środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 44

Więc tak, mam kilka blogów, o które prosiła jedna dziewczyna. Mam nadzieję, że o takie ci chodziło. c;
http://stole-my-heart1d.blogspot.com/
http://myonedirectionandmylife.blogspot.com/
http://youaresostupidbutiloveyou.blogspot.com/ (tutaj po kilku rozdziałach dowiaduję, się główna bohaterka, że jest siostrą jednego z chłopaków)
http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/
Mam jeszcze dwa, ale jeden został usunięty, a drugi jest tylko dla zaproszonych gości.
A co do mojego twitter'a, jest w stronach po prawej stronie. c;

- Taylor, jak niemiło cię zobaczyć! Zmieniłaś się! Może ci cycki urosły? Nie, to jednak nie to! - powiedziałam uśmiechając się wrednie do dziewczyny, kiedy tylko stanęłam koło stolika.
- Oh, Niki, miałam nadzieję, że jednak nie przyjdziesz - mruknęła.
- Niedoczekanie twoje.
Usiadłam na krześle przy wielkim, okrągłym stole. Po jednej mojej stronie usiadł Boo, a zaraz obok niego El. Koło dziewczyny brata usiedli Zay i Pezz. Po mojej drugiej stronie, ku mojemu nieszczęściu, usiadł Harry, później Dan, Leeyum, Nialler, a na przeciw mnie Taylor. Nie wiem dlaczego nie usiedli obok siebie, nie obchodzi mnie to. Spojrzałam się w prawo i zobaczyłam wściekłą twarz Harry'ego.
- Nie patrz się tak intensywnie na mnie, bo pomyślę, że się we mnie zabujałeś - mruknęłam i usłyszałam śmiech chłopaków.
- Wkurzasz mnie.
- I vice versa - mruknęłam zaglądając do karty dań.
- Żałuję, że nie wyrwałem ci więcej tych włosów. Miotłę bym z nich zrobił.
- Ja zaraz wyrwę twoje kudły. Będziemy mieli przepychacz do kibla.
- Dobra, uspokójcie się. Jesteśmy w restauracji, bawmy się dobrze - wtrącił się Liam.
- Tak, jesteśmy w restauracji. Spełniliście moje marzenie. Yey - powiedziałam bez emocji, na co zostałam skarcona wzorkiem przez brata.
Po chwili do stolika podszedł kelner. Zebrał od nas nasze zmówienia. Dla mnie oczywiście musiał wybrać brat, bo stwierdził, że ja wybiorę sobie coś czego nie zjem.
- Taylor, tak ostatnio się zastanawiałam i wymyśliłam kilka tytułów do twojego albumu. Możesz je wziąć i napisać tekst. Poczekaj, już ci mówię - zaczęłam grzebać w torebce, szukając kartki z tytułami - o mam. A więc "I went in the wrong direction", "My style isn't Styles", "Ex-Factor", "Stop touching yo...
- Skończ - syknął Harry.
- Ale to nie jest nawet połowa! Na czym to ja.. A tak mam "Stop touching your bandmates"...
Nie dokończyłam mówić, kiedy z mojej ręki zniknęła kartka.
- Ej, no daj mi skończyć - powiedziałam zbulwersowana.
- Nie, robisz wiochę.
Spojrzałam na resztę towarzystwa. Wszyscy, prócz Taylor i Harry'ego oczywiście, mieli rozbawione miny. Zerknęłam na brata, uśmiechnął się szeroko i poczochrał mi włosy. Schylił się, a następnie szepnął mi do ucha:
- Uspokój się, proszę.
- Postaram się.
Chłopak uśmiechnął się szerzej i odchylił, uprzednio całuj lekko w głowę.
- Ale wy jesteście słodkim rodzeństwem. Tylko pozazdrościć - usłyszałam głos Danielle.
- Zgadzam się, też chciałabym mieć takie relacje z bratem - odezwał się Zayn, a my spojrzeliśmy na niego dziwnie - gdybym miał brata i byłbym dziewczyną - dokończył.
Przekręciłam oczy rozbawiona stwierdzeniem Mulata. Całe towarzystwo zaczęło rozmawiać, a ja zastanawiać się jak Zay wyglądałby jako dziewczyna.
