KOMENTOWAĆ, BO INACZEJ ROZDZIAŁY BĘDĄ DODAWANE JESZCZE RZADZIEJ!
Chłopaki i bliźniaczki wyszły ode mnie około 14:30. Naprawdę wspaniale spędziłam z nimi czas, poznałam ich bardziej. Natomiast po Lilly miał przyjechać po pracy, którą kończy o 16, więc miałyśmy jeszcze ponad godzinę wspólnego zamulania.
Podczas naszej 2h zabawy w ciuciubabkę, oczywiście nie obyło się bez szkód. Jake nabił sobie limo na policzku, wpadając na szafę. Nie wiem jakim sposobem, ale to jest Poolow - tego nie ogarniesz. Poza tym Cass stłukła wazon, ja z Luke'iem przedziurawiliśmy abażur i lampę musiałam przestawić tak, żeby nie było widać dziury, a na koniec Derek przeleciał przez szklaną barierkę, tym samym spowodował dosyć duże i bardzo widoczne pęknięcie. Teraz nic innego mnie czeka jak opieprz od chłopaków. Słodko.
- Głodna jestem - mruknęła moja przyjaciółka, a następnie wyszła z salonu.
Podniosłam się z kanapy i skierowałam za nią. Wezbrała się we mnie ochota przybicia facepalma, kiedy zobaczyłam jak blondynka przeszukuje wszystkie półki w mojej kuchni, jednak dzielnie się powstrzymałam.
- Tak, tak Lilly, rozgość się - powiedziałam z sarkazmem, siadając na wysepce.
- Dzięki, ale zgody to ja nie potrzebuję - wyszczerzyła się do mnie.
Podeszła do lodówki i z zamrażarki wyjęła lody truskawkowe.
- Mi też daj - rzuciłam.
- Chora jesteś, bachorze.
- Ale z ciebie pomarszczona cipa - mruknęłam.
- A z ciebie krzywy kutas - prychnęła, na co pokazałam jej język.
Dziewczyna mruknęła coś pod nosem, podając mi kubełek z lodami kokosowymi i łyżeczkę. Carter usiadła naprzeciwko mnie otwierając kubełek z zimną przekąską.
- Jak myślisz, co zrobią chłopaki, kiedy zobaczą salon? - spytała mnie blondynka.
- Opierz pewnie dostanę. Jednak o tyle dobrze będzie, że Harry od razu po skończeniu pracy leci do NY, a Zayn z Niallem jadą do Pezz do szpitala, więc będę miała starcie tylko z Liamem i Louisem - rzekłam, przełykając lody.
- Tego drugiego to bym się bardziej bała.
- Wiem, ale mam nadzieję, że Liam nie będzie taki zły. Przecież wiadomo, że Liam nie jest taki zły. Czasami.
- Ale wiesz, zawsze możesz mieć nadzieję, że przyjdzie też Danielle lub Eleanor i chłopaki nie zrobią ci awantury albo tego nie zauważą.
- Tak, w ogóle nie zobaczą tej popękanej szyby albo braku wazonu. Na 100% - zironizowałam, na Lilka wzruszyła ramionami.
Nastąpiła cisza, którą nagle przerwała dziewczyna. Zręcznie zeskoczyła z blatu, stawiając na nim kubełek.
- Głodna jestem. Zjadłabym jakąś sałatkę.
- Ja też - stanęłam na nogach, a następnie podeszłam do lodówki.
Wyjęłam z niej potrzebne warzywa i położyłam je na blacie.
- Ty kroisz, ja nie lubię - mruknęłam, podając jej przedmioty, które będzie potrzebowała, a sama zajęłam miejsce na taborecie - do roboty - uśmiechnęłam się, na co Lilly pokazała mi środkowy palec - uważaj sobie - krzyknęłam ze śmiechem, rzucając w nią jabłkiem.
- Przestań. bo nie zrobię jedzenia! - warknęła.
Przewróciłam oczami sięgając po telefon z kieszeni. Zauważyłam trzy nieprzeczytane wiadomości.
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:13
~• ~• ~• ~• ~• ~• ~• zapłodniłem Cię ~• ~• ~• ~• ~• ~•
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:16
Albo nie, ja będę w ciąży
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:19
Hey, I just met you and this is crazy, but I'm pregnant and it's your baby
Boże, jakie to jest dziwne dziecko. Jak to możliwe, że taki idiota jest dorosły?
Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:44
Głupi jesteś '-'
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14: 47
Nie wierzysz mi? :o
Przekręciłam moimi ślicznymi, niebieskimi oczami. Zdecydowałam, że nie będę mu odpisywała. Co mam marnować pieniądze na koncie na głupiego Styles'a? Położyłam iPhone'a na blacie, ale nawet nie zdążyłam odwrócić od niego wzroku, a ponownie zawibrował. Pokręciłam głową, będąc pewna, że to znowu Loczek. Odblokowałam telefon i nie myliłam się, sms był od zielonookiego cymbała.
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:47
Chcesz usg?
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:49
Niki, będziemy mieć dziecko! :o
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:52
Lulu xoxo
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:53
Lololove
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:55
Odpisz kurwa, dziecko będziemy mieć!
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 14:57
Jak się nie odezwiesz pójdziemy do sądu! Będziesz płaciła alimenty! Ha
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:00
I będziesz pracowała! Ha! A dziecka i tak nie zobaczysz! Ha zazdrościsz?
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:02
Zgubić nas może jedno spojrzenie...
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:03
Love me love me say that you love me
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:05
Ju ar e dik! Buahahahahaha
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:08
Lol, ja rodzę! edrghjdfg
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:10
Foszek obiboszek?
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:13
Nie piszesz, martwię się
W końcu nie wytrzymałam faktu, że co chwilę przychodzą mi głupie smsy od Harry'ego. Wkurzona podniosłam telefon z blatu i nie zastanawiając się długo, szybko wystukałam pierwsze zdanie, które przyleciało mi do głowy, myśląc o Styles'ie.
Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:15
CZŁOWIEKU CZY CIEBIE DO KOŃCA POPIERDOLIŁO?!
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:16
Lofki, kisski i buziaczki bc i got tired of waitin lololol kisskiss hehs
Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:18
Spierdalaj dziwko
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:20
Przed chwilą rozmawialiśmy o kisskach etc a ty od razu o swojej pracy? wtf
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:21
Aaaaaa już rozumiem! Znalazłaś pracę i teraz będziesz miała pieniądze na alimenty! Jestem dumny!
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:22
Tak bardzo cię kocham parówo
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:23
To chłopczyk! Nazywa się Jasiu!
Do: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:25
Daj mi spokój ;_;
Od: Hazz <3
Data: 12 grudzień 2012, 15:27
Boże, on ma siusiaczka :o
Przybiłam sobie facepalma, a następnie wyłączyłam komórkę mając dosyć smsów od Harry'ego.
Odłożyłam telefon na blat i spojrzałam na Lilly. Moje usta otworzyły się z przerażenia.
- Coś ty zrobiła z moją kuchnią?! - krzyknęłam.
Mianowicie kawałki pomidora, ogórka, cebuli, sałaty i innych warzyw porozrzucane były po kuchni, nawet na wiatraku wisiały kawałki jedzenia. Na blacie leżały kilkanaście brudnych sztućców i misek oraz porozbijane jajka, rozlane mleko i rozsypana mąka.
Lilly odwróciła się do mnie, uśmiechając niepewnie.
- Głodna jestem, może naleśnika? - wskazała na talerz z jedzeniem.
Wstałam z taboretu i podeszłam do niej. Wzięłam do ręki opakowanie z mąką i wysypałam na dziewczynę. Ona otworzyła szeroko oczy, po czym ze śmiechem rozbiła na mojej głowie jajko. Tak zaczęła się nasza bitwa. Rzucałyśmy się w siebie wszystkim co wpadło nam w ręce. Już po kilku minutach całe byłyśmy w jajkach, oleju, mąki, mleku i innych, różnych produktów spożywczych.
- Czujesz to? - spytałam nagle.
- O boże, naleśnik!
Szybko podbiegłam do palnika i chwyciłam za patelnię. Niestety tak niefortunnie, że poparzyłam sobie dłoń. Moje oczy natychmiastowo się zaszkliły, a z ust uciekł jeden, głośny pisk.
- Niki, spokojnie. Gdzie masz apteczkę? - spytała spokojnie.
- Półka nad.. mikrofalą - wyszeptałam drżącym głosem.
Blondynka natychmiast rzuciła się po nią. Wyjęła z niej jakiś sprej i bandaż.
- Jak się opatruje poparzone dłonie? - spytała spanikowana.
- Woda, zimna woda - wydukałam cicho.
Podeszłam do zlewu. Odkręciłam kurek i włożyłam bolącą dłoń pod wodę. To był błąd, żeby wcześniej nie sprawdzić jaka ona jest. Zamiast być zimna, była gorąca. Pisnęłam z bólu. Skuliłam się, wkładając rękę pomiędzy uda.
- Dawaj tą rękę - usłyszałam głos Lilly.
Podniosłam głowę. Dziewczyna stała przede mną. Niepewnie wystawiłam dłoń, a ona popsikała ją sprejem. Zagryzłam wargę, żeby nie krzyknąć. Następnie Carter zawinęła dookoła bandaż.
- Dobra, teraz sobie usiądź, a ja tutaj dokończę naleśniki.
Pokręciłam głową przecząco, próbując się uśmiechnąć, jednak pewnie wyszedł mi jakiś grymas. Przetarłam oczy z łez.
- Nie, już wszystko w porządku - powiedziałam.
Lilka pokiwała niepewnie głową, ale się nie odezwała. Na szczęście. Westchnęłam głośno, po czym wzięłam, przez ścierkę, patelnie. Zdjęłam ją z palnika, na plastikową podkładkę, a ścierkę wyrzuciłam za siebie.
- Niki, ścierka! - krzyknęła przyjaciółka.
Odwróciłam się i zrobiłam wielkie oczy. Kawałek szmatki wylądował na niezgaszonych palniku i się zapaliła. Jak najszybciej otworzyłam półkę, kiedy znajdował się kosz na śmieci i gaśnica. Chwyciłam ją i kiedy nacisnęłam na dźwignię, zaczęła wylatywać biały proszek. Przygryzłam wargę, kiedy gasiłam mini pożar. Po chwili było już po ogniu. Odłożyłam narzędzie na podłogę, rozglądając się dookoła. Wszędzie były kawałki jedzenia i ten sproszkowany nawóz.
- Jak to posprzątamy? - spytała cicho koleżanka.
Rozejrzałam się dookoła i przypomniało mi się o wiatraku. Chłopaki niedawno go zamontowali, oby działał. Wskazałam dziewczynie urządzenie. Ona spojrzała na nie, na mnie i wzruszając ramionami, nacisnęła przycisk uruchamiający go. Miałam nadzieję, że skrzydła zaczną się kręcić i w ten sposób ten bałagan trochę się uporządkuje. Jednak wiatrak w ogóle nie ruszył mimo faktu, że blondynka włączała i wyłączała na okrągło. Westchnęłam, podchodząc do niej. Także zaczęłam naciskać włącznik, na początku nic się nie działo. Jednak po chwili skrzydła się poruszyły i wiatrak zaczął się kręcić. Uśmiechnęłam się zwycięsko, odwracając do dziewczyny. Moje szczęście nie trwało długo. Usłyszałam jakiś głośny łomot. Zamknęłam oczy, spoglądając za siebie. Moje przypuszczenie spełniły się. Wiatrak leżał rozwalony na wysepce i podłodze.
- Mój Boże, rozwaliłam moją kuchnię! - pisnęłam przestraszona, łapiąc się za głowę.
- Myśl pozytywnie, Niki. Gorzej już nie może być - posłałam jej zabójcze spojrzenie - albo może.. Patrz - wskazała na okno.
Niepewnie tam spojrzałam i na mojej twarzy zagościła jeszcze większa panika niż dotychczas. Na podjeździe stali Louis, Liam i Andy - przyjaciel Payne'a i rozmawiali z bratem Carter.
Już po mnie.
sobota, 23 listopada 2013
środa, 13 listopada 2013
Rozdział 50
Jeśli chcielibyście dostawać informacje o nowych rozdziałach, zostawcie komentarz ze swoim nickiem w zakładce "informowania".
- Może chcesz coś jeszcze? Zupę, herbatę? Albo poprawić ci poduszkę? Boli cię głowa? A brzuch? Może dam ci jakąś tabletkę? Albo nie, bo jeszcze ci się niedobrze zrobi. A wzięłaś inhalacje jak mnie nie było? Skarbie, dobrze się czujesz? Blad...
- Przestań, niedobrze mi się robi jak słyszę twój beznadziejny monolog. Jak widzisz jestem cała i zdrowa.. no może nie do końca zdrowa, ale cała i bezpieczna - przerwałam Louisowi jego mowę, którą zaczął zaraz po tym kiedy wrócił do domu.
- Jesteś chora, martwię się. Zrozum to - burknął.
- No właśnie, a ty się zachowujesz jakbym co najmniej na biegunkę umierała - powiedziałam rozbawiona.
- Wcale, że nie. Chcę po prostu, żebyś szybko wyzdrowiała - rzekł rozdrażniony.
- No dobrze, dobrze, ale pozwól, że ci przypomnę, nie jestem jajkiem, nie musisz się ze mną obchodzić tak.. delikatnie? Tak, delikatnie to odpowiednie słowo - pokiwałam głową.
- Mam prawo się tak z tobą tak obchodzisz. W końcu tak trochę przypominasz jajko. Na górze jesteś węższa niż na dole, więc tak trochę jak jajko - przeczesał włosy, uśmiechając się ironicznie.
Otworzyłam zaskoczona usta, a następnie ze śmiechem sprzedałam mu kuksańca.
- No weź, Louis. Nie wyglądam jak jajko. Może ty, nie ja.
- Jak chcesz, ja i tak wiem swoje - wzruszył ramionami - to co chcesz robić?
Uśmiechnęłam się szeroko, wymyślając świetny sposób na nudę. Louis wydał się od razu zrozumieć, co mi chodzi po głowie.
- O nie, nie, nie, nie. Nie będziemy tego oglądać - zaprotestował natychmiastowo.
- Dlaczego? - spytałam zbulwersowana.
- Bo nie da się z tobą tego oglądać. Śmiejesz się bez opamiętania, kiedy ten jeleń, Eliot, rzuca w okno zającami albo jak połyka przez przypadek tego balona. A jeszcze gorzej jest, kiedy Boguś zwymiotował te słodycze na to okienko.
- No bo to jest śmieszne! Louis, proszę cię. Jestem chora, powinieneś spełniać moje zachcianki - skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Ale skarbie.. coś innego. Może "Madagaskar" lub "Skok przez płot"? Co ty na to? - zaproponował, na co pokiwałam przecząco głową - no dobra, niech ci będzie - westchnął, podchodząc do telewizora.
Uśmiechnęłam się zwycięsko, odkładając żółwia, którego trzymałam w dłoniach, do akwarium. Pstryknęłam go jeszcze w skorupę, przy samej głowie, w wyniku czego, mały Franklin podskoczył do góry, przesuwając się jednocześnie troszeczkę do przodu.
Po włączeniu filmu animowanego, Louis stanął koło kanapy i zanim położył się koło mnie, rozebrał się do bokserek. Spojrzałam na niego dziwnie.
- Będzie mi wygodnie - wytłumaczył, kładąc ubrania na schodach.
Położył się, przykrywając siebie i mnie szczelnie kołdrą. Objął mnie ramieniem, wtulając w siebie jednocześnie. Drugą ręką wziął pilota i wcisnął przycisk uruchamiający film.
***
Zasłoniłam rękoma twarz, kiedy na ekranie telewizora pojawiła się scena, która mnie najbardziej rozbawia z całego filmu.- Niki, przestań - szturchnął mnie brat.
- Ale on połknął balona - wyszeptałam przez mój histeryczny śmiech.
Chłopak nic nie zdążył odpowiedzieć, kiedy do salonu wparował Zayn z moim psem.
- No nie, znowu oglądacie 'Sezon na misia"? Przecież po ostatnim oglądaniu miałeś tą płytę schować - mruknął siadając na podłodze, przed kanapą.
Skorzystałam z okazji i kopnęłam go w głowę. Nie przewidziałam jednak, że ten złapie mnie za kostkę i zacznie gilgotać po stopie.
- Zaaaaayn.. przestań - wybełkotałam pomiędzy napadami śmiechu.
- No właśnie, przestań. Niki idzie spać.
Niebieskooki brunet wstał, a następnie wziął na ręce, uwalniając jednocześnie spod dotyku Zayna. Pokazałam mu język, na co brązowooki odpowiedział mi tym samym. Uśmiechnęłam się radośnie, kładąc głowę na ramieniu brata. Chłopak zamiast skierować się na górę, poszedł do kuchni. Wzdrygnęłam wiedząc, co mnie czeka. Codziennie o tej godzinie wypijałam jakieś lekarstwo o dosyć gorzkim smaku. Zamiast odłożyć mi antybiotyk, mogliby to coś.
Na mojej buzi zagościł grymas, kiedy Lou podał mi, do połowy zapełnioną, szklankę wody pomieszanej z lekarstwem.
- Do dna - kiwnął głową.
Niepewnie przyłożyłam naczynie do ust i wypiłam niedobrą substancję jednym duszkiem. Odłożyłam kubek na blat, krzywiąc się. To lekarstwo z każdym nowym dniem jest coraz gorsze w smaku, naprawdę.
- Ile jeszcze będę musiała to pić? - spytałam.
- Do wyczerpania zapasów, czyli jakieś 2 tygodnie - Tomlinson uśmiechnął się złośliwie, ponownie biorąc mnie na ręce.
- Dlaczego? Już jestem prawie zdrowa - wychrypiałam.
- Prawie.
Przewróciłam oczami. Przecież już mnie nie boli głowa i nie wymiotuję. Tylko cherlam jak pies. Równie dobrze już jutro mogłabym iść do szkoły, jednak przekonać do tego Louisa nie jest zbyt łatwo. Zakazał mi wychodzić z domu do końca tygodnia, czyli do szkoły także, co znaczy, że w tym roku już nie pójdę do szkoły, bo w poniedziałek zaczynają się ferie świąteczne i ja, Louis i Harry jedziemy do Holmes Chapel na Wigilię.
Mój starszy brat wszedł do pokoju, po czym posadził na łóżku. W tej chwili, dziękowałam mu w myślach, że jak był w pracy, zadzwonił do mnie i kazał mi się iść myć. Teraz nie miałam na to siły.
W czasie, kiedy Boo przykrywał mnie kołdrą, przez szparę w drzwiach, do sypialni weszła Shila, merdając ogonem. Wskoczyła mi na łóżko i ułożyła się wygodnie koło mnie.
- Dobranoc, mała - Louis cmoknął mnie w czoło, a następnie wyszedł na korytarz, uprzednio zgaszając światło.
Próbowałam zasnąć, ale nie wychodziło mi to. Kiedy już prawie zasypiałam, Shila zaczynała się kręcić i natychmiast się rozbudzałam. Równie dobrze mogłabym ją zrzucić na ziemie, ale nie miałam serca.
W końcu, kiedy po raz 254185145 Shila mnie rozbudziła, chwyciłam do ręki komórkę. To trochę dziwne, że przez ostatnie dni w ogóle jej nie używałam. Normalnie jak nie ja. Nie zastanawiając się długo, włączyłam internet i weszłam na tt. Włączyłam mentionsy. Przeglądałam je, dopóki nie natknęłam się na jakiś link. Bez wahania w niego weszłam. Okazało się, że było to jakieś opowiadanie o chłopakach. Postanowiłam zrobić wyjątek i przewracając się na lewy bok, włączyłam pierwszy rozdział i zaczęłam go czytać.
***
Ubrana zbiegłam po schodach na dół, do kuchni, gdzie zastałam szykujących się do pracy. Zmierzyłam ich wzrokiem i nie odzywając się, usiadłam na wolnym krześle.- Cześć, skarbie - uśmiechnął się radośnie Louis, podając mi talerz z kanapkami.
- Nie odzywaj się do mnie - warknęłam.
Brunet podniósł brwi, ukazując swoje zdziwienie. Wymienił się zdezorientowanym spojrzeniem z resztą chłopaków, zanim ponownie się do mnie odezwał.
- Co się stało, Niki? Zrobiłem ci coś?
- Mi? Mi nic nie zrobiłeś, ale co innego Mellodie!
No dobra, może to wczorajsze czytanie tego opowiadania nie wyszło na dobre, bo za bardzo się w niego wciągnęłam, ale naprawdę się zdenerwowałam tym, co zrobił Tomlinson Mellodie.
- Co? Jakiej Mellodie? O co ci chodzi?
- No o to, że ją zdradziłeś z Amandą! Jak tak mogłeś?! Jesteście razem niecały miesiąc, a już przelizałeś się z tą blondyną! - warknęłam, na co Nialler parsknął śmiechem - a ty z czego rżysz?! Widziałeś to i nic jej o tym nie powiedziałeś! A podobno jesteście przyjaciółmi od dzieciństwa - prychnęłam.
Po mojej wypowiedzi nastała cisza. Zmieszani chłopaki patrzyli to na siebie, to na mnie. Jednak tę ciszę przerwał Zayn.
- A ja? A ja co zrobiłem?
- Prawie utopiłeś się w baseniku dla dzieci - mruknęłam, co spotkało się chichotem Liama.
- Ty nie byłeś lepszy. Przykleiłeś tablet do brzucha mówiąc, że jesteś teletubisiem.
- Ale byłem pijany? - spytał niepewnie.
- Nope. Dobra, spadam stąd. Nie będę z wami siedziała. Nara.
Wzięłam talerz do ręki i skierowałam się do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i wtedy usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Wyjęłam telefon z kieszeni bluzy i odblokowałam go.
Od: Lilka aka głupia pipa
Data: 12 grudzień 2012, 9:43
Jak chłopaki wyjdą, daj znać, wpadniemy do ciebie! Ily! <3
Uśmiechnęłam się szeroko. Przez ten tydzień w ogóle nie widziałam się z dziewczynami i chłopakami. Naprawdę się za nimi stęskniłam, chociaż tylko Lilkę znałam lepiej, jednak mam nadzieję, że z resztą też się zaprzyjaźnię.
Odłożyłam iPhone'a na kanapę obok mnie i włączając tv, jednocześnie wzięłam gryza kanapki.
- Niki, my idziemy. Wrócimy jakoś po 16 - oznajmił brat, po kilku minutach wchodząc do salonu, a następnie najzwyczajniej wyszedł, nie żegnając się ze mną.
Ktoś tu się obraził - pomyślałam, kiwając głową z rozbawieniem.
Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi oznaczające, że chłopaki już wyszli, wzięłam telefon do ręki i napisałam smsa do Lilly.
Do: Lilka aka głupia pipa
Data: 12 grudzień 2012, 10:02
Wpadajcie, wyszli już. Ilyt xo
Wyniosłam pusty talerz do kuchni i już miałam wychodzić, kiedy na wysepce zobaczyłam jakąś kartkę i talerz z lekami i nakrywkę od syropu, z nim w środku. Chwyciłam papier i siadając na blacie, zaczęłam czytać.
Po zjedzeniu śniadania MASZ wypić syrop i połknąć zieloną tabletkę, a żółtą MASZ wziąć o 13.
Westchnęłam, ale posłusznie wykonałam polecenie.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się na górę, gdy usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Pomyślałam, że to któryś z chłopaków, czegoś zapomniał i wrócił, więc nie zwróciłam zbytnio uwagi, dopóki do moich uszu nie doszły piski, krzyki i głośnie śmiechy. Tak, przyszli moi znajomi.
- Co za dzicz - mruknęłam, wyglądając przez obręcz.
- Cześć Niki! - krzyknął Jake, patrząc na górę.
Wzrok wszystkich skierował się w moją stronę. Uśmiechając się szeroko, pomachali mi.
- Idę po zwierzaki, a wy do salonu - rozkazałam i poszłam do mojego pokoju.
Po kilku próbach zrzuciłam psa na podłogę i chwytając po drodze żółwia, pociągnęłam Shile za obroże na dół. Będąc w salonie wpuściłam szczeniaka do ogrodu, a Franklina położyłam na podeście.
- Co będziemy robić? - spytałam, siadając na podłodze.
- Ciuciubabka - pisnęli Luke, Cassie i Lilly.
- Znowu? - zapytali znudzeni tym pomysłem Faith i Jake.
- Spotkaliśmy się już kilka razy i wciągnęliśmy się w tą zabawę, naprawdę - wytłumaczył mi Derek.
- Ewentualnie możemy się w to zabawić - powiedziałam, wstając w celu znalezienia jakiegoś szalika.
Kiedy już znalazłam, wróciłam do salonu. Po krótkiej kłótni, kto ma być ciuciubabką, wybraliśmy do tego zadania Lilly.
Zabawę czas zacząć - pomyślałam uciekając jak najdalej od mojej blondwłosej przyjaciółki.
sobota, 2 listopada 2013
Rozdział 49
Dla tych, którzy nie zrozumieli:
Rozdział, który dodałam wczoraj to rozdział 46, tak? Wcześniejszy usunęłam przez przypadek, więc postanowiłam napisać go jeszcze raz. Nie mogłam zostawić luki, bo jakby to wyglądało? Jest 45, nie ma 46, jest 47. Dziwnie, c'nie? I nikt by nie wiedział, co by się działo w 46. Więc jest on dalszą częścią rozdziału 45. Rozumiecie już? Błagam napiszcie, że tak, bo nie wiem jak inaczej wam to wytłumaczyć..
Następna sprawa, czyli jedno, wielkie WOW. Ponad 61k wejść na mojego bloga. Nie wiem co powiedzieć, bo jestem kurewsko tym zaskoczona i zdezorientowana. Nigdy nie sądziłam, że dobije do 10k wejść i, że to opowiadanie przypadnie komuś do gustu, a tu proszę, spodobało Wam się. Jestem tym naprawdę wstrząśnięta, bo moim zdaniem istnieje pierdylion lepszych opowiadań, a mają o wiele mniej wejść od mojego bloga. Naprawdę dziękuję za każde wejście. Kocham Was. ♥
Po za tym sprawa, którą Was zamęczam i będę zamęczała, czyli komentarze! Proszę o komentowanie, bo to dla mnie naprawdę ważne. Jest kilkanaście osób, które regularnie dodają komentarze, za co bardzo dziękuję, ale co z innymi? Hm? Dowiem się? Nie proszę o tak wiele, tylko o JEDEN komentarz od KAŻDEJ OSOBY, która przeczytała rozdział. Nie sądzę, że to jest za trudne dla Was, więc nic nie szkodzi, żebyście dodali ten komentarz.
Założyłam zakładkę "informowani". Jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych rozdziałach, napiszcie tam swój twitterowy nick, a zostanie dodany na listę.
I ten "łeścik" to mój piesek. Tak naprawdę to jest West Higland White Terrier, ale ja go nazywam "łeścik" c;
Weszłam do domu i nawet nie zdążyłam się rozebrać, a koło mnie zmaterializowali się chłopaki. Zdjęłam moje emu i spojrzałam na nich.
- Niki, mój szkrabie, tak bardzo cię przepraszam! Nie chciałem, żebyś była chora! Wybacz mi! - zawołał Zayn.
Machnęłam na niego ręką i chciałam przejść koło nich, żeby spokojnie dostać się do mojego pokoju i zakopać się w ciepłej kołdrze, ale moją próbę przedostania się na górę, zepsuł Liam, łapiąc w pasie.
- Nie idziesz na górę, nie po to przez ostanie pół godziny przynieśliśmy do salonu kołdry, poduszki i kilka innych dupereli, żebyś ty szła na górę - oznajmił, niosąc mnie do dużego pokoju.
Zaraz za nami szła pielgrzymka tzn. Niall, Zayn, Harry i Louis. Payne postawił mnie koło kanapy, po czym kazał zdjąć kurtkę i położyć się na kanapie, którą specjalnie dla mnie rozłożyli. Brunet opatulił mnie szczelnie dwoma kołdrami, a następnie położył się koło mnie.
- Jadę do marketu, a wy w tym czasie zajmijcie się Niki. Na korytarzu zostawiłem reklamówkę z zupą dla niej. Podgrzejcie ją jej i ma ją zjeść, a później ma wziąć inhalacje - rozkazał brat.
Payne, Horan i Styles pokiwali posłusznie głowami, a Malik odszedł na korytarz, drąc się, że jedzie z Tommo, bo chce coś kupić. Boo nachylił się nade mną, po czym cmoknął w czoło.
- Będę za góra trzy godziny, pa skarbie - uśmiechnął się lekko, a następnie wyszedł.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi, czyli zostałam sama z Niallerem, Harry'm i Liaśem.
- No to, moja malutka, idę ci podgrzać zupkę. Będzie za około 10 minut - powiedział Loczek, wybiegając z salonu.
Farbowany blondyn uśmiechnął się do mnie, a następnie położył się po mojej prawej stronie, włączając w telewizji jakieś bajki. Uwielbiam je oglądać, ale teraz, kiedy źle się czuję, nie mam ochoty patrzeć w ten karton, który sprawia, że w głowie mi się kręci. Pokręciłam się trochę, próbując znaleźć odpowiednią pozycję, by spokojnie zasnąć. W końcu stanęło na tym, że leżałam z głową na brzuchu niebieskookiego. Już prawie odpłynęłam do krainy Morfeusza, kiedy do salonu wleciał Harry z miską w ręce. Usiadł mi w nogach i kazał mi się podnieść. Na początku nie reagowałam na jego prośby, ale w końcu pragnąc, żeby przestał mówić, usiadłam, opierając się plecami o ramię Payne'a.
- Otwórz buziunię, leci samolocik - zaświergotał Loczek, nakładając na łyżkę trochę rosołu.
Otworzyłam usta, a on włożył do nich łyżkę. Nawet nie zdążyłam zjeść, a kolejna łyżka z zupą wylądowała w mojej buzi. Zaczęłam się krztusić nadmiarem zupy, aż w końcu wyplułam wszystko na Niallera.
- Przepraszam Nialler - uśmiechnęłam się niewinnie.
Chłopak uformował usta w złośliwym uśmiechu, a następnie zbliżył się i beknął mi w twarz.
- Ty obrzydliwcu! To nie było specjalnie! - warknęłam, a następnie poczułam jak zawartość mojego żołądka chce wydostać się na zewnątrz.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Nachyliłam się nad toaletą i zaczęłam wymiotować. Poczułam jak ktoś odgarnia moje włosy z twarzy i zawiązuje je w kitkę, a następnie głaszcze po plecach.
Kiedy już zwymiotowałam wszystko, co miałam w żołądku, na wstałam, odpychając się od kibelka.
- W porządku? - spytał Liam.
- A wygląda jakby było w porządku? - spytałam poirytowana.
Na chwiejących się nogach podeszłam do umywalki, gdzie umyłam twarz. Chciałam ominąć bruneta, ale ten mi to uniemożliwił, łapiąc za rękę, a następnie zaprowadzając z powrotem do salonu. Skrzywiłam się widząc tam Harry'ego, który majstrował coś przy inhalatorze.
- Gotowe! - krzyknął uradowany, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy grymas.
Liam popchnął mnie na kanapę. Przykryłam się kołdrą, zakrywając nią także głowę.
- Niki, wyłaź spod tej kołdry - usłyszałam zachrypnięty głos Styles'a - jak grzecznie przyłożysz maseczkę do ust to dostaniesz prezent ode mnie.
Zaciekawiona zdjęłam pociągnęłam kołdrę w dół, żebym mogła zobaczyć chłopaka.
- Jaką? - wymamrotałam w kołdrę.
- Dzisiaj byłem w markecie i kupiłem ci słodycze z Kinder. Od kinder delice, przez kinder country, po kinder choco-bounce.
Moje oczy się zaświeciły.
- Naprawdę? - spytałam nieśmiało, a chłopak pokiwał głową.
- To jak, umowa stoi? Powdychasz te krople, a w zamian dam ci te wszystkie słodycze.
Wyjęłam rękę spod ciepłej kołdry i przyłożyłam do buzi maseczkę. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a następnie włączył urządzenie.
- To ja idę po słodycze - oznajmił, po czym wyszedł z pokoju.
- Nie - wymamrotałam i ponownie pochyliłam się nad toaletą.
Zjedzenie tak wielkiej ilości słodyczy to nie był dobry pomysł. Od przeszło 10 minut siedzę w łazience i wymiotuję.
- Boże, Louis mnie zamorduje. Dlaczego ja ci dałem te pieprzone słodycze? - zadał pytani chłopak, głaszcząc mnie po plecach.
- Bo jesteś idiotą.
- Wiem to. Już dobrze?
- Tak. Chyba tak - uśmiechnęłam się krzywo.
Chłopak schylił się, a następnie wziął mnie na ręce. Zarzuciłam ręce wokół jego szyję, kładąc głowę na ramieniu. Loczek skierował się do kuchni, gdzie posadził mnie na wysepce. Podał mi zielony kubek z miętą. Niechętnie przyłożyłam naczynie do ust i wzięłam łyk. Przez cały czas zielonooki dokładnie mi się przyglądał. Wiedziałam, że zżera go poczucie winy, bo dzięki niemu kilka ostatnich minut spędziłam wymiotując, jednak moim zdaniem to też moja wina. Przecież równie dobrze mogłam ich nie jeść, po prostu zostawić na czas, kiedy będę już zdrowa. Jednak kiedy chciałam to zrobić, ukazała się moja samolubna strona. Nie chciałam, aby ktoś prócz mnie zjadł te słodkości, a doskonale zdawałam sobie sprawę, że kiedy ja ich nie zjem, zrobi to ktoś inny z domowników.
Pusty kubek odłożyłam na blat, a następnie zeskoczyłam z niego.
- To nie twoja wina - pocieszyłam Loczka, przytulając się do niego.
Chłopak westchnął i poprowadził mnie do salonu. Dookoła kanapy walały się papierki po słodyczach z firmy Kinder. Niedobrze mi się zrobiło, widząc je wszystkie. Loczek nie przejmując się niczym, ułożył mnie na sofie, sam kładąc się koło mnie. Przykrył nas kołdrą, a następnie jego ramie oplotło moje ciało.
- Idź spać - mruknął mi we włosy.
Posłusznie zamknęłam oczy, zdając sobie sprawę jak bardzo zmęczona jestem przez tą chorobę. Wtuliłam głowę w poduszkę i odpłynęłam w krainę snu.
- Zapomniałem! Poza tym nie wiedziałem jak ją zmusić do przyłożenia tej maseczki do buzi! Musiałem ją jakoś zaszantażować!
- To nie jest powód do tego, żeby dawać jej słodycze - burknął brat.
Nie wiedziałam czy otworzyć, czy dalej udawać, że śpię. Po głębszym zastanowieniu jednak usiadłam, otwierając oczy. Przecież Louis nie nakrzyczy na mnie, kiedy jestem chora. Chyba..
Rozejrzałam się dookoła. Harry siedział koło mnie na kanapie, Louis stał przed nami z rękoma opartymi na biodrach, a Zayn siedział w kącie pokoju i bawił się jakimś akwarium, w którym chyba był żółw. Tylko po co mu żółw? Niallera i Liama natomiast nie było. Może gdzieś wyszli?
Kiedy Louis zobaczył, że się obudziłam, przeniósł swój wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się niewinnie.
- To wina Harry'ego. Wystarczyłoby mi przynieść mojego pieska i bez problemu wzięłabym te inhalacje. Ale on wolał dać mi słodycze i jeszcze tak perfidnie mnie do nich namawiał - oznajmiłam.
Brunet wniósł oczy ku niebu, a raczej sufitowi, po czym westchnął. Ponownie spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko.
- No dobra, nie gniewam się.
- Ale ja się gniewam, do widzenia - syknął loczek i wyszedł z pokoju.
Niebieskooki wzruszył ramiona i zdejmując bluzę położył się koło mnie. Przyciągnął mnie do siebie tak, że leżałam z głową na jego brzuchu.
Już chciałam zamknąć oczy i ponownie zasnąć, kiedy przede mną pojawił się Zayn. Jęknęłam odwracając głowę w drugą stronę.
- No Niki, mam dla ciebie prezent na przeprosiny - burknął.
W trybie natychmiastowym odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Zauważyłam, że trzyma w dłoni tego żółwia, który jest obwiązany czerwoną wstążką.
- Przepraszam - Mulat uśmiechnął się, dając mi w ręce tego żółwia.
- O jejku, ale on słodki. Będzie się nazywał Franklin.
- Ale to jest dziewczynka - poinformował mnie czarnowłosy.
- To będzie transwestytą, wielkie mi halo - powiedziałam, kładąc żółwia na pościeli.
- Ona ma chyba dość wysoką gorączkę, bredzi - oznajmił chłopak, przykładając swoją rękę do mojego czoła, którą od razu strzepnęłam.
- Niki, zdejmij tego żółwia z kołdry, bo zaraz się zleje - mruknął Boo.
- O fu, za późno - mruknęłam, podnosząc nowego pupila - jaka wielka ta plama. On nie ma przypadkiem problemów z sikaniem? Wstrzymuje, wstrzymuje, a nagle bum i leje się z niego jak z dziewczyny, która ma okres.
Moje zdziwienie przemieniło się w rozbawienie, kiedy żółw ponownie zaczął sikać. Trzymałam go pionowo w stronę Louisa, więc fontanna leciała na niego.
- Niki, weź go - krzyknął brunet.
Obróciłam go trochę i tym razem substancja leciała na Zayna. Chłopak nic nie powiedział. Zamiast tego zrobił groźną minę, przez którą od razu włożyłam Franklina do jego akwarium.
- Wiecie, ja chyba już pójdę. Jest już dosyć późno i jestem zmęczona. Dobranoc - powiedziałam niepewnie.
Wstałam na ziemie i od razu zakręciło mi się w głowie. Zupełnie zapomniałam, że jestem chora. Chwytając w ręce akwarium z Franklinem, szybko poszłam do mojego pokoju. Ze zdziwieniem zobaczyłam mojego psa, rozwalonego na łóżku. Położyłam akwarium na ziemi koło drzwi od garderoby. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z niej. Moja głowa ponownie niesamowicie bardzo dawała o sobie znać, a przez całe ciało przechodziły dreszcze. Ocierając dłońmi ramiona, skierowałam się do pokoju brata. Weszłam do środka i zastałam tam Boo, który czytał książkę.
- Co ty tutaj robisz? - spytał, marszcząc brwi - jeszcze nie śpisz?
- Nie, już idę - mruknęłam, wskakując na łóżko.
Przykryłam się pod sam czubek nosa, zerkając na Louisa.
- Zaśpiewaj mi coś - powiedziałam nagle.
Chłopak odłożył książkę i położył się koło mnie. Chwilę zastanawiał się i w końcu zaczął śpiewać.
If I don't say this now I will surely break
As I'm leaving the one I want to take
Forgive the urgency but hurry up and wait
My heart has started to separate
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
There now, steady love, so few come and don't go
Will you won't you, be the one I always know
When I'm losing my control, the city spins around
You're the only one who knows, you slow it down
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
And I'll look after you
If ever there was a doubt
My love she leans into me
This most assuredly counts
I say most assuredly
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
after you
Oh, oh
Be my baby
Oh,
It's always have and never hold
You've begun to feel like home
What's mine is yours to leave or take
What's mine is yours to make your own
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby,
Oh,
Oh, oh,
Be my baby,
Oh*
Wraz z końcem piosenki, moje powieki stały się cięższe. Poczułam jeszcze tylko lekki pocałunek w policzek i zasnęłam w głęboki sen.
*The Fray - Look After You
Rozdział, który dodałam wczoraj to rozdział 46, tak? Wcześniejszy usunęłam przez przypadek, więc postanowiłam napisać go jeszcze raz. Nie mogłam zostawić luki, bo jakby to wyglądało? Jest 45, nie ma 46, jest 47. Dziwnie, c'nie? I nikt by nie wiedział, co by się działo w 46. Więc jest on dalszą częścią rozdziału 45. Rozumiecie już? Błagam napiszcie, że tak, bo nie wiem jak inaczej wam to wytłumaczyć..
Następna sprawa, czyli jedno, wielkie WOW. Ponad 61k wejść na mojego bloga. Nie wiem co powiedzieć, bo jestem kurewsko tym zaskoczona i zdezorientowana. Nigdy nie sądziłam, że dobije do 10k wejść i, że to opowiadanie przypadnie komuś do gustu, a tu proszę, spodobało Wam się. Jestem tym naprawdę wstrząśnięta, bo moim zdaniem istnieje pierdylion lepszych opowiadań, a mają o wiele mniej wejść od mojego bloga. Naprawdę dziękuję za każde wejście. Kocham Was. ♥
Po za tym sprawa, którą Was zamęczam i będę zamęczała, czyli komentarze! Proszę o komentowanie, bo to dla mnie naprawdę ważne. Jest kilkanaście osób, które regularnie dodają komentarze, za co bardzo dziękuję, ale co z innymi? Hm? Dowiem się? Nie proszę o tak wiele, tylko o JEDEN komentarz od KAŻDEJ OSOBY, która przeczytała rozdział. Nie sądzę, że to jest za trudne dla Was, więc nic nie szkodzi, żebyście dodali ten komentarz.
Założyłam zakładkę "informowani". Jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych rozdziałach, napiszcie tam swój twitterowy nick, a zostanie dodany na listę.
I ten "łeścik" to mój piesek. Tak naprawdę to jest West Higland White Terrier, ale ja go nazywam "łeścik" c;
Weszłam do domu i nawet nie zdążyłam się rozebrać, a koło mnie zmaterializowali się chłopaki. Zdjęłam moje emu i spojrzałam na nich.
- Niki, mój szkrabie, tak bardzo cię przepraszam! Nie chciałem, żebyś była chora! Wybacz mi! - zawołał Zayn.
Machnęłam na niego ręką i chciałam przejść koło nich, żeby spokojnie dostać się do mojego pokoju i zakopać się w ciepłej kołdrze, ale moją próbę przedostania się na górę, zepsuł Liam, łapiąc w pasie.
- Nie idziesz na górę, nie po to przez ostanie pół godziny przynieśliśmy do salonu kołdry, poduszki i kilka innych dupereli, żebyś ty szła na górę - oznajmił, niosąc mnie do dużego pokoju.
Zaraz za nami szła pielgrzymka tzn. Niall, Zayn, Harry i Louis. Payne postawił mnie koło kanapy, po czym kazał zdjąć kurtkę i położyć się na kanapie, którą specjalnie dla mnie rozłożyli. Brunet opatulił mnie szczelnie dwoma kołdrami, a następnie położył się koło mnie.
- Jadę do marketu, a wy w tym czasie zajmijcie się Niki. Na korytarzu zostawiłem reklamówkę z zupą dla niej. Podgrzejcie ją jej i ma ją zjeść, a później ma wziąć inhalacje - rozkazał brat.
Payne, Horan i Styles pokiwali posłusznie głowami, a Malik odszedł na korytarz, drąc się, że jedzie z Tommo, bo chce coś kupić. Boo nachylił się nade mną, po czym cmoknął w czoło.
- Będę za góra trzy godziny, pa skarbie - uśmiechnął się lekko, a następnie wyszedł.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi, czyli zostałam sama z Niallerem, Harry'm i Liaśem.
- No to, moja malutka, idę ci podgrzać zupkę. Będzie za około 10 minut - powiedział Loczek, wybiegając z salonu.
Farbowany blondyn uśmiechnął się do mnie, a następnie położył się po mojej prawej stronie, włączając w telewizji jakieś bajki. Uwielbiam je oglądać, ale teraz, kiedy źle się czuję, nie mam ochoty patrzeć w ten karton, który sprawia, że w głowie mi się kręci. Pokręciłam się trochę, próbując znaleźć odpowiednią pozycję, by spokojnie zasnąć. W końcu stanęło na tym, że leżałam z głową na brzuchu niebieskookiego. Już prawie odpłynęłam do krainy Morfeusza, kiedy do salonu wleciał Harry z miską w ręce. Usiadł mi w nogach i kazał mi się podnieść. Na początku nie reagowałam na jego prośby, ale w końcu pragnąc, żeby przestał mówić, usiadłam, opierając się plecami o ramię Payne'a.
- Otwórz buziunię, leci samolocik - zaświergotał Loczek, nakładając na łyżkę trochę rosołu.
Otworzyłam usta, a on włożył do nich łyżkę. Nawet nie zdążyłam zjeść, a kolejna łyżka z zupą wylądowała w mojej buzi. Zaczęłam się krztusić nadmiarem zupy, aż w końcu wyplułam wszystko na Niallera.
- Przepraszam Nialler - uśmiechnęłam się niewinnie.
Chłopak uformował usta w złośliwym uśmiechu, a następnie zbliżył się i beknął mi w twarz.
- Ty obrzydliwcu! To nie było specjalnie! - warknęłam, a następnie poczułam jak zawartość mojego żołądka chce wydostać się na zewnątrz.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Nachyliłam się nad toaletą i zaczęłam wymiotować. Poczułam jak ktoś odgarnia moje włosy z twarzy i zawiązuje je w kitkę, a następnie głaszcze po plecach.
Kiedy już zwymiotowałam wszystko, co miałam w żołądku, na wstałam, odpychając się od kibelka.
- W porządku? - spytał Liam.
- A wygląda jakby było w porządku? - spytałam poirytowana.
Na chwiejących się nogach podeszłam do umywalki, gdzie umyłam twarz. Chciałam ominąć bruneta, ale ten mi to uniemożliwił, łapiąc za rękę, a następnie zaprowadzając z powrotem do salonu. Skrzywiłam się widząc tam Harry'ego, który majstrował coś przy inhalatorze.
- Gotowe! - krzyknął uradowany, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy grymas.
Liam popchnął mnie na kanapę. Przykryłam się kołdrą, zakrywając nią także głowę.
- Niki, wyłaź spod tej kołdry - usłyszałam zachrypnięty głos Styles'a - jak grzecznie przyłożysz maseczkę do ust to dostaniesz prezent ode mnie.
Zaciekawiona zdjęłam pociągnęłam kołdrę w dół, żebym mogła zobaczyć chłopaka.
- Jaką? - wymamrotałam w kołdrę.
- Dzisiaj byłem w markecie i kupiłem ci słodycze z Kinder. Od kinder delice, przez kinder country, po kinder choco-bounce.
Moje oczy się zaświeciły.
- Naprawdę? - spytałam nieśmiało, a chłopak pokiwał głową.
- To jak, umowa stoi? Powdychasz te krople, a w zamian dam ci te wszystkie słodycze.
Wyjęłam rękę spod ciepłej kołdry i przyłożyłam do buzi maseczkę. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a następnie włączył urządzenie.
- To ja idę po słodycze - oznajmił, po czym wyszedł z pokoju.
***
- Skarbie, już skończyłaś? - spytał ponownie Harry.- Nie - wymamrotałam i ponownie pochyliłam się nad toaletą.
Zjedzenie tak wielkiej ilości słodyczy to nie był dobry pomysł. Od przeszło 10 minut siedzę w łazience i wymiotuję.
- Boże, Louis mnie zamorduje. Dlaczego ja ci dałem te pieprzone słodycze? - zadał pytani chłopak, głaszcząc mnie po plecach.
- Bo jesteś idiotą.
- Wiem to. Już dobrze?
- Tak. Chyba tak - uśmiechnęłam się krzywo.
Chłopak schylił się, a następnie wziął mnie na ręce. Zarzuciłam ręce wokół jego szyję, kładąc głowę na ramieniu. Loczek skierował się do kuchni, gdzie posadził mnie na wysepce. Podał mi zielony kubek z miętą. Niechętnie przyłożyłam naczynie do ust i wzięłam łyk. Przez cały czas zielonooki dokładnie mi się przyglądał. Wiedziałam, że zżera go poczucie winy, bo dzięki niemu kilka ostatnich minut spędziłam wymiotując, jednak moim zdaniem to też moja wina. Przecież równie dobrze mogłam ich nie jeść, po prostu zostawić na czas, kiedy będę już zdrowa. Jednak kiedy chciałam to zrobić, ukazała się moja samolubna strona. Nie chciałam, aby ktoś prócz mnie zjadł te słodkości, a doskonale zdawałam sobie sprawę, że kiedy ja ich nie zjem, zrobi to ktoś inny z domowników.
Pusty kubek odłożyłam na blat, a następnie zeskoczyłam z niego.
- To nie twoja wina - pocieszyłam Loczka, przytulając się do niego.
Chłopak westchnął i poprowadził mnie do salonu. Dookoła kanapy walały się papierki po słodyczach z firmy Kinder. Niedobrze mi się zrobiło, widząc je wszystkie. Loczek nie przejmując się niczym, ułożył mnie na sofie, sam kładąc się koło mnie. Przykrył nas kołdrą, a następnie jego ramie oplotło moje ciało.
- Idź spać - mruknął mi we włosy.
Posłusznie zamknęłam oczy, zdając sobie sprawę jak bardzo zmęczona jestem przez tą chorobę. Wtuliłam głowę w poduszkę i odpłynęłam w krainę snu.
***
- Bardzo mądrze, Harry. Nie można cię z nią zostawiać nawet na kilka godziny, bo od razu robisz jakieś głupie rzeczy! Nie pamiętasz jak kiedyś była chora i jak wymiotowała po jednej czekoladzie? To ja już wolę nie wiedzieć co teraz się z nią działo! - obudził mnie groźny głos Louis.- Zapomniałem! Poza tym nie wiedziałem jak ją zmusić do przyłożenia tej maseczki do buzi! Musiałem ją jakoś zaszantażować!
- To nie jest powód do tego, żeby dawać jej słodycze - burknął brat.
Nie wiedziałam czy otworzyć, czy dalej udawać, że śpię. Po głębszym zastanowieniu jednak usiadłam, otwierając oczy. Przecież Louis nie nakrzyczy na mnie, kiedy jestem chora. Chyba..
Rozejrzałam się dookoła. Harry siedział koło mnie na kanapie, Louis stał przed nami z rękoma opartymi na biodrach, a Zayn siedział w kącie pokoju i bawił się jakimś akwarium, w którym chyba był żółw. Tylko po co mu żółw? Niallera i Liama natomiast nie było. Może gdzieś wyszli?
Kiedy Louis zobaczył, że się obudziłam, przeniósł swój wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się niewinnie.
- To wina Harry'ego. Wystarczyłoby mi przynieść mojego pieska i bez problemu wzięłabym te inhalacje. Ale on wolał dać mi słodycze i jeszcze tak perfidnie mnie do nich namawiał - oznajmiłam.
Brunet wniósł oczy ku niebu, a raczej sufitowi, po czym westchnął. Ponownie spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko.
- No dobra, nie gniewam się.
- Ale ja się gniewam, do widzenia - syknął loczek i wyszedł z pokoju.
Niebieskooki wzruszył ramiona i zdejmując bluzę położył się koło mnie. Przyciągnął mnie do siebie tak, że leżałam z głową na jego brzuchu.
Już chciałam zamknąć oczy i ponownie zasnąć, kiedy przede mną pojawił się Zayn. Jęknęłam odwracając głowę w drugą stronę.
- No Niki, mam dla ciebie prezent na przeprosiny - burknął.
W trybie natychmiastowym odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Zauważyłam, że trzyma w dłoni tego żółwia, który jest obwiązany czerwoną wstążką.
- Przepraszam - Mulat uśmiechnął się, dając mi w ręce tego żółwia.
- O jejku, ale on słodki. Będzie się nazywał Franklin.
- Ale to jest dziewczynka - poinformował mnie czarnowłosy.
- To będzie transwestytą, wielkie mi halo - powiedziałam, kładąc żółwia na pościeli.
- Ona ma chyba dość wysoką gorączkę, bredzi - oznajmił chłopak, przykładając swoją rękę do mojego czoła, którą od razu strzepnęłam.
- Niki, zdejmij tego żółwia z kołdry, bo zaraz się zleje - mruknął Boo.
- O fu, za późno - mruknęłam, podnosząc nowego pupila - jaka wielka ta plama. On nie ma przypadkiem problemów z sikaniem? Wstrzymuje, wstrzymuje, a nagle bum i leje się z niego jak z dziewczyny, która ma okres.
Moje zdziwienie przemieniło się w rozbawienie, kiedy żółw ponownie zaczął sikać. Trzymałam go pionowo w stronę Louisa, więc fontanna leciała na niego.
- Niki, weź go - krzyknął brunet.
Obróciłam go trochę i tym razem substancja leciała na Zayna. Chłopak nic nie powiedział. Zamiast tego zrobił groźną minę, przez którą od razu włożyłam Franklina do jego akwarium.
- Wiecie, ja chyba już pójdę. Jest już dosyć późno i jestem zmęczona. Dobranoc - powiedziałam niepewnie.
Wstałam na ziemie i od razu zakręciło mi się w głowie. Zupełnie zapomniałam, że jestem chora. Chwytając w ręce akwarium z Franklinem, szybko poszłam do mojego pokoju. Ze zdziwieniem zobaczyłam mojego psa, rozwalonego na łóżku. Położyłam akwarium na ziemi koło drzwi od garderoby. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z niej. Moja głowa ponownie niesamowicie bardzo dawała o sobie znać, a przez całe ciało przechodziły dreszcze. Ocierając dłońmi ramiona, skierowałam się do pokoju brata. Weszłam do środka i zastałam tam Boo, który czytał książkę.
- Co ty tutaj robisz? - spytał, marszcząc brwi - jeszcze nie śpisz?
- Nie, już idę - mruknęłam, wskakując na łóżko.
Przykryłam się pod sam czubek nosa, zerkając na Louisa.
- Zaśpiewaj mi coś - powiedziałam nagle.
Chłopak odłożył książkę i położył się koło mnie. Chwilę zastanawiał się i w końcu zaczął śpiewać.
If I don't say this now I will surely break
As I'm leaving the one I want to take
Forgive the urgency but hurry up and wait
My heart has started to separate
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
There now, steady love, so few come and don't go
Will you won't you, be the one I always know
When I'm losing my control, the city spins around
You're the only one who knows, you slow it down
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
And I'll look after you
If ever there was a doubt
My love she leans into me
This most assuredly counts
I say most assuredly
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
after you
Oh, oh
Be my baby
Oh,
It's always have and never hold
You've begun to feel like home
What's mine is yours to leave or take
What's mine is yours to make your own
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby,
Oh,
Oh, oh,
Be my baby,
Oh*
Wraz z końcem piosenki, moje powieki stały się cięższe. Poczułam jeszcze tylko lekki pocałunek w policzek i zasnęłam w głęboki sen.
*The Fray - Look After You
Rozdział 46
Usunęłam przez pierdolony przypadek 46 rozdział i jestem, kurwa, naprawdę, w chuj bardzo, zdenerwowana, co widać po tych pierdolonych przekleństwach. Przepraszam, ale kurwa, naprawdę teraz tylko one mi chodzą po mojej popierdolonej głowie. Postanowiłam, że nie może nie być na blogu 46 rozdziału, dlatego go napisałam jeszcze jeden pierdolony raz. Mimo, że nie jest napisany dokładnie tak jak poprzedni, mam nadzieję, że chociaż odrobinę wam się spodoba. Piszę go na szybko, więc mogą wystąpić jakieś błędy.
Rozdział 49 jest już prawie napisany. Dodam go w jak najbliższym czasie.
- Nie musiałaś go od razu bić! - syknął Louis ciągnąc mnie do pokoju.
Mimo iż na początku był zmieszany i zdezorientowany, kiedy tylko się przebrał, nakrzyczał na mnie. Miał pretensję, że źle się zachowuję i robię mu wstyd przez rodzinami chłopaków, ale przecież to nie moja wina. To Sean wszystko zaczął i dostał za swoje.
- Musiałam, bo jest głupkiem. Jakby mi nie dokuczał to nic by mu nie było. Nie rozumiem o co masz do mnie pretensje, ja tylko dałam mu nauczkę.
- Nie obchodzi mnie to, rozumiesz? Masz się dobrze zachowywać, bo inaczej dostaniesz szlaban i już nie będzie tak różowo.
- Oh, tak. To, że nie umiesz sobie poradzić z opieką nade mną to już nie moja wina. Cienias z ciebie - burknęłam, a chłopak na te słowa wzmocnił uchwyt.
- Nie pyskuj!
Otworzył drzwi i wepchnął mnie do środka. Obrażona usiadłam na łóżku, plecami do bruneta.
- Niki - usłyszałam już spokojny głos Tommo - musisz po prostu hamować swoją złość. Nie chcę codziennie wysłuchiwać jaka to ty niedobra jesteś. Nie mogę już bronić cię tym, że masz trudny okres, bo nasza rodzina umarła. Zrozum to.
- A myślisz, że ja nie próbowałam być milsza? Staram się, ale ty i tak będziesz miał pretensje.
Wstałam z łóżka i weszłam do łazienki, trzaskając drzwiami. Chciało mi się płakać. Przecież gdyby Sean mnie nie sprowokował, nie stałoby się zupełnie nic. Nie chciałam tego, po prostu emocje wzięły górę.
Weszłam do kabiny prysznicowej, uprzednio rozbierając się. Moja ciało zaczęła oblewać dosyć gorąca woda, jednak nie przejęłam się tym. Mam w zwyczaju brać gorące kąpiele, chociaż czasami wolę te chłodniejsze. Nalałam na dłoń trochę płynu, a następnie się umyłam ciało. Postałam jeszcze trochę w gorącej wodzie, po czym stanęłam na zimnych płytkach. Sięgnęłam po ręcznik, który wisiał na kaloryferze i owinęłam się nim, podchodząc do umywalki. Umyłam zęby, a następnie przeczesując mokre włosy palcami, weszłam do pokoju. Zdziwiłam się, kiedy nie zastałam tutaj Louisa, ale z drugiej strony, ulżyło mi. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jego kazań na mój temat. Spod poduszki wygrzebałam moją piżamę, po czym założyłam ją na siebie. Ręcznik rzuciłam na ziemie, a sama spojrzałam na stolik, który stał koło kanapy. Leżała na nim tacka z tostami i kubkiem z piciem. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do stoliczka. Zajrzałam do kubka, sprawdzając jego zawartość. Kakałko, i od razu chcę mi się uśmiechać. Na tace, pomijając żywność, leżała jeszcze jakaś kartka. Sięgnęłam po nią, a następnie rozłożyłam, czytając zawartość.
Przepraszam. Kocham cię.
Louis x
Uśmiechnęłam się, przygryzając lekko moją dolną wargę. Bez zastanowienia chwyciłam telefon do ręki i wysłałam wiadomość do Louisa.
Do: Mój Boo
Wysłano: 3 grudzień 2012, 11:35pm
Ja ciebie też kocham, Loueh <3
Z uśmiechem na ustach przeniosłam moją kolację na półkę koło łóżka. Położyłam się w nim, włączając jednocześnie telewizję. Nie zastanawiając się długo, włączyłam jakąś stację z bajkami. Zaciekawiona odcinkiem sięgnęłam po talerz z tostami.
Po zjedzonym posiłku odłożyłam talerz na półkę i wyłożyłam się wygodniej. Opatuliłam się dokładnie kołdrą, patrząc jak zaczarowana w telewizor, na którym leciała bajka "Scooby Doo i miecz Samuraja". Po kilku minutach moje oczy zaczęły się kleić. Usilnie próbowałam nie zasnąć, jednak ciepła kołdra i miękka poduszka powodowały, że moje zmęczenie wzięło górę i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Przyjmując tą wersję wydarzeń, wstałam z łóżka i poszłam prosto do łazienki. Stanęłam przed lustrem, a na mojej twarzy od razu pojawił się grymas spowodowany widokiem moich włosów. To nie był dobry pomysł, żeby spać w mokrych włosach. Teraz były one skołtunione i odstawały we wszystkie strony. Chwyciłam szczotkę i próbowałam uporządkować jakoś ten bałagan. W końcu, kiedy byłam już nieźle zdenerwowana, udało mi się je rozczesać i wyglądały prawie normalnie. Odetchnęłam z ulgą. Zadowolona wyszłam z łazienki, gdzie chwyciłam te ubrania. Sprawdzając w telefonie czy nie mam jakiejś wiadomości czy nieodebranego połączenia, wyszłam z pokoju w celu zjedzenia śniadania. Ku mojemu zdziwieniu nikt do mnie nie dzwonił, ani nie pisał. Spróbowałam się dodzwonić do chłopaków i dziewczyn, ale za każdym razem włączała się sekretarka. Trochę przestraszona weszłam do restauracji. Na śniadanie wybrałam tylko mleko z płatkami. Kiedy znalazłam wolne miejsce, jeszcze raz spróbowałam skontaktować się z resztą, jednak nadal nikt nie odbierał. Próbowałam siebie uspokoić tym, że może mają teraz ten wywiad i nie mogą odebrać, ale nie wychodziło mi to. Po za tym, skoro chłopaki mieliby ten wywiad to dlaczego dziewczyny nie odbierają? Przecież one na pewno nie są na antenie. Potrząsnęłam głową, chcąc odgonić złe myśli. Na pewno chłopaki teraz pracują i dlatego nie odbierają telefonów, a dziewczyny może po prostu nie słyszą dzwonka. Po skończonym posiłku, wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zajęłam się oglądaniem telewizji, żeby się uspokoić.
Po kilku godzinach chłopaków i dziewczyn nadal nie było. Teraz to już naprawdę się bałam, ale dalej wmawiałam sobie, że pracują. Naprawdę miałam taką nadzieję, dopóki nie natknęłam się na wiadomości, w których pokazali chłopaków, Perrie, Danielle i Eleanor. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że na dole ekranu, wielkimi literami pisało "Zespół wrócił do Anglii". Moje ciało w tamtym momencie zdrętwiało. Trzęsącymi się dłońmi, chwyciłam iPhone'a do ręki i wybrałam numer Louisa. Tym razem odebrał po 4 sygnale.
- Niki? Nie rozumiem po co do mnie dzwonisz, skoro jesteśmy na tym samym lotnisku i możesz mi to normalnie powiedzieć, a nie przez telefon - powiedział zdziwiony.
- Naprawdę? Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jeszcze się nie zorientowałeś, że mnie nie ma na tym głupim lotnisku? Jaki z ciebie brat, skoro dalej nie zauważyłeś, że mnie nie było w samolocie razem z wami? - wylałam z siebie potok pytań.
- Jak to nie ma ciebie na lotnisku? Przecież widziałem ciebie w samolocie!
- No to masz naprawdę wielkiego kaca, bo ja, do cholery, siedzę w moim hotelowym pokoju! - krzyknęłam spanikowana.
- To niemożliwe! Liam wczoraj nic nie wypił, miał cię wziąć do samochodu - wytłumaczył.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, a brat zaczął wołać brązowookiego i ten dopiero teraz sobie przypomniał, że miał mnie obudzić i przetransportować do auta.
- Jesteś największym frajerem jakiego znam! Jak można zapomnieć o własnej siostrze?! - krzyknęłam w momencie, kiedy po moich policzkach poleciały pierwsze łzy.
- Nie płacz, mała. Zaraz załatwię ci szybki powrót do domu.
- Łatwo ci mówić, bo to nie ty jesteś sam jak patyk w Nowym Yorku!
- Spokojnie, załatwię ci lot powrotny do domu. Nie bój się, niedługo będziesz w domu - rozłączył się.
Zdenerwowana i przestraszona jednocześnie rzuciłam telefon na podłogę, a sama położyłam się na łóżku, zalewając się łzami.
Po kilku minutach, telefon zaczął dzwonić. Niechętnie sięgnęłam po niego. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił brat.
- Co? - spytałam pociągając nosem.
- Szykuj się, za 20 minut masz prywatny samolot do domu. Przy recepcji będą czekać dwóch ochroniarzy, którzy przetransportują cię do samolotu, a w Londynie będzie na ciebie czekał Paul i jakiś jeszcze ochroniarz. A ja.. ja naprawdę przepraszam - ostatnie zdanie chłopak wyszeptał i nie czekając na moją odpowiedź, rozłączył się.
Bez zastanowienia, wstałam. Powrzucałam na szybko wszystkie moje rzeczy do walizki i pobiegłam na hol, uprzednio zamykając pokój. Bez żadnych wyjaśnień rzuciłam kartkę w panią recepcjonistkę, która obrzuciła mnie złym spojrzeniem. Nie przejmując się nią, rozejrzałam się za ochroniarzami. Przygryzłam wargę, kiedy nie mogłam ich dojrzeć. Miałam ochotę ponownie się rozpłakać, kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Przede mną stało dwóch wysokich i dobrze zbudowanych, łysych facetów. Niby nie wyglądali na osoby, którym można zaufać, poczułam się trochę bezpieczniej. Już wolę być z dwoma gorylami niż sama w tym wielkim mieście.
- Chodź Nicola, samochód już czeka - powiedział jeden z nich.
Wziął ode mnie walizkę i poszedł przodem. Natomiast drugi ochroniarz szedł za mną. Tak jak myślałam, przed hotelem koczowało kilkanaście-kilkadziesiąt dziewczyn. Niechętnie przeszłam przez drzwi, nie miałam teraz jakieś szczególnej ochoty na spotkanie jakiś rozwrzeszczanych fanek mojego brata. Na szczęście koło mnie cały czas kroczyli ochroniarze, którzy nie dopuścili do mnie ani na metr nikogo z nich.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy znalazłam się w samochodzie. Przetarłam twarz rękoma, a następnie odblokowałam telefon. Miałam jedną nieprzeczytaną wiadomość.
Od: Leeyum
Data: 4 grudzień 2012, 17:19
Naprawdę przepraszam, słońce. Nie chciałem o tobie zapomnieć. Wybacz :(
Westchnęłam, zastanawiając się, co mu odpisać. W końcu schowałam telefon do kieszeni, nic do niego nie pisząc. Przecież nie mogłam tak po prostu napisać mu, że się nie gniewam, bo się gniewam. Rozumiem zapomnieć jakiejś rzeczy, drobiazgu, ale człowieka? Nigdy nie zrozumiem tego. Było ich 9 z Paul'em, nikt o mnie nie pamiętał.
Oparłam głowę o szybę, zamykając oczy. Chcę już być w domu, zaszyć się w moim pokoju i nikogo do niego nie wpuścić.
- Ej, mała, wszystko w porządku? - usłyszałam głos jednego ochroniarza.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jeden mężczyzn, przecisnął głowę pomiędzy fotele i patrzy na mnie uśmiechając się miło.
- Tak.. Nie.. Chyba.. Nie.. Nie wiem - mówiłam kompletnie bez sensu, na co ochroniarz się zaśmiał.
- Spokojnie, za kilka godzin będziesz z powrotem w Londynie i wszystko będzie jak po staremu.
- Nie wątpię - wymamrotałam bawiąc się rąbkiem bluzy.
Ochroniarz uśmiechnął się pokrzepująco, a następnie odwrócił z powrotem do przodu. Przez resztę drogi panowała kompletna cisza, przerywana raz po raz szumieniem radia.
Wyszłam z samochodu, kiedy tylko zatrzymaliśmy się przy lotnisku. Ku mojemu niezadowoleniu, tutaj też stali fani chłopaków. Ochroniarze skutecznie odgrodzili mnie od nich. Szybkim krokiem przeszliśmy do środka pomieszczenia. Mężczyźni odprowadzili mnie pod sam samolot. Niepewnie weszłam po schodach do środka wielkiej maszyny. Trochę bałam się lecieć samolotem, co ja mówię, ja srałam w gacie, myśląc, że na pokładzie oprócz mnie i załogi samolotu nikogo więcej nie będzie.
Kiedy tylko weszłam do środka wielkiej maszyny, zauważyłam stewardessę. Uśmiechnęła się do mnie miło.
- Dzień dobry. Proszę zająć miejsce i zapiąć pasy. Zaraz startujemy.
Pokiwałam lekko głową i przeszłam na siedzenia. Usiadłam na jednym z nich i w mgnieniu oka się zapięłam. Wstrzymałam oddech, kiedy wzlecieliśmy w niebo. Nie lubię tego uczucia. Pilot ogłosił, że mogę odpiąć pasy, więc po lekkim zawahaniu, zrobiłam to.
Usiadłam w fotelu po turecku i sięgnęłam po jedną z gazet, które leżały na stoliczku obok. Resztę lotu zajęta byłam przeglądaniem i czytaniem artykułów zawartych w tych gazetach.
Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy pod dom. Ziewając co chwila szłam do drzwi, a za mną Paul. Weszłam do środka budynku i Louis, kiedy tylko mnie zobaczył, porwał mnie w swoje objęcia. Objęłam jego szyję, a on zaplótł ręce na moich plecach.
- Tak bardzo cię przepraszam, skarbie - mruknął, opierając podbródek o moją głowę.
- Już się nie gniewam, ale nie rób tak więcej - szepnęłam senna.
- Nigdy.
Wziął mnie na ręce i zaczął kierować na górę. Słyszałam głosy chłopaków, że przepraszają, że o mnie zapomnieli, ale nie miałam siły, żeby podnieść głowę i powiedzieć, że się nie gniewam.
Louis postawił mnie dopiero u siebie w pokoju. Zmienił moje ubrania na jakąś swoją koszulkę, sam był już w piżamie, czyli bokserkach. Wyłożyłam się wygodnie na jego łóżku, a on położył się koło mnie, przytulając mocno. Poczułam lekki pocałunek w czubek głowy, a następnie zasnęłam.
Rozdział 49 jest już prawie napisany. Dodam go w jak najbliższym czasie.
- Nie musiałaś go od razu bić! - syknął Louis ciągnąc mnie do pokoju.
Mimo iż na początku był zmieszany i zdezorientowany, kiedy tylko się przebrał, nakrzyczał na mnie. Miał pretensję, że źle się zachowuję i robię mu wstyd przez rodzinami chłopaków, ale przecież to nie moja wina. To Sean wszystko zaczął i dostał za swoje.
- Musiałam, bo jest głupkiem. Jakby mi nie dokuczał to nic by mu nie było. Nie rozumiem o co masz do mnie pretensje, ja tylko dałam mu nauczkę.
- Nie obchodzi mnie to, rozumiesz? Masz się dobrze zachowywać, bo inaczej dostaniesz szlaban i już nie będzie tak różowo.
- Oh, tak. To, że nie umiesz sobie poradzić z opieką nade mną to już nie moja wina. Cienias z ciebie - burknęłam, a chłopak na te słowa wzmocnił uchwyt.
- Nie pyskuj!
Otworzył drzwi i wepchnął mnie do środka. Obrażona usiadłam na łóżku, plecami do bruneta.
- Niki - usłyszałam już spokojny głos Tommo - musisz po prostu hamować swoją złość. Nie chcę codziennie wysłuchiwać jaka to ty niedobra jesteś. Nie mogę już bronić cię tym, że masz trudny okres, bo nasza rodzina umarła. Zrozum to.
- A myślisz, że ja nie próbowałam być milsza? Staram się, ale ty i tak będziesz miał pretensje.
Wstałam z łóżka i weszłam do łazienki, trzaskając drzwiami. Chciało mi się płakać. Przecież gdyby Sean mnie nie sprowokował, nie stałoby się zupełnie nic. Nie chciałam tego, po prostu emocje wzięły górę.
Weszłam do kabiny prysznicowej, uprzednio rozbierając się. Moja ciało zaczęła oblewać dosyć gorąca woda, jednak nie przejęłam się tym. Mam w zwyczaju brać gorące kąpiele, chociaż czasami wolę te chłodniejsze. Nalałam na dłoń trochę płynu, a następnie się umyłam ciało. Postałam jeszcze trochę w gorącej wodzie, po czym stanęłam na zimnych płytkach. Sięgnęłam po ręcznik, który wisiał na kaloryferze i owinęłam się nim, podchodząc do umywalki. Umyłam zęby, a następnie przeczesując mokre włosy palcami, weszłam do pokoju. Zdziwiłam się, kiedy nie zastałam tutaj Louisa, ale z drugiej strony, ulżyło mi. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jego kazań na mój temat. Spod poduszki wygrzebałam moją piżamę, po czym założyłam ją na siebie. Ręcznik rzuciłam na ziemie, a sama spojrzałam na stolik, który stał koło kanapy. Leżała na nim tacka z tostami i kubkiem z piciem. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do stoliczka. Zajrzałam do kubka, sprawdzając jego zawartość. Kakałko, i od razu chcę mi się uśmiechać. Na tace, pomijając żywność, leżała jeszcze jakaś kartka. Sięgnęłam po nią, a następnie rozłożyłam, czytając zawartość.
Przepraszam. Kocham cię.
Louis x
Uśmiechnęłam się, przygryzając lekko moją dolną wargę. Bez zastanowienia chwyciłam telefon do ręki i wysłałam wiadomość do Louisa.
Do: Mój Boo
Wysłano: 3 grudzień 2012, 11:35pm
Ja ciebie też kocham, Loueh <3
Z uśmiechem na ustach przeniosłam moją kolację na półkę koło łóżka. Położyłam się w nim, włączając jednocześnie telewizję. Nie zastanawiając się długo, włączyłam jakąś stację z bajkami. Zaciekawiona odcinkiem sięgnęłam po talerz z tostami.
Po zjedzonym posiłku odłożyłam talerz na półkę i wyłożyłam się wygodniej. Opatuliłam się dokładnie kołdrą, patrząc jak zaczarowana w telewizor, na którym leciała bajka "Scooby Doo i miecz Samuraja". Po kilku minutach moje oczy zaczęły się kleić. Usilnie próbowałam nie zasnąć, jednak ciepła kołdra i miękka poduszka powodowały, że moje zmęczenie wzięło górę i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
***
Rano obudziłam się i ze zdziwieniem zobaczyłam, że Niallera nie ma w łóżku, ani w pokoju. Czyżby już wstał? Może mieli dzisiaj jakiś wywiad i po prostu on i reszta zespołu musiała wstać wcześnie.Przyjmując tą wersję wydarzeń, wstałam z łóżka i poszłam prosto do łazienki. Stanęłam przed lustrem, a na mojej twarzy od razu pojawił się grymas spowodowany widokiem moich włosów. To nie był dobry pomysł, żeby spać w mokrych włosach. Teraz były one skołtunione i odstawały we wszystkie strony. Chwyciłam szczotkę i próbowałam uporządkować jakoś ten bałagan. W końcu, kiedy byłam już nieźle zdenerwowana, udało mi się je rozczesać i wyglądały prawie normalnie. Odetchnęłam z ulgą. Zadowolona wyszłam z łazienki, gdzie chwyciłam te ubrania. Sprawdzając w telefonie czy nie mam jakiejś wiadomości czy nieodebranego połączenia, wyszłam z pokoju w celu zjedzenia śniadania. Ku mojemu zdziwieniu nikt do mnie nie dzwonił, ani nie pisał. Spróbowałam się dodzwonić do chłopaków i dziewczyn, ale za każdym razem włączała się sekretarka. Trochę przestraszona weszłam do restauracji. Na śniadanie wybrałam tylko mleko z płatkami. Kiedy znalazłam wolne miejsce, jeszcze raz spróbowałam skontaktować się z resztą, jednak nadal nikt nie odbierał. Próbowałam siebie uspokoić tym, że może mają teraz ten wywiad i nie mogą odebrać, ale nie wychodziło mi to. Po za tym, skoro chłopaki mieliby ten wywiad to dlaczego dziewczyny nie odbierają? Przecież one na pewno nie są na antenie. Potrząsnęłam głową, chcąc odgonić złe myśli. Na pewno chłopaki teraz pracują i dlatego nie odbierają telefonów, a dziewczyny może po prostu nie słyszą dzwonka. Po skończonym posiłku, wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zajęłam się oglądaniem telewizji, żeby się uspokoić.
Po kilku godzinach chłopaków i dziewczyn nadal nie było. Teraz to już naprawdę się bałam, ale dalej wmawiałam sobie, że pracują. Naprawdę miałam taką nadzieję, dopóki nie natknęłam się na wiadomości, w których pokazali chłopaków, Perrie, Danielle i Eleanor. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że na dole ekranu, wielkimi literami pisało "Zespół wrócił do Anglii". Moje ciało w tamtym momencie zdrętwiało. Trzęsącymi się dłońmi, chwyciłam iPhone'a do ręki i wybrałam numer Louisa. Tym razem odebrał po 4 sygnale.
- Niki? Nie rozumiem po co do mnie dzwonisz, skoro jesteśmy na tym samym lotnisku i możesz mi to normalnie powiedzieć, a nie przez telefon - powiedział zdziwiony.
- Naprawdę? Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jeszcze się nie zorientowałeś, że mnie nie ma na tym głupim lotnisku? Jaki z ciebie brat, skoro dalej nie zauważyłeś, że mnie nie było w samolocie razem z wami? - wylałam z siebie potok pytań.
- Jak to nie ma ciebie na lotnisku? Przecież widziałem ciebie w samolocie!
- No to masz naprawdę wielkiego kaca, bo ja, do cholery, siedzę w moim hotelowym pokoju! - krzyknęłam spanikowana.
- To niemożliwe! Liam wczoraj nic nie wypił, miał cię wziąć do samochodu - wytłumaczył.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, a brat zaczął wołać brązowookiego i ten dopiero teraz sobie przypomniał, że miał mnie obudzić i przetransportować do auta.
- Jesteś największym frajerem jakiego znam! Jak można zapomnieć o własnej siostrze?! - krzyknęłam w momencie, kiedy po moich policzkach poleciały pierwsze łzy.
- Nie płacz, mała. Zaraz załatwię ci szybki powrót do domu.
- Łatwo ci mówić, bo to nie ty jesteś sam jak patyk w Nowym Yorku!
- Spokojnie, załatwię ci lot powrotny do domu. Nie bój się, niedługo będziesz w domu - rozłączył się.
Zdenerwowana i przestraszona jednocześnie rzuciłam telefon na podłogę, a sama położyłam się na łóżku, zalewając się łzami.
Po kilku minutach, telefon zaczął dzwonić. Niechętnie sięgnęłam po niego. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił brat.
- Co? - spytałam pociągając nosem.
- Szykuj się, za 20 minut masz prywatny samolot do domu. Przy recepcji będą czekać dwóch ochroniarzy, którzy przetransportują cię do samolotu, a w Londynie będzie na ciebie czekał Paul i jakiś jeszcze ochroniarz. A ja.. ja naprawdę przepraszam - ostatnie zdanie chłopak wyszeptał i nie czekając na moją odpowiedź, rozłączył się.
Bez zastanowienia, wstałam. Powrzucałam na szybko wszystkie moje rzeczy do walizki i pobiegłam na hol, uprzednio zamykając pokój. Bez żadnych wyjaśnień rzuciłam kartkę w panią recepcjonistkę, która obrzuciła mnie złym spojrzeniem. Nie przejmując się nią, rozejrzałam się za ochroniarzami. Przygryzłam wargę, kiedy nie mogłam ich dojrzeć. Miałam ochotę ponownie się rozpłakać, kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Przede mną stało dwóch wysokich i dobrze zbudowanych, łysych facetów. Niby nie wyglądali na osoby, którym można zaufać, poczułam się trochę bezpieczniej. Już wolę być z dwoma gorylami niż sama w tym wielkim mieście.
- Chodź Nicola, samochód już czeka - powiedział jeden z nich.
Wziął ode mnie walizkę i poszedł przodem. Natomiast drugi ochroniarz szedł za mną. Tak jak myślałam, przed hotelem koczowało kilkanaście-kilkadziesiąt dziewczyn. Niechętnie przeszłam przez drzwi, nie miałam teraz jakieś szczególnej ochoty na spotkanie jakiś rozwrzeszczanych fanek mojego brata. Na szczęście koło mnie cały czas kroczyli ochroniarze, którzy nie dopuścili do mnie ani na metr nikogo z nich.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy znalazłam się w samochodzie. Przetarłam twarz rękoma, a następnie odblokowałam telefon. Miałam jedną nieprzeczytaną wiadomość.
Od: Leeyum
Data: 4 grudzień 2012, 17:19
Naprawdę przepraszam, słońce. Nie chciałem o tobie zapomnieć. Wybacz :(
Westchnęłam, zastanawiając się, co mu odpisać. W końcu schowałam telefon do kieszeni, nic do niego nie pisząc. Przecież nie mogłam tak po prostu napisać mu, że się nie gniewam, bo się gniewam. Rozumiem zapomnieć jakiejś rzeczy, drobiazgu, ale człowieka? Nigdy nie zrozumiem tego. Było ich 9 z Paul'em, nikt o mnie nie pamiętał.
Oparłam głowę o szybę, zamykając oczy. Chcę już być w domu, zaszyć się w moim pokoju i nikogo do niego nie wpuścić.
- Ej, mała, wszystko w porządku? - usłyszałam głos jednego ochroniarza.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jeden mężczyzn, przecisnął głowę pomiędzy fotele i patrzy na mnie uśmiechając się miło.
- Tak.. Nie.. Chyba.. Nie.. Nie wiem - mówiłam kompletnie bez sensu, na co ochroniarz się zaśmiał.
- Spokojnie, za kilka godzin będziesz z powrotem w Londynie i wszystko będzie jak po staremu.
- Nie wątpię - wymamrotałam bawiąc się rąbkiem bluzy.
Ochroniarz uśmiechnął się pokrzepująco, a następnie odwrócił z powrotem do przodu. Przez resztę drogi panowała kompletna cisza, przerywana raz po raz szumieniem radia.
Wyszłam z samochodu, kiedy tylko zatrzymaliśmy się przy lotnisku. Ku mojemu niezadowoleniu, tutaj też stali fani chłopaków. Ochroniarze skutecznie odgrodzili mnie od nich. Szybkim krokiem przeszliśmy do środka pomieszczenia. Mężczyźni odprowadzili mnie pod sam samolot. Niepewnie weszłam po schodach do środka wielkiej maszyny. Trochę bałam się lecieć samolotem, co ja mówię, ja srałam w gacie, myśląc, że na pokładzie oprócz mnie i załogi samolotu nikogo więcej nie będzie.
Kiedy tylko weszłam do środka wielkiej maszyny, zauważyłam stewardessę. Uśmiechnęła się do mnie miło.
- Dzień dobry. Proszę zająć miejsce i zapiąć pasy. Zaraz startujemy.
Pokiwałam lekko głową i przeszłam na siedzenia. Usiadłam na jednym z nich i w mgnieniu oka się zapięłam. Wstrzymałam oddech, kiedy wzlecieliśmy w niebo. Nie lubię tego uczucia. Pilot ogłosił, że mogę odpiąć pasy, więc po lekkim zawahaniu, zrobiłam to.
Usiadłam w fotelu po turecku i sięgnęłam po jedną z gazet, które leżały na stoliczku obok. Resztę lotu zajęta byłam przeglądaniem i czytaniem artykułów zawartych w tych gazetach.
***
Zmęczona siedziałam z głową opartą o szybę. Znajdowałam się już w Londynie, z czego byłam bardzo szczęśliwa. Jednak trochę gorzej było z dojazdem do domu. Już przeszło 20 minut staliśmy w korku. Kocham Londyn, ale są minusy mieszkania tutaj i korki są jednym z nich. Ziewnęłam, zamykając oczy. Naprawdę chciało mi się spać, a nie zanosiło się, żebyśmy szybko dostali się do domu. Przez to zmęczenie przeszła mi nawet złość na chłopaków, byłam tylko smutna, że o mnie zapomnieli.Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy pod dom. Ziewając co chwila szłam do drzwi, a za mną Paul. Weszłam do środka budynku i Louis, kiedy tylko mnie zobaczył, porwał mnie w swoje objęcia. Objęłam jego szyję, a on zaplótł ręce na moich plecach.
- Tak bardzo cię przepraszam, skarbie - mruknął, opierając podbródek o moją głowę.
- Już się nie gniewam, ale nie rób tak więcej - szepnęłam senna.
- Nigdy.
Wziął mnie na ręce i zaczął kierować na górę. Słyszałam głosy chłopaków, że przepraszają, że o mnie zapomnieli, ale nie miałam siły, żeby podnieść głowę i powiedzieć, że się nie gniewam.
Louis postawił mnie dopiero u siebie w pokoju. Zmienił moje ubrania na jakąś swoją koszulkę, sam był już w piżamie, czyli bokserkach. Wyłożyłam się wygodnie na jego łóżku, a on położył się koło mnie, przytulając mocno. Poczułam lekki pocałunek w czubek głowy, a następnie zasnęłam.
sobota, 19 października 2013
Rozdział 48
Przepraszam za to, że długo nie dodawałam rozdziału, ale naprawdę miałam urwanie głowy. Szkoła, haftowanie, wycieczka całodniowa, przyjęcie z okazji urodzin przyjaciółki, zaczęłam przygotowania do bierzmowania, więc musiałam i nadal muszę chodzić do kościoła i tak jakoś wyszło. Naprawdę mało czasu siedzę na laptopie, co można wywnioskować po pustkach jakie są na moim koncie na tt.
Niestety rozdziały będą dodawane rzadziej, ale postaram się, żeby przynajmniej dwa zostały dodawane w ciągu miesiąca. Naprawdę głupio mi, ale III gim robi swoje. ;c
A co do komentarzy, jest jedna osoba, która dodaję kilka komentarzy w ciągu kilku minut, tylko zmienia jego treść. Nie wiem, czy ona myśli, że ja tego nie widzę czy coś, ale oooookej o.o Chciałabym, żeby więcej osób komentowało to opowiadanie. Codziennie na mojego bloga wchodzi około 300 osób, a komentarza nie zostawiają. Plus do tego jest ponad 60 obserwatorów i kilka ludzi, którzy czytają moje opowiadanie, a komentarzy jest około około 30 czy 40, zależy od rozdziału. Niektórzy pomyślą sobie, że to jest już dużo i, że od tej "sławy" mi się w głowię poprzewracało, ale mi naprawdę zależy na waszej opinii. Nie mówię, żebyście mi pisali jakąś litanię, ale jedno zdanie, wyraz wystarczy. :>
PS. A jak niektórzy nadal nie będą dodawać komentarzy to naślę na was mojego łeścika i on was zje!
Czy to możliwe, żeby w ciągu 15 minut lekcji matematyki moje samopoczucie spadło na samo dno? Najwidoczniej tak. Moja głowa jeszcze bardziej zaczęła boleć, ciągle dmuchałam nosa w chusteczkę, zbierało mi się na wymioty i cherlałam jak pies. Na dodatek dostałam jedynkę za odpowiedź. Broniłam się, że mnie przez ostatnie dni nie było i nic nie umiem, ale panią Bullock jakoś to nie przejęło. Nawet klasa próbowała mnie usprawiedliwić, jednak to nic nie dało. Musiałam jakieś głupie zadania z Pitagorasa rozwiązywać na tablicy. To znaczy "rozwiązywać" to jest pojęcie względne. Od zawsze nie rozumiem tego działu i jakoś nie widać, żeby to się zmieniło.
- Nicola, nie śpij! - ryknęła nagle nauczycielka, a moja głowa zaczęła pulsować.
Podniosłam ją z ławki i spojrzałam na kobietę.
- Nawet jakbym chciała to by mi się to nie udało. Kobieto, słyszałaś swój głos? Stado krów na pastwisku ładniej wyją niż ty gadasz - mruknęłam, czym widocznie rozbawiłam klasę.
Nauczycielka chciała coś odpowiedzieć, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Do środka wparował Louis, na którego widok dziewczyny i Jake zaczęli piszczeć, co przysporzyło ból głowy.
- Dzień dobry, ja ją zabieram, do widzenia - powiedział szybko Louis, przekładając mnie przez swoje ramię i wyszedł z klasy.
- Louis.. Louis, niedobrze mi - wymamrotałam zakrywając buzię przed wypuszczeniem pawia.
Korzystając z okazji, że przechodziliśmy obok łazienek, chłopak wparował do jednej i postawił koło sedesu. Nie miałam jakieś specjalnej ochoty, żeby trzymać swoją buzię nad szkolną toaletą, bo nie wiadomo co kto tutaj robił, no ale nie miałam innego wyjścia. Brat zebrał moje włosy, żebym ich nie pobrudziła, a ja.. a ja robiłam, to co w tej chwili robiłam.
- Już wszystko w porządku? - spytał brunet, kiedy usiadłam na zimnych kafelkach.
Pokręciłam głową, podpierając się o ścianę, żeby wstać. Boo od razu złapał mnie za rękę, aby mi pomóc. Umyłam jeszcze twarz i poszliśmy do samochodu. Położyłam głowę na desce rozdzielczej, słuchając brata, że mam szczęście, bo lekarz mnie przyjmie.
Od razu się skrzywiłam słysząc słowo "lekarz". Nigdy ich nie lubiłam przez fakt, że dosyć często lądowałam w szpitalu, a tamtejsi lekarze nie byli zbyt mili. Kiedy miałam 9 lat, pobierali mi krew. Lekarka zamiast mi o czymś miłym mówić, opowiadała ze szczegółami jak ta krew leci do strzykawki. Nic dziwnego, że tam padłam.
- Niki, wysiadaj, już jesteśmy - usłyszałam głos chłopaka, a następnie wyskoczył z auta.
Podniosłam głowę w stronę budynku. Był cały szary, a nad wejściem wielkimi, niebieskimi literami pisało "przychodnia".
- Nigdzie nie idę - powiedziałam z grymasem na twarzy.
Drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Wyłaź.
- Nie chcę, nie lubię ich.
- A ja nie lubię twojego zrzędzenia, a jakoś muszę je wytrzymywać. Wyłaź.
Robiąc smutną minę, wyszła z samochodu. Ukryłam twarz w kapturze i zaczęłam, niechętnie, kierować się do wejścia.
Kiedy tylko drzwi się otworzyły, poczułam zapach jaki jest zazwyczaj szpitalach i przychodniach. Od razu zachciało mi się wymiotować. Usiadłam na pierwszym lepszym krzesełku, a Louis gdzieś zniknął.
- Dzień dobry - koło mnie usiadły jakieś dwa moherowe berety.
Wstrzymałam oddech, ich zapach nie był zbyt ładny. Taka starość pomieszana z brzydkimi perfumami.
- A co ty tutaj, dziewczynko, robisz. Chora jesteś? - w moją stronę odwróciła się jedna babcia.
Wzięłam głęboki wdech, bo już nie wytrzymywałam bez powietrza, i od razu pożałowałam. Nie dosyć, że pachniała nie za ładnie to jeszcze jej oddech nie był najświeższy.
- Tak, trochę jestem. Przepraszam, muszę iść - powiedziałam pośpiesznie.
Wstałam z krzesła trochę zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie, i chwiejnym krokiem odeszłam od kobiet. Przechodziłam koło recepcji, gdzie zobaczyłam Louisa. Podeszłam do niego i wepchnęłam pomiędzy jego rękę, a tułów. Młoda kobieta za szklanym oknem dziwnie się na mnie spojrzała.
- Na co się gapisz? Nigdy nie widziałaś przytulającego się rodzeństwa?! - warknęłam na nią.
- Nikt cię nie uczył, żeby grzecznie się zachowywać względem obcych? - spytała mrożąc mnie wzrokiem.
- A co ty, kosmita?
- Co? - zadała pytanie zdezorientowana.
- Gówno, 1:0. Chodź Lou - pociągnęłam brata w prawą stronę.
- Druga strona, Niki.
- No przecież wiedziałam - prychnęłam, zawracając się.
Zatrzymałam się przy sali, którą wskazał mi Louis, po czym popchnęłam go lekko na ławeczkę i wdrapałam się na kolana. Brunet uśmiechnął się lekko w moją stronę, a następnie pstryknął w nos.
- Głupi jesteś? - spytałam, marszcząc go.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - zadał pytanie, a następnie sprzedał mi ćpaka.
- Louis, daj mi spokój.
- A jak nie to co? - tym razem złapał za obydwa uszy i ciągnął w boki.
- Daj mi spokój! - warknęłam zeskakując z nóg chłopaka i siadając obok.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, kiedy nagle usłyszałam jak ktoś puszcza bąka. Tym kimś był oczywiście Louis. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem, ale ten udawał jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
- Ty świnio! - krzyknęłam zatykając nos, by obronić się przed smrodem.
- Chcę ci przypomnieć, moja droga, świnia ma ogonek z tyłu, a ja mam z przodu!
Zazgrzytałam zębami rozzłoszczona głupotą mojego brata.
- Jesteś głupi. Nie odzywaj się do mnie.
Wstałam i usiadłam kilka metrów dalej od niego. Obrażona założyłam ręce na piersi i tępo patrzyłam się w białą ścianę.
Nagle drzwi od gabinetu się otworzyły. Z środka wyszły dwie kobiety. Pacjentka poszła korytarzem do wyjścia, a lekarka spojrzała w naszą stronę.
- Teraz do gabinetu poproszę Nicole Tomlinson - mruknęła, wchodząc do środka.
Zamiast wejść za nią, podniosłam rękę i oglądałam moje pomalowane na niebiesko paznokcie.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos Louisa, a następnie stanął koło mnie.
- Nie idę tam.
- Owszem, idziesz. Pośpiesz się, nie chcę tutaj całego dnia spędzić.
Nie zdążyłam odpowiedź, a z sali wyszła lekarka. Rozejrzała się po korytarzu, a jej wzrok zatrzymał się na mnie.
- Nicola, mogę prosić do gabinetu? - spytała.
- Nie.
- Tak to się bawić nie będziemy - bąknął brat.
Wziął mnie na ręce i posadził na kozetce w gabinecie. Wyszedł z niego, a lekarka zamknęła za nim drzwi. Stanęła koło biurka i zaczęła czytać jakieś papiery. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła mnie badać.
Po kilkunastu minutach nudzenia się, brat wszedł do auta. Spojrzał na mnie, a następnie odpalił samochód i wyjechał z parkingu przychodni.
- Nieźle się urządziłaś. Antybiotyk, inhalacje. Tylko pozazdrościć - odezwał się brat nie kryjąc ironii.
- To wina tamtej miękkiej frytki , a nie moja - bąknęłam.
- Ale coś musiałaś zrobić, że cię wrzucił do basenu.
- Ale ja nie pamię... A nie już pamiętam. Spoliczkowałam go - zaśmiałam się złowieszczo.
Louis okręcił głowę w moją stronę, kiwając nią w lewo i prawo.
- Jeszcze raz dowiem się, że kogoś spoliczkowałaś dostaniesz szlaban, zrozumiałaś? - powiedział sucho, wjeżdżając na parking, tym razem jakieś apteki - czekaj tutaj, zaraz wracam.
Wyskoczył z samochodu i skierował się w stronę budynku. Patrzyłam się jak kręci swoim dupskiem, a kiedy wszedł za drzwi zaczęłam się śmiać, jednak po chwili przestałam zważając na ból głowy. Rozłożyłam sobie fotel i wygodnie się na nim położyłam, kładąc ręce za głowę. Zamknęłam oczy z myślą, że może sobie zasnę, ale po chwili otworzyłam je, słysząc dźwięk robionego zdjęcia. Usiadłam na fotelu, dostrzegając, że koło moich drzwi stoi spora grupka fanek. Zasłoniłam oczy, kiedy kilka z nich zrobiły mi zdjęcia, oczywiście nie wyłączając flesza. Puknęłam palcem w czoło, przekazując im, żeby same to zrobiły, a następnie wyjęłam okulary przeciwsłoneczne Boo ze schowka. Założyłam je i ponownie położyłam się na fotelu.
Kiedy już prawie zasnęłam, fanki stojące koło samochodu zaczęły piszczeć jak szalone. Zazgrzytałam zębami, kiedy moja głowa zapulsowała. Złapałam się za czoło i zaczęłam je masować. Otworzyłam zezłoszczona oczy i rozejrzałam się dookoła. Grupka dziewczyn oblegała właśnie Louisa. Uśmiechnięty chłopak rozdawał autografy i robił zdjęcia. Nagle jego wzrok padł na mnie. Uśmiechnął się szeroko, a następnie przesłał mi buziaka, by po chwili jego uwaga ponownie została skierowana na fanki.
W końcu, jak dla mnie po wieczności, rozradowane fanki rozeszły się, a Louis mógł spokojnie wejść do ciepłego auta.
- Co ty taka zła? - spytał cmokając mnie w czerwony, gorący policzek.
- Bo jestem chora i chciałabym w końcu dojechać do domu, a nie stać na jakimś zapyziałym parkingu i czekać, aż zostaniesz uwolniony i będziemy w spokoju mogli odjechać.
- Nie przesadzaj, taka moja praca. Podjedziemy jeszcze do Maury po inhalator i prosto do domu.
- Ale to wygląda jakbyś miał w dupie fakt, że jestem chora - bąknęłam, a uśmiech zniknął z twarzy bruneta.
- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda! Martwię się, że jesteś chora, ale fani są dla mnie ważni! - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale ważniejsi ode mnie.
- Wiesz, lepiej już się zamknij i mnie nie denerwuj! Od tej twojej choroby, definitywnie w głowie ci się poprzewracało. Dobrze wiesz, że jesteś najważniejsza!
Fuknęłam pod nosem, odwracając głowę do szyby. Szybko poprawiłam fotel do pozycji siedzącej, a następnie założyłam ręce na piersi, a nogę na nogę. Wyglądałam jak naburmuszona panienka, ale przecież w tej chwili byłam naburmuszoną panienką, więc co się dziwić?
Niestety rozdziały będą dodawane rzadziej, ale postaram się, żeby przynajmniej dwa zostały dodawane w ciągu miesiąca. Naprawdę głupio mi, ale III gim robi swoje. ;c
A co do komentarzy, jest jedna osoba, która dodaję kilka komentarzy w ciągu kilku minut, tylko zmienia jego treść. Nie wiem, czy ona myśli, że ja tego nie widzę czy coś, ale oooookej o.o Chciałabym, żeby więcej osób komentowało to opowiadanie. Codziennie na mojego bloga wchodzi około 300 osób, a komentarza nie zostawiają. Plus do tego jest ponad 60 obserwatorów i kilka ludzi, którzy czytają moje opowiadanie, a komentarzy jest około około 30 czy 40, zależy od rozdziału. Niektórzy pomyślą sobie, że to jest już dużo i, że od tej "sławy" mi się w głowię poprzewracało, ale mi naprawdę zależy na waszej opinii. Nie mówię, żebyście mi pisali jakąś litanię, ale jedno zdanie, wyraz wystarczy. :>
PS. A jak niektórzy nadal nie będą dodawać komentarzy to naślę na was mojego łeścika i on was zje!
Czy to możliwe, żeby w ciągu 15 minut lekcji matematyki moje samopoczucie spadło na samo dno? Najwidoczniej tak. Moja głowa jeszcze bardziej zaczęła boleć, ciągle dmuchałam nosa w chusteczkę, zbierało mi się na wymioty i cherlałam jak pies. Na dodatek dostałam jedynkę za odpowiedź. Broniłam się, że mnie przez ostatnie dni nie było i nic nie umiem, ale panią Bullock jakoś to nie przejęło. Nawet klasa próbowała mnie usprawiedliwić, jednak to nic nie dało. Musiałam jakieś głupie zadania z Pitagorasa rozwiązywać na tablicy. To znaczy "rozwiązywać" to jest pojęcie względne. Od zawsze nie rozumiem tego działu i jakoś nie widać, żeby to się zmieniło.
- Nicola, nie śpij! - ryknęła nagle nauczycielka, a moja głowa zaczęła pulsować.
Podniosłam ją z ławki i spojrzałam na kobietę.
- Nawet jakbym chciała to by mi się to nie udało. Kobieto, słyszałaś swój głos? Stado krów na pastwisku ładniej wyją niż ty gadasz - mruknęłam, czym widocznie rozbawiłam klasę.
Nauczycielka chciała coś odpowiedzieć, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Do środka wparował Louis, na którego widok dziewczyny i Jake zaczęli piszczeć, co przysporzyło ból głowy.
- Dzień dobry, ja ją zabieram, do widzenia - powiedział szybko Louis, przekładając mnie przez swoje ramię i wyszedł z klasy.
- Louis.. Louis, niedobrze mi - wymamrotałam zakrywając buzię przed wypuszczeniem pawia.
Korzystając z okazji, że przechodziliśmy obok łazienek, chłopak wparował do jednej i postawił koło sedesu. Nie miałam jakieś specjalnej ochoty, żeby trzymać swoją buzię nad szkolną toaletą, bo nie wiadomo co kto tutaj robił, no ale nie miałam innego wyjścia. Brat zebrał moje włosy, żebym ich nie pobrudziła, a ja.. a ja robiłam, to co w tej chwili robiłam.
- Już wszystko w porządku? - spytał brunet, kiedy usiadłam na zimnych kafelkach.
Pokręciłam głową, podpierając się o ścianę, żeby wstać. Boo od razu złapał mnie za rękę, aby mi pomóc. Umyłam jeszcze twarz i poszliśmy do samochodu. Położyłam głowę na desce rozdzielczej, słuchając brata, że mam szczęście, bo lekarz mnie przyjmie.
Od razu się skrzywiłam słysząc słowo "lekarz". Nigdy ich nie lubiłam przez fakt, że dosyć często lądowałam w szpitalu, a tamtejsi lekarze nie byli zbyt mili. Kiedy miałam 9 lat, pobierali mi krew. Lekarka zamiast mi o czymś miłym mówić, opowiadała ze szczegółami jak ta krew leci do strzykawki. Nic dziwnego, że tam padłam.
- Niki, wysiadaj, już jesteśmy - usłyszałam głos chłopaka, a następnie wyskoczył z auta.
Podniosłam głowę w stronę budynku. Był cały szary, a nad wejściem wielkimi, niebieskimi literami pisało "przychodnia".
- Nigdzie nie idę - powiedziałam z grymasem na twarzy.
Drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Wyłaź.
- Nie chcę, nie lubię ich.
- A ja nie lubię twojego zrzędzenia, a jakoś muszę je wytrzymywać. Wyłaź.
Robiąc smutną minę, wyszła z samochodu. Ukryłam twarz w kapturze i zaczęłam, niechętnie, kierować się do wejścia.
Kiedy tylko drzwi się otworzyły, poczułam zapach jaki jest zazwyczaj szpitalach i przychodniach. Od razu zachciało mi się wymiotować. Usiadłam na pierwszym lepszym krzesełku, a Louis gdzieś zniknął.
- Dzień dobry - koło mnie usiadły jakieś dwa moherowe berety.
Wstrzymałam oddech, ich zapach nie był zbyt ładny. Taka starość pomieszana z brzydkimi perfumami.
- A co ty tutaj, dziewczynko, robisz. Chora jesteś? - w moją stronę odwróciła się jedna babcia.
Wzięłam głęboki wdech, bo już nie wytrzymywałam bez powietrza, i od razu pożałowałam. Nie dosyć, że pachniała nie za ładnie to jeszcze jej oddech nie był najświeższy.
- Tak, trochę jestem. Przepraszam, muszę iść - powiedziałam pośpiesznie.
Wstałam z krzesła trochę zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie, i chwiejnym krokiem odeszłam od kobiet. Przechodziłam koło recepcji, gdzie zobaczyłam Louisa. Podeszłam do niego i wepchnęłam pomiędzy jego rękę, a tułów. Młoda kobieta za szklanym oknem dziwnie się na mnie spojrzała.
- Na co się gapisz? Nigdy nie widziałaś przytulającego się rodzeństwa?! - warknęłam na nią.
- Nikt cię nie uczył, żeby grzecznie się zachowywać względem obcych? - spytała mrożąc mnie wzrokiem.
- A co ty, kosmita?
- Co? - zadała pytanie zdezorientowana.
- Gówno, 1:0. Chodź Lou - pociągnęłam brata w prawą stronę.
- Druga strona, Niki.
- No przecież wiedziałam - prychnęłam, zawracając się.
Zatrzymałam się przy sali, którą wskazał mi Louis, po czym popchnęłam go lekko na ławeczkę i wdrapałam się na kolana. Brunet uśmiechnął się lekko w moją stronę, a następnie pstryknął w nos.
- Głupi jesteś? - spytałam, marszcząc go.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - zadał pytanie, a następnie sprzedał mi ćpaka.
- Louis, daj mi spokój.
- A jak nie to co? - tym razem złapał za obydwa uszy i ciągnął w boki.
- Daj mi spokój! - warknęłam zeskakując z nóg chłopaka i siadając obok.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, kiedy nagle usłyszałam jak ktoś puszcza bąka. Tym kimś był oczywiście Louis. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem, ale ten udawał jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
- Ty świnio! - krzyknęłam zatykając nos, by obronić się przed smrodem.
- Chcę ci przypomnieć, moja droga, świnia ma ogonek z tyłu, a ja mam z przodu!
Zazgrzytałam zębami rozzłoszczona głupotą mojego brata.
- Jesteś głupi. Nie odzywaj się do mnie.
Wstałam i usiadłam kilka metrów dalej od niego. Obrażona założyłam ręce na piersi i tępo patrzyłam się w białą ścianę.
Nagle drzwi od gabinetu się otworzyły. Z środka wyszły dwie kobiety. Pacjentka poszła korytarzem do wyjścia, a lekarka spojrzała w naszą stronę.
- Teraz do gabinetu poproszę Nicole Tomlinson - mruknęła, wchodząc do środka.
Zamiast wejść za nią, podniosłam rękę i oglądałam moje pomalowane na niebiesko paznokcie.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos Louisa, a następnie stanął koło mnie.
- Nie idę tam.
- Owszem, idziesz. Pośpiesz się, nie chcę tutaj całego dnia spędzić.
Nie zdążyłam odpowiedź, a z sali wyszła lekarka. Rozejrzała się po korytarzu, a jej wzrok zatrzymał się na mnie.
- Nicola, mogę prosić do gabinetu? - spytała.
- Nie.
- Tak to się bawić nie będziemy - bąknął brat.
Wziął mnie na ręce i posadził na kozetce w gabinecie. Wyszedł z niego, a lekarka zamknęła za nim drzwi. Stanęła koło biurka i zaczęła czytać jakieś papiery. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła mnie badać.
***
Wyszłam z gabinetu kilkanaście lub kilkadziesiąt minut później - nie wiem dokładnie ile spędziłam tam czasu. Zaraz za mną szła lekarka. Louis, kiedy nas zobaczył, wstał z ławki i schował telefon do kieszeni. Kobieta podała mu kartkę, na której zapisała jakie mam brać lekarstwa, plus antybiotyk i inhalacje. No chyba nie. Nienawidzę brać inhalacji i nie dam się tak łatwo. Boo wysłuchał wszystkiego, co mówiła mu lekarka, a następnie wyszliśmy z budynku. Wsiadłam do samochodu, a Louis zaczął rozdawać autografy fanką, które jakimś sposobem dowiedziały się, gdzie jest jeden z ich idoli.Po kilkunastu minutach nudzenia się, brat wszedł do auta. Spojrzał na mnie, a następnie odpalił samochód i wyjechał z parkingu przychodni.
- Nieźle się urządziłaś. Antybiotyk, inhalacje. Tylko pozazdrościć - odezwał się brat nie kryjąc ironii.
- To wina tamtej miękkiej frytki , a nie moja - bąknęłam.
- Ale coś musiałaś zrobić, że cię wrzucił do basenu.
- Ale ja nie pamię... A nie już pamiętam. Spoliczkowałam go - zaśmiałam się złowieszczo.
Louis okręcił głowę w moją stronę, kiwając nią w lewo i prawo.
- Jeszcze raz dowiem się, że kogoś spoliczkowałaś dostaniesz szlaban, zrozumiałaś? - powiedział sucho, wjeżdżając na parking, tym razem jakieś apteki - czekaj tutaj, zaraz wracam.
Wyskoczył z samochodu i skierował się w stronę budynku. Patrzyłam się jak kręci swoim dupskiem, a kiedy wszedł za drzwi zaczęłam się śmiać, jednak po chwili przestałam zważając na ból głowy. Rozłożyłam sobie fotel i wygodnie się na nim położyłam, kładąc ręce za głowę. Zamknęłam oczy z myślą, że może sobie zasnę, ale po chwili otworzyłam je, słysząc dźwięk robionego zdjęcia. Usiadłam na fotelu, dostrzegając, że koło moich drzwi stoi spora grupka fanek. Zasłoniłam oczy, kiedy kilka z nich zrobiły mi zdjęcia, oczywiście nie wyłączając flesza. Puknęłam palcem w czoło, przekazując im, żeby same to zrobiły, a następnie wyjęłam okulary przeciwsłoneczne Boo ze schowka. Założyłam je i ponownie położyłam się na fotelu.
Kiedy już prawie zasnęłam, fanki stojące koło samochodu zaczęły piszczeć jak szalone. Zazgrzytałam zębami, kiedy moja głowa zapulsowała. Złapałam się za czoło i zaczęłam je masować. Otworzyłam zezłoszczona oczy i rozejrzałam się dookoła. Grupka dziewczyn oblegała właśnie Louisa. Uśmiechnięty chłopak rozdawał autografy i robił zdjęcia. Nagle jego wzrok padł na mnie. Uśmiechnął się szeroko, a następnie przesłał mi buziaka, by po chwili jego uwaga ponownie została skierowana na fanki.
W końcu, jak dla mnie po wieczności, rozradowane fanki rozeszły się, a Louis mógł spokojnie wejść do ciepłego auta.
- Co ty taka zła? - spytał cmokając mnie w czerwony, gorący policzek.
- Bo jestem chora i chciałabym w końcu dojechać do domu, a nie stać na jakimś zapyziałym parkingu i czekać, aż zostaniesz uwolniony i będziemy w spokoju mogli odjechać.
- Nie przesadzaj, taka moja praca. Podjedziemy jeszcze do Maury po inhalator i prosto do domu.
- Ale to wygląda jakbyś miał w dupie fakt, że jestem chora - bąknęłam, a uśmiech zniknął z twarzy bruneta.
- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda! Martwię się, że jesteś chora, ale fani są dla mnie ważni! - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale ważniejsi ode mnie.
- Wiesz, lepiej już się zamknij i mnie nie denerwuj! Od tej twojej choroby, definitywnie w głowie ci się poprzewracało. Dobrze wiesz, że jesteś najważniejsza!
Fuknęłam pod nosem, odwracając głowę do szyby. Szybko poprawiłam fotel do pozycji siedzącej, a następnie założyłam ręce na piersi, a nogę na nogę. Wyglądałam jak naburmuszona panienka, ale przecież w tej chwili byłam naburmuszoną panienką, więc co się dziwić?
niedziela, 6 października 2013
Rozdział 47
W końcu jest. Przepraszam, że tak długo nic nie dodaję, ale będziecie musieli się do tego przyzwyczaić. Jestem w III gimnazjum, więc mam jakieś głupie kółka przygotowujące do egzaminu, więc później wracam do domu. Poza tym muszę jeszcze lekcję odrobić i inne takie gówienka. Na laptopa też wchodzę dopiero wieczorem. Przepraszam.
Poza tym, chciałabym wam przypominać o komentarzach. Tego bloga obserwuję 60 osób i jeszcze jest kilka osób anonimów, ale jest naprawdę mało komentarzy. Dodatkowo codziennie jest około 300 wejść na bloga, a komentarzy nie dochodzi. A to wcale mnie nie motywuję do pisania. Naprawdę nic by się nie stało, gdybyście poświęcili tą minutkę i dodali jednego komentarza.
Obudziłam się czując jak coś mnie liże i podgryza po twarzy. Odganiałam to ręką, ale ile razy bym tego nie zrobiła, to coś wracało i dalej mi przeszkadzało w spaniu. Leniwie otworzyłam oczy i nad swoją głową zobaczyłam mojego pieska. Shila widząc, że już nie śpię zaczęła wesoło merdać ogonkiem i popiskiwać. Z uśmiechem na ustach usiadłam, a następnie położyłam psa na kolanach i zaczęłam się z nim bawić.
Poza tym, chciałabym wam przypominać o komentarzach. Tego bloga obserwuję 60 osób i jeszcze jest kilka osób anonimów, ale jest naprawdę mało komentarzy. Dodatkowo codziennie jest około 300 wejść na bloga, a komentarzy nie dochodzi. A to wcale mnie nie motywuję do pisania. Naprawdę nic by się nie stało, gdybyście poświęcili tą minutkę i dodali jednego komentarza.
Obudziłam się czując jak coś mnie liże i podgryza po twarzy. Odganiałam to ręką, ale ile razy bym tego nie zrobiła, to coś wracało i dalej mi przeszkadzało w spaniu. Leniwie otworzyłam oczy i nad swoją głową zobaczyłam mojego pieska. Shila widząc, że już nie śpię zaczęła wesoło merdać ogonkiem i popiskiwać. Z uśmiechem na ustach usiadłam, a następnie położyłam psa na kolanach i zaczęłam się z nim bawić.
- Jezu, ale ty przytyłaś, przydałoby się za ciebie wziąć - mruknęłam głaszcząc psa po brzuszku.
W tym samym czasie do pokoju wlazł Louis.
- Cześć słonko - posłał mi uśmiech - wstawaj, już po 7, się ubiorę i zrobię śniadanie. Co chcesz?
- Cześć Boo. Nie mogę zostać w domu zważając na wczorajsze okoliczności? Proszę.
- Nie, wypad z łóżka - powiedział grzebiąc w szafie.
Fuknęłam pod nosem, ale posłusznie wstałam z łóżka, zrzucając na ziemię psa. Wyszłam z pokoju i od razu gleba. Jęcząc pod nosem, przewróciłam się na plecy. Nad sobą zobaczyłam uśmiechniętego Zayna.
- Ty, ty.. ty pacholizaczu głupi - szybko wstałam i przewróciłam chłopaka, siadając na nim i okładając go pięściami - nudzi ci się?! Daj mi spokój!
- Mi się nudzi? To ty mnie dosiadłaś! - krzyknął rozbawiony.
Jego rozbawienie skończyło się w momencie, kiedy dostał ode mnie w policzek. Zrobił groźną minę, po czym zrzucił mnie z siebie i przerzucił przez ramię.
- Ty wredna, rozjechana cipo, ja ci pokażę - warknął.
Szamotałam się, próbując uwolnić się spod uścisku Malika, jednak nie dawałam rady. Mulat wyszedł do ogrodu, po czym podszedł do basenu.
- Nie Zayn, nie rób tego. Jest grudzień, nie wr... - nie dokończyłam, bo rzeczywiście wylądowałam w wodzie.
Wypłynęłam na powierzchnie, szczękając zębami. Woda naprawdę była lodowata. No, ale co się dziwić? Jest grudzień, temperatura poniżej zera, a on mnie wrzucił do wody! Jak tak w ogóle można? On ma naprawdę nierówno pod sufitem. Niech się na nogi leczy. Na głowę to już za późno. Niestety.
Popatrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał czarnowłosy, ale go tam nie było. Uciekł do domu.
Wyszłam z basenu i wolnym krokiem skierowałam się do domu. Złapałam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Nie dosyć, że wrzucił mnie do basenu to jeszcze zamknął drzwi na klucz! Idiota!
Objęłam się rękoma, kiedy zawiał zimny i silny wiatr. Stałam na dworze cała mokra i w samych majtkach i koszulce Louisa. Po krótkim zastanowieniu, wpadłam na pomysł, żeby wejść frontowymi drzwiami. Poszłam tam, jednak drzwi też były zamknięte. Nie zastanawiając się długo, zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył mi uśmiechnięty Nialler, ale kiedy zobaczyłam mnie zmarzniętą i mokrą zrzedła mu mina.
- Co ci się stało? - spytał wciągając mnie do domu - jesteś cała mokra i zimna. Kto ci to zrobił? - spytał zmartwiony i nie przejmując się moimi mokrymi ubraniami, mocno mnie przytulił.
- Z... Zay... Zayn.
- Mój Boże - mruknął pocierając moje ramiona, w celu ogrzania mnie - chodź się przebrać.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Postawił mnie na ziemi i zaszył się w mojej garderobie. Po chwili wrócił z ubraniami dla mnie.
- Idź do łazienki, wytrzyj i ubierz, dobrze? Ja ci zrobię herbaty.
Kiwnęłam głową i poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania, po czym wytarłam ciało ręcznikiem. Założyłam świeżą bieliznę i ubrania oraz wysuszyłam włosy.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z łazienki. Było mi już trochę cieplej. Zeszłam do kuchni, gdzie przy stole siedzieli Nialler, Louis i ten szympans - Malik.
- Już w porządku, Niki? Cieplej ci? Masz tu herbatkę - Louis posadził mnie sobie na kolanach, a następnie wepchnął mi do rąk kubek z ciepłą cieczą.
- Tak, tak, dziękuję - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem.
- To dobrze, masz 5 minut i jedziemy do szkoły.
- A muszę? Louis proszę, źle się czuję. Głowa mnie boli, mam chrypę. Zostaw mnie w domu.
- Nie Niki, jedziesz do szkoły. Najwyżej jak ci nie przejdzie to zadzwonisz do mnie i po ciebie przyjadę.
- Ale... - zaczęłam, jednak widząc wzrok brata umilkłam.
Po kilku minutach, brat poinformował mnie, że musimy już jechać. Niechętnie zeszłam z jego kolan i poszłam do samochodu szczelnie opatulona kurtką. Nie przejmowałam się żadną torbą ani plecakiem, bo zdawałam sobie sprawę, że zadzwonię po Louisa, żeby po mnie przyjechał, a poza tym te ważniejsze zeszyty leżą sobie w mojej szafce szkolnej, ale tak czy siak nie będę pisała, bo nie są one uzupełnione.
- Masz wszystko? - spytał Boo odpalając samochód.
- Powiedzmy - mruknęłam.
Chłopak już nie wgłębiał się w to co mam, a czego nie, na szczęście. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do szkoły. Wyszłam z auta i od razu buchnęło we mnie zimne powietrze.
- Jak będziesz się cały czas źle czuła, dzwoń, przyjadę! - krzyknął za mną brat.
- Sponio - odkrzyknęłam nawet się nie odwracając.
Weszłam do budynku. Od razu zrobiło mi się cieplej. Zaczęłam lekko skakać w celu oczyszczenia butów z piasku. Nagle przede mną wyskoczyła Gwendolyn, sprzątaczka.
- Szkoła to nie obora! Tu się zmienia buty! - ryknęła, zwracając uwagę uczniów.
- Niech pani uważa, jutro może już pani nie pracować w tej szkole - mruknęłam, nie mając ochoty wszczynać się w jakiekolwiek kłótnie.
Ominęłam ją, a za sobą usłyszałam śmiechy uczniów i wrzaski, że o wszystkim dowie się moja wychowawczyni i, że dostanę uwagę. Jeszcze jakby mi na tym zależało to byłoby dobrze.
Doszłam pod klasę fizyki i zobaczyłam Lilkę, która siedziała na podłodze.
- Hej - przywitałam się.
- Niki, w końcu jesteś! - wydarła się Carter, a następnie rzuciła się na mnie, przytulając mnie.
- No jestem, jestem, ale pewnie nie na długo. Malik mnie dziś do basenu wrzucił i chyba będę chora.
- Naprawdę? Błagam, nie rób mi tego! Nie wytrzymam tutaj bez ciebie! Wiesz jak się bez ciebie wynudziłam.
- Nie miej do mnie pretensji, tylko Malikowi skop tyłek.
- Tylko go spotkam, dostanie mu się ode.
- Oh, chciałabym to zobaczyć - zaśmiałam się.
- I zobaczysz, obiecuję ci to - powiedziała pewnie, a już po chwili zadzwonił dzwonek.
Weszłyśmy do klasy, gdzie zaczęła się lekcja plastyki. Pan Picket stanął na środku klasy i pierwsze co to ochrzanił mnie, że dalej paraduję w kurtce.
- No przepraszam bardzo, ale chora jestem i mi jest zimno, więc nie będę się rozbierała.
- Jak się jest chorym to się nie przychodzi do szkoły.
- To niech to pan powie mojemu bratu! - warknęłam przez co ból głowy się nasilił.
Nauczyciel nie wiedząc co odpowiedzieć, skończył konwersację, a ja spokojnie położyłam głowę na ławce i zamknęłam oczy. Zaczął coś opowiadać o jakiejś pracy w grupie, ale do końca nie wiem o co chodziło, bo się wyłączyłam.
- Carter, Clark, Houston, Tomlinson, obydwie Evansówny i Poolow pierwsza grupa... - reszty już nie słuchałam, nie miałam jakiejś szczególnej ochoty wiedzieć kto z kim jest w jednej grupie.
Usłyszałam szuranie krzeseł, a już po chwili koło mojej ławki pojawili się Derek, bliźniaczki Cassie i Faith, Jake i Luke.
Na samym początku złączyliśmy dwie ławki, żeby cały karton a3 się zmieścił.
- Musicie namalować jakiś portret. Obojętnie kto na nim ma być, byle by był portret. Z tego co wiem, nie macie dwóch pozostałych lekcji, więc na nich też będziecie rysować, jednak ja mam lekcję, więc kto inny będzie was pilnował. Zrozumiano? - po klasie rozniosły się jakieś pomruki - to do pracy!
- Kogo rysujemy? - spytałam.
- One Direction! - krzyknęły bliźniaczki, Lilly i Jake.
Ja, Derek i Luke zrobiliśmy załamane miny. Dlaczego akurat ich?
- Nie.
- No zgódźcie się, co wam szkodzi? Będzie fajnie! - powiedziała wesoło Faith.
- Poza tym jest czterech na trzech. Przegłosowane! - rzucił Jake.
Niezadowoleni zgodziliśmy się, żeby narysować ich portret. Wzięliśmy ołówki i zaczęliśmy rysować. Lilly rysowała Niallera, Derek i Luke Liama, ja Louisa, Cassie i Jake Harry'ego, a Faith Zayna.
Spojrzałam jak wszyscy zaczęli rysować i patrząc na ich kontury, stwierdziłam, że to nawet będzie fajne. Zdecydowanie nie wyjdą nam ładnie te rysunki, tylko jakieś szkarady, więc to będzie naprawdę zajebiste.
- Dobra, dzieciaki - do klasy wszedł nauczyciel - koniec rysowania. Teraz tylko sprawdzę wasze prace, ocenię je i jesteście wolni. Jednak pamiętajcie, że nie ma brzydkich rysunków. Wszystkie są na swój sposób ładne.
- Taa, to pan jeszcze nie widział naszego! - krzyknął Derek.
- Już patrzę - wziął dziennik do ręki i podszedł do naszej ławki, a widząc rysunek zaniemówił - oh, to... to jest bardzo... oryginalne? Nigdy nie widziałem takiego rysunku - mruknął - i mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę - powiedział pod nosem.
- Ej, słyszeliśmy to! - burknęła Cassie.
- No nic, dam wam po trójce, bo pomimo faktu, że to jest brzydkie... Inne, inne, przepraszam pomyliłem się to staraliście się - mówił wpisując oceny - chyba - dokończył tak dla siebie.
Odwrócił się na pięcie i poszedł sprawdzać inne prace.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz Na ekranie pisało "Boo <3". Bez zastanowienia odebrałam.
- Co? - burknęłam.
- Nadal źle się czujesz? - spytał chłopak po drugiej stronie.
- Tak.
- Wytrzymasz do końca lekcji.
- Nie wiem.
- Chcesz wrócić do domu?
- Tak.
- Przysłać kogoś po ciebie?
- Nie.
- Sam przyjechać?
- Tak.
- Będę za pół godziny - rozłączył się, chyba też nie jest już w najlepszym humorze.
Zadzwonił dzwonek, więc wstałam i wyszłam z klasy jako pierwsza. Idąc po korytarzu zrobiło mi się zimno, więc złapałam za suwak i zapięłam kurtkę. Poszłam pod klasę matematyki i położyłam się na parapecie.
- Co tak szybko wyszłaś z klasy? - koło mnie pojawiły się Lilly i bliźniaczki.
- Źle się czuję po prostu.
- No widać. Może zadzwoń po Louisa, niech cię zabierze do domu - odezwała się Faith.
- Będzie tutaj za jakieś pół godziny.
- I znowu mnie zostawisz? - spytała Lilly robiąc smutną minkę.
- Będziesz miała przecież towarzystwo.
- No właśnie, nie zostawimy się - uśmiechnęła się Cassie.
Resztę przerwy dziewczyny zaczęły o czymś gadać, a ja nieobecna siedziałam na parapecie.
Zadzwonił dzwonek, więc kiedy przyszła nauczycielka weszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce.
- Niki, wyglądasz jakby ci ptak na głowę nasrał - usłyszałam głos naszej wychowawczyni, a po klasie rozniósł się stłumiony chichot.
- Nie, tak tylko reaguję na panią - uśmiechnęłam się wrednie.
- Uwaga - warknęła kobieta.
- Sama pani zaczęła!
- Nie dyskutuj, młoda damo, bo zadzwonię do twojego brata - mruknęła otwierając zeszyt uwag.
- Ale z niej stara pruchwa - powiedziała Lilly.
- Wiem, najpierw się zaczyna, a później wstawia mi uwagę - odpowiedziałam.
- Dlaczego ja słyszę rozmowy? - wtrąciła się pani Bullock.
- Yyy... bo ma pani uszy? - zasugerował Luke, a uczniowie zaczęli się śmiać.
Spojrzałam na chłopaka, a ten uniósł kciuk do góry, na co się uśmiechnęłam. Widzę, że mam już kilka nowych kolegów i koleżanek. Odgarnęłam włosy z twarzy ciesząc się z tego powodu jak małe dziecko. Już nie jestem sama.
- Ty, ty.. ty pacholizaczu głupi - szybko wstałam i przewróciłam chłopaka, siadając na nim i okładając go pięściami - nudzi ci się?! Daj mi spokój!
- Mi się nudzi? To ty mnie dosiadłaś! - krzyknął rozbawiony.
Jego rozbawienie skończyło się w momencie, kiedy dostał ode mnie w policzek. Zrobił groźną minę, po czym zrzucił mnie z siebie i przerzucił przez ramię.
- Ty wredna, rozjechana cipo, ja ci pokażę - warknął.
Szamotałam się, próbując uwolnić się spod uścisku Malika, jednak nie dawałam rady. Mulat wyszedł do ogrodu, po czym podszedł do basenu.
- Nie Zayn, nie rób tego. Jest grudzień, nie wr... - nie dokończyłam, bo rzeczywiście wylądowałam w wodzie.
Wypłynęłam na powierzchnie, szczękając zębami. Woda naprawdę była lodowata. No, ale co się dziwić? Jest grudzień, temperatura poniżej zera, a on mnie wrzucił do wody! Jak tak w ogóle można? On ma naprawdę nierówno pod sufitem. Niech się na nogi leczy. Na głowę to już za późno. Niestety.
Popatrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał czarnowłosy, ale go tam nie było. Uciekł do domu.
Wyszłam z basenu i wolnym krokiem skierowałam się do domu. Złapałam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Nie dosyć, że wrzucił mnie do basenu to jeszcze zamknął drzwi na klucz! Idiota!
Objęłam się rękoma, kiedy zawiał zimny i silny wiatr. Stałam na dworze cała mokra i w samych majtkach i koszulce Louisa. Po krótkim zastanowieniu, wpadłam na pomysł, żeby wejść frontowymi drzwiami. Poszłam tam, jednak drzwi też były zamknięte. Nie zastanawiając się długo, zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył mi uśmiechnięty Nialler, ale kiedy zobaczyłam mnie zmarzniętą i mokrą zrzedła mu mina.
- Co ci się stało? - spytał wciągając mnie do domu - jesteś cała mokra i zimna. Kto ci to zrobił? - spytał zmartwiony i nie przejmując się moimi mokrymi ubraniami, mocno mnie przytulił.
- Z... Zay... Zayn.
- Mój Boże - mruknął pocierając moje ramiona, w celu ogrzania mnie - chodź się przebrać.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Postawił mnie na ziemi i zaszył się w mojej garderobie. Po chwili wrócił z ubraniami dla mnie.
- Idź do łazienki, wytrzyj i ubierz, dobrze? Ja ci zrobię herbaty.
Kiwnęłam głową i poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania, po czym wytarłam ciało ręcznikiem. Założyłam świeżą bieliznę i ubrania oraz wysuszyłam włosy.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z łazienki. Było mi już trochę cieplej. Zeszłam do kuchni, gdzie przy stole siedzieli Nialler, Louis i ten szympans - Malik.
- Już w porządku, Niki? Cieplej ci? Masz tu herbatkę - Louis posadził mnie sobie na kolanach, a następnie wepchnął mi do rąk kubek z ciepłą cieczą.
- Tak, tak, dziękuję - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem.
- To dobrze, masz 5 minut i jedziemy do szkoły.
- A muszę? Louis proszę, źle się czuję. Głowa mnie boli, mam chrypę. Zostaw mnie w domu.
- Nie Niki, jedziesz do szkoły. Najwyżej jak ci nie przejdzie to zadzwonisz do mnie i po ciebie przyjadę.
- Ale... - zaczęłam, jednak widząc wzrok brata umilkłam.
Po kilku minutach, brat poinformował mnie, że musimy już jechać. Niechętnie zeszłam z jego kolan i poszłam do samochodu szczelnie opatulona kurtką. Nie przejmowałam się żadną torbą ani plecakiem, bo zdawałam sobie sprawę, że zadzwonię po Louisa, żeby po mnie przyjechał, a poza tym te ważniejsze zeszyty leżą sobie w mojej szafce szkolnej, ale tak czy siak nie będę pisała, bo nie są one uzupełnione.
- Masz wszystko? - spytał Boo odpalając samochód.
- Powiedzmy - mruknęłam.
Chłopak już nie wgłębiał się w to co mam, a czego nie, na szczęście. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do szkoły. Wyszłam z auta i od razu buchnęło we mnie zimne powietrze.
- Jak będziesz się cały czas źle czuła, dzwoń, przyjadę! - krzyknął za mną brat.
- Sponio - odkrzyknęłam nawet się nie odwracając.
Weszłam do budynku. Od razu zrobiło mi się cieplej. Zaczęłam lekko skakać w celu oczyszczenia butów z piasku. Nagle przede mną wyskoczyła Gwendolyn, sprzątaczka.
- Szkoła to nie obora! Tu się zmienia buty! - ryknęła, zwracając uwagę uczniów.
- Niech pani uważa, jutro może już pani nie pracować w tej szkole - mruknęłam, nie mając ochoty wszczynać się w jakiekolwiek kłótnie.
Ominęłam ją, a za sobą usłyszałam śmiechy uczniów i wrzaski, że o wszystkim dowie się moja wychowawczyni i, że dostanę uwagę. Jeszcze jakby mi na tym zależało to byłoby dobrze.
Doszłam pod klasę fizyki i zobaczyłam Lilkę, która siedziała na podłodze.
- Hej - przywitałam się.
- Niki, w końcu jesteś! - wydarła się Carter, a następnie rzuciła się na mnie, przytulając mnie.
- No jestem, jestem, ale pewnie nie na długo. Malik mnie dziś do basenu wrzucił i chyba będę chora.
- Naprawdę? Błagam, nie rób mi tego! Nie wytrzymam tutaj bez ciebie! Wiesz jak się bez ciebie wynudziłam.
- Nie miej do mnie pretensji, tylko Malikowi skop tyłek.
- Tylko go spotkam, dostanie mu się ode.
- Oh, chciałabym to zobaczyć - zaśmiałam się.
- I zobaczysz, obiecuję ci to - powiedziała pewnie, a już po chwili zadzwonił dzwonek.
Weszłyśmy do klasy, gdzie zaczęła się lekcja plastyki. Pan Picket stanął na środku klasy i pierwsze co to ochrzanił mnie, że dalej paraduję w kurtce.
- No przepraszam bardzo, ale chora jestem i mi jest zimno, więc nie będę się rozbierała.
- Jak się jest chorym to się nie przychodzi do szkoły.
- To niech to pan powie mojemu bratu! - warknęłam przez co ból głowy się nasilił.
Nauczyciel nie wiedząc co odpowiedzieć, skończył konwersację, a ja spokojnie położyłam głowę na ławce i zamknęłam oczy. Zaczął coś opowiadać o jakiejś pracy w grupie, ale do końca nie wiem o co chodziło, bo się wyłączyłam.
- Carter, Clark, Houston, Tomlinson, obydwie Evansówny i Poolow pierwsza grupa... - reszty już nie słuchałam, nie miałam jakiejś szczególnej ochoty wiedzieć kto z kim jest w jednej grupie.
Usłyszałam szuranie krzeseł, a już po chwili koło mojej ławki pojawili się Derek, bliźniaczki Cassie i Faith, Jake i Luke.
Na samym początku złączyliśmy dwie ławki, żeby cały karton a3 się zmieścił.
- Musicie namalować jakiś portret. Obojętnie kto na nim ma być, byle by był portret. Z tego co wiem, nie macie dwóch pozostałych lekcji, więc na nich też będziecie rysować, jednak ja mam lekcję, więc kto inny będzie was pilnował. Zrozumiano? - po klasie rozniosły się jakieś pomruki - to do pracy!
- Kogo rysujemy? - spytałam.
- One Direction! - krzyknęły bliźniaczki, Lilly i Jake.
Ja, Derek i Luke zrobiliśmy załamane miny. Dlaczego akurat ich?
- Nie.
- No zgódźcie się, co wam szkodzi? Będzie fajnie! - powiedziała wesoło Faith.
- Poza tym jest czterech na trzech. Przegłosowane! - rzucił Jake.
Niezadowoleni zgodziliśmy się, żeby narysować ich portret. Wzięliśmy ołówki i zaczęliśmy rysować. Lilly rysowała Niallera, Derek i Luke Liama, ja Louisa, Cassie i Jake Harry'ego, a Faith Zayna.
Spojrzałam jak wszyscy zaczęli rysować i patrząc na ich kontury, stwierdziłam, że to nawet będzie fajne. Zdecydowanie nie wyjdą nam ładnie te rysunki, tylko jakieś szkarady, więc to będzie naprawdę zajebiste.
***
Do końca trzeciej lekcji zostało 20 minut, a nasza grupa już skończyła rysować. Siedziałam właśnie na krześle, a moja głowa, w celu oziębienia głowy, leżała na parapecie. W czasie rysowania też głowa mnie bolała, ale byłam zajęta, więc nie myślałam o tym, a teraz kiedy skończyliśmy rysować, moje myśli krążą właśnie tylko wokół tego. Reszta naszej drużyny stoi dookoła stolika i śmieje się ze swoich rysunków, ale nie ma się co dziwić. One wyszły naprawdę koszmarnie. Nigdy w życiu takich brzydali nie widziałam, a trzeba przyznać, że chłopaki od czasu do czasu zabierają do domu worki z listami do fanów i często w środku koperty są rysunki i nigdy takich szkarad nie było. Żeby je narysować trzeba mieć talent, a najwyraźniej nasza grupa go ma.- Dobra, dzieciaki - do klasy wszedł nauczyciel - koniec rysowania. Teraz tylko sprawdzę wasze prace, ocenię je i jesteście wolni. Jednak pamiętajcie, że nie ma brzydkich rysunków. Wszystkie są na swój sposób ładne.
- Taa, to pan jeszcze nie widział naszego! - krzyknął Derek.
- Już patrzę - wziął dziennik do ręki i podszedł do naszej ławki, a widząc rysunek zaniemówił - oh, to... to jest bardzo... oryginalne? Nigdy nie widziałem takiego rysunku - mruknął - i mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę - powiedział pod nosem.
- Ej, słyszeliśmy to! - burknęła Cassie.
- No nic, dam wam po trójce, bo pomimo faktu, że to jest brzydkie... Inne, inne, przepraszam pomyliłem się to staraliście się - mówił wpisując oceny - chyba - dokończył tak dla siebie.
Odwrócił się na pięcie i poszedł sprawdzać inne prace.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz Na ekranie pisało "Boo <3". Bez zastanowienia odebrałam.
- Co? - burknęłam.
- Nadal źle się czujesz? - spytał chłopak po drugiej stronie.
- Tak.
- Wytrzymasz do końca lekcji.
- Nie wiem.
- Chcesz wrócić do domu?
- Tak.
- Przysłać kogoś po ciebie?
- Nie.
- Sam przyjechać?
- Tak.
- Będę za pół godziny - rozłączył się, chyba też nie jest już w najlepszym humorze.
Zadzwonił dzwonek, więc wstałam i wyszłam z klasy jako pierwsza. Idąc po korytarzu zrobiło mi się zimno, więc złapałam za suwak i zapięłam kurtkę. Poszłam pod klasę matematyki i położyłam się na parapecie.
- Co tak szybko wyszłaś z klasy? - koło mnie pojawiły się Lilly i bliźniaczki.
- Źle się czuję po prostu.
- No widać. Może zadzwoń po Louisa, niech cię zabierze do domu - odezwała się Faith.
- Będzie tutaj za jakieś pół godziny.
- I znowu mnie zostawisz? - spytała Lilly robiąc smutną minkę.
- Będziesz miała przecież towarzystwo.
- No właśnie, nie zostawimy się - uśmiechnęła się Cassie.
Resztę przerwy dziewczyny zaczęły o czymś gadać, a ja nieobecna siedziałam na parapecie.
Zadzwonił dzwonek, więc kiedy przyszła nauczycielka weszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce.
- Niki, wyglądasz jakby ci ptak na głowę nasrał - usłyszałam głos naszej wychowawczyni, a po klasie rozniósł się stłumiony chichot.
- Nie, tak tylko reaguję na panią - uśmiechnęłam się wrednie.
- Uwaga - warknęła kobieta.
- Sama pani zaczęła!
- Nie dyskutuj, młoda damo, bo zadzwonię do twojego brata - mruknęła otwierając zeszyt uwag.
- Ale z niej stara pruchwa - powiedziała Lilly.
- Wiem, najpierw się zaczyna, a później wstawia mi uwagę - odpowiedziałam.
- Dlaczego ja słyszę rozmowy? - wtrąciła się pani Bullock.
- Yyy... bo ma pani uszy? - zasugerował Luke, a uczniowie zaczęli się śmiać.
Spojrzałam na chłopaka, a ten uniósł kciuk do góry, na co się uśmiechnęłam. Widzę, że mam już kilka nowych kolegów i koleżanek. Odgarnęłam włosy z twarzy ciesząc się z tego powodu jak małe dziecko. Już nie jestem sama.
sobota, 7 września 2013
Rozdział 45
Chciałam wam przypomnieć, że to jest TYLKO opowiadanie, więc nie wiem o co te sapy od tego anonimka. Jak jesteś taka odważna to napisz, ale kurde bez włączonego "anonimowy". Bo naprawdę w tym momencie, sorry not sorry, to trochę kompromitujące i żałosne. Sugerujesz, że skoro nie lubię Taylor to nie jestem Directioner? Bo ja dokładnie tak to zrozumiałam! I doskonale wiem, że nie każda Directioner, nie lubi Taylor no, ale błagam o odrobinę dystansu do siebie. Jeśli naprawdę nie chcesz tego czytać to nie wchodź na tą stronę. Ja nie będę zmuszała!
Zatrzymaliśmy się pod halą, w której chłopaki dziś wieczorem mieli dać koncert. Zauważyłam, że koło wejścia było pełno fanek. Drzwi się otworzyły.
- Harry, idziesz pierwszy. Wy czekajcie - powiedział ochroniarz.
Loczek wyskoczył z samochodu. Fanki widząc go zaczęły głośniej piszczeć i krzyczeć. Chłopak pomachał dziewczyną, a następnie wszedł za drzwi. Następny był Nialler, Louis, Zayn i Liam. Wszyscy pod ochroną ochroniarzy dostali się do budynku.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos jednego z ochroniarzy.
Wstałam z fotela cały czas patrząc w ekran telefonu. Przechodziłam już przez próg samochodu, kiedy ktoś postawił mi haka. Ochroniarz nie zdążył mnie złapać, więc runęłam na ziemie. W wielką kałuże. Wściekła podniosłam się i nie zwracając na nic uwagi weszłam do budynku trzaskając drzwiami. Zaczęłam iść korytarzem do garderoby.
- Co ci się stało? - usłyszałam zmartwiony głos brata.
- Gówno. A co myślałeś, że miód? To się słodko pomyliłeś! - warknęłam, a po chwili zaczęłam się śmiać.
- Co ty okres masz? Bo takie zmiany humoru - odezwał się Liam.
- To już nie twój interes! - krzyknęłam, przestając się śmiać.
- Tak, zdecydowanie ma okres - skwitował Nialler.
Obrażona usiadłam na kanapie, zupełnie nie przejmując się tym, że jestem cała brudna, i zaczęłam wpieprzać słodycze leżące na stoliczku.
- No i co się tak gapicie? - wycedziłam do chłopaków.
- Ona chyba naprawdę ma okres - usłyszałam szept Zayn'a.
- Zauważyłem - odszepnął mu Harry.
Zdenerwowana wstałam i wyszłam z garderoby, mijając w drzwiach dwie Mulatki. Po chwili jednak wróciłam. Wzięłam miskę słodyczy, wrzuciłam tam jeszcze kilka opakowań żelków i cukierków. Nie zwracając na wzrok wszystkich, pobiegłam usiąść na krzesełku, na widowni, gdzieś na samej górze.
Zmrużyłam gniewnie oczy, podnosząc głowę by spojrzeć na niego.
- Po co tu przyszedłeś? - burknęłam z ustami pełnymi jakimiś czekoladowymi przysmakami.
- Um... Chciałem się pogodzić - powiedział cicho.
- Ale ja nie chcę!
Wstałam z krzesełka i poszłam z powrotem do garderoby po drodze wyjadając słodycze z miski.
- Dalej jesteś naburmuszona? - odezwał się Louis, który grał w pingponga z Zayn'em.
- Tak.
Usiadłam na kanapie pomiędzy Niallerem, a Liamem. Wzięłam pilot do ręki i włączyłam jakieś bajki.
- Po co to włączyłaś? Oglądałyśmy tamto! - usłyszałam głos Aaroosy.
Przeniosłam leniwie na nią wzrok.
- Nie obchodzi mnie to. Chłopaki nie maja nic przeciwko temu, prawda?
Horan i Payne pokiwali lekko głową, nie odrywając wzroku od Teletubisi, a ja posłałam zwycięskie spojrzenie dziewczynom.
- Ej, a kim będziecie? - spytał nagle Liam.
- Ale w sensie? - spojrzałam na niego.
- No... Którym Teletubisiem chcecie być? Bo ja jestem Tinky Winky.
- Ty wiesz, że Tinky Winky był gejem? - padło pytanie od siostry Malik'a.
- No i co z tego? - wzruszył ramionami, a ta zrobiła urażoną minę.
- Ja będę Po - powiedział Nialler uśmiechając się, ukazując tym samym swój aparat do zębów.
- To ja chcę być Lala - rzuciłam - no to co? Tuuuuuuulimy!
Chłopaki spojrzeli na siebie, później na mnie i w końcu rzucili się na moje biedne ciało.
- Tuuuuuuuuuulimy! - krzyknął Nialler dosłownie mnie dusząc.
- Dobra... Ko-koniec... Chłopaki... Duuu-dusz-duszę s-się - wychrypiałam.
Jednak oni nic sobie z tego nie zrobili. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie ścisnęli.
- Dobra, koniec tego! Dajcie mi spokój do cholery!
Wyszarpałam się z uścisku chłopaków i skierowałam do Louisa, żeby się do niego przytulić. Chłopak objął mnie ramieniem, dalej sprawnie grając w pingola.
Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają.
- O jejku, ale śliczny. Dla kogo? - usłyszałam podekscytowany głos Waliyah.
Nie chciało mi się patrzeć co, kto przyniósł, więc dalej stałam wtulona w tors brata.
- Dla Niki - usłyszałam zachrypnięty głos. Harry.
- Oh - wymsknęło się z ust Mulatki.
Zaciekawiona odchyliłam głowę do tyłu, jednak dalej byłam przytulona do Louisa. Zobaczyłam przed sobą Harry, który w rękach trzymał wielkiego, białego misia, który na szyi miał zawiązaną błękitną wstążkę.
- Przepraszam. Proszę, nie gniewaj się już na mnie - powiedział robiąc smutną minę.
Przekrzywiłam głowę, zastanawiając się czy się z nim pogodzić. Przyznam, po woli zaczynało mi go brakować. Mimo, że miałam w zamiarze trochę dłużej się na niego gniewać, w końcu uległam. Podeszłam do chłopaka i mocno przytuliłam.
- Dziękuję - rzekłam, uśmiechając się lekko.
Oderwałam się od chłopaka i wyrwałam pluszaka z rąk, stawiając go koło mnie.
- Boże, to jest prawie takiej samej wysokości co ja - powiedziałam zdziwiona.
- No, ma na oko 150cm, więc nie ma co się dziwisz, chochliku - odezwał się Zayn.
- Nie jestem żadnym chochlikiem! - oburzyłam się.
- Jesteś, jesteś. To już nasz mały Leperchaun jest od ciebie wyższy - wtrącił się Liam.
- Nie lubię was! - warknęłam ponownie zaczynając robić się zła.
Wzięłam pluszaka pod rękę i poszłam do konta jak najdalej chłopaków. Rzuciłam Hamleysa, bo tak go nazwałam, na ziemię i sama na nim usiadłam. Rozglądnęłam się po pokoju i zorientowałam, że wszyscy się na mnie gapią.
- Co się tak lumpicie? Uważajcie, bo wam żarówki wypadną - warknęłam tak trochę bez sensu.
Louis już chciał mi odpowiedzieć, kiedy nagle do pokoju wparowała Helene, nauczycielka śpiewu, i Paul, choreograf chłopców. Zagonili chłopców do próby, więc zostałam sama w pokoju z rodziną Malika.
Nie zastanawiając się długo, wstałam i wzięłam laptopa Liam'a.
- To nie twoje - usłyszałam głos siostry Zayna.
- Twoje też nie, więc co się czepiasz? - mruknęłam włączając urządzenie.
- A może my też chcemy - odezwała się Aaroosa.
- Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie - syknęłam po polsku, a Mulatka prychnęła jakby wiedziała co powiedziałam.
Włączyłam skype'a z myślą, że porozmawiam sobie z Lilly, ale po chwili mnie oświeciło. Znajdujemy się w dwóch różnych strefach czasowych. U mnie jest 1pm, więc u niej dopiero 8am, więc zapewne się szykuje do szkoły.
Jęknęłam cicho, jednak nie umknęło to uwadze Mulatek. Ignorując ich spojrzenie, sięgnęłam po beatsy Niallera. Podłączyłam je do laptopa, założyłam na uszy i włączyłam na jakiejś stronie powtórki "Catfish".
- O Jezu, puść na luz, dziadku - burknęłam pod nosem.
Przeczesałam jeszcze włosy szczotką i wyszłam z łazienki.
- Ładnie wyglądasz - powiedziała uśmiechnięta Pezz, mierząc wzrokiem mój strój.
- No wiem - rzuciłam z lekkim uśmiechem.
Zeszłyśmy przed hotel, gdzie czekał na nas samochód, który miał nas zawieźć na halę, w której za niecałą godzinę zacznie się koncert.
- Nie obchodzi mnie to - burknęłam.
Zaraz support, którym jest Ed, kończy swój występ i na jego miejsce wchodzą chłopaki. Ciągle powtarzają, że się strasznie boją, a ja im pyskuję tylko. Normalnie to prawdopodobnie dałabym im kopniaka w tyłek na szczęście czy coś no, ale kurde okres - zło dla kobiety.
- Niki, to jest najważniejszy koncert jaki do tej pory zagramy, błagam opanuj się i nas nie dołuj bardziej - odezwał się Hazz.
Obrażona usiadłam na kanapie, zakładając jedną nogę na drugą i spojrzałam w ścianę.
Nagle poczułam jak sofa się ugina pod czyimś ciężarem. Ten ktoś przyciągnął mnie do siebie, próbują przytulić, jednak ja się wyrwałam.
- Ej, no, chcę się tylko przytulić - rzekł brat.
- Ale ja nie chcę! - ryknęłam siadając na fotelu.
- Zobaczysz, sama później się będziesz do mnie lepiła - warknął.
- Nie jestem klejem żeby się do ciebie kleić! Jedyne co mogę przykleić to twoją wielką dupę do krzesła!
Chłopak otworzył buzię oburzony, po czym wyszedł z garderoby trzaskając drzwiami. Uśmiechnęłam się wrednie, rozkładając się na fotelu.
- Wy też chcecie coś powiedzieć? - spytałam chłopaków, na co oni od razu pokręcili głowami.
Nagle do garderoby wpadł menadżer. Oznajmił, że za minutę wchodzą, a następnie wyszedł, a za nimi wylecieli Nialler, Zay, Leeyum i Hazz.
W końcu trochę spokoju - pomyślałam.
Przykryłam się kocem i próbowałam zasnąć. Ogólnie to miałam iść na miejsce dla vipów, gdzie koncert oglądali rodziny i znajomi 1D, jednak byłam zmęczona i brzuch mnie bolał, więc postanowiłam zostać. Mimo wielkiego hałasu, który, o dziwo, było słychać nawet w garderobie, położyłam się wygodniej i już po chwili spałam jak zaklęta.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Sean'a, przyjaciela Niallera.
- Idź stąd, bo jak tego nie zrobisz, obiecuję ci, że możesz zapomnieć o potomstwie - powiedziałam sucho.
- No tak, co mi może zrobić 10-letnia dziewczynka - prychnął widocznie rozbawiony.
- Po pierwsze, nie mam 10 lat. Po drugie, co ty tutaj robisz?! I po trzecie idź sobie!
Wzięłam do ręki bagietkę i zaczęłam nią bić chłopaka. Nie pytajcie, bo sama nie mam pojęcia, skąd ona się tam wzięła, ale w tym momencie to nie było najważniejsze. Najważniejsze było, żeby zabić chłopaka bagietkę, chociaż gdzieś w podświadomości wiedziałam, że bagietka jest mało szkodliwa.
- Zgiiiiiiiiiiń! - wydarłam się.
Cisnęłam pieczywem o głowę Cullen'a, w wyniku czego rozwaliło się na kilka części.
- No i co zrobiłaś? Niall nie będzie zadowolony. On chciał zjeść tą bagietkę po koncercie.
Wydałam z siebie niezidentyfikowany odgłos, po czym wybiegłam z pokoju, w przejściu zderzając się z kimś. Tym kimś okazał się mój brat. Chciałam go wyminąć, ale ten złapał mnie za łokieć i wepchnął z powrotem do garderoby.
- Widzę, że jednak tutaj wróciłaś - na ustach Sean'a zagościł głupi uśmieszek.
Nie wytrzymałam i zaczęłam rzucać w niego wszystkim, co znalazło się w moich rękach.
- Ty, ty... - rzuciłam butelką - ty szujo jedna - rzuciłam pilotem - siedziałam tutaj z tobą niecałe 5 minut - rzuciłam puszką od pepsi - a mam ciebie po dziurki w nosie! - dokończyłam rzucając w niego telefonem Hazzy.
Rzucałam w chłopaka różnymi, a Louis tylko przyglądał się całemu zajściu. Zareagował dopiero wtedy, kiedy w ruch poszły talerze. Stanął za mną, mocno chwytając mnie za nadgarstki.
- Już, spokojnie. Po prostu się uspokój - powiedział i cmoknął mnie lekko w głowę.
Wtedy drzwi się otworzyły i do środka weszli reszta zespołu.
- Boże, co tutaj się stało? - spytał zdezorientowany Zayn.
- Niki, dzisiaj jest coś trochę nerwowa, wiecie okres i te sprawy, no i właśnie widać tutaj wynik tego - odpowiedział Cullen.
Moje oczy zapewne zaświeciły się niebezpiecznie, kiedy usłyszałam zdanie bruneta. Skorzystałam z okazji, że Louis poluzował uścisk na moich nadgarstkach i spróbowałam się rzucić na przyjaciela Niallera. Jednak moja akcja się nie powiodła, gdyż w połowie drogi złapał mnie Harry. Wierzgałam nogami w powietrzu i wyginałam się, by dosięgnąć Sean'a, jednak bez skutku. Próbowałam się uspokoić, ale ten głupi uśmieszek na jego buzi mi na to nie pozwalał. On działał na mnie jak czerwona płachta na byka. Dosłownie. Wyciągnęłam trochę bardziej moją dosyć krótką nogę i w efekcie kopnęłam Cullen'a w to co u niego najważniejsze. Chłopak skulił się na ziemi z bólu, a z miną zwycięscy uwolniłam się z uścisku zdezorientowanego Loczka i usiadłam na kanapie.
- No, Louis, przebieraj się. Nie chcę jechać na żadne after party, zawieziesz mnie tak to do hotelu? - spytałam z lekkim uśmiechem.
- T-tak. Tak, no oczywiście, że cię zawiozę. Daj mi kilka minut - mówił zdezorientowany, jednak patrzył się na leżącego chłopaka.
Biedak. Trochę go chyba jeszcze poboli - pomyślałam złośliwie, umieszczając swój wzrok w tym samym miejscu, gdzie reszta osób przebywając w tym pomieszczeniu.
Zatrzymaliśmy się pod halą, w której chłopaki dziś wieczorem mieli dać koncert. Zauważyłam, że koło wejścia było pełno fanek. Drzwi się otworzyły.
- Harry, idziesz pierwszy. Wy czekajcie - powiedział ochroniarz.
Loczek wyskoczył z samochodu. Fanki widząc go zaczęły głośniej piszczeć i krzyczeć. Chłopak pomachał dziewczyną, a następnie wszedł za drzwi. Następny był Nialler, Louis, Zayn i Liam. Wszyscy pod ochroną ochroniarzy dostali się do budynku.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos jednego z ochroniarzy.
Wstałam z fotela cały czas patrząc w ekran telefonu. Przechodziłam już przez próg samochodu, kiedy ktoś postawił mi haka. Ochroniarz nie zdążył mnie złapać, więc runęłam na ziemie. W wielką kałuże. Wściekła podniosłam się i nie zwracając na nic uwagi weszłam do budynku trzaskając drzwiami. Zaczęłam iść korytarzem do garderoby.
- Co ci się stało? - usłyszałam zmartwiony głos brata.
- Gówno. A co myślałeś, że miód? To się słodko pomyliłeś! - warknęłam, a po chwili zaczęłam się śmiać.
- Co ty okres masz? Bo takie zmiany humoru - odezwał się Liam.
- To już nie twój interes! - krzyknęłam, przestając się śmiać.
- Tak, zdecydowanie ma okres - skwitował Nialler.
Obrażona usiadłam na kanapie, zupełnie nie przejmując się tym, że jestem cała brudna, i zaczęłam wpieprzać słodycze leżące na stoliczku.
- No i co się tak gapicie? - wycedziłam do chłopaków.
- Ona chyba naprawdę ma okres - usłyszałam szept Zayn'a.
- Zauważyłem - odszepnął mu Harry.
Zdenerwowana wstałam i wyszłam z garderoby, mijając w drzwiach dwie Mulatki. Po chwili jednak wróciłam. Wzięłam miskę słodyczy, wrzuciłam tam jeszcze kilka opakowań żelków i cukierków. Nie zwracając na wzrok wszystkich, pobiegłam usiąść na krzesełku, na widowni, gdzieś na samej górze.
***
- Co robisz? - usłyszałam nagle głos Harry'ego.Zmrużyłam gniewnie oczy, podnosząc głowę by spojrzeć na niego.
- Po co tu przyszedłeś? - burknęłam z ustami pełnymi jakimiś czekoladowymi przysmakami.
- Um... Chciałem się pogodzić - powiedział cicho.
- Ale ja nie chcę!
Wstałam z krzesełka i poszłam z powrotem do garderoby po drodze wyjadając słodycze z miski.
- Dalej jesteś naburmuszona? - odezwał się Louis, który grał w pingponga z Zayn'em.
- Tak.
Usiadłam na kanapie pomiędzy Niallerem, a Liamem. Wzięłam pilot do ręki i włączyłam jakieś bajki.
- Po co to włączyłaś? Oglądałyśmy tamto! - usłyszałam głos Aaroosy.
Przeniosłam leniwie na nią wzrok.
- Nie obchodzi mnie to. Chłopaki nie maja nic przeciwko temu, prawda?
Horan i Payne pokiwali lekko głową, nie odrywając wzroku od Teletubisi, a ja posłałam zwycięskie spojrzenie dziewczynom.
- Ej, a kim będziecie? - spytał nagle Liam.
- Ale w sensie? - spojrzałam na niego.
- No... Którym Teletubisiem chcecie być? Bo ja jestem Tinky Winky.
- Ty wiesz, że Tinky Winky był gejem? - padło pytanie od siostry Malik'a.
- No i co z tego? - wzruszył ramionami, a ta zrobiła urażoną minę.
- Ja będę Po - powiedział Nialler uśmiechając się, ukazując tym samym swój aparat do zębów.
- To ja chcę być Lala - rzuciłam - no to co? Tuuuuuuulimy!
Chłopaki spojrzeli na siebie, później na mnie i w końcu rzucili się na moje biedne ciało.
- Tuuuuuuuuuulimy! - krzyknął Nialler dosłownie mnie dusząc.
- Dobra... Ko-koniec... Chłopaki... Duuu-dusz-duszę s-się - wychrypiałam.
Jednak oni nic sobie z tego nie zrobili. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie ścisnęli.
- Dobra, koniec tego! Dajcie mi spokój do cholery!
Wyszarpałam się z uścisku chłopaków i skierowałam do Louisa, żeby się do niego przytulić. Chłopak objął mnie ramieniem, dalej sprawnie grając w pingola.
Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają.
- O jejku, ale śliczny. Dla kogo? - usłyszałam podekscytowany głos Waliyah.
Nie chciało mi się patrzeć co, kto przyniósł, więc dalej stałam wtulona w tors brata.
- Dla Niki - usłyszałam zachrypnięty głos. Harry.
- Oh - wymsknęło się z ust Mulatki.
Zaciekawiona odchyliłam głowę do tyłu, jednak dalej byłam przytulona do Louisa. Zobaczyłam przed sobą Harry, który w rękach trzymał wielkiego, białego misia, który na szyi miał zawiązaną błękitną wstążkę.
- Przepraszam. Proszę, nie gniewaj się już na mnie - powiedział robiąc smutną minę.
Przekrzywiłam głowę, zastanawiając się czy się z nim pogodzić. Przyznam, po woli zaczynało mi go brakować. Mimo, że miałam w zamiarze trochę dłużej się na niego gniewać, w końcu uległam. Podeszłam do chłopaka i mocno przytuliłam.
- Dziękuję - rzekłam, uśmiechając się lekko.
Oderwałam się od chłopaka i wyrwałam pluszaka z rąk, stawiając go koło mnie.
- Boże, to jest prawie takiej samej wysokości co ja - powiedziałam zdziwiona.
- No, ma na oko 150cm, więc nie ma co się dziwisz, chochliku - odezwał się Zayn.
- Nie jestem żadnym chochlikiem! - oburzyłam się.
- Jesteś, jesteś. To już nasz mały Leperchaun jest od ciebie wyższy - wtrącił się Liam.
- Nie lubię was! - warknęłam ponownie zaczynając robić się zła.
Wzięłam pluszaka pod rękę i poszłam do konta jak najdalej chłopaków. Rzuciłam Hamleysa, bo tak go nazwałam, na ziemię i sama na nim usiadłam. Rozglądnęłam się po pokoju i zorientowałam, że wszyscy się na mnie gapią.
- Co się tak lumpicie? Uważajcie, bo wam żarówki wypadną - warknęłam tak trochę bez sensu.
Louis już chciał mi odpowiedzieć, kiedy nagle do pokoju wparowała Helene, nauczycielka śpiewu, i Paul, choreograf chłopców. Zagonili chłopców do próby, więc zostałam sama w pokoju z rodziną Malika.
Nie zastanawiając się długo, wstałam i wzięłam laptopa Liam'a.
- To nie twoje - usłyszałam głos siostry Zayna.
- Twoje też nie, więc co się czepiasz? - mruknęłam włączając urządzenie.
- A może my też chcemy - odezwała się Aaroosa.
- Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie - syknęłam po polsku, a Mulatka prychnęła jakby wiedziała co powiedziałam.
Włączyłam skype'a z myślą, że porozmawiam sobie z Lilly, ale po chwili mnie oświeciło. Znajdujemy się w dwóch różnych strefach czasowych. U mnie jest 1pm, więc u niej dopiero 8am, więc zapewne się szykuje do szkoły.
Jęknęłam cicho, jednak nie umknęło to uwadze Mulatek. Ignorując ich spojrzenie, sięgnęłam po beatsy Niallera. Podłączyłam je do laptopa, założyłam na uszy i włączyłam na jakiejś stronie powtórki "Catfish".
***
- Niki, pośpiesz się! Zaraz musimy jechać z powrotem na MSG! - usłyszałam krzyk Eleanor, która zapewne wraz z Danielle i Perrie wparowała do mojego pokoju hotelowego.- O Jezu, puść na luz, dziadku - burknęłam pod nosem.
Przeczesałam jeszcze włosy szczotką i wyszłam z łazienki.
- Ładnie wyglądasz - powiedziała uśmiechnięta Pezz, mierząc wzrokiem mój strój.
- No wiem - rzuciłam z lekkim uśmiechem.
Zeszłyśmy przed hotel, gdzie czekał na nas samochód, który miał nas zawieźć na halę, w której za niecałą godzinę zacznie się koncert.
***
- Boję się - powiedział po raz kolejny Nialler.- Nie obchodzi mnie to - burknęłam.
Zaraz support, którym jest Ed, kończy swój występ i na jego miejsce wchodzą chłopaki. Ciągle powtarzają, że się strasznie boją, a ja im pyskuję tylko. Normalnie to prawdopodobnie dałabym im kopniaka w tyłek na szczęście czy coś no, ale kurde okres - zło dla kobiety.
- Niki, to jest najważniejszy koncert jaki do tej pory zagramy, błagam opanuj się i nas nie dołuj bardziej - odezwał się Hazz.
Obrażona usiadłam na kanapie, zakładając jedną nogę na drugą i spojrzałam w ścianę.
Nagle poczułam jak sofa się ugina pod czyimś ciężarem. Ten ktoś przyciągnął mnie do siebie, próbują przytulić, jednak ja się wyrwałam.
- Ej, no, chcę się tylko przytulić - rzekł brat.
- Ale ja nie chcę! - ryknęłam siadając na fotelu.
- Zobaczysz, sama później się będziesz do mnie lepiła - warknął.
- Nie jestem klejem żeby się do ciebie kleić! Jedyne co mogę przykleić to twoją wielką dupę do krzesła!
Chłopak otworzył buzię oburzony, po czym wyszedł z garderoby trzaskając drzwiami. Uśmiechnęłam się wrednie, rozkładając się na fotelu.
- Wy też chcecie coś powiedzieć? - spytałam chłopaków, na co oni od razu pokręcili głowami.
Nagle do garderoby wpadł menadżer. Oznajmił, że za minutę wchodzą, a następnie wyszedł, a za nimi wylecieli Nialler, Zay, Leeyum i Hazz.
W końcu trochę spokoju - pomyślałam.
Przykryłam się kocem i próbowałam zasnąć. Ogólnie to miałam iść na miejsce dla vipów, gdzie koncert oglądali rodziny i znajomi 1D, jednak byłam zmęczona i brzuch mnie bolał, więc postanowiłam zostać. Mimo wielkiego hałasu, który, o dziwo, było słychać nawet w garderobie, położyłam się wygodniej i już po chwili spałam jak zaklęta.
***
- Obudź się, mały gadzie! - te właśnie wrzaski mnie obudziły.Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Sean'a, przyjaciela Niallera.
- Idź stąd, bo jak tego nie zrobisz, obiecuję ci, że możesz zapomnieć o potomstwie - powiedziałam sucho.
- No tak, co mi może zrobić 10-letnia dziewczynka - prychnął widocznie rozbawiony.
- Po pierwsze, nie mam 10 lat. Po drugie, co ty tutaj robisz?! I po trzecie idź sobie!
Wzięłam do ręki bagietkę i zaczęłam nią bić chłopaka. Nie pytajcie, bo sama nie mam pojęcia, skąd ona się tam wzięła, ale w tym momencie to nie było najważniejsze. Najważniejsze było, żeby zabić chłopaka bagietkę, chociaż gdzieś w podświadomości wiedziałam, że bagietka jest mało szkodliwa.
- Zgiiiiiiiiiiń! - wydarłam się.
Cisnęłam pieczywem o głowę Cullen'a, w wyniku czego rozwaliło się na kilka części.
- No i co zrobiłaś? Niall nie będzie zadowolony. On chciał zjeść tą bagietkę po koncercie.
Wydałam z siebie niezidentyfikowany odgłos, po czym wybiegłam z pokoju, w przejściu zderzając się z kimś. Tym kimś okazał się mój brat. Chciałam go wyminąć, ale ten złapał mnie za łokieć i wepchnął z powrotem do garderoby.
- Widzę, że jednak tutaj wróciłaś - na ustach Sean'a zagościł głupi uśmieszek.
Nie wytrzymałam i zaczęłam rzucać w niego wszystkim, co znalazło się w moich rękach.
- Ty, ty... - rzuciłam butelką - ty szujo jedna - rzuciłam pilotem - siedziałam tutaj z tobą niecałe 5 minut - rzuciłam puszką od pepsi - a mam ciebie po dziurki w nosie! - dokończyłam rzucając w niego telefonem Hazzy.
Rzucałam w chłopaka różnymi, a Louis tylko przyglądał się całemu zajściu. Zareagował dopiero wtedy, kiedy w ruch poszły talerze. Stanął za mną, mocno chwytając mnie za nadgarstki.
- Już, spokojnie. Po prostu się uspokój - powiedział i cmoknął mnie lekko w głowę.
Wtedy drzwi się otworzyły i do środka weszli reszta zespołu.
- Boże, co tutaj się stało? - spytał zdezorientowany Zayn.
- Niki, dzisiaj jest coś trochę nerwowa, wiecie okres i te sprawy, no i właśnie widać tutaj wynik tego - odpowiedział Cullen.
Moje oczy zapewne zaświeciły się niebezpiecznie, kiedy usłyszałam zdanie bruneta. Skorzystałam z okazji, że Louis poluzował uścisk na moich nadgarstkach i spróbowałam się rzucić na przyjaciela Niallera. Jednak moja akcja się nie powiodła, gdyż w połowie drogi złapał mnie Harry. Wierzgałam nogami w powietrzu i wyginałam się, by dosięgnąć Sean'a, jednak bez skutku. Próbowałam się uspokoić, ale ten głupi uśmieszek na jego buzi mi na to nie pozwalał. On działał na mnie jak czerwona płachta na byka. Dosłownie. Wyciągnęłam trochę bardziej moją dosyć krótką nogę i w efekcie kopnęłam Cullen'a w to co u niego najważniejsze. Chłopak skulił się na ziemi z bólu, a z miną zwycięscy uwolniłam się z uścisku zdezorientowanego Loczka i usiadłam na kanapie.
- No, Louis, przebieraj się. Nie chcę jechać na żadne after party, zawieziesz mnie tak to do hotelu? - spytałam z lekkim uśmiechem.
- T-tak. Tak, no oczywiście, że cię zawiozę. Daj mi kilka minut - mówił zdezorientowany, jednak patrzył się na leżącego chłopaka.
Biedak. Trochę go chyba jeszcze poboli - pomyślałam złośliwie, umieszczając swój wzrok w tym samym miejscu, gdzie reszta osób przebywając w tym pomieszczeniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

