sobota, 19 października 2013

Rozdział 48

Przepraszam za to, że długo nie dodawałam rozdziału, ale naprawdę miałam urwanie głowy. Szkoła, haftowanie, wycieczka całodniowa, przyjęcie z okazji urodzin przyjaciółki, zaczęłam przygotowania do bierzmowania, więc musiałam i nadal muszę chodzić do kościoła i tak jakoś wyszło. Naprawdę mało czasu siedzę na laptopie, co można wywnioskować po pustkach jakie są na moim koncie na tt.
Niestety rozdziały będą dodawane rzadziej, ale postaram się, żeby przynajmniej dwa zostały dodawane w ciągu miesiąca. Naprawdę głupio mi, ale III gim robi swoje. ;c
A co do komentarzy, jest jedna osoba, która dodaję kilka komentarzy w ciągu kilku minut, tylko zmienia jego treść. Nie wiem, czy ona myśli, że ja tego nie widzę czy coś, ale oooookej o.o Chciałabym, żeby więcej osób komentowało to opowiadanie. Codziennie na mojego bloga wchodzi około 300 osób, a komentarza nie zostawiają. Plus do tego jest ponad 60 obserwatorów i kilka ludzi, którzy czytają moje opowiadanie, a komentarzy jest około około 30 czy 40, zależy od rozdziału. Niektórzy pomyślą sobie, że to jest już dużo i, że od tej "sławy" mi się w głowię poprzewracało, ale mi naprawdę zależy na waszej opinii. Nie mówię, żebyście mi pisali jakąś litanię, ale jedno zdanie, wyraz wystarczy. :>
PS. A jak niektórzy nadal nie będą dodawać komentarzy to naślę na was mojego łeścika i on was zje!

Czy to możliwe, żeby w ciągu 15 minut lekcji matematyki moje samopoczucie spadło na samo dno? Najwidoczniej tak. Moja głowa jeszcze bardziej zaczęła boleć, ciągle dmuchałam nosa w chusteczkę, zbierało mi się na wymioty i cherlałam jak pies. Na dodatek dostałam jedynkę za odpowiedź. Broniłam się, że mnie przez ostatnie dni nie było i nic nie umiem, ale panią Bullock jakoś to nie przejęło. Nawet klasa próbowała mnie usprawiedliwić, jednak to nic nie dało. Musiałam jakieś głupie zadania z Pitagorasa rozwiązywać na tablicy. To znaczy "rozwiązywać" to jest pojęcie względne. Od zawsze nie rozumiem tego działu i jakoś nie widać, żeby to się zmieniło.
- Nicola, nie śpij! - ryknęła nagle nauczycielka, a moja głowa zaczęła pulsować.
Podniosłam ją z ławki i spojrzałam na kobietę.
- Nawet jakbym chciała to by mi się to nie udało. Kobieto, słyszałaś swój głos? Stado krów na pastwisku ładniej wyją niż ty gadasz - mruknęłam, czym widocznie rozbawiłam klasę.
Nauczycielka chciała coś odpowiedzieć, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Do środka wparował Louis, na którego widok dziewczyny i Jake zaczęli piszczeć, co przysporzyło ból głowy.
- Dzień dobry, ja ją zabieram, do widzenia - powiedział szybko Louis, przekładając mnie przez swoje ramię i wyszedł z klasy.
- Louis.. Louis, niedobrze mi - wymamrotałam zakrywając buzię przed wypuszczeniem pawia.
Korzystając z okazji, że przechodziliśmy obok łazienek, chłopak wparował do jednej i postawił koło sedesu. Nie miałam jakieś specjalnej ochoty, żeby trzymać swoją buzię nad szkolną toaletą, bo nie wiadomo co kto tutaj robił, no ale nie miałam innego wyjścia. Brat zebrał moje włosy, żebym ich nie pobrudziła, a ja.. a ja robiłam, to co w tej chwili robiłam.
- Już wszystko w porządku? - spytał brunet, kiedy usiadłam na zimnych kafelkach.
Pokręciłam głową, podpierając się o ścianę, żeby wstać. Boo od razu złapał mnie za rękę, aby mi pomóc. Umyłam jeszcze twarz i poszliśmy do samochodu. Położyłam głowę na desce rozdzielczej, słuchając brata, że mam szczęście, bo lekarz mnie przyjmie.
Od razu się skrzywiłam słysząc słowo "lekarz". Nigdy ich nie lubiłam przez fakt, że dosyć często lądowałam w szpitalu, a tamtejsi lekarze nie byli zbyt mili. Kiedy miałam 9 lat, pobierali mi krew. Lekarka zamiast mi o czymś miłym mówić, opowiadała ze szczegółami jak ta krew leci do strzykawki. Nic dziwnego, że tam padłam.
- Niki, wysiadaj, już jesteśmy - usłyszałam głos chłopaka, a następnie wyskoczył z auta.
Podniosłam głowę w stronę budynku. Był cały szary, a nad wejściem wielkimi, niebieskimi literami pisało "przychodnia".
- Nigdzie nie idę - powiedziałam z grymasem na twarzy.
Drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Wyłaź.
- Nie chcę, nie lubię ich.
- A ja nie lubię twojego zrzędzenia, a jakoś muszę je wytrzymywać. Wyłaź.
Robiąc smutną minę, wyszła z samochodu. Ukryłam twarz w kapturze i zaczęłam, niechętnie, kierować się do wejścia.
Kiedy tylko drzwi się otworzyły, poczułam zapach jaki jest zazwyczaj szpitalach i przychodniach. Od razu zachciało mi się wymiotować. Usiadłam na pierwszym lepszym krzesełku, a Louis gdzieś zniknął.
- Dzień dobry - koło mnie usiadły jakieś dwa moherowe berety.
Wstrzymałam oddech, ich zapach nie był zbyt ładny. Taka starość pomieszana z brzydkimi perfumami.
- A co ty tutaj, dziewczynko, robisz. Chora jesteś? - w moją stronę odwróciła się jedna babcia.
Wzięłam głęboki wdech, bo już nie wytrzymywałam bez powietrza, i od razu pożałowałam. Nie dosyć, że pachniała nie za ładnie to jeszcze jej oddech nie był najświeższy.
- Tak, trochę jestem. Przepraszam, muszę iść - powiedziałam pośpiesznie.
Wstałam z krzesła trochę zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie, i chwiejnym krokiem odeszłam od kobiet. Przechodziłam koło recepcji, gdzie zobaczyłam Louisa. Podeszłam do niego i wepchnęłam pomiędzy jego rękę, a tułów. Młoda kobieta za szklanym oknem dziwnie się na mnie spojrzała.
- Na co się gapisz? Nigdy nie widziałaś przytulającego się rodzeństwa?! - warknęłam na nią.
- Nikt cię nie uczył, żeby grzecznie się zachowywać względem obcych? - spytała mrożąc mnie wzrokiem.
- A co ty, kosmita?
- Co? - zadała pytanie zdezorientowana.
- Gówno, 1:0. Chodź Lou - pociągnęłam brata w prawą stronę.
- Druga strona, Niki.
- No przecież wiedziałam - prychnęłam, zawracając się.
Zatrzymałam się przy sali, którą wskazał mi Louis, po czym popchnęłam go lekko na ławeczkę i wdrapałam się na kolana. Brunet uśmiechnął się lekko w moją stronę, a następnie pstryknął w nos.
- Głupi jesteś? - spytałam, marszcząc go.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - zadał pytanie, a następnie sprzedał mi ćpaka.
- Louis, daj mi spokój.
- A jak nie to co? - tym razem złapał za obydwa uszy i ciągnął w boki.
- Daj mi spokój! - warknęłam zeskakując z nóg chłopaka i siadając obok.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, kiedy nagle usłyszałam jak ktoś puszcza bąka. Tym kimś był oczywiście Louis. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem, ale ten udawał jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
- Ty świnio! - krzyknęłam zatykając nos, by obronić się przed smrodem.
- Chcę ci przypomnieć, moja droga, świnia ma ogonek z tyłu, a ja mam z przodu!
Zazgrzytałam zębami rozzłoszczona głupotą mojego brata.
- Jesteś głupi. Nie odzywaj się do mnie.
Wstałam i usiadłam kilka metrów dalej od niego. Obrażona założyłam ręce na piersi i tępo patrzyłam się w białą ścianę.
Nagle drzwi od gabinetu się otworzyły. Z środka wyszły dwie kobiety. Pacjentka poszła korytarzem do wyjścia, a lekarka spojrzała w naszą stronę.
- Teraz do gabinetu poproszę Nicole Tomlinson - mruknęła, wchodząc do środka.
Zamiast wejść za nią, podniosłam rękę i oglądałam moje pomalowane na niebiesko paznokcie.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos Louisa, a następnie stanął koło mnie.
- Nie idę tam.
- Owszem, idziesz. Pośpiesz się, nie chcę tutaj całego dnia spędzić.
Nie zdążyłam odpowiedź, a z sali wyszła lekarka. Rozejrzała się po korytarzu, a jej wzrok zatrzymał się na mnie.
- Nicola, mogę prosić do gabinetu? - spytała.
- Nie.
- Tak to się bawić nie będziemy - bąknął brat.
Wziął mnie na ręce i posadził na kozetce w gabinecie. Wyszedł z niego, a lekarka zamknęła za nim drzwi. Stanęła koło biurka i zaczęła czytać jakieś papiery. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła mnie badać.
***
Wyszłam z gabinetu kilkanaście lub kilkadziesiąt minut później - nie wiem dokładnie ile spędziłam tam czasu. Zaraz za mną szła lekarka. Louis, kiedy nas zobaczył, wstał z ławki i schował telefon do kieszeni. Kobieta podała mu kartkę, na której zapisała jakie mam brać lekarstwa, plus antybiotyk i inhalacje. No chyba nie. Nienawidzę brać inhalacji i nie dam się tak łatwo. Boo wysłuchał wszystkiego, co mówiła mu lekarka, a następnie wyszliśmy z budynku. Wsiadłam do samochodu, a Louis zaczął rozdawać autografy fanką, które jakimś sposobem dowiedziały się, gdzie jest jeden z ich idoli.
Po kilkunastu minutach nudzenia się, brat wszedł do auta. Spojrzał na mnie, a następnie odpalił samochód i wyjechał z parkingu przychodni.
- Nieźle się urządziłaś. Antybiotyk, inhalacje. Tylko pozazdrościć - odezwał się brat nie kryjąc ironii.
- To wina tamtej miękkiej frytki , a nie moja - bąknęłam.
- Ale coś musiałaś zrobić, że cię wrzucił do basenu.
- Ale ja nie pamię... A nie już pamiętam. Spoliczkowałam go - zaśmiałam się złowieszczo.
Louis okręcił głowę w moją stronę, kiwając nią w lewo i prawo.
- Jeszcze raz dowiem się, że kogoś spoliczkowałaś dostaniesz szlaban, zrozumiałaś? - powiedział sucho, wjeżdżając na parking, tym razem jakieś apteki - czekaj tutaj, zaraz wracam.
Wyskoczył z samochodu i skierował się w stronę budynku. Patrzyłam się jak kręci swoim dupskiem, a kiedy wszedł za drzwi zaczęłam się śmiać, jednak po chwili przestałam zważając na ból głowy. Rozłożyłam sobie fotel i wygodnie się na nim położyłam, kładąc ręce za głowę. Zamknęłam oczy z myślą, że może sobie zasnę, ale po chwili otworzyłam je, słysząc dźwięk robionego zdjęcia. Usiadłam na fotelu, dostrzegając, że koło moich drzwi stoi spora grupka fanek. Zasłoniłam oczy, kiedy kilka z nich zrobiły mi zdjęcia, oczywiście nie wyłączając flesza. Puknęłam palcem w czoło, przekazując im, żeby same to zrobiły, a następnie wyjęłam okulary przeciwsłoneczne Boo ze schowka. Założyłam je i ponownie położyłam się na fotelu.
Kiedy już prawie zasnęłam, fanki stojące koło samochodu zaczęły piszczeć jak szalone. Zazgrzytałam zębami, kiedy moja głowa zapulsowała. Złapałam się za czoło i zaczęłam je masować. Otworzyłam zezłoszczona oczy i rozejrzałam się dookoła. Grupka dziewczyn oblegała właśnie Louisa. Uśmiechnięty chłopak rozdawał autografy i robił zdjęcia. Nagle jego wzrok padł na mnie. Uśmiechnął się szeroko, a następnie przesłał mi buziaka, by po chwili jego uwaga ponownie została skierowana na fanki.
W końcu, jak dla mnie po wieczności, rozradowane fanki rozeszły się, a Louis mógł spokojnie wejść do ciepłego auta.
- Co ty taka zła? - spytał cmokając mnie w czerwony, gorący policzek.
- Bo jestem chora i chciałabym w końcu dojechać do domu, a nie stać na jakimś zapyziałym parkingu i czekać, aż zostaniesz uwolniony i będziemy w spokoju mogli odjechać.
- Nie przesadzaj, taka moja praca. Podjedziemy jeszcze do Maury po inhalator i prosto do domu.
- Ale to wygląda jakbyś miał w dupie fakt, że jestem chora - bąknęłam, a uśmiech zniknął z twarzy bruneta.
- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda! Martwię się, że jesteś chora, ale fani są dla mnie ważni! - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale ważniejsi ode mnie.
- Wiesz, lepiej już się zamknij i mnie nie denerwuj! Od tej twojej choroby, definitywnie w głowie ci się poprzewracało. Dobrze wiesz, że jesteś najważniejsza!
Fuknęłam pod nosem, odwracając głowę do szyby. Szybko poprawiłam fotel do pozycji siedzącej, a następnie założyłam ręce na piersi, a nogę na nogę. Wyglądałam jak naburmuszona panienka, ale przecież w tej chwili byłam naburmuszoną panienką, więc co się dziwić?