***
Jadłam sobie spokojnie moje danie, kiedy nagle poczułam czyjąś stopę jeżdżącej po mojej nodze. Odłożyłam widelec i rozejrzałam się dookoła. Boo, El i Pezz rozmawiali ze sobą, Zay poszedł zapalić. Dan prowadziła konwersację z Nialler'em, a Hazz z Leeyum'em. Natomiast Taylor niby jadła, ale co chwila zerkała na Styles'a filuternym wzrokiem. Doszłam do wniosku, że ona się pomyliła i to jej stopa mizia mnie po nodze. Teraz znajdowała się na moim udzie.
- Louis - szepnęłam przerażona całym zdarzeniem i pociągnęłam go za rękaw.
- Poczekaj, Niki.
- Ale Louis...
- Mówię, poczekaj.
- Ale to naprawdę ważne.
- No co? - spytał lekko zirytowany faktem, że przeszkadzam mu w rozmowie.
- Bo Swift pomyliła mnie ze Styles'em! Ona jeździ mi stopą po nodze i niebezpiecznie zbliża się do mojego krocza - powiedziałam spanikowana.
Chłopak zrobił wielkie oczy, ale po chwili jakby się otrząsnął i spojrzał na dziewczynę.
- Taylor, jesteśmy w porządnej restauracji. Ogarnij się.
- Ale o co ci chodzi? - zgrywała głupa, ale na szczęście zabrała swoją nogę.
- Po prostu przestań dotykać Niki, jasne?
- Louis, przestań - wtrącił się Harry.
- Jakie przestań? Mówię tylko, żeby ona nie dotykała Niki. Tak trudno zrozumieć?
Styles posłał mi złowrogie spojrzenie jakby to całe zamieszanie było moją winą. Frajer.
Resztę kolacji już się nie odezwałam. Nie miałam najmniejszej ochoty, a to wszystko przez tego kręconego pudla. Zepsuł mi humor. Oczywiście moi towarzysze próbowali wciągnąć mnie do rozmowy, ale po kilku nieudanych próbach skończyli. Przysłuchiwałam się konwersacji o zbliżającym się koncercie. Mówili, że strasznie się denerwują, ale moim zdaniem to koncert jak każdy inny, ale co ja tam mogę wiedzieć.
Bawiłam się rąbkiem sukienki, kiedy nagle usłyszałam głos Louis'a oznajmiający, że wracamy do hotelu. Ucieszyłam się z tego powodu. Byłam znudzona i śpiąca. Jestem pewna, że nie pośpię sobie dzisiaj za długo. Jutro musimy wstać przed 6am, bo chłopaki na 7am mają próbę. Będą trwały do 1pm, a resztę dnia mają wolne ze względu na fakt, że jutro przylatują do Nowego Yorku rodziny i przyjaciele chłopaków.
Wstałam z krzesła i zaczęłam kierować się do wyjścia z restauracji. Po drodze zgarnęłam kurtkę Louis. Zarzuciłam ją na ramiona i wyszłam przed budynek. Zaraz za mną czołgał się Nialler, dziewczyny oraz Liam i Zayn. Pozostała dwójka pewnie poszła zapłacić za obiad. Tylko po co obydwoje poszli? Przecież każdy głupi potrafi zapłacić rachunek.
Wzdrygnęłam, kiedy zawiał dosyć mocny, zimny wiatr. Pokonałam dystans dwóch metrów dzielących mnie z Niallerem i mocno się do niego przytuliłam. Chłopak natychmiastowo odwzajemnił uścisk, całując mnie lekko w głowę.
- Kocham cię, Nialler, wiesz? - powiedziałam w jego szyję.
- Wiem i ja ciebie też, mała - zachichotał cichutko.
Po chwili na dwór wyszli Harry i Louis. Rozeszliśmy się do kilku taksówek i pojechaliśmy do hotelu.
***
Rano obudził mnie Nialler, drąc mi się do ucha, że krasnoludek musi wstać. Tym krasnoludkiem oczywiście byłam ja. Ale to już nie moja wina, że mam tylko 162cm. Nie trzeba od razu wyzywać mnie od krasnoludków.
- To już dziś, to już dziś, to już dziś... - piszczał podekscytowany Nialler latając po pokoju w samych bokserkach, kiedy ja leżąc na wygodnym łóżku, oglądałam w telewizji bajkę "O Rety! Psoty Dudusia Wesołka".
Wczoraj do NY przyleciała rodzina i przyjaciele. Miałam małą nadzieję, że zakoleguję się siostrą Zayn'a, Waliyhą, i jego kuzynką, Aaroosą, ale to uległo zmianie, kiedy oby dwie stwierdziły, że zabieram im Zayna. W tamtym momencie przybiłam facepalm'a i odeszłam od nich, zapoznając się z rodzinami i przyjaciółmi reszty chłopaków. Ich natomiast polubiłam, a zwłaszcza rodziców chłopaków, którzy od razu kazali mówić na siebie 'ciocia' i 'wujek'. Mi to zresztą też nie przeszkadzało. Spodobało mi się, że nie traktują mnie z dystansem.
Nagle poczułam jak coś na mnie spada. Ocknęłam się i spojrzałam na brzuch, na którym leżał blondyn.
- Wstawaj kaszalocie.
- Jak bajka się skończy - mruknęłam próbując go zepchną, jednak z marnym skutkiem.
- No wstawaj. Mamy ostatnią, generalną próbę i koncert. Rozumiesz to? - spytał, potrząsając mną za ramiona.
- Tak, tak, fajnie, spadaj - powiedziałam szybko, by go zbyć.
- Nie! Masz mi wstać! Za godzinę przyjeżdża samochód! - syknął lekko zirytowany.
- Gadaj do ręki - powiedziałam i na potwierdzenie moich słów wyciągnęłam ją przed twarz Niallera.
- Ty mała szujo, ja ci piorę, sprzątam i gotuję, a ty do mnie z tekstem 'gadaj do ręki'? Nie wstyd ci? - mówił uderzając poduszką o moją głowę.
- Z tego co wiem to Louis pierze moje ubrania, nie sprzątasz mojego pokoju, więc mi nie sprzątasz i nie umiesz gotować, prócz tego zielonego czegoś.
- Cicho! Już koniec tego leżenia! Jest dziesiąta! Wstawaj z wyra!
Przekręciłam oczami, ale wyszłam z łóżka. Wzięłam bieliznę i poszłam do łazienki w celu odświeżenia się.
Po kilkudziesięciu minutach weszłam do pokoju, susząc włosy ręcznikiem. Zobaczyłam Niallera. Leżał rozwalony na łóżku, oglądając tv.
'Taa... A mi kazał wstać' - pomyślałam.
Stanęłam przed telewizorem, zasłaniając jego kawałek chłopakowi. Zorientowałam się, że chłopak ogląda "MasterChef: Gordon Ramsay"
- Odsuń się. Zasłaniasz widok! - ryknął nagle Horan, na co podskoczyłam.
- Bitch please, to ja jestem widokiem.
- Taa.. I jesteś urocza jak włos z mojego krocza - rzucił.
Odwróciłam się do niego przodem, przestając suszyć włosy. Na buzi blondyna widniał wredny uśmiech.
- Tak? A ty za to jesteś uroczy jak zdechła dżdżownica! - rzuciłam.
- Wolę być dżdżownicą niż włosem z mojego krocza.
- Wiesz co, jesteś mieszanką głupka i kretyna - mruknęłam zła.
Odwróciłam się tyłem do chłopaka, grzebiąc w walizce. Wyjęłam z niej to. Szybko ubrałam się, następnie w łazience dosuszyłam włosy i wyszłam z pokoju, uprzednio wkładając telefon do moich dżinsów.
Zjechałam windą na parter i skierowałam się do restauracji. Podeszłam do stołu szwedzkiego. Na talerz nałożyłam 7 naleśników brzoskwiniami, truskawkami i kiwi, do miski nalałam dużo mleko i jeszcze więcej płatek oraz ciepłą herbatę z miodem. Położyłam wszystko na tacy i podeszłam do wolnego stolika.
- Pośpiesz się - podskoczyłam zaskoczona, kiedy usłyszałam głos Louis'a.
- Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
Chłopak zrobił urażoną minę, ale przysiadł się do mnie. Zauważyłam, że w ręce ma łyżkę. Przesunął trochę miskę z płatkami w swoją stronę, aby mieć do niej lepszy dostęp. Tommo włożył łyżkę do miski i zaczął jeść.
- Co ty robisz? - spytałam z pełną buzią - weź idź sobie po swoje śniadanie, a nie jesz moje.
- Nie? Jesteśmy rodziną, powinnyśmy się wszystkim dzielić - powiedział pewnie.
Mruknęłam coś pod nosem, ale nie zabroniłam bratu wyżerać śniadania. Kiedy miska była pusta wypił moją herbatę, a później dobrał się do naleśników.
- Przestań! Ja też chcę coś zjeść!
- A ja ci zabraniam? Jedz sobie! - rzekł plując na mnie kawałkami naleśnika - ups, sorcia - dodał, kiedy zobaczył moją wściekłą minę.
Nie odzywając się więcej, wstałam i udałam się do wyjścia. Wyszłam przed hotel, by poczekać kilka minuta na samochód, o którym mówił Nialler, ale to nie było dobrym pomysłem. Fanki, które czekały na chłopców, rzuciły się na mnie. Przerażona próbowałam wrócić do hotelu, ale nie mogłam się przecisnąć. Dziewczyny i chłopaki, bo też kilku zauważyłam, krzyczeli, piszczeli, prosili o zdjęcia. Zdezorientowana ponowiłam próbę wydostania się z tłumu, ale skończyło się to moją glebą.
Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię. Podniosłam głowę i zobaczyłam goryla. Ale w sensie, że takiego wielkiego człowieka, a nie zwierzę. Chociaż chciałabym zobaczyć goryla. Nigdy go nie widziałam. Na żywo go nie widziałam, bo jak kiedyś oglądałam Discovery Channel to pokazywali jak goryle się rozmnażają.
Mężczyzna podniósł mnie do pionu i zaczął kierować w przeciwną stronę niż hotel. Doszliśmy do samochodu i mnie tam wepchnął. Zobaczyłam, że w środku siedzą już chłopaki razem z Aaroosą i Waliyhą.
- Hej wam - powiedziałam.
- Nic ci nie jest? Zrobiły ci coś? Pokaż się no - dopadł mnie brat.
Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął oglądać.
- Louis, przestań - mruknęłam próbując wstać, ale z powrotem mnie pociągnął - no przestań. Nic mi nie jest.
- Na pewno?
- Ja to bym nie była tego tak pewna patrząc na jej wygląd - usłyszałam szept siostry Malik do swojej kuzynki.
Wszystkie głowy odwróciły się w ich stronę.
- Lepiej popatrz na siebie i swój rozmazany makijaż - rzuciłam złośliwie.
- My przynajmniej używamy kosmetyków - odezwała się Aaroosa.
- Niki nie musi używać kosmetyków, bo jest naturalnie ładna - wtrącił się Harry.
Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem. Nie przestałam być na niego zła i myślałam, że on też jest na mnie zły. Albo mu może już przeszło i chcę się pogodzić, próbując mi się podlizać? Nie wiem.
Reszta drogi minęła dosyć spokojnie, prócz momentów, kiedy razem wymieniałyśmy się złośliwymi komentarzami. Mnie one nie ruszały, ale patrząc na Malikowe, myślałam, że zaraz się popłaczą. W końcu Zayn zagroził nam, że jak nie skończymy się kłócić zatrzymamy się i nas wysadzą. Wiedząc, że on nie żartuje, przestałam się do nich odzywać tylko słuchałam jakiś bezsensownych historyjek Styles'a.

środa, 21 sierpnia 2013

Krótka informacja

Kolejny rozdział pojawi się dopiero za tydzień. Mama na wakacje pojechała, więc musiałam wybyć do babci na działkę, gdzie nie mogę połączyć się z internetem. Dzisiaj dopiero przyjechałam do kuzynki, więc szybko do was piszę. Przepraszam za zwłokę. Następny rozdział na 100% pojawi się do następnej środy.

Po za tym do dziewczyny, która pytała się o bloga, że jest tam rodzeństwo to mam tam coś takiego tyle, że zapisane na moim laptopie, a on jest w domu. Jakby co przy następnym rozdziale ci podam. c;

Kocham Was. xx

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 43

Oto nowy rozdział. Szczerze powiedziawszy, chciałam sobie zrobić małą przerwę z blogiem. Wszystko przez ten poprzedni rozdział. Naprawdę do dupy mi wyszedł. Jednak już następnego dnia, zrozumiałam, że nie mogę. Sama nie lubię, kiedy ktoś przestaję dodawać rozdziały do opowiadań, które uwielbiam, więc nie mogłam tego samego zrobić. Mam nadzieję, że chociaż ten rozdział wam się spodoba. xx

Otworzyłam zaspane oczy. Leżałam na kanapie w garderobie. Byłam przykryta jakimś kocem, a telewizor był wyłączony. Chciałam usiąść, ale kiedy tylko spróbowałam to zrobić, poczułam mocny uścisk na moim lewym nadgarstku. Zerknęłam na niego, po czym otworzyłam szeroko oczy. Mianowicie ręka była sczepiona ze stolikiem. Nie myśląc długo nad tym, pociągnęłam mocno. W efekcie półeczka się przewróciła, a wszystko co na niej leżało, znalazło się na podłodze. Zdenerwowana, ciągnąc za sobą stolik udałam się na scenę, gdzie spotkałam chłopaków.
- Który to zrobił?! - wydarłam się.
Wzrok wszystkich spoczął na mnie. Widząc moją osobę przypiętą z meblem, zaczęli się śmiać. Fuknęłam obrażona, po czym krzyżując ręce, usiadłam na stoliczku tyłem do chłopaków.
- Oj, Niki, nie obrażaj się. Zaraz dowiemy się kto to zrobił - powiedział Loueh stając koło mnie.
- Jestem pewna, że to Styles. To on, na 100% procent to on!
- Dlaczego niby ja? - pisnął chłopak pojawiając się przede mną.
- Bo tylko ty jesteś takim wielkim frajerem, żeby takie coś zrobić! - ryknęłam.
Wstałam z mebla i zaczęłam z Lokersem mierzyć się gniewnym wzrokiem. 
- Harry, to ty zrobiłeś? - spytał Boo.
- Może - odpowiedział, posyłając mi chytry uśmieszek.
Nie wytrzymałam i po prostu się na niego rzuciłam. Wylądowałam na chłopaku. Zaczęłam go drapać i ciągnąć za włosy. Miałam z tym małe trudności, bo nadgarstek dalej był spięty z półką, ale jakoś dawałam radę. Harry oczywiście nie był gorszy. Wplótł rękę w moje włosy i pociągnął najmocniej jak mógł. Pisnęłam z bólu, ale nie przestałam mu oddawać. Ostatnio nie miałam czasu na wypiłowanie paznokci, więc były dosyć długie. Wykorzystałam to i wbiłam je w rękę Loczka najmocniej jak mogłam. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi ze Styles'a. Wierzgałam nogami, próbując się uwolnić spod mocnego uścisku, ale nie udało się. W końcu się uspokoiłam. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że półka leży cała rozwalona koło moich nóg, więc mój nadgarstek był przyczepiony tylko do kajdanek. Zerknęłam na chłopaków. Mieli zmartwione miny. Nie wiedziałam o co im chodzi, dopóki nie spojrzałam na Harry'ego. Ze zwycięskim uśmiechem trzymał w ręce dosyć spory kosmyk blond włosów. Moich blond włosów. Przejechałam dłońmi po włosach i syknęłam, czując lekki ból po prawej stronie głowy. Przejechałam ponownie po tym miejscu. Z przerażeniem stwierdziłam, że jej kawałek jest prawie łysy. Czułam tylko krótkie włosy.
- Louis.. on.. on mi wyrwał włosy - moje usta niebezpiecznie drżały, a w oczach zgromadziły się łzy - ja tak długo je zapuszczałam, a.. a on mi je.. wyrwał.
Tommo szybko zmniejszył dystans znajdujący się między nami i mocno przytulił, podnosząc mnie. Oplotłam nogami jego biodra, ręce zaplotłam wokół szyj, chowając w niej głowę.
- No Styles, możesz być z siebie zadowolony! - warknął Lou.
Odwrócił się na pięcie i zaczął gdzieś iść. Po chwili znaleźliśmy się w garderobie. Chłopak usiadł na kanapie i wyjął telefon z kieszeni. Wyszukał jakiś numer telefonu, po czym przystawił go do ucha.
- Lou, mam do ciebie sprawę. Możesz wpaść na halę? Proszę, to bardzo ważne... Naprawdę? Dziękuję... Wszystkiego dowiesz się jak przyjdziesz... No dobra, to cześć. Czekam na ciebie.
Rozłączył się i rzucił telefon na koniec kanapy. Zmartwiony wytarł moje mokre policzki.
- Już, spokojnie. Lou tu zaraz przyjedzie i coś zrobi z twoimi włosami - uśmiechnął się pocieszająco.
Położyłam głowę na ramieniu brata, przymykając oczy. Boo pocałował mnie w czubek głowy, głaszcząc po plecach, w celu uspokojenia mnie.
***
Po kilkudziesięciu minutach drzwi otworzyły się szeroko. Do środka weszła uśmiechnięta Lou.
- Cześć. Już wszystkiego się dowiedziałam. Chłopaki mi wytłumaczyli. Niki, nie martw się, wiem jaką fryzurę ci zrobić. Na pewno ci się spodoba - powiedziała kobieta.
Rzuciła na fotel torebkę i kurtkę. Fryzjerka, a zarazem stylistka chłopaków rozkazała mi usiąść przed stolikiem, na którym leżały suszarka, żele do włosów jak i kosmetyki. Nad nim wisiało wielkie lustro. Spojrzałam w nie i przygryzłam wargę. Moje włosy wyglądały gorzej niż źle.
- Nie smuć się. Zaraz wszystko naprawimy - odezwała się Lou.
Zaczęła obcinać moje włosy. Zamknęłam oczy, nie chcąc tego oglądać. Tak długo je zapuszczałam, a ten idiota mi je po prostu wyrwał. Nic innego jak zabić, zakopać, odkopać, sklonować, zabić, zakopać. Zobaczy jeszcze. Tym razem nie mam zamiaru tak szybko się godzić.
- No Niki, skończone. Otwórz oczy się i obejrzyj się - powiedziała fryzjerka po kilkudziesięciu minutach pracy nad moimi włosami.
Niepewnie otworzyłam oczy. Kiedy zobaczyłam efekt końcowy uśmiechnęłam się szeroko.
- Wyglądam fantastycznie. Dziękuję, dziękuję, dziękuję - mocno przytuliłam dziewczynę - jestem twoją dłużniczką.
- Oj, nie przesadzaj. Lepiej idź się pokaż bratu.
Odczepiłam się od dziewczyny i wybiegłam z pomieszczenia.
- Boo! - chłopak odwrócił się w moją stronę - i jak?
Brat podszedł do mnie i dokładnie obejrzał włosy.
- Wyglądasz rewelacyjnie - uśmiechnął się - ale nie lepiej ode mnie.
- Yhy, na pewno - zakpiłam.
- No tak, codziennie czytam, że wyglądam seksownie. A jak mam zarost to jeszcze bardziej.
- A ja ostatnio przeczytałam, że mam ładne, chude nogi, płaski brzuch, śliczną buźkę i fajny tyłek - przy ostatnich dwóch słowach, złapałam się za ów część ciała.
- Najładniejszy tyłek mam ja i tylko ja.
- Kiedyś oglądałam filmik na youtube. Nazywał się 'najlepszy tyłek w mieści' i były tam zdjęcia i gify mojego tyłka - powiedziałam.
Z jednej strony byłam dumna, że komuś podoba się moje ciało, ale z drugiej dziwnie się czułam ze świadomością, że ktoś patrzy na moje cztery litery.
Tommo wyjął z kieszeni telefon i po chwili zaczął coś na nim pisać. Zerknęłam mu przez jego ramię i jedyne co zobaczyłam to ptaszek twitter'a.
- Co piszesz? - spytałam brata.
Chłopak jednak mi nie odpowiedział. Westchnęłam i wyciągnęłam moją komórkę. Zalogowałam się na tt i weszłam na konto brata.
Przestańcie się gapić na tyłek mojej siostry.
Przybiłam sobie oczywiście facepalm'a i zaczęłam pisać tweet'a.
'Przestańcie się gapić na tyłek mojej siostry.' no właśnie, przestańcie, bo Boo jest zazdrosny.
Uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam na pięcie z zamiarem pójścia z powrotem do garderoby, ale przypomniałam sobie o feralnych kajdankach przyczepionych do mojej ręki.
- Ej, Lou, masz kluczyki do kajdanek? - spytałam.
Tommo zaczął grzebać w kieszeniach. Po chwili znalazłam kluczyk. Odpiął mnie od nich i wyrzucił gdzieś w tył.
- Chodź, wracamy do hotelu. Musimy się naszykować. O 20 wszyscy mamy zjeść kolacje z Taylor - mruknął.
- Ale ja nie chcę.
- Ja też nie mam ochoty, ale zróbmy to dla Harry'ego.
- W takim razie jak mam to robić dla Styles'a to nie mam jeszcze bardziej ochoty.
- Nie marudź. Szybko minie.
Louis objął mnie ramieniem i zaczęliśmy iść do wyjścia, po drodze zabierając kurtkę brata. Wyszliśmy z budynku. Przed nim oczywiście była duża grupka fanek, na szczęście za barierkami. Wzdrygnęłam się, kiedy otulił mnie zimny wiatr.
- Gdzie masz kurtkę?
- No.. um.. jajejniewzięłamtutaj - powiedziałam szybko, ale niestety chłopak wszystko zrozumiał.
- No to pięknie. Jest grudzień, a ty kurtki nie wzięłaś. No gratulacje, oddaję pokłony - zaczął klaskać, kłoniąc się jednocześnie.
- Dziękuję, dziękuję - zaczęłam machać ręką jak księżniczka.
- Nie żartuj sobie. Ciesz się, że wzięłam jedną dodatkową. Masz, zakładaj tą - rzucił mi swój czarny płaszcz. Posłusznie go założyłam, po czym weszłam do samochodu, który miał nas przetransportować do hotelu.
***
W hotelu byliśmy po kilkudziesięciu. Rzuciłam bratu jego kurtkę i weszłam do naszego pokoju. Ściągnęłam brwi, kiedy zobaczyłam Nialler'a. Mianowicie chłopak w samych bokserkach tańczył i śpiewał Macarenę. Nagle odwrócił się w moją stronę i spłonął buraka.
- Nie skomentuję tego.
Przeszłam obok chłopaka i podeszłam do walizki. Zaczęłam w niej grzebać. Wyrzucałam wszystko, szukając jakiś eleganckich ubrań. Normalnie założyłabym rurki i jakiś top ze sweterkiem, ale Louis wyraźnie dał mi do zrozumienia, że to jest droga restauracja i mam ubrać się w jakąś sukienkę. Tylko tu jest problem - ja nie wzięłam żadnej.
- Nie mam w co się ubrać - jęknęłam i położyłam się na ziemi.
- Z tego co Louis mówił mi dzisiaj rano El, Dan i Pezz poszły na zakupy. Powiedział, że ci coś kupią na tą kolację - uśmiechnął się do mnie lekko - a tak po za tym świetna fryzura. Powinnaś jednak podziękować Harry'emu, że ci włosy trochę uszkodził. Naprawdę, świetnie wyglądasz.
- Awh, dziękuję, ale nie mam mu zamiaru dziękować. To raczej on powinien mnie przeprosić. I za kajdanki, i za te włosy. Naprawdę długo je zapuszczałam.
- Jak chcesz. Teraz to leć się myć, ja ci przyniosę ubrania.
Kiwnęłam głową. Szybko zrzuciłam z siebie ubrania i po drodze zabierając świeżą bieliznę, poszłam do łazienki. Weszłam do kabiny i zaczęłam brać ciepły prysznic. Po kilku minutach ktoś zaczął walić mi w drzwi.
- Niki, wyłaź już! Ja też chcę skorzystać z ubikacji! - krzyknął Niall.
Przekręciłam oczami, ale posłusznie wyszłam spod prysznica. Migiem wytarłam się ręcznikiem i ubrałam bieliznę. Umyłam zęby, uczesałam włosy i wyszłam
- Łazienki wolna, księżulku - mruknęłam.
Chłopak nie odzywając się, zamknął się w środku, a rozejrzałam się za ubraniami. Leżały na łóżku. Podeszłam tam i zaczęłam się ubierać. Nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Do środka wszedł Louis.
- Pośpieszcie się. Jesteśmy już przez was spóźnieni.
- Un momento Pablito - powiedziałam po hiszpańsku.
Mimo faktu, że uczę się w szkolę hiszpańskiego tylko to umiałam tylko podstawowy. Niall jako, że umie hiszpański, co jakiś czas mi pomaga w nauce tego języka. Jednak pomimo tego lecę na dwójkach i jedynkach. Tylko za pracę domowe czy różne wypracowania dostaję lepsze oceny. Ale tutaj nie ma co się dziwić. Wtedy wszystko za mnie robi Nialler. Kochany Horan.
Założyłam biżuterię i trzymając torebkę w ręce, ruszyłam do drzwi, przy których stali chłopaki. Louis podał mi swój czarny płaszcz, a sam na sobie miał kurtkę. Założyłam na siebie płaszcz, który był dla mnie o wiele za duży, po czym przewiesiłam torebkę przez ramię. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do windy, oczywiście uprzednio zamykając drzwi.
- Ładna fryzura Niki. Louis mi powiedział co zrobił Harry - odezwała się do mnie El.
- No wiem. A ze Styles'a to jest niezły kawał frajera.
- Tylko Niki, proszę zachowuj się w restauracji. Nie rób żadnych scen. Rozumiesz? - Louis spojrzał na mnie.
- No dobra - mruknęłam.
Winda zatrzymała się na parterze, my z niej wysiedliśmy. Wyszliśmy przed hotel, gdzie stał mały van. Zajęliśmy miejsca w środku i odjechaliśmy w stronę restauracji.

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 42

Samolot wylądował. Zaspana uciekłam do Louis'a. Złapałam go za rękę, na co chłopak spojrzał na mnie. Posłał mi lekki uśmiech, co próbowałam odwzajemnić, ale zapewne wyszedł grymas. Chłopak bez słowa pociągnął mnie do wyjścia z samolotu.
Weszliśmy do busa podstawionego, żeby zawiózł pasażerów do budynku. Usiadłam koło Louis'a i oparłam głowę o niego ramię. Chłopak natomiast objął mnie ramieniem.
- Spać mi się chcę - jęknęłam.
- Niedługo będziemy w hotelu. Zdrzemniesz się tam, a teraz - zaczął grzebać w plecaku - zjedz.
Wzięłam od chłopaka kanapkę. Odwinęłam z folii i zajrzałam do środka. Wyjęłam z środka ser i wepchnęłam go do buzi brata. Złożyłam z powrotem bułkę i nie przejmując się marudzeniem brata, że powinnam zjeść ten ser, zaczęłam jeść kanapkę.
Po kilku minutach czekaliśmy już na nasze walizki. Dookoła nas stała ochrona i pilnowała, żeby żadna fanka nie przedarła się do nas. Przytuliłam się do Nialler'a, nie mogąc znieść już tych pisków i krzyków.
- Weźcie im coś zróbcie. Głowa mnie boli - mruknęłam w koszulkę chłopaka.
Blondyn wyjął ze swojego plecaka nauszniki i założył mi je na uszy. Nie zlikwidowały do końca hałasów, ale je wyciszyły. Spojrzałam zdziwiona na tlenionego.
- Przewidziałem, że będziesz marudzić, więc wziąłem je ze sobą.
Pokiwałam głową i spojrzałam na Paul'a, który zaczął mówić.
- Dla waszego bezpieczeństwa wszyscy będziecie mieszkać w trzech różnych hotelach. Będzie nam prościej was ochraniać przed fankami. Do tych hoteli też pojedziecie osobno. Liam, Danielle i Lou z Lux będą mieszkać w jednym hotelu. Zayn, Perrie, Harry i Niki w drugim. A ja, Niall, Eleanor i Louis w trzecim. Zrozumieliście?
- Nie, nie zgadