sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 54

Kiedy tylko zatrzymaliśmy się pod domem Harry'ego, nie przejmując się niczym, wyskoczyłam z auta i pobiegłam w stronę domu. Mój pęcherz od 30 minut dawał o sobie znać, a chłopaki, mimo moich błagań, nie mieli zamiaru się zatrzymać. Bez pukania wpadłam do środka domu, spotykając na holu mamę Styles'a.
- Dzień dobry, ciociu. Gdzie jest łazienka? - spytałam pośpiesznie, robiąc siusiu taniec.
- Białe drzwi, koło schodów - odpowiedziała zmieszana.
Kiwnęłam głową i weszłam do pomieszczenia. Zrobiłam, co miałam zrobić i, po umyciu rąk, wyszłam powolnym krokiem z powrotem do holu. Zauważyłam, że przy drzwiach wejściowych stoją nasze walizki, a na mojej stał zwierzak. Wzięłam go do ręki i skierowałam się w stronę, z której dochodziły znajome mi głosy. Przeszłam przez krótki korytarz i znalazłam się w salonie. Pomieszczenie głównie urządzone było w jasnych odcieniach. Na środku pokoju stała beżowa, rogowa kanapa, na której siedzieli chłopaki i ciocia Anne. Obok stał fotel; pomiędzy nim, a sofą niewielki, jasny stolik. Na nim położona była miska z owocami i cztery kubki z gorącym napojem. Naprzeciw kanapy była czerwono-kremowa ściana; w kremowej strefie znajdował się wyłożony jeden pas jakby wielką, jasnobrązową płytą. W niej wmontowany był kominek; obok niego znajdowała otwarta półka na drewno, a nad nią telewizor. Po drugiej stronie kominka, również w ścianie wmontowana była półka na filmy. Za kanapą stał jasnobrązowy stół i takiego samego koloru sześć krzeseł. Kiedy weszłam głębiej do salonu, dostrzegłam, że po stronie, z której wchodzi się do pokoju, jest wnęka, w której urządzona jest kuchnia. Była ona niewielka, jednak przytulna. Biało-beżowe meble idealnie kontrastowały z czerwonymi dodatkami.
Kiedy ciocia Anne spostrzegła, że znajduję się w salonie, natychmiast do mnie podeszła i przytuliła na powitanie. Bez wahania oddałam uścisk. Po kilku sekundach mama Harry'ego puściła mnie, spoglądając na mnie z lekkim uśmiechem.
- Niki, jak się czujesz? Słyszałam, że ostatnio byłaś chora - spytała, gładząc mnie po policzku.
- Tak, ale już jest lepiej. Muszę brać jeszcze jakieś tabletki, ale czuję się zdecydowanie lepiej niż kilka dni temu - przyznałam.
Ciocia z uśmiechem pokiwała głową i z powrotem usiadła na swoim miejscu. Poszłam w jej ślady i usiadłam na fotelu, kładąc na kolanach Furby'ego. Podniosłam wzrok znad żółtej zabawki i zobaczyłam, że Louis uważnie mi się przygląda. Posłałam mu pytające spojrzenie, na co on się uśmiechnął i puszczając oczko, zaczął odpowiadać, na zadane pytanie Anne.
***
- Chłopcy i Niki, nie macie ochoty pojechać do sklepu? Niby zakupy miał zrobić Rob, ale najwidoczniej razem z Gemmą nadal męczą się nad kupnem choinki - poprosiła ciocia, stając nam przed telewizorem.
- Jasne, nie ma problemu - odpowiedział natychmiastowo Harry.
Jęknęłam, jednocześnie zagrzebując głowę w poduszce.
- Nie chcę nigdzie jechać - wymamrotałam.
- Oh, co za pech. Wstawaj - poczułam ból na tyłku, ten burak - mój brat - klepnął mnie w niego.
- To, że nie chcę jechać nie znaczy, że masz mnie bić po pupie - przewróciłam się na plecy, zerkając na niego. 
- Jak przykro - zironizował chłopak i w podskokach skierował się do holu, uprzednio pstrykając mnie w nos.
- Głupek - powiedziałam do siebie, pocierając pstrykniętą część ciała.
- Chodź, skrzat. Zróbmy te zakupy - rzucił Harry, przechodząc z kuchni na korytarz.
Niechętnie poczłapałam się za nim. Mozolnie się ubrałam i po chwili całą trójką weszliśmy do samochodu, po czym pojechaliśmy do jakiegoś marketu.
***
W czasie, kiedy chłopaki rozdawali autografy fanką, które spotkaliśmy pod TESCO, ja poszłam po wózek. Podstawiłam go pod drzwi marketu i bez zastanowienia usiadłam w nim. Odwróciłam się do chłopaków, dostrzegając, że fanek rozmnożyło się dwukrotnie. Jęknęłam trochę rozdrażniona. Pragnęłam zrobić szybko te zakupy i wrócić do ciepłego domu Harry'ego, zamiast marznąć na dworze. Na dodatek, chciałam ubrać choinkę cioci. U nas w domu niestety nie mogłam, bo chłopaki stwierdzili, że dopiero jutro to zrobią, a wtedy mnie w domu nie będzie. Fajnie.
