rozdzielczej, słuchając brata, że mam szczęście, bo lekarz mnie przyjmie.
Od razu się skrzywiłam słysząc słowo "lekarz". Nigdy ich nie lubiłam przez fakt, że dosyć często lądowałam w szpitalu, a tamtejsi lekarze nie byli zbyt mili. Kiedy miałam 9 lat, pobierali mi krew. Lekarka zamiast mi o czymś miłym mówić, opowiadała ze szczegółami jak ta krew leci do strzykawki. Nic dziwnego, że tam padłam.
- Niki, wysiadaj, już jesteśmy - usłyszałam głos chłopaka, a następnie wyskoczył z auta.
Podniosłam głowę w stronę budynku. Był cały szary, a nad wejściem wielkimi, niebieskimi literami pisało "przychodnia".
- Nigdzie nie idę - powiedziałam z grymasem na twarzy.
Drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Wyłaź.
- Nie chcę, nie lubię ich.
- A ja nie lubię twojego zrzędzenia, a jakoś muszę je wytrzymywać. Wyłaź.
Robiąc smutną minę, wyszła z samochodu. Ukryłam twarz w kapturze i zaczęłam, niechętnie, kierować się do wejścia.
Kiedy tylko drzwi się otworzyły, poczułam zapach jaki jest zazwyczaj szpitalach i przychodniach. Od razu zachciało mi się wymiotować. Usiadłam na pierwszym lepszym krzesełku, a Louis gdzieś zniknął.
- Dzień dobry - koło mnie usiadły jakieś dwa moherowe berety.
Wstrzymałam oddech, ich zapach nie był zbyt ładny. Taka starość pomieszana z brzydkimi perfumami.
- A co ty tutaj, dziewczynko, robisz. Chora jesteś? - w moją stronę odwróciła się jedna babcia.
Wzięłam głęboki wdech, bo już nie wytrzymywałam bez powietrza, i od razu pożałowałam. Nie dosyć, że pachniała nie za ładnie to jeszcze jej oddech nie był najświeższy.
- Tak, trochę jestem. Przepraszam, muszę iść - powiedziałam pośpiesznie.
Wstałam z krzesła trochę zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie, i chwiejnym krokiem odeszłam od kobiet. Przechodziłam koło recepcji, gdzie zobaczyłam Louisa. Podeszłam do niego i wepchnęłam pomiędzy jego rękę, a tułów. Młoda kobieta za szklanym oknem dziwnie się na mnie spojrzała.
- Na co się gapisz? Nigdy nie widziałaś przytulającego się rodzeństwa?! - warknęłam na nią.
- Nikt cię nie uczył, żeby grzecznie się zachowywać względem obcych? - spytała mrożąc mnie wzrokiem.
- A co ty, kosmita?
- Co? - zadała pytanie zdezorientowana.
- Gówno, 1:0. Chodź Lou - pociągnęłam brata w prawą stronę.
- Druga strona, Niki.
- No przecież wiedziałam - prychnęłam, zawracając się.
Zatrzymałam się przy sali, którą wskazał mi Louis, po czym popchnęłam go lekko na ławeczkę i wdrapałam się na kolana. Brunet uśmiechnął się lekko w moją stronę, a następnie pstryknął w nos.
- Głupi jesteś? - spytałam, marszcząc go.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - zadał pytanie, a następnie sprzedał mi ćpaka.
- Louis, daj mi spokój.
- A jak nie to co? - tym razem złapał za obydwa uszy i ciągnął w boki.
- Daj mi spokój! - warknęłam zeskakując z nóg chłopaka i siadając obok.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, kiedy nagle usłyszałam jak ktoś puszcza bąka. Tym kimś był oczywiście Louis. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem, ale ten udawał jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
- Ty świnio! - krzyknęłam zatykając nos, by obronić się przed smrodem.
- Chcę ci przypomnieć, moja droga, świnia ma ogonek z tyłu, a ja mam z przodu!
Zazgrzytałam zębami rozzłoszczona głupotą mojego brata.
- Jesteś głupi. Nie odzywaj się do mnie.
Wstałam i usiadłam kilka metrów dalej od niego. Obrażona założyłam ręce na piersi i tępo patrzyłam się w białą ścianę.
Nagle drzwi od gabinetu się otworzyły. Z środka wyszły dwie kobiety. Pacjentka poszła korytarzem do wyjścia, a lekarka spojrzała w naszą stronę.
- Teraz do gabinetu poproszę Nicole Tomlinson - mruknęła, wchodząc do środka.
Zamiast wejść za nią, podniosłam rękę i oglądałam moje pomalowane na niebiesko paznokcie.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos Louisa, a następnie stanął koło mnie.
- Nie idę tam.
- Owszem, idziesz. Pośpiesz się, nie chcę tutaj całego dnia spędzić.
Nie zdążyłam odpowiedź, a z sali wyszła lekarka. Rozejrzała się po korytarzu, a jej wzrok zatrzymał się na mnie.
- Nicola, mogę prosić do gabinetu? - spytała.
- Nie.
- Tak to się bawić nie będziemy - bąknął brat.
Wziął mnie na ręce i posadził na kozetce w gabinecie. Wyszedł z niego, a lekarka zamknęła za nim drzwi. Stanęła koło biurka i zaczęła czytać jakieś papiery. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła mnie badać.
***
Wyszłam z gabinetu kilkanaście lub kilkadziesiąt minut później - nie wiem dokładnie ile spędziłam tam czasu. Zaraz za mną szła lekarka. Louis, kiedy nas zobaczył, wstał z ławki i schował telefon do kieszeni. Kobieta podała mu kartkę, na której zapisała jakie mam brać lekarstwa, plus antybiotyk i inhalacje. No chyba nie. Nienawidzę brać inhalacji i nie dam się tak łatwo. Boo wysłuchał wszystkiego, co mówiła mu lekarka, a następnie wyszliśmy z budynku. Wsiadłam do samochodu, a Louis zaczął rozdawać autografy fanką, które jakimś sposobem dowiedziały się, gdzie jest jeden z ich idoli.
Po kilkunastu minutach nudzenia się, brat wszedł do auta. Spojrzał na mnie, a następnie odpalił samochód i wyjechał z parkingu przychodni.
- Nieźle się urządziłaś. Antybiotyk, inhalacje. Tylko pozazdrościć - odezwał się brat nie kryjąc ironii.
- To wina tamtej miękkiej frytki , a nie moja - bąknęłam.
- Ale coś musiałaś zrobić, że cię wrzucił do basenu.
- Ale ja nie pamię... A nie już pamiętam. Spoliczkowałam go - zaśmiałam się złowieszczo.
Louis okręcił głowę w moją stronę, kiwając nią w lewo i prawo.
- Jeszcze raz dowiem się, że kogoś spoliczkowałaś dostaniesz szlaban, zrozumiałaś? - powiedział sucho, wjeżdżając na parking, tym razem jakieś apteki - czekaj tutaj, zaraz wracam.
Wyskoczył z samochodu i skierował się w stronę budynku. Patrzyłam się jak kręci swoim dupskiem, a kiedy wszedł za drzwi zaczęłam się śmiać, jednak po chwili przestałam zważając na ból głowy. Rozłożyłam sobie fotel i wygodnie się na nim położyłam, kładąc ręce za głowę. Zamknęłam oczy z myślą, że może sobie zasnę, ale po chwili otworzyłam je, słysząc dźwięk robionego zdjęcia. Usiadłam na fotelu, dostrzegając, że koło moich drzwi stoi spora grupka fanek. Zasłoniłam oczy, kiedy kilka z nich zrobiły mi zdjęcia, oczywiście nie wyłączając flesza. Puknęłam palcem w czoło, przekazując im, żeby same to zrobiły, a następnie wyjęłam okulary przeciwsłoneczne Boo ze schowka. Założyłam je i ponownie położyłam się na fotelu.
Kiedy już prawie zasnęłam, fanki stojące koło samochodu zaczęły piszczeć jak szalone. Zazgrzytałam zębami, kiedy moja głowa zapulsowała. Złapałam się za czoło i zaczęłam je masować. Otworzyłam zezłoszczona oczy i rozejrzałam się dookoła. Grupka dziewczyn oblegała właśnie Louisa. Uśmiechnięty chłopak rozdawał autografy i robił zdjęcia. Nagle jego wzrok padł na mnie. Uśmiechnął się szeroko, a następnie przesłał mi buziaka, by po chwili jego uwaga ponownie została skierowana na fanki.
W końcu, jak dla mnie po wieczności, rozradowane fanki rozeszły się, a Louis mógł spokojnie wejść do ciepłego auta.
- Co ty taka zła? - spytał cmokając mnie w czerwony, gorący policzek.
- Bo jestem chora i chciałabym w końcu dojechać do domu, a nie stać na jakimś zapyziałym parkingu i czekać, aż zostaniesz uwolniony i będziemy w spokoju mogli odjechać.
- Nie przesadzaj, taka moja praca. Podjedziemy jeszcze do Maury po inhalator i prosto do domu.
- Ale to wygląda jakbyś miał w dupie fakt, że jestem chora - bąknęłam, a uśmiech zniknął z twarzy bruneta.
- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda! Martwię się, że jesteś chora, ale fani są dla mnie ważni! - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale ważniejsi ode mnie.
- Wiesz, lepiej już się zamknij i mnie nie denerwuj! Od tej twojej choroby, definitywnie w głowie ci się poprzewracało. Dobrze wiesz, że jesteś najważniejsza!
Fuknęłam pod nosem, odwracając głowę do szyby. Szybko poprawiłam fotel do pozycji siedzącej, a następnie założyłam ręce na piersi, a nogę na nogę. Wyglądałam jak naburmuszona panienka, ale przecież w tej chwili byłam naburmuszoną panienką, więc co się dziwić?