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 47

W końcu jest. Przepraszam, że tak długo nic nie dodaję, ale będziecie musieli się do tego przyzwyczaić. Jestem w III gimnazjum, więc mam jakieś głupie kółka przygotowujące do egzaminu, więc później wracam do domu. Poza tym muszę jeszcze lekcję odrobić i inne takie gówienka. Na laptopa też wchodzę dopiero wieczorem. Przepraszam.
Poza tym, chciałabym wam przypominać o komentarzach. Tego bloga obserwuję 60 osób i jeszcze jest kilka osób anonimów, ale jest naprawdę mało komentarzy. Dodatkowo codziennie jest około 300 wejść na bloga, a komentarzy nie dochodzi. A to wcale mnie nie motywuję do pisania. Naprawdę nic by się nie stało, gdybyście poświęcili tą minutkę i dodali jednego komentarza.

Obudziłam się czując jak coś mnie liże i podgryza po twarzy. Odganiałam to ręką, ale ile razy bym tego nie zrobiła, to coś wracało i dalej mi przeszkadzało w spaniu. Leniwie otworzyłam oczy i nad swoją głową zobaczyłam mojego pieska. Shila widząc, że już nie śpię zaczęła wesoło merdać ogonkiem i popiskiwać. Z uśmiechem na ustach usiadłam, a następnie położyłam psa na kolanach i zaczęłam się z nim bawić.
- Jezu, ale ty przytyłaś, przydałoby się za ciebie wziąć - mruknęłam głaszcząc psa po brzuszku.
W tym samym czasie do pokoju wlazł Louis. 
- Cześć słonko - posłał mi uśmiech - wstawaj, już po 7, się ubiorę i zrobię śniadanie. Co chcesz?
- Cześć Boo. Nie mogę zostać w domu zważając na wczorajsze okoliczności? Proszę.
- Nie, wypad z łóżka - powiedział grzebiąc w szafie.
Fuknęłam pod nosem, ale posłusznie wstałam z łóżka, zrzucając na ziemię psa. Wyszłam z pokoju i od razu gleba. Jęcząc pod nosem, przewróciłam się na plecy. Nad sobą zobaczyłam uśmiechniętego Zayna.
- Ty, ty.. ty pacholizaczu głupi - szybko wstałam i przewróciłam chłopaka, siadając na nim i okładając go pięściami - nudzi ci się?! Daj mi spokój!
- Mi się nudzi? To ty mnie dosiadłaś! - krzyknął rozbawiony.
Jego rozbawienie skończyło się w momencie, kiedy dostał ode mnie w policzek. Zrobił groźną minę, po czym zrzucił mnie z siebie i przerzucił przez ramię.
- Ty wredna, rozjechana cipo, ja ci pokażę - warknął.
Szamotałam się, próbując uwolnić się spod uścisku Malika, jednak nie dawałam rady. Mulat wyszedł do ogrodu, po czym podszedł do basenu.
- Nie Zayn, nie rób tego. Jest grudzień, nie wr... - nie dokończyłam, bo rzeczywiście wylądowałam w wodzie.
Wypłynęłam na powierzchnie, szczękając zębami. Woda naprawdę była lodowata. No, ale co się dziwić? Jest grudzień, temperatura poniżej zera, a on mnie wrzucił do wody! Jak tak w ogóle można? On ma naprawdę nierówno pod sufitem. Niech się na nogi leczy. Na głowę to już za późno. Niestety.
Popatrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał czarnowłosy, ale go tam nie było. Uciekł do domu.
Wyszłam z basenu i wolnym krokiem skierowałam się do domu. Złapałam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Nie dosyć, że wrzucił mnie do basenu to jeszcze zamknął drzwi na klucz! Idiota!
Objęłam się rękoma, kiedy zawiał zimny i silny wiatr. Stałam na dworze cała mokra i w samych majtkach i koszulce Louisa. Po krótkim zastanowieniu, wpadłam na pomysł, żeby wejść frontowymi drzwiami. Poszłam tam, jednak drzwi też były zamknięte. Nie zastanawiając się długo, zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył mi uśmiechnięty Nialler, ale kiedy zobaczyłam mnie zmarzniętą i mokrą zrzedła mu mina.
- Co ci się stało? - spytał wciągając mnie do domu - jesteś cała mokra i zimna. Kto ci to zrobił? - spytał zmartwiony i nie przejmując się moimi mokrymi ubraniami, mocno mnie przytulił.
- Z... Zay... Zayn.
- Mój Boże - mruknął pocierając moje ramiona, w celu ogrzania mnie - chodź się przebrać.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Postawił mnie na ziemi i zaszył się w mojej garderobie. Po chwili wrócił z ubraniami dla mnie.
- Idź do łazienki, wytrzyj i ubierz, dobrze? Ja ci zrobię herbaty.
Kiwnęłam głową i poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania, po czym wytarłam ciało ręcznikiem. Założyłam świeżą bieliznę i ubrania oraz wysuszyłam włosy.
Po kilkudziesięciu minutach wyszłam z łazienki. Było mi już trochę cieplej. Zeszłam do kuchni, gdzie przy stole siedzieli Nialler, Louis i ten szympans - Malik.
- Już w porządku, Niki? Cieplej ci? Masz tu herbatkę - Louis posadził mnie sobie na kolanach, a następnie wepchnął mi do rąk kubek z ciepłą cieczą.
- Tak, tak, dziękuję - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem.
- To dobrze, masz 5 minut i jedziemy do szkoły.
- A muszę? Louis proszę, źle się czuję. Głowa mnie boli, mam chrypę. Zostaw mnie w domu.
- Nie Niki, jedziesz do szkoły. Najwyżej jak ci nie przejdzie to zadzwonisz do mnie i po ciebie przyjadę.
- Ale... - zaczęłam, jednak widząc wzrok brata umilkłam.
Po kilku minutach, brat poinformował mnie, że musimy już jechać. Niechętnie zeszłam z jego kolan i poszłam do samochodu szczelnie opatulona kurtką. Nie przejmowałam się żadną torbą ani plecakiem, bo zdawałam sobie sprawę, że zadzwonię po Louisa, żeby po mnie przyjechał, a poza tym te ważniejsze zeszyty leżą sobie w mojej szafce szkolnej, ale tak czy siak nie będę pisała, bo nie są one uzupełnione.
- Masz wszystko? - spytał Boo odpalając samochód.
- Powiedzmy - mruknęłam.
Chłopak już nie wgłębiał się w to co mam, a czego nie, na szczęście. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do szkoły. Wyszłam z auta i od razu buchnęło we mnie zimne powietrze.
- Jak będziesz się cały czas źle czuła, dzwoń, przyjadę! - krzyknął za mną brat.
- Sponio - odkrzyknęłam nawet się nie odwracając.
Weszłam do budynku. Od razu zrobiło mi się cieplej. Zaczęłam lekko skakać w celu oczyszczenia butów z piasku. Nagle przede mną wyskoczyła Gwendolyn, sprzątaczka.
- Szkoła to nie obora! Tu się zmienia buty! - ryknęła, zwracając uwagę uczniów.
- Niech pani uważa, jutro może już pani nie pracować w tej szkole - mruknęłam, nie mając ochoty wszczynać się w jakiekolwiek kłótnie.
Ominęłam ją, a za sobą usłyszałam śmiechy uczniów i wrzaski, że o wszystkim dowie się moja wychowawczyni i, że dostanę uwagę. Jeszcze jakby mi na tym zależało to byłoby dobrze.
Doszłam pod klasę fizyki i zobaczyłam Lilkę, która siedziała na podłodze.
- Hej - przywitałam się.
- Niki, w końcu jesteś! - wydarła się Carter, a następnie rzuciła się na mnie, przytulając mnie.
- No jestem, jestem, ale pewnie nie na długo. Malik mnie dziś do basenu wrzucił i chyba będę chora.
- Naprawdę? Błagam, nie rób mi tego! Nie wytrzymam tutaj bez ciebie! Wiesz jak się bez ciebie wynudziłam.
- Nie miej do mnie pretensji, tylko Malikowi skop tyłek.
- Tylko go spotkam, dostanie mu się ode.
- Oh, chciałabym to zobaczyć - zaśmiałam się.
- I zobaczysz, obiecuję ci to - powiedziała pewnie, a już po chwili zadzwonił dzwonek.
Weszłyśmy do klasy, gdzie zaczęła się lekcja plastyki. Pan Picket stanął na środku klasy i pierwsze co to ochrzanił mnie, że dalej paraduję w kurtce.
- No przepraszam bardzo, ale chora jestem i mi jest zimno, więc nie będę się rozbierała.
- Jak się jest chorym to się nie przychodzi do szkoły.
- To niech to pan powie mojemu bratu! - warknęłam przez co ból głowy się nasilił.
Nauczyciel nie wiedząc co odpowiedzieć, skończył konwersację, a ja spokojnie położyłam głowę na ławce i zamknęłam oczy. Zaczął coś opowiadać o jakiejś pracy w grupie, ale do końca nie wiem o co chodziło, bo się wyłączyłam.
- Carter, Clark, Houston, Tomlinson, obydwie Evansówny i Poolow pierwsza grupa... - reszty już nie słuchałam, nie miałam jakiejś szczególnej ochoty wiedzieć kto z kim jest w jednej grupie.
Usłyszałam szuranie krzeseł, a już po chwili koło mojej ławki pojawili się Derek, bliźniaczki Cassie i Faith, Jake i Luke.
Na samym początku złączyliśmy dwie ławki, żeby cały karton a3 się zmieścił.
- Musicie namalować jakiś portret. Obojętnie kto na nim ma być, byle by był portret. Z tego co wiem, nie macie dwóch pozostałych lekcji, więc na nich też będziecie rysować, jednak ja mam lekcję, więc kto inny będzie was pilnował. Zrozumiano? - po klasie rozniosły się jakieś pomruki - to do pracy!
- Kogo rysujemy? - spytałam.
- One Direction! - krzyknęły bliźniaczki, Lilly i Jake.
Ja, Derek i Luke zrobiliśmy załamane miny. Dlaczego akurat ich?
- Nie.
- No zgódźcie się, co wam szkodzi? Będzie fajnie! - powiedziała wesoło Faith.
- Poza tym jest czterech na trzech. Przegłosowane! - rzucił Jake.
Niezadowoleni zgodziliśmy się, żeby narysować ich portret. Wzięliśmy ołówki i zaczęliśmy rysować. Lilly rysowała Niallera, Derek i Luke Liama, ja Louisa, Cassie i Jake Harry'ego, a Faith Zayna.
Spojrzałam jak wszyscy zaczęli rysować i patrząc na ich kontury, stwierdziłam, że to nawet będzie fajne. Zdecydowanie nie wyjdą nam ładnie te rysunki, tylko jakieś szkarady, więc to będzie naprawdę zajebiste.
***
Do końca trzeciej lekcji zostało 20 minut, a nasza grupa już skończyła rysować. Siedziałam właśnie na krześle, a moja głowa, w celu oziębienia głowy, leżała na parapecie. W czasie rysowania też głowa mnie bolała, ale byłam zajęta, więc nie myślałam o tym, a teraz kiedy skończyliśmy rysować, moje myśli krążą właśnie tylko wokół tego. Reszta naszej drużyny stoi dookoła stolika i śmieje się ze swoich rysunków, ale nie ma się co dziwić. One wyszły naprawdę koszmarnie. Nigdy w życiu takich brzydali nie widziałam, a trzeba przyznać, że chłopaki od czasu do czasu zabierają do domu worki z listami do fanów i często w środku koperty są rysunki i nigdy takich szkarad nie było. Żeby je narysować trzeba mieć talent, a najwyraźniej nasza grupa go ma.
- Dobra, dzieciaki - do klasy wszedł nauczyciel - koniec rysowania. Teraz tylko sprawdzę wasze prace, ocenię je i jesteście wolni. Jednak pamiętajcie, że nie ma brzydkich rysunków. Wszystkie są na swój sposób ładne.
- Taa, to pan jeszcze nie widział naszego! - krzyknął Derek.
- Już patrzę - wziął dziennik do ręki i podszedł do naszej ławki, a widząc rysunek zaniemówił - oh, to... to jest bardzo... oryginalne? Nigdy nie widziałem takiego rysunku - mruknął - i mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę - powiedział pod nosem.
- Ej, słyszeliśmy to! - burknęła Cassie.
- No nic, dam wam po trójce, bo pomimo faktu, że to jest brzydkie... Inne, inne, przepraszam pomyliłem się to staraliście się - mówił wpisując oceny - chyba - dokończył tak dla siebie.
Odwrócił się na pięcie i poszedł sprawdzać inne prace.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz Na ekranie pisało "Boo <3". Bez zastanowienia odebrałam.
- Co? - burknęłam.
- Nadal źle się czujesz? - spytał chłopak po drugiej stronie.
- Tak.
- Wytrzymasz do końca lekcji.
- Nie wiem.
- Chcesz wrócić do domu?
- Tak.
- Przysłać kogoś po ciebie?
- Nie.
- Sam przyjechać?
- Tak.
- Będę za pół godziny - rozłączył się, chyba też nie jest już w najlepszym humorze.
Zadzwonił dzwonek, więc wstałam i wyszłam z klasy jako pierwsza. Idąc po korytarzu zrobiło mi się zimno, więc złapałam za suwak i zapięłam kurtkę. Poszłam pod klasę matematyki i położyłam się na parapecie.
- Co tak szybko wyszłaś z klasy? - koło mnie pojawiły się Lilly i bliźniaczki.
- Źle się czuję po prostu.
- No widać. Może zadzwoń po Louisa, niech cię zabierze do domu - odezwała się Faith.
- Będzie tutaj za jakieś pół godziny.
- I znowu mnie zostawisz? - spytała Lilly robiąc smutną minkę.
- Będziesz miała przecież towarzystwo.
- No właśnie, nie zostawimy się - uśmiechnęła się Cassie.
Resztę przerwy dziewczyny zaczęły o czymś gadać, a ja nieobecna siedziałam na parapecie.
Zadzwonił dzwonek, więc kiedy przyszła nauczycielka weszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce.
- Niki, wyglądasz jakby ci ptak na głowę nasrał - usłyszałam głos naszej wychowawczyni, a po klasie rozniósł się stłumiony chichot.
- Nie, tak tylko reaguję na panią - uśmiechnęłam się wrednie.
- Uwaga - warknęła kobieta.
- Sama pani zaczęła!
- Nie dyskutuj, młoda damo, bo zadzwonię do twojego brata - mruknęła otwierając zeszyt uwag.
- Ale z niej stara pruchwa - powiedziała Lilly.
- Wiem, najpierw się zaczyna, a później wstawia mi uwagę - odpowiedziałam.
- Dlaczego ja słyszę rozmowy? - wtrąciła się pani Bullock.
- Yyy... bo ma pani uszy? - zasugerował Luke, a uczniowie zaczęli się śmiać.
Spojrzałam na chłopaka, a ten uniósł kciuk do góry, na co się uśmiechnęłam. Widzę, że mam już kilka nowych kolegów i koleżanek. Odgarnęłam włosy z twarzy ciesząc się z tego powodu jak małe dziecko. Już nie jestem sama.

sobota, 7 września 2013

Rozdział 45

Chciałam wam przypomnieć, że to jest TYLKO opowiadanie, więc nie wiem o co te sapy od tego anonimka. Jak jesteś taka odważna to napisz, ale kurde bez włączonego "anonimowy". Bo naprawdę w tym momencie, sorry not sorry, to trochę kompromitujące i żałosne. Sugerujesz, że skoro nie lubię Taylor to nie jestem Directioner? Bo ja dokładnie tak to zrozumiałam! I doskonale wiem, że nie każda Directioner, nie lubi Taylor no, ale błagam o odrobinę dystansu do siebie. Jeśli naprawdę nie chcesz tego czytać to nie wchodź na tą stronę. Ja nie będę zmuszała!

Zatrzymaliśmy się pod halą, w której chłopaki dziś wieczorem mieli dać koncert. Zauważyłam, że koło wejścia było pełno fanek. Drzwi się otworzyły.
- Harry, idziesz pierwszy. Wy czekajcie - powiedział ochroniarz.
Loczek wyskoczył z samochodu. Fanki widząc go zaczęły głośniej piszczeć i krzyczeć. Chłopak pomachał dziewczyną, a następnie wszedł za drzwi. Następny był Nialler, Louis, Zayn i Liam. Wszyscy pod ochroną ochroniarzy dostali się do budynku.
- Niki, teraz ty - usłyszałam głos jednego z ochroniarzy.
Wstałam z fotela cały czas patrząc w ekran telefonu. Przechodziłam już przez próg samochodu, kiedy ktoś postawił mi haka. Ochroniarz nie zdążył mnie złapać, więc runęłam na ziemie. W wielką kałuże. Wściekła podniosłam się i nie zwracając na nic uwagi weszłam do budynku trzaskając drzwiami. Zaczęłam iść korytarzem do garderoby.
- Co ci się stało? - usłyszałam zmartwiony głos brata.
- Gówno. A co myślałeś, że miód? To się słodko pomyliłeś! - warknęłam, a po chwili zaczęłam się śmiać.
- Co ty okres masz? Bo takie zmiany humoru - odezwał się Liam.
- To już nie twój interes! - krzyknęłam, przestając się śmiać.
- Tak, zdecydowanie ma okres - skwitował Nialler.
Obrażona usiadłam na kanapie, zupełnie nie przejmując się tym, że jestem cała brudna, i zaczęłam wpieprzać słodycze leżące na stoliczku.
- No i co się tak gapicie? - wycedziłam do chłopaków.
- Ona chyba naprawdę ma okres - usłyszałam szept Zayn'a.
- Zauważyłem - odszepnął mu Harry.
Zdenerwowana wstałam i wyszłam z garderoby, mijając w drzwiach dwie Mulatki. Po chwili jednak wróciłam. Wzięłam miskę słodyczy, wrzuciłam tam jeszcze kilka opakowań żelków i cukierków. Nie zwracając na wzrok wszystkich, pobiegłam usiąść na krzesełku, na widowni, gdzieś na samej górze.
***
- Co robisz? - usłyszałam nagle głos Harry'ego.
Zmrużyłam gniewnie oczy, podnosząc głowę by spojrzeć na niego.
- Po co tu przyszedłeś? - burknęłam z ustami pełnymi jakimiś czekoladowymi przysmakami.
- Um... Chciałem się pogodzić - powiedział cicho.
- Ale ja nie chcę!
Wstałam z krzesełka i poszłam z powrotem do garderoby po drodze wyjadając słodycze z miski.
- Dalej jesteś naburmuszona? - odezwał się Louis, który grał w pingponga z Zayn'em.
- Tak.
Usiadłam na kanapie pomiędzy Niallerem, a Liamem. Wzięłam pilot do ręki i włączyłam jakieś bajki.
- Po co to włączyłaś? Oglądałyśmy tamto! - usłyszałam głos Aaroosy.
Przeniosłam leniwie na nią wzrok.
- Nie obchodzi mnie to. Chłopaki nie maja nic przeciwko temu, prawda?
Horan i Payne pokiwali lekko głową, nie odrywając wzroku od Teletubisi, a ja posłałam zwycięskie spojrzenie dziewczynom.
- Ej, a kim będziecie? - spytał nagle Liam.
- Ale w sensie? - spojrzałam na niego.
- No... Którym Teletubisiem chcecie być? Bo ja jestem Tinky Winky.
- Ty wiesz, że Tinky Winky był gejem? - padło pytanie od siostry Malik'a.
- No i co z tego? - wzruszył ramionami, a ta zrobiła urażoną minę.
- Ja będę Po - powiedział Nialler uśmiechając się, ukazując tym samym swój aparat do zębów.
- To ja chcę być Lala - rzuciłam - no to co? Tuuuuuuulimy!
Chłopaki spojrzeli na siebie, później na mnie i w końcu rzucili się na moje biedne ciało.
- Tuuuuuuuuuulimy! - krzyknął Nialler dosłownie mnie dusząc.
- Dobra... Ko-koniec... Chłopaki... Duuu-dusz-duszę s-się - wychrypiałam.
Jednak oni nic sobie z tego nie zrobili. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie ścisnęli.
- Dobra, koniec tego! Dajcie mi spokój do cholery!
Wyszarpałam się z uścisku chłopaków i skierowałam do Louisa, żeby się do niego przytulić. Chłopak objął mnie ramieniem, dalej sprawnie grając w pingola.
Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają.
- O jejku, ale śliczny. Dla kogo? - usłyszałam podekscytowany głos Waliyah.
Nie chciało mi się patrzeć co, kto przyniósł, więc dalej stałam wtulona w tors brata.
- Dla Niki - usłyszałam zachrypnięty głos. Harry.
- Oh - wymsknęło się z ust Mulatki.
Zaciekawiona odchyliłam głowę do tyłu, jednak dalej byłam przytulona do Louisa. Zobaczyłam przed sobą Harry, który w rękach trzymał wielkiego, białego misia, który na szyi miał zawiązaną błękitną wstążkę.
- Przepraszam. Proszę, nie gniewaj się już na mnie - powiedział robiąc smutną minę.
Przekrzywiłam głowę, zastanawiając się czy się z nim pogodzić. Przyznam, po woli zaczynało mi go brakować. Mimo, że miałam w zamiarze trochę dłużej się na niego gniewać, w końcu uległam. Podeszłam do chłopaka i mocno przytuliłam.
- Dziękuję - rzekłam, uśmiechając się lekko.
Oderwałam się od chłopaka i wyrwałam pluszaka z rąk, stawiając go koło mnie.
- Boże, to jest prawie takiej samej wysokości co ja - powiedziałam zdziwiona.
- No, ma na oko 150cm, więc nie ma co się dziwisz, chochliku - odezwał się Zayn.
- Nie jestem żadnym chochlikiem! - oburzyłam się.
- Jesteś, jesteś. To już nasz mały Leperchaun jest od ciebie wyższy - wtrącił się Liam.
- Nie lubię was! - warknęłam ponownie zaczynając robić się zła.
Wzięłam pluszaka pod rękę i poszłam do konta jak najdalej chłopaków. Rzuciłam Hamleysa, bo tak go nazwałam, na ziemię i sama na nim usiadłam. Rozglądnęłam się po pokoju i zorientowałam, że wszyscy się na mnie gapią.
- Co się tak lumpicie? Uważajcie, bo wam żarówki wypadną - warknęłam tak trochę bez sensu.
Louis już chciał mi odpowiedzieć, kiedy nagle do pokoju wparowała Helene, nauczycielka śpiewu, i Paul, choreograf chłopców. Zagonili chłopców do próby, więc zostałam sama w pokoju z rodziną Malika.
Nie zastanawiając się długo, wstałam i wzięłam laptopa Liam'a.
- To nie twoje - usłyszałam głos siostry Zayna.
- Twoje też nie, więc co się czepiasz? - mruknęłam włączając urządzenie.
- A może my też chcemy - odezwała się Aaroosa.
- Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie - syknęłam po polsku, a Mulatka prychnęła jakby wiedziała co powiedziałam.
Włączyłam skype'a z myślą, że porozmawiam sobie z Lilly, ale po chwili mnie oświeciło. Znajdujemy się w dwóch różnych strefach czasowych. U mnie jest 1pm, więc u niej dopiero 8am, więc zapewne się szykuje do szkoły.
Jęknęłam cicho, jednak nie umknęło to uwadze Mulatek. Ignorując ich spojrzenie, sięgnęłam po beatsy Niallera. Podłączyłam je do laptopa, założyłam na uszy i włączyłam na jakiejś stronie powtórki "Catfish".
***
- Niki, pośpiesz się! Zaraz musimy jechać z powrotem na MSG! - usłyszałam krzyk Eleanor, która zapewne wraz z Danielle i Perrie wparowała do mojego pokoju hotelowego.
- O Jezu, puść na luz, dziadku - burknęłam pod nosem.
Przeczesałam jeszcze włosy szczotką i wyszłam z łazienki.
- Ładnie wyglądasz - powiedziała uśmiechnięta Pezz, mierząc wzrokiem mój strój.
- No wiem - rzuciłam z lekkim uśmiechem.
Zeszłyśmy przed hotel, gdzie czekał na nas samochód, który miał nas zawieźć na halę, w której za niecałą godzinę zacznie się koncert.
***
- Boję się - powiedział po raz kolejny Nialler.
- Nie obchodzi mnie to - burknęłam.
Zaraz support, którym jest Ed, kończy swój występ i na jego miejsce wchodzą chłopaki. Ciągle powtarzają, że się strasznie boją, a ja im pyskuję tylko. Normalnie to prawdopodobnie dałabym im kopniaka w tyłek na szczęście czy coś no, ale kurde okres - zło dla kobiety.
- Niki, to jest najważniejszy koncert jaki do tej pory zagramy, błagam opanuj się i nas nie dołuj bardziej - odezwał się Hazz.
Obrażona usiadłam na kanapie, zakładając jedną nogę na drugą i spojrzałam w ścianę.
Nagle poczułam jak sofa się ugina pod czyimś ciężarem. Ten ktoś przyciągnął mnie do siebie, próbują przytulić, jednak ja się wyrwałam.
- Ej, no, chcę się tylko przytulić - rzekł brat.
- Ale ja nie chcę! - ryknęłam siadając na fotelu.
- Zobaczysz, sama później się będziesz do mnie lepiła - warknął.
- Nie jestem klejem żeby się do ciebie kleić! Jedyne co mogę przykleić to twoją wielką dupę do krzesła!
Chłopak otworzył buzię oburzony, po czym wyszedł z garderoby trzaskając drzwiami. Uśmiechnęłam się wrednie, rozkładając się na fotelu.
- Wy też chcecie coś powiedzieć? - spytałam chłopaków, na co oni od razu pokręcili głowami.
Nagle do garderoby wpadł menadżer. Oznajmił, że za minutę wchodzą, a następnie wyszedł, a za nimi wylecieli Nialler, Zay, Leeyum i Hazz.
W końcu trochę spokoju - pomyślałam.
Przykryłam się kocem i próbowałam zasnąć. Ogólnie to miałam iść na miejsce dla vipów, gdzie koncert oglądali rodziny i znajomi 1D, jednak byłam zmęczona i brzuch mnie bolał, więc postanowiłam zostać. Mimo wielkiego hałasu, który, o dziwo, było słychać nawet w garderobie, położyłam się wygodniej i już po chwili spałam jak zaklęta.
***
- Obudź się, mały gadzie! - te właśnie wrzaski mnie obudziły.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Sean'a, przyjaciela Niallera.
- Idź stąd, bo jak tego nie zrobisz, obiecuję ci, że możesz zapomnieć o potomstwie - powiedziałam sucho.
- No tak, co mi może zrobić 10-letnia dziewczynka - prychnął widocznie rozbawiony.
- Po pierwsze, nie mam 10 lat. Po drugie, co ty tutaj robisz?! I po trzecie idź sobie!
Wzięłam do ręki bagietkę i zaczęłam nią bić chłopaka. Nie pytajcie, bo sama nie mam pojęcia, skąd ona się tam wzięła, ale w tym momencie to nie było najważniejsze. Najważniejsze było, żeby zabić chłopaka bagietkę, chociaż gdzieś w podświadomości wiedziałam, że bagietka jest mało szkodliwa.
- Zgiiiiiiiiiiń! - wydarłam się.
Cisnęłam pieczywem o głowę Cullen'a, w wyniku czego rozwaliło się na kilka części.
- No i co zrobiłaś? Niall nie będzie zadowolony. On chciał zjeść tą bagietkę po koncercie.
Wydałam z siebie niezidentyfikowany odgłos, po czym wybiegłam z pokoju, w przejściu zderzając się z kimś. Tym kimś okazał się mój brat. Chciałam go wyminąć, ale ten złapał mnie za łokieć i wepchnął z powrotem do garderoby.
- Widzę, że jednak tutaj wróciłaś - na ustach Sean'a zagościł głupi uśmieszek.
Nie wytrzymałam i zaczęłam rzucać w niego wszystkim, co znalazło się w moich rękach.
- Ty, ty... - rzuciłam butelką - ty szujo jedna - rzuciłam pilotem - siedziałam tutaj z tobą niecałe 5 minut - rzuciłam puszką od pepsi - a mam ciebie po dziurki w nosie! - dokończyłam rzucając w niego telefonem Hazzy.
Rzucałam w chłopaka różnymi, a Louis tylko przyglądał się całemu zajściu. Zareagował dopiero wtedy, kiedy w ruch poszły talerze. Stanął za mną, mocno chwytając mnie za nadgarstki.
- Już, spokojnie. Po prostu się uspokój - powiedział i cmoknął mnie lekko w głowę.
Wtedy drzwi się otworzyły i do środka weszli reszta zespołu.
- Boże, co tutaj się stało? - spytał zdezorientowany Zayn.
- Niki, dzisiaj jest coś trochę nerwowa, wiecie okres i te sprawy, no i właśnie widać tutaj wynik tego - odpowiedział Cullen.
Moje oczy zapewne zaświeciły się niebezpiecznie, kiedy usłyszałam zdanie bruneta. Skorzystałam z okazji, że Louis poluzował uścisk na moich nadgarstkach i spróbowałam się rzucić na przyjaciela Niallera. Jednak moja akcja się nie powiodła, gdyż w połowie drogi złapał mnie Harry. Wierzgałam nogami w powietrzu i wyginałam się, by dosięgnąć Sean'a, jednak bez skutku. Próbowałam się uspokoić, ale ten głupi uśmieszek na jego buzi mi na to nie pozwalał. On działał na mnie jak czerwona płachta na byka. Dosłownie. Wyciągnęłam trochę bardziej moją dosyć krótką nogę i w efekcie kopnęłam Cullen'a w to co u niego najważniejsze. Chłopak skulił się na ziemi z bólu, a z miną zwycięscy uwolniłam się z uścisku zdezorientowanego Loczka i usiadłam na kanapie.
- No, Louis, przebieraj się. Nie chcę jechać na żadne after party, zawieziesz mnie tak to do hotelu? - spytałam z lekkim uśmiechem.
- T-tak. Tak, no oczywiście, że cię zawiozę. Daj mi kilka minut - mówił zdezorientowany, jednak patrzył się na leżącego chłopaka.
Biedak. Trochę go chyba jeszcze poboli - pomyślałam złośliwie, umieszczając swój wzrok w tym samym miejscu, gdzie reszta osób przebywając w tym pomieszczeniu.

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 44

Więc tak, mam kilka blogów, o które prosiła jedna dziewczyna. Mam nadzieję, że o takie ci chodziło. c;
http://stole-my-heart1d.blogspot.com/
http://myonedirectionandmylife.blogspot.com/
http://youaresostupidbutiloveyou.blogspot.com/ (tutaj po kilku rozdziałach dowiaduję, się główna bohaterka, że jest siostrą jednego z chłopaków)
http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/
Mam jeszcze dwa, ale jeden został usunięty, a drugi jest tylko dla zaproszonych gości.
A co do mojego twitter'a, jest w stronach po prawej stronie. c;

- Taylor, jak niemiło cię zobaczyć! Zmieniłaś się! Może ci cycki urosły? Nie, to jednak nie to! - powiedziałam uśmiechając się wrednie do dziewczyny, kiedy tylko stanęłam koło stolika.
- Oh, Niki, miałam nadzieję, że jednak nie przyjdziesz - mruknęła.
- Niedoczekanie twoje.
Usiadłam na krześle przy wielkim, okrągłym stole. Po jednej mojej stronie usiadł Boo, a zaraz obok niego El. Koło dziewczyny brata usiedli Zay i Pezz. Po mojej drugiej stronie, ku mojemu nieszczęściu, usiadł Harry, później Dan, Leeyum, Nialler, a na przeciw mnie Taylor. Nie wiem dlaczego nie usiedli obok siebie, nie obchodzi mnie to. Spojrzałam się w prawo i zobaczyłam wściekłą twarz Harry'ego.
- Nie patrz się tak intensywnie na mnie, bo pomyślę, że się we mnie zabujałeś - mruknęłam i usłyszałam śmiech chłopaków.
- Wkurzasz mnie.
- I vice versa - mruknęłam zaglądając do karty dań.
- Żałuję, że nie wyrwałem ci więcej tych włosów. Miotłę bym z nich zrobił.
- Ja zaraz wyrwę twoje kudły. Będziemy mieli przepychacz do kibla.
- Dobra, uspokójcie się. Jesteśmy w restauracji, bawmy się dobrze - wtrącił się Liam.
- Tak, jesteśmy w restauracji. Spełniliście moje marzenie. Yey - powiedziałam bez emocji, na co zostałam skarcona wzorkiem przez brata.
Po chwili do stolika podszedł kelner. Zebrał od nas nasze zmówienia. Dla mnie oczywiście musiał wybrać brat, bo stwierdził, że ja wybiorę sobie coś czego nie zjem.
- Taylor, tak ostatnio się zastanawiałam i wymyśliłam kilka tytułów do twojego albumu. Możesz je wziąć i napisać tekst. Poczekaj, już ci mówię - zaczęłam grzebać w torebce, szukając kartki z tytułami - o mam. A więc "I went in the wrong direction", "My style isn't Styles", "Ex-Factor", "Stop touching yo...
- Skończ - syknął Harry.
- Ale to nie jest nawet połowa! Na czym to ja.. A tak mam "Stop touching your bandmates"...
Nie dokończyłam mówić, kiedy z mojej ręki zniknęła kartka.
- Ej, no daj mi skończyć - powiedziałam zbulwersowana.
- Nie, robisz wiochę.
Spojrzałam na resztę towarzystwa. Wszyscy, prócz Taylor i Harry'ego oczywiście, mieli rozbawione miny. Zerknęłam na brata, uśmiechnął się szeroko i poczochrał mi włosy. Schylił się, a następnie szepnął mi do ucha:
- Uspokój się, proszę.
- Postaram się.
Chłopak uśmiechnął się szerzej i odchylił, uprzednio całuj lekko w głowę.
- Ale wy jesteście słodkim rodzeństwem. Tylko pozazdrościć - usłyszałam głos Danielle.
- Zgadzam się, też chciałabym mieć takie relacje z bratem - odezwał się Zayn, a my spojrzeliśmy na niego dziwnie - gdybym miał brata i byłbym dziewczyną - dokończył.
Przekręciłam oczy rozbawiona stwierdzeniem Mulata. Całe towarzystwo zaczęło rozmawiać, a ja zastanawiać się jak Zay wyglądałby jako dziewczyna.
***
Jadłam sobie spokojnie moje danie, kiedy nagle poczułam czyjąś stopę jeżdżącej po mojej nodze. Odłożyłam widelec i rozejrzałam się dookoła. Boo, El i Pezz rozmawiali ze sobą, Zay poszedł zapalić. Dan prowadziła konwersację z Nialler'em, a Hazz z Leeyum'em. Natomiast Taylor niby jadła, ale co chwila zerkała na Styles'a filuternym wzrokiem. Doszłam do wniosku, że ona się pomyliła i to jej stopa mizia mnie po nodze. Teraz znajdowała się na moim udzie.
- Louis - szepnęłam przerażona całym zdarzeniem i pociągnęłam go za rękaw.
- Poczekaj, Niki.
- Ale Louis...
- Mówię, poczekaj.
- Ale to naprawdę ważne.
- No co? - spytał lekko zirytowany faktem, że przeszkadzam mu w rozmowie.
- Bo Swift pomyliła mnie ze Styles'em! Ona jeździ mi stopą po nodze i niebezpiecznie zbliża się do mojego krocza - powiedziałam spanikowana.
Chłopak zrobił wielkie oczy, ale po chwili jakby się otrząsnął i spojrzał na dziewczynę.
- Taylor, jesteśmy w porządnej restauracji. Ogarnij się.
- Ale o co ci chodzi? - zgrywała głupa, ale na szczęście zabrała swoją nogę.
- Po prostu przestań dotykać Niki, jasne?
- Louis, przestań - wtrącił się Harry.
- Jakie przestań? Mówię tylko, żeby ona nie dotykała Niki. Tak trudno zrozumieć?
Styles posłał mi złowrogie spojrzenie jakby to całe zamieszanie było moją winą. Frajer.
Resztę kolacji już się nie odezwałam. Nie miałam najmniejszej ochoty, a to wszystko przez tego kręconego pudla. Zepsuł mi humor. Oczywiście moi towarzysze próbowali wciągnąć mnie do rozmowy, ale po kilku nieudanych próbach skończyli. Przysłuchiwałam się konwersacji o zbliżającym się koncercie. Mówili, że strasznie się denerwują, ale moim zdaniem to koncert jak każdy inny, ale co ja tam mogę wiedzieć.
Bawiłam się rąbkiem sukienki, kiedy nagle usłyszałam głos Louis'a oznajmiający, że wracamy do hotelu. Ucieszyłam się z tego powodu. Byłam znudzona i śpiąca. Jestem pewna, że nie pośpię sobie dzisiaj za długo. Jutro musimy wstać przed 6am, bo chłopaki na 7am mają próbę. Będą trwały do 1pm, a resztę dnia mają wolne ze względu na fakt, że jutro przylatują do Nowego Yorku rodziny i przyjaciele chłopaków.
Wstałam z krzesła i zaczęłam kierować się do wyjścia z restauracji. Po drodze zgarnęłam kurtkę Louis. Zarzuciłam ją na ramiona i wyszłam przed budynek. Zaraz za mną czołgał się Nialler, dziewczyny oraz Liam i Zayn. Pozostała dwójka pewnie poszła zapłacić za obiad. Tylko po co obydwoje poszli? Przecież każdy głupi potrafi zapłacić rachunek.
Wzdrygnęłam, kiedy zawiał dosyć mocny, zimny wiatr. Pokonałam dystans dwóch metrów dzielących mnie z Niallerem i mocno się do niego przytuliłam. Chłopak natychmiastowo odwzajemnił uścisk, całując mnie lekko w głowę.
- Kocham cię, Nialler, wiesz? - powiedziałam w jego szyję.
- Wiem i ja ciebie też, mała - zachichotał cichutko.
Po chwili na dwór wyszli Harry i Louis. Rozeszliśmy się do kilku taksówek i pojechaliśmy do hotelu.
***
Rano obudził mnie Nialler, drąc mi się do ucha, że krasnoludek musi wstać. Tym krasnoludkiem oczywiście byłam ja. Ale to już nie moja wina, że mam tylko 162cm. Nie trzeba od razu wyzywać mnie od krasnoludków.
- To już dziś, to już dziś, to już dziś... - piszczał podekscytowany Nialler latając po pokoju w samych bokserkach, kiedy ja leżąc na wygodnym łóżku, oglądałam w telewizji bajkę "O Rety! Psoty Dudusia Wesołka".
Wczoraj do NY przyleciała rodzina i przyjaciele. Miałam małą nadzieję, że zakoleguję się siostrą Zayn'a, Waliyhą, i jego kuzynką, Aaroosą, ale to uległo zmianie, kiedy oby dwie stwierdziły, że zabieram im Zayna. W tamtym momencie przybiłam facepalm'a i odeszłam od nich, zapoznając się z rodzinami i przyjaciółmi reszty chłopaków. Ich natomiast polubiłam, a zwłaszcza rodziców chłopaków, którzy od razu kazali mówić na siebie 'ciocia' i 'wujek'. Mi to zresztą też nie przeszkadzało. Spodobało mi się, że nie traktują mnie z dystansem.
Nagle poczułam jak coś na mnie spada. Ocknęłam się i spojrzałam na brzuch, na którym leżał blondyn.
- Wstawaj kaszalocie.
- Jak bajka się skończy - mruknęłam próbując go zepchną, jednak z marnym skutkiem.
- No wstawaj. Mamy ostatnią, generalną próbę i koncert. Rozumiesz to? - spytał, potrząsając mną za ramiona.
- Tak, tak, fajnie, spadaj - powiedziałam szybko, by go zbyć.
- Nie! Masz mi wstać! Za godzinę przyjeżdża samochód! - syknął lekko zirytowany.
- Gadaj do ręki - powiedziałam i na potwierdzenie moich słów wyciągnęłam ją przed twarz Niallera.
- Ty mała szujo, ja ci piorę, sprzątam i gotuję, a ty do mnie z tekstem 'gadaj do ręki'? Nie wstyd ci? - mówił uderzając poduszką o moją głowę.
- Z tego co wiem to Louis pierze moje ubrania, nie sprzątasz mojego pokoju, więc mi nie sprzątasz i nie umiesz gotować, prócz tego zielonego czegoś.
- Cicho! Już koniec tego leżenia! Jest dziesiąta! Wstawaj z wyra!
Przekręciłam oczami, ale wyszłam z łóżka. Wzięłam bieliznę i poszłam do łazienki w celu odświeżenia się.
Po kilkudziesięciu minutach weszłam do pokoju, susząc włosy ręcznikiem. Zobaczyłam Niallera. Leżał rozwalony na łóżku, oglądając tv.
'Taa... A mi kazał wstać' - pomyślałam.
Stanęłam przed telewizorem, zasłaniając jego kawałek chłopakowi. Zorientowałam się, że chłopak ogląda "MasterChef: Gordon Ramsay"
- Odsuń się. Zasłaniasz widok! - ryknął nagle Horan, na co podskoczyłam.
- Bitch please, to ja jestem widokiem.
- Taa.. I jesteś urocza jak włos z mojego krocza - rzucił.
Odwróciłam się do niego przodem, przestając suszyć włosy. Na buzi blondyna widniał wredny uśmiech.
- Tak? A ty za to jesteś uroczy jak zdechła dżdżownica! - rzuciłam.
- Wolę być dżdżownicą niż włosem z mojego krocza.
- Wiesz co, jesteś mieszanką głupka i kretyna - mruknęłam zła.
Odwróciłam się tyłem do chłopaka, grzebiąc w walizce. Wyjęłam z niej to. Szybko ubrałam się, następnie w łazience dosuszyłam włosy i wyszłam z pokoju, uprzednio wkładając telefon do moich dżinsów.
Zjechałam windą na parter i skierowałam się do restauracji. Podeszłam do stołu szwedzkiego. Na talerz nałożyłam 7 naleśników brzoskwiniami, truskawkami i kiwi, do miski nalałam dużo mleko i jeszcze więcej płatek oraz ciepłą herbatę z miodem. Położyłam wszystko na tacy i podeszłam do wolnego stolika.
- Pośpiesz się - podskoczyłam zaskoczona, kiedy usłyszałam głos Louis'a.
- Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
Chłopak zrobił urażoną minę, ale przysiadł się do mnie. Zauważyłam, że w ręce ma łyżkę. Przesunął trochę miskę z płatkami w swoją stronę, aby mieć do niej lepszy dostęp. Tommo włożył łyżkę do miski i zaczął jeść.
- Co ty robisz? - spytałam z pełną buzią - weź idź sobie po swoje śniadanie, a nie jesz moje.
- Nie? Jesteśmy rodziną, powinnyśmy się wszystkim dzielić - powiedział pewnie.
Mruknęłam coś pod nosem, ale nie zabroniłam bratu wyżerać śniadania. Kiedy miska była pusta wypił moją herbatę, a później dobrał się do naleśników.
- Przestań! Ja też chcę coś zjeść!
- A ja ci zabraniam? Jedz sobie! - rzekł plując na mnie kawałkami naleśnika - ups, sorcia - dodał, kiedy zobaczył moją wściekłą minę.
Nie odzywając się więcej, wstałam i udałam się do wyjścia. Wyszłam przed hotel, by poczekać kilka minuta na samochód, o którym mówił Nialler, ale to nie było dobrym pomysłem. Fanki, które czekały na chłopców, rzuciły się na mnie. Przerażona próbowałam wrócić do hotelu, ale nie mogłam się przecisnąć. Dziewczyny i chłopaki, bo też kilku zauważyłam, krzyczeli, piszczeli, prosili o zdjęcia. Zdezorientowana ponowiłam próbę wydostania się z tłumu, ale skończyło się to moją glebą.
Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię. Podniosłam głowę i zobaczyłam goryla. Ale w sensie, że takiego wielkiego człowieka, a nie zwierzę. Chociaż chciałabym zobaczyć goryla. Nigdy go nie widziałam. Na żywo go nie widziałam, bo jak kiedyś oglądałam Discovery Channel to pokazywali jak goryle się rozmnażają.
Mężczyzna podniósł mnie do pionu i zaczął kierować w przeciwną stronę niż hotel. Doszliśmy do samochodu i mnie tam wepchnął. Zobaczyłam, że w środku siedzą już chłopaki razem z Aaroosą i Waliyhą.
- Hej wam - powiedziałam.
- Nic ci nie jest? Zrobiły ci coś? Pokaż się no - dopadł mnie brat.
Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął oglądać.
- Louis, przestań - mruknęłam próbując wstać, ale z powrotem mnie pociągnął - no przestań. Nic mi nie jest.
- Na pewno?
- Ja to bym nie była tego tak pewna patrząc na jej wygląd - usłyszałam szept siostry Malik do swojej kuzynki.
Wszystkie głowy odwróciły się w ich stronę.
- Lepiej popatrz na siebie i swój rozmazany makijaż - rzuciłam złośliwie.
- My przynajmniej używamy kosmetyków - odezwała się Aaroosa.
- Niki nie musi używać kosmetyków, bo jest naturalnie ładna - wtrącił się Harry.
Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem. Nie przestałam być na niego zła i myślałam, że on też jest na mnie zły. Albo mu może już przeszło i chcę się pogodzić, próbując mi się podlizać? Nie wiem.
Reszta drogi minęła dosyć spokojnie, prócz momentów, kiedy razem wymieniałyśmy się złośliwymi komentarzami. Mnie one nie ruszały, ale patrząc na Malikowe, myślałam, że zaraz się popłaczą. W końcu Zayn zagroził nam, że jak nie skończymy się kłócić zatrzymamy się i nas wysadzą. Wiedząc, że on nie żartuje, przestałam się do nich odzywać tylko słuchałam jakiś bezsensownych historyjek Styles'a.

środa, 21 sierpnia 2013

Krótka informacja

Kolejny rozdział pojawi się dopiero za tydzień. Mama na wakacje pojechała, więc musiałam wybyć do babci na działkę, gdzie nie mogę połączyć się z internetem. Dzisiaj dopiero przyjechałam do kuzynki, więc szybko do was piszę. Przepraszam za zwłokę. Następny rozdział na 100% pojawi się do następnej środy.

Po za tym do dziewczyny, która pytała się o bloga, że jest tam rodzeństwo to mam tam coś takiego tyle, że zapisane na moim laptopie, a on jest w domu. Jakby co przy następnym rozdziale ci podam. c;

Kocham Was. xx

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 43

Oto nowy rozdział. Szczerze powiedziawszy, chciałam sobie zrobić małą przerwę z blogiem. Wszystko przez ten poprzedni rozdział. Naprawdę do dupy mi wyszedł. Jednak już następnego dnia, zrozumiałam, że nie mogę. Sama nie lubię, kiedy ktoś przestaję dodawać rozdziały do opowiadań, które uwielbiam, więc nie mogłam tego samego zrobić. Mam nadzieję, że chociaż ten rozdział wam się spodoba. xx

Otworzyłam zaspane oczy. Leżałam na kanapie w garderobie. Byłam przykryta jakimś kocem, a telewizor był wyłączony. Chciałam usiąść, ale kiedy tylko spróbowałam to zrobić, poczułam mocny uścisk na moim lewym nadgarstku. Zerknęłam na niego, po czym otworzyłam szeroko oczy. Mianowicie ręka była sczepiona ze stolikiem. Nie myśląc długo nad tym, pociągnęłam mocno. W efekcie półeczka się przewróciła, a wszystko co na niej leżało, znalazło się na podłodze. Zdenerwowana, ciągnąc za sobą stolik udałam się na scenę, gdzie spotkałam chłopaków.
- Który to zrobił?! - wydarłam się.
Wzrok wszystkich spoczął na mnie. Widząc moją osobę przypiętą z meblem, zaczęli się śmiać. Fuknęłam obrażona, po czym krzyżując ręce, usiadłam na stoliczku tyłem do chłopaków.
- Oj, Niki, nie obrażaj się. Zaraz dowiemy się kto to zrobił - powiedział Loueh stając koło mnie.
- Jestem pewna, że to Styles. To on, na 100% procent to on!
- Dlaczego niby ja? - pisnął chłopak pojawiając się przede mną.
- Bo tylko ty jesteś takim wielkim frajerem, żeby takie coś zrobić! - ryknęłam.
Wstałam z mebla i zaczęłam z Lokersem mierzyć się gniewnym wzrokiem. 
- Harry, to ty zrobiłeś? - spytał Boo.
- Może - odpowiedział, posyłając mi chytry uśmieszek.
Nie wytrzymałam i po prostu się na niego rzuciłam. Wylądowałam na chłopaku. Zaczęłam go drapać i ciągnąć za włosy. Miałam z tym małe trudności, bo nadgarstek dalej był spięty z półką, ale jakoś dawałam radę. Harry oczywiście nie był gorszy. Wplótł rękę w moje włosy i pociągnął najmocniej jak mógł. Pisnęłam z bólu, ale nie przestałam mu oddawać. Ostatnio nie miałam czasu na wypiłowanie paznokci, więc były dosyć długie. Wykorzystałam to i wbiłam je w rękę Loczka najmocniej jak mogłam. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi ze Styles'a. Wierzgałam nogami, próbując się uwolnić spod mocnego uścisku, ale nie udało się. W końcu się uspokoiłam. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że półka leży cała rozwalona koło moich nóg, więc mój nadgarstek był przyczepiony tylko do kajdanek. Zerknęłam na chłopaków. Mieli zmartwione miny. Nie wiedziałam o co im chodzi, dopóki nie spojrzałam na Harry'ego. Ze zwycięskim uśmiechem trzymał w ręce dosyć spory kosmyk blond włosów. Moich blond włosów. Przejechałam dłońmi po włosach i syknęłam, czując lekki ból po prawej stronie głowy. Przejechałam ponownie po tym miejscu. Z przerażeniem stwierdziłam, że jej kawałek jest prawie łysy. Czułam tylko krótkie włosy.
- Louis.. on.. on mi wyrwał włosy - moje usta niebezpiecznie drżały, a w oczach zgromadziły się łzy - ja tak długo je zapuszczałam, a.. a on mi je.. wyrwał.
Tommo szybko zmniejszył dystans znajdujący się między nami i mocno przytulił, podnosząc mnie. Oplotłam nogami jego biodra, ręce zaplotłam wokół szyj, chowając w niej głowę.
- No Styles, możesz być z siebie zadowolony! - warknął Lou.
Odwrócił się na pięcie i zaczął gdzieś iść. Po chwili znaleźliśmy się w garderobie. Chłopak usiadł na kanapie i wyjął telefon z kieszeni. Wyszukał jakiś numer telefonu, po czym przystawił go do ucha.
- Lou, mam do ciebie sprawę. Możesz wpaść na halę? Proszę, to bardzo ważne... Naprawdę? Dziękuję... Wszystkiego dowiesz się jak przyjdziesz... No dobra, to cześć. Czekam na ciebie.
Rozłączył się i rzucił telefon na koniec kanapy. Zmartwiony wytarł moje mokre policzki.
- Już, spokojnie. Lou tu zaraz przyjedzie i coś zrobi z twoimi włosami - uśmiechnął się pocieszająco.
Położyłam głowę na ramieniu brata, przymykając oczy. Boo pocałował mnie w czubek głowy, głaszcząc po plecach, w celu uspokojenia mnie.
***
Po kilkudziesięciu minutach drzwi otworzyły się szeroko. Do środka weszła uśmiechnięta Lou.
- Cześć. Już wszystkiego się dowiedziałam. Chłopaki mi wytłumaczyli. Niki, nie martw się, wiem jaką fryzurę ci zrobić. Na pewno ci się spodoba - powiedziała kobieta.
Rzuciła na fotel torebkę i kurtkę. Fryzjerka, a zarazem stylistka chłopaków rozkazała mi usiąść przed stolikiem, na którym leżały suszarka, żele do włosów jak i kosmetyki. Nad nim wisiało wielkie lustro. Spojrzałam w nie i przygryzłam wargę. Moje włosy wyglądały gorzej niż źle.
- Nie smuć się. Zaraz wszystko naprawimy - odezwała się Lou.
Zaczęła obcinać moje włosy. Zamknęłam oczy, nie chcąc tego oglądać. Tak długo je zapuszczałam, a ten idiota mi je po prostu wyrwał. Nic innego jak zabić, zakopać, odkopać, sklonować, zabić, zakopać. Zobaczy jeszcze. Tym razem nie mam zamiaru tak szybko się godzić.
- No Niki, skończone. Otwórz oczy się i obejrzyj się - powiedziała fryzjerka po kilkudziesięciu minutach pracy nad moimi włosami.
Niepewnie otworzyłam oczy. Kiedy zobaczyłam efekt końcowy uśmiechnęłam się szeroko.
- Wyglądam fantastycznie. Dziękuję, dziękuję, dziękuję - mocno przytuliłam dziewczynę - jestem twoją dłużniczką.
- Oj, nie przesadzaj. Lepiej idź się pokaż bratu.
Odczepiłam się od dziewczyny i wybiegłam z pomieszczenia.
- Boo! - chłopak odwrócił się w moją stronę - i jak?
Brat podszedł do mnie i dokładnie obejrzał włosy.
- Wyglądasz rewelacyjnie - uśmiechnął się - ale nie lepiej ode mnie.
- Yhy, na pewno - zakpiłam.
- No tak, codziennie czytam, że wyglądam seksownie. A jak mam zarost to jeszcze bardziej.
- A ja ostatnio przeczytałam, że mam ładne, chude nogi, płaski brzuch, śliczną buźkę i fajny tyłek - przy ostatnich dwóch słowach, złapałam się za ów część ciała.
- Najładniejszy tyłek mam ja i tylko ja.
- Kiedyś oglądałam filmik na youtube. Nazywał się 'najlepszy tyłek w mieści' i były tam zdjęcia i gify mojego tyłka - powiedziałam.
Z jednej strony byłam dumna, że komuś podoba się moje ciało, ale z drugiej dziwnie się czułam ze świadomością, że ktoś patrzy na moje cztery litery.
Tommo wyjął z kieszeni telefon i po chwili zaczął coś na nim pisać. Zerknęłam mu przez jego ramię i jedyne co zobaczyłam to ptaszek twitter'a.
- Co piszesz? - spytałam brata.
Chłopak jednak mi nie odpowiedział. Westchnęłam i wyciągnęłam moją komórkę. Zalogowałam się na tt i weszłam na konto brata.
Przestańcie się gapić na tyłek mojej siostry.
Przybiłam sobie oczywiście facepalm'a i zaczęłam pisać tweet'a.
'Przestańcie się gapić na tyłek mojej siostry.' no właśnie, przestańcie, bo Boo jest zazdrosny.
Uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam na pięcie z zamiarem pójścia z powrotem do garderoby, ale przypomniałam sobie o feralnych kajdankach przyczepionych do mojej ręki.
- Ej, Lou, masz kluczyki do kajdanek? - spytałam.
Tommo zaczął grzebać w kieszeniach. Po chwili znalazłam kluczyk. Odpiął mnie od nich i wyrzucił gdzieś w tył.
- Chodź, wracamy do hotelu. Musimy się naszykować. O 20 wszyscy mamy zjeść kolacje z Taylor - mruknął.
- Ale ja nie chcę.
- Ja też nie mam ochoty, ale zróbmy to dla Harry'ego.
- W takim razie jak mam to robić dla Styles'a to nie mam jeszcze bardziej ochoty.
- Nie marudź. Szybko minie.
Louis objął mnie ramieniem i zaczęliśmy iść do wyjścia, po drodze zabierając kurtkę brata. Wyszliśmy z budynku. Przed nim oczywiście była duża grupka fanek, na szczęście za barierkami. Wzdrygnęłam się, kiedy otulił mnie zimny wiatr.
- Gdzie masz kurtkę?
- No.. um.. jajejniewzięłamtutaj - powiedziałam szybko, ale niestety chłopak wszystko zrozumiał.
- No to pięknie. Jest grudzień, a ty kurtki nie wzięłaś. No gratulacje, oddaję pokłony - zaczął klaskać, kłoniąc się jednocześnie.
- Dziękuję, dziękuję - zaczęłam machać ręką jak księżniczka.
- Nie żartuj sobie. Ciesz się, że wzięłam jedną dodatkową. Masz, zakładaj tą - rzucił mi swój czarny płaszcz. Posłusznie go założyłam, po czym weszłam do samochodu, który miał nas przetransportować do hotelu.
***
W hotelu byliśmy po kilkudziesięciu. Rzuciłam bratu jego kurtkę i weszłam do naszego pokoju. Ściągnęłam brwi, kiedy zobaczyłam Nialler'a. Mianowicie chłopak w samych bokserkach tańczył i śpiewał Macarenę. Nagle odwrócił się w moją stronę i spłonął buraka.
- Nie skomentuję tego.
Przeszłam obok chłopaka i podeszłam do walizki. Zaczęłam w niej grzebać. Wyrzucałam wszystko, szukając jakiś eleganckich ubrań. Normalnie założyłabym rurki i jakiś top ze sweterkiem, ale Louis wyraźnie dał mi do zrozumienia, że to jest droga restauracja i mam ubrać się w jakąś sukienkę. Tylko tu jest problem - ja nie wzięłam żadnej.
- Nie mam w co się ubrać - jęknęłam i położyłam się na ziemi.
- Z tego co Louis mówił mi dzisiaj rano El, Dan i Pezz poszły na zakupy. Powiedział, że ci coś kupią na tą kolację - uśmiechnął się do mnie lekko - a tak po za tym świetna fryzura. Powinnaś jednak podziękować Harry'emu, że ci włosy trochę uszkodził. Naprawdę, świetnie wyglądasz.
- Awh, dziękuję, ale nie mam mu zamiaru dziękować. To raczej on powinien mnie przeprosić. I za kajdanki, i za te włosy. Naprawdę długo je zapuszczałam.
- Jak chcesz. Teraz to leć się myć, ja ci przyniosę ubrania.
Kiwnęłam głową. Szybko zrzuciłam z siebie ubrania i po drodze zabierając świeżą bieliznę, poszłam do łazienki. Weszłam do kabiny i zaczęłam brać ciepły prysznic. Po kilku minutach ktoś zaczął walić mi w drzwi.
- Niki, wyłaź już! Ja też chcę skorzystać z ubikacji! - krzyknął Niall.
Przekręciłam oczami, ale posłusznie wyszłam spod prysznica. Migiem wytarłam się ręcznikiem i ubrałam bieliznę. Umyłam zęby, uczesałam włosy i wyszłam
- Łazienki wolna, księżulku - mruknęłam.
Chłopak nie odzywając się, zamknął się w środku, a rozejrzałam się za ubraniami. Leżały na łóżku. Podeszłam tam i zaczęłam się ubierać. Nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Do środka wszedł Louis.
- Pośpieszcie się. Jesteśmy już przez was spóźnieni.
- Un momento Pablito - powiedziałam po hiszpańsku.
Mimo faktu, że uczę się w szkolę hiszpańskiego tylko to umiałam tylko podstawowy. Niall jako, że umie hiszpański, co jakiś czas mi pomaga w nauce tego języka. Jednak pomimo tego lecę na dwójkach i jedynkach. Tylko za pracę domowe czy różne wypracowania dostaję lepsze oceny. Ale tutaj nie ma co się dziwić. Wtedy wszystko za mnie robi Nialler. Kochany Horan.
Założyłam biżuterię i trzymając torebkę w ręce, ruszyłam do drzwi, przy których stali chłopaki. Louis podał mi swój czarny płaszcz, a sam na sobie miał kurtkę. Założyłam na siebie płaszcz, który był dla mnie o wiele za duży, po czym przewiesiłam torebkę przez ramię. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do windy, oczywiście uprzednio zamykając drzwi.
- Ładna fryzura Niki. Louis mi powiedział co zrobił Harry - odezwała się do mnie El.
- No wiem. A ze Styles'a to jest niezły kawał frajera.
- Tylko Niki, proszę zachowuj się w restauracji. Nie rób żadnych scen. Rozumiesz? - Louis spojrzał na mnie.
- No dobra - mruknęłam.
Winda zatrzymała się na parterze, my z niej wysiedliśmy. Wyszliśmy przed hotel, gdzie stał mały van. Zajęliśmy miejsca w środku i odjechaliśmy w stronę restauracji.

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 42

Samolot wylądował. Zaspana uciekłam do Louis'a. Złapałam go za rękę, na co chłopak spojrzał na mnie. Posłał mi lekki uśmiech, co próbowałam odwzajemnić, ale zapewne wyszedł grymas. Chłopak bez słowa pociągnął mnie do wyjścia z samolotu.
Weszliśmy do busa podstawionego, żeby zawiózł pasażerów do budynku. Usiadłam koło Louis'a i oparłam głowę o niego ramię. Chłopak natomiast objął mnie ramieniem.
- Spać mi się chcę - jęknęłam.
- Niedługo będziemy w hotelu. Zdrzemniesz się tam, a teraz - zaczął grzebać w plecaku - zjedz.
Wzięłam od chłopaka kanapkę. Odwinęłam z folii i zajrzałam do środka. Wyjęłam z środka ser i wepchnęłam go do buzi brata. Złożyłam z powrotem bułkę i nie przejmując się marudzeniem brata, że powinnam zjeść ten ser, zaczęłam jeść kanapkę.
Po kilku minutach czekaliśmy już na nasze walizki. Dookoła nas stała ochrona i pilnowała, żeby żadna fanka nie przedarła się do nas. Przytuliłam się do Nialler'a, nie mogąc znieść już tych pisków i krzyków.
- Weźcie im coś zróbcie. Głowa mnie boli - mruknęłam w koszulkę chłopaka.
Blondyn wyjął ze swojego plecaka nauszniki i założył mi je na uszy. Nie zlikwidowały do końca hałasów, ale je wyciszyły. Spojrzałam zdziwiona na tlenionego.
- Przewidziałem, że będziesz marudzić, więc wziąłem je ze sobą.
Pokiwałam głową i spojrzałam na Paul'a, który zaczął mówić.
- Dla waszego bezpieczeństwa wszyscy będziecie mieszkać w trzech różnych hotelach. Będzie nam prościej was ochraniać przed fankami. Do tych hoteli też pojedziecie osobno. Liam, Danielle i Lou z Lux będą mieszkać w jednym hotelu. Zayn, Perrie, Harry i Niki w drugim. A ja, Niall, Eleanor i Louis w trzecim. Zrozumieliście?
- Nie, nie zgadzam się. Ja muszę być w jednym hotelu z Niki. Nie ma mowy, żeby było inaczej. Po za tym musi też być ktoś jeszcze w tym hotelu, żeby spał z nią w jednym pokoju - powiedział Boo, na co westchnęłam.
- No to inaczej. Liam, Danielle, Lou z Lux w jednym. Ja, Zayn, Perrie i Harry w drugim. A ty, Eleanor, Niki i Niall w trzecim. Pasuje?
- Już tak.
- Ale mnie w pokoju praktycznie nie będzie. Będę spał zazwyczaj u Tay - odezwał się Loczek.
Zrobiłam minę jakbym zaraz miała zwymiotować, co nie uszło uwadze Nialler'ka i Louis'a. Obydwoje spojrzeli na mnie rozbawieni.
- Ja też to widziałem, Niki - warknął Harry.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja zacisnęłam usta w cienką linię. Schowałam się za bratem przed wściekłym wzrokiem Lokersa. Objęłam go mocno w pasie, przeciskając głowę pomiędzy ręką, a tułowiem, żeby spojrzeć na resztę.
- Nie bij mnie - odezwałam się.
Zły chłopak odwrócił się do mnie tyłem, na co się zaśmiałam. Kilku ochroniarzy wzięło nasze bagaże, a pozostałych kilku pilnowali, żebyśmy w bezpieczeństwie dotarli do samochodów podstawionych pod lotniskiem. Nie chciało mi się iść, więc wskoczyłam na plecy brata i położyłam głowę na jego ramieniu. Zdezorientowany chłopak spojrzał w lewą stronę i uśmiechnął się widząc mnie. Podciągnął mnie do góry, żebym nie spadła i cmoknął w policzek. Z uśmiechem na ustach zamknęłam oczy.
- Kocham cię, Boo - szepnęłam.
- Ja ciebie też, mała - usłyszałam zanim odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
***
Obudziłam się w jakimś pokoju. Leżałam na łóżku przykryta kołdrą. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było w środku, prócz mnie. Wyskoczyłam z łóżka i zauważyłam, że stoję w jakiejś koszulce, a pod spodem mam majtki i stanik. Znowu jakiś zboczeniec mnie przebrał! Mój wzrok spoczął na jakimś liściku, leżącym na ławie. Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać.
Niki, jestem u Louis'a. Jak wstaniesz, ogarnij się i przyjdź tutaj, bo musimy jechać na próbę. Ma pokój zaraz obok nas. 
PS. Tak słodko spałaś, że nie mogłem, nie wstawić twojego zdjęcia na tt.
Nialler xx
Przekręciłam oczami, po czym wzięłam telefon do ręki. Zrobiłam wielkie oczy, kiedy zobaczyłam godzinę 9:14. Pamiętam, że zasnęłam na plecach brata na lotnisku. Wtedy było kilka minut po 15. Więc spałam jakieś 18 godzin. Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Po pierwsze dlatego, że spałam 18 godzin, a po drugie dlatego, że nie jestem tak cienka z matmy jak myślałam. Pokręciłam głową, po czym podeszłam do mojej walizki, która stała obok drzwi. Wyjęłam z niej ubrania i poszłam do innych drzwi. Okazało się, że to łazienka. Zamknęłam się od środka i zaczęłam rozbierać. Wzięłam szybko prysznic, ubrałam się, uczesałam włosy i wybiegłam z łazienki. Włożyłam telefon do kieszeni, a do ręki wzięłam kartę.
Zamknęłam drzwi nie zastawiając się długo skierowałam się w prawo. I to był błąd. Weszłam bez pukania, a przede mną stała jakaś stara kobitka w samych majtkach. Otworzyłam szeroko oczy, a ona zaczęła krzyczeć. Wybiegłam z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Wzdrygnęłam się na ten okropny widok i skierowałam do drzwi po lewej stronie. Najpierw przyłożyłam ucho do drzwi i kiedy usłyszałam głosy Niall'a i Louis'a weszłam do środka. Postanowiłam nie wspominać im o niemiłym incydencie.
- Cześć - mruknęłam.
- No, cześć. Jak się spało? - spytał Louis dając mi buziaka w czoło.
- Może być. Jedziemy?
Chłopaki pokiwali głową i skierowaliśmy się na korytarz. W tym samym momencie z pokoju wybiegła tamta stara pani. Rozejrzała się dookoła i kiedy mnie zobaczyła, podeszła do nas.
- Co ty sobie wyobrażasz, co?! - krzyknęła - nie wiesz, że się puka?! Nie wstyd ci?!
- Ej, ej, ej. Co się stało? - spytał Boo.
Kobitka nic nie odpowiedziała tylko odwróciła się do nas i machając tyłkiem we wszystkie strony, wróciła do pokoju.
- Niki, co się stało? - ponowił pytanie brat.
- To.. to jego wina! - krzyknęłam wskazując na blondyna.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Moja? Niby dlaczego?! - fuknął.
- Bo to ty nie powiedziałeś, gdzie ma pokój Lou i to przez ciebie weszłam do niej do pokoju i to przez ciebie widziałam ją bez stanika! - ryknęłam, a chłopaki zaczęli się śmiać.
- I co, ładne widoki? - wydukał Tommo.
Założyłam ręce na piersi i obrażona zaczęłam iść w stronę windy. Weszłam do niej i nie przejmując się krzykami chłopaków, żebym ją zatrzymała, zjechałam na hol.
***
Na wielką halę, gdzie chłopaki za kilka dni mają dać koncert, dojechaliśmy po około godzinie. Bylibyśmy szybciej gdyby nie korki.
Wyskoczyłam z samochodu i mijając tłum fanek stojących za bramkami, pobiegłam do Zayn'a stojącego przed budynkiem i palącego papierosa. Wskoczyłam na jego plecy, na co Mulat zachwiał się, ale po chwili utrzymał równowagę, łapiąc się słupka.
- No cześć Malik! - krzyknęłam mu do ucha.
- No cześć Tomlinson! - zrobił tak samo jak ja wcześniej tyle, że o wiele głośniej.
Skrzywiłam się lekko, na co chłopak się zaśmiał. Przydeptał nogą papierosa i skierował się do wejścia. Ochroniarz otworzył nam drzwi. Zayn zaczął iść korytarzem przed siebie. Przeszedł przez wielkie drzwi i znaleźliśmy się na hali. Dookoła chodzili różni ludzie, którzy przygotowywali scenę na występ. Spojrzałam na scenę, gdzie stali reszta zespołu, 1D Band i Paul. Zeskoczyłam z pleców Mulata i usiadłam na ziemi, wyjmując telefon z kieszeni. Natomiast Zayn skierował się do pozostałych. Chciałam wejść na tt, ale nagle ktoś do mnie zadzwonił. Lilly. Bez zastanowienia odebrałam.
- No cześć. Co tam? - spytałam uśmiechnięta.
- Mam do ciebie ważne pytanie, bo tak sobie rozmawiam z George'm na temat zwierząt i zeszliśmy na temat psów. I ja się go pytam czy mogę mieć psa, ale on od razu, że nie, bo to duża odpowiedzialność. Ale wcale, że nie. Przecież ty masz psa i ta odpowiedzialność nie jest taka duża, c'nie?
- Naprawdę? To jest ta ważne pytanie? - przybiłam sobie facepalm'a.
- Nie, nie, nie. Tak sobie dalej rozmawiamy i nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Ja nie chciałam iść otworzyć, więc sobie poszedł mój brat. I ja myślę, że jak będę miała psa to bym go musiała myć, kupować jedzenie, czesać, przytulać. Ale ja mogłabym to zrobić. Lubię myć, czesać i przytulać. A co do przytulania, wiesz, że najlepiej przytula Niall.? Na początku, mimo, ze jestem Directioner, nie wierzyłam w to, ale później przecież przyszłam do ciebie i każdego przytuliłam. I naprawdę Niall najlepiej przytula. Harry też. Jak go przytuliłam to żebym się nie denerwowała masował mi plecy. Wszystkim fankom tak robi. To jest naprawdę słodkie. Ale tak czy tak Niall najlepiej. Zresztą sam Harry też...
Miałam dość słuchania, który z nich najlepiej przytula, więc po prostu się rozłączyłam. Już chciałam wejść na tt, kiedy mój telefon znowu wydał z siebie nuty piosenki ROOM 94 - Tonight. Lilly. Westchnęłam, ale odebrałam.
- Dlaczego się rozłączyłaś? Ja mam do ciebie ważne pytanie! - warknęła dziewczyna.
- To mi zadaj to pytanie, a nie mówisz, który z nich najlepiej przytula. Zdradzę ci pewien sekret. Nie obchodzi mnie to! - ostatnie zdanie krzyknęłam do słuchawki tak, że kilka osób spojrzało się na mnie.
- Okej, to nie będziemy o tym rozmawiać - burknęła - mianowicie, co zrobiliście z Shilą? Przecież jesteś w NY? To co ona została sama w domu?
Otworzyłam szeroko oczy.
- Zapomniałam o niej! Idę się spytać co z nią Louis'a! Cześć!
Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam biec na scenę. Jednak w połowie drogi dostrzegłam, że nie ma tam chłopaków. Zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać dookoła. Na krześle siedział Josh. Podbiegłam do niego
- Gdzie jest Louis? - spytałam pośpiesznie.
- Nie wiem, chyba w ubikacji - wzruszył ramionami.
- Gdzie ona jest?
Devine wytłumaczył mi drogę, która po chwili biegłam. Stanęłam przed drzwiami do męskiej ubikacji. Nie zastanawiając się długo, weszłam do środka.
- Halo, Louis jesteś tutaj? - spytałam.
- Niki, Niki. Pomóż mi! - krzyknął nagle Liam z ostatniej kabiny.
- Co jest? Gdzie jest w ogóle Lou? Mam ważną sprawę.
- Papier się skończył! Przynieś mi trochę! - mruknął zawstydzony.
Zacisnęłam mocno usta, żeby nie zacząć się śmiać, jednak to nic nie dało. Już po chwili leżałam na kafelkach.
- Niki, no! Przestań się śmiać! To nie jest śmieszne! - warknął zły.
- Oh, no dobra. Masz - wstałam z ziemi i rzuciłam mu chusteczki higieniczne - to teraz gadaj gdzie jest Lou.
- W garderobie.
Wybiegłam z łazienki i pobiegłam do garderoby. Wbiegłam do niej i od razu zobaczyłam brata.
- Loueh! Zapomniałam o niej! Ona tam jest sama! Nie ma nic do jedzenie! - krzyknęłam łapiąc chłopaka za bluzkę.
- Spokojnie, oddałem ją do hotelu dla zwierząt. A ty mogłabyś trochę bardziej interesować się psem. Nie po to ci go kupiłem, żebyś miała go gdzieś. Miałem nadzieję, że będziesz rozważna i będziesz przejmowała się innymi.
- Oh, przestań. Nie mów mi, że się nią nie interesuję. To ja ją wyprowadzam na spacer, daję jeść, myję i robię wiele więcej rzeczy. Po za tym, wami też się przejmuję, więc nie mów, że jest inaczej - mruknęłam obrażona.
Chłopak machnął ręką i zaczął kierować się do drzwi.
- Co? Nie wierzysz mi? Jak zwykle! Zawsze sądzisz, że obchodzi mnie tylko moja dupa, a wszystko inne mam gdzieś! - krzyknęłam, a w moich oczach zebrały się łzy.
Chłopak odwrócił się i na jego twarzy zagościł grymas, kiedy zobaczył łzy spływające po mojej twarzy. Podszedł do mnie, wziął na ręce i usiadł na kanapie, sadzając mnie na kolanach.
- Przepraszam - szepnął - nie chciałem, żebyś płakała. Proszę, przestań. Po prostu denerwuję, się tym występem.
Schowałam głowę w zagłębieniu szyi chłopaka i cicho szlochałam. Loueh masował mnie po plecach, szepcząc, żebym przestała płakać. Po kilku minutach przestałam płakać. Spojrzałam na twarz brata.
- Już, dobrze? - spytał wycierając mokre policzki rękoma.
Pokiwałam lekko głową. Boo uśmiechnął się lekko i cmoknął mnie w czoło, po czym objął obiema rękoma moją szyję, przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej.
- Tak bardzo cię kocham, wiesz? - powiedział w moje włosy.
- Ja ciebie też.
Chłopak dźwignął się i ze mną na rękach skierował się do drzwi.
- Louis, nauczysz mnie jeździć na deskorolce? - spytałam nagle.
Chłopak postawił mnie na ziemi. Wziął do ręki swoją deskorolkę i pociągnął mnie na hol. Postawił deskorolkę na ziemi i kazał mi na niej przejechać się, asekurując mnie. Oczywiście nie obyło się bez kilkunastu spotkań zarówno z podłogą jak i ścianą. Teraz właśnie widać jak Lou mnie asekuruję.
W końcu przestałam się uczyć jeździć na tej piekielnej desce. Usiadłam na ziemi i patrzyłam na Louis'a jak jeździ. Po kilku minutach Boo został zawołany na próbę. Położyłam się na ziemi i patrzyłam na chłopaków, którzy podczas próby robią jakieś mostki, gwiazdy czy próbują stanąć na rękach. Aż facepalm'a zachciało mi się przybić. Położyłam głowę na ziemi. Nie mogłam dalej patrzeć jak się ośmieszają. Jednak po chwili podniosłam z powrotem głowę. Wzdrygnęłam, kiedy Loueh próbował stanąć na rękach. Zahaczył nogą o stojaki z mikrofonami i wszystko wylądowało na nim. Na mojej buzi zagościł grymas. To naprawdę musiało boleć. Miałam dość dalszych wygłupów chłopaków, więc wstałam na równe nogi i poszłam do garderoby. Ległam na kanapie i włączyłam telewizor. Przełączyłam kanał na TLC. Jakie było moje szczęście, kiedy zobaczyłam, że jest maraton Słodkiego Biznesu. Uśmiechnięta położyłam się na kanapie, kładąc głowę na poduszce i nie przejmując się niczym zaczęłam oglądać serial.