- Te, moja dziewczyno, chodź na zakupy - nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, na co wzdrygnęłam.
- Nie jestem twoją dziewczyną - burknęłam, strzepując jego rękę.
- Zadziorna, lubię takie - stwierdził.
- Frajer, nie lubię takich - warknęłam - idź stąd!
Chłopak podniósł ręce w geście kapitulacji, po czym zabierając inny wózek, wszedł do środka sklepu.
- Czyli moja mała Niki ma pierwszego chłopca. No proszę, kto by pomyślał - usłyszałam głos Louisa.
Chłopak chwycił rączkę zaczął pchać wózek, wchodząc za Harry'm. Przymknęłam oczy.
- No weź, ty też? Weźcie dajcie mi spokój. Nigdy na tego bałwana bym nie spojrzała - rzuciłam naburmuszona.
- Dobra, dobra, tylko się nie dąsaj - poszczypał mnie w policzek, na co przewróciłam oczami.
Wjechaliśmy w alejkę, w której zatrzymał się Styles. Wyszłam z wózka i wrzuciłam kurtkę do niego.
- Louis, ścigamy się? - spytałam.
Brunet spojrzał na mnie z uśmiechem i wybiegł spomiędzy półek. Bez zastanowienia pognałam za nim. Brat był kilkanaście metrów przede mną. Dostrzegłam go tylko przez jego zieloną czapkę. Tommo skręcił w lewo, więc automatycznie straciłam go z oczu. Westchnęłam, także skręcając tylko, że ja wbiegłam o kilka alejek wcześniej. Rozejrzałam się, po czym zorientowałam, że jestem wśród zabawek. Uśmiechnęłam się widząc dziecięcy łuk i strzały. Może postąpiłam trochę głupio, ale rozpakowałam zabawkę. Worek ze strzałami zarzuciłam na plecy, a łuk, naładowany jedną strzałą, mocno trzymałam w dłoni. Wyjrzałam na główną aleję i zobaczyłam Harry'ego stojącego do mnie tyłem. Powoli podeszłam do niego i kiedy byłam już wystarczająco blisko, strzeliłam. Chłopak natychmiastowo się odwrócił i wtedy zorientowałam się, że to wcale nie jest Styles tylko jakiś chłopak strasznie do niego podobny. Otworzyłam szeroko oczy, a na buzi zrobiłam się czerwona ze wstydu. Kiedy podobizna Loczka chciała coś powiedzieć, ja zawróciłam się. Po drodze spotkałam Louisa, który leżał na ziemi, śmiejąc się ze mnie. W niego też poleciało kilka strzał jednak, kiedy Boo podniósł się, zaczęłam uciekać. Mimo usilnej próby ucieczki, Lou złapał mnie. Ku mojemu zdziwieniu, posadził mnie sobie na baranach.
- Idziemy zaatakować Harry'ego - oznajmił, na co uśmiechnęłam się przebiegle.
Poszliśmy do działu z napojami, gdzie spokojny Loczek wybierał jakiś napój. Przechyliłam się lekko i wystrzeliłam strzałę, która ugrzęzła w jego włosach. Chłopak wyjął ją i spojrzał w naszą stronę. Louis natychmiast rzucił się w ucieczkę. Kątem oka zobaczyłam tylko jak Hazz kiwa głową i wrzuca strzałę do wózka. Louis zatrzymał się dopiero przy stoisku z soczkami w kartoniku.
- Pić mi się chcę - powiedział chłopak, ciężko dysząc.
Sięgnęłam po jeden kartonik i otworzywszy go, podałam bratu.
- Nie jestem pewny, czy tak można - zawahał się.
- Pij, a nie gadaj - rzuciłam.
Boo wziął kilka łyków, po czym ponownie podał mi soczek. Wypiłam go do dna, po czym zeskoczyłam z pleców brata i wrzuciłam pod skrzynki z takim samym piciem. Na szczęście nikt, prócz Tomlinsona oczywiście, nie zauważył co zrobiłam.
- I tak to się robi. Ucz się ode mnie - uśmiechnęłam się, idąc do Harry'ego.
Chłopak męczył się, żeby popchnąć dwa wózki.
- O Niki, jak dobrze, że jesteś, weź jeden wózek - poprosił.
Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami i zamiast spełnić jego prośby, wskoczyłam do tego pustego.
- Sam sobie radź - zaśmiałam się złowieszczo.
- Zapamiętam to sobie - naburmuszył się i odszedł, zostawiając mnie samą.
- Obraził się - usłyszałam Louisa, gdzieś za mną.
Chłopak złapał za rączkę wózek i zaczął go pchać.
- Oh, naprawdę? Nie zauważyłam - powiedziałam najbardziej sarkastycznym głosem jakim mi się udało, na co zostałam zdzielona przez głowę.
- Nie wyśmiewaj się ze mnie - burknął Lou.
- Wybacz, ale nie mogłam się oprzeć - zaśmiałam się.
Chłopak już nic nie odpowiedział. Wywiózł mnie ze sklepu i wpakował do samochodu.
- Siedź i nie wychodź - rozkazał i sam wrócił do sklepu najprawdopodobniej pomóc Harry'emu z zakupami.
***
Kiedy wróciliśmy do domu było już grubo po 21. Sprawnie wyskoczyłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę drzwi. 
- Ej, a może byś nam pomogła? - usłyszałam krzyk Styles'a.
- Nie, prawdopodobnie nie - odkrzyknęłam, kręcąc przecząco głową.
Chłopak pokazał mi język i odwrócił się do bagażnika.
Jak dziecko - pomyślałam.
Weszłam do ciepłego domu i powoli zaczęłam ściągać kurtkę i buty. Następnie skierowałam się do salonu, gdzie ku mojemu zdziwieniu choinka stała już ubrana.
- Dlaczego choinka już jest ubrana? Ja miałam przecież pomagać - zaczęłam marudzić.
- Oj, skarbie, za długo was nie było i Gemma sama postanowiła się z nią uporać - powiedziała ciocia, klepiąc mnie po ramieniu.
Zrobiłam podkuwkę z ust, patrząc na siostrę Styles, która właśnie weszła do salonu. Dziewczyna nie zważając na moją minę, podeszła i mnie wyściskała.
- Nie przejmuj się, będziesz mogła ją rozebrać. 
- Ale rozbieranie jest nudne. Wolę ubierać.
Dziewczyna już miała coś powiedzieć, kiedy do salonu wszedł Louis z zakupami.
- Przestań się o wszystko dąsać, Niki - mruknął, kiedy zobaczył moją minę.
Przewróciłam oczami, kładąc się na fotelu.
- Widzę, że księżniczka dosiadła swój fotel - usłyszałam głos Styles'a.
Przymknęłam oczy, licząc do dziesięciu w celu uspokojenia się. Jednak nie udawało mi się, dopóki nie usłyszałam głośnego plaska i jęknięcia chłopaka. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że pociera swój policzek. Obok niego stała uśmiechnięta Gemma.
- Za co to było? - spytał Harry.
- Sorry braciszku, ale dziewczyny muszą trzymać się razem - odpowiedziała Gem, przybijając mi żółwika.
Widzę, że mam sprzymierzeńca. 
***
25 grudzień
Siedziałam pod choinką ubrana jeszcze w piżamę i czekałam, aż wszyscy się zejdą i będziemy mogli otworzyć prezenty. Zawsze to było najlepsze podczas świąt. 
- Louis, no chodź już! - krzyknęłam, bo tylko jego brakowało w salonie.
Ciocia i wujek siedzieli przytuleni na kanapie, Gem na fotelu, natomiast ja i Hazz siedzieliśmy zniecierpliwieni przed choinką, patrząc na górę prezentów.
- Już idę - mruknął, siadając koło mnie i całując w policzek.
- Ja rozdaję! - krzyknął Harry.
- Wcale, że nie, bo ja - natychmiastowo zaprzeczyłam.
- W twoich snach, skarbie. Ja zawsze rozdawałem prezenty, taka tradycja - powiedział chwytając pudełko opakowane w papier świąteczny - ten jest dla Ge...
- W takim bądź razie trzeba zmienić tradycję - rzuciłam, wyrywając mu pudełko - Gem, ten jest dla ciebie - podałam dziewczynie, na co ona podziękowała mi uśmiechem.
Wyciągnęłam ręce, żeby dosięgnąć kolejny prezent, kiedy Styles uderzył mnie w nie.
- Louis, on mnie uderzył - powiedziałam - powiedz mu coś.
- Harry, mówię ci coś - zachichotał.
- To nie jest śmieszne.
- Niki, posłuchaj. To jest Harry'ego dom, więc skoro zawsze on rozdawał prezenty, niech tak pozostanie. W domu u nas pewnie też będzie dużo prezentów do rozdania, więc ty je porozdajesz. Umowa?
- No dobra - powiedziałam niechętnie i usiadłam na kolanach chłopaka.
Chłopak objął mnie, smyrając po brzuchu. Mimowolnie na mojej buzi pojawił się uśmiech.
- Louis, przestań - wyjąkałam, chichocząc.
- Niech ci będzie.
Spojrzałam na Loczka, który patrząc na mnie co jakiś czas z dumnym uśmiechem, rozdawał prezenty. Przewróciłam oczami.
- Niki, ten jest dla ciebie - powiedział, trzymając w dłoni pudełko.
- To mi go podaj.
Chłopak mamrocząc coś pod nosem, podszedł do mnie i przekazał prezent. Szybko je otworzyłam i zobaczyłam, że w środku, pomiędzy różowymi papierami, leży biały tablet. Otworzyłam szeroko oczy, uśmiechając się szeroko. Natychmiast odwróciłam się i mocno przytuliłam do brata.
- Dziękuję, Boo. Kocham cię - wymamrotałam mu w szyję.
- Przyjemność po mojej stronie, słońce. Cieszę się, że ci się podoba. Ja ciebie też kocham - cmoknął mnie w głowę.
Odkleiłam się od Louisa i nadal siedząc do niego przodem, oglądałam mój nowy nabytek.
- Wiesz, że jesteś najlepszym bratem na świecie? - spytałam.
- Wiem, a ty mimo, że swojej złośliwości, jesteś najlepszą siostrą na świecie - odpowiedział, powodując, że się uśmiechnęłam.

26 komentarzy:

  1. OOOO JEEEJKU, ALE SUPER, kocham to opowiadanie! <3
    @ilovemybeau

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwwww <3 świetny rozdział ;3, czekam na nn , wesołego nowego roku życzę ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział nie mogę się doczekać next' a

    OdpowiedzUsuń
  4. ♥- Tyle wystarczy, żeby pokazać jak ten rozdział jest zajebisty!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział,daj kolejny dzisiaj

    OdpowiedzUsuń
  6. super dodasz jutro next'a ? taki prezent na urodziny
    aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahha to było jedyne co robiłam czytając wojnę w Tesco.XD omg dziewczyno ty masz pomysły. Znaczy w dobrym a nawet świetnym sensie:) ja zawsze chciałam wejść do wózka w sklepie ale raczej spotkałoby sie to z marudzeniem ochroniarzy. Btw to myślałam że oni ich wywalą z tego sklepu za tą gonitwe. Chciałabym mieć takiego brata:) starszego , takiego mojego Louisa:)
    Gemma solidarnie trzyma z Niki jeszcze dojdzie Elka i Dan i mamy cały skład. Dziewczyny górą!!!
    Zastanawia mnie tylko jedno...dlaczego Lou tak ""uważnie"" przyglądał się naszej Nikki??
    Świetnie:D! Pisz dalej czekamy:)
    Happy New Year!!!
    Do następnego:P
    @bluesmile_bacha

    OdpowiedzUsuń
  8. Cuudo,kocham <3
    kiedy next ?
    Klaudia xx.

    OdpowiedzUsuń
  9. Genualne!! Weź musisz tak świetnie pisać? Czekam nn :*

    OdpowiedzUsuń
  10. świetnie, czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Awwwww kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Hahahah:D Rozdział genialny, jak zawsze<3 Hahaha te akcje w sklepie genialneXD Czekam na nn:)
    I przy okazji zapraszam na mojego bloga http://zycie-nie-zawsze-jest-jak-z-bajki.blogspot.com/ Mam nadzieję, że zajrzysz. Z góry dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
  13. GE(NIALL)NE *___*
    ZAKOCHAŁAM SIĘ OD SAMEGO POCZĄTKU X
    przy okazji zapraszam do siebie ;)
    http://louis-tomlinson-fanfiction-chameleon.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekam z niecierpliwością na kontynuację

    OdpowiedzUsuń
  15. sZCZĘŚLIWEGO nOWEGO rOKU 2014! cZEKAMY NA NEXT'a xoxo

    OdpowiedzUsuń
  16. Pod koniec łzy napłynęły mi do oczu :')
    Wzruszające rzekła bym <3
    Czekam na next rozdział :**
    A tak P.s. Zapraszam na mojego bloga
    http://terriblelove-ziall.blogspot.com/?m=1
    Na razie jest tylko 6 rozdziałów, ale wydaje mi się, że jest ok. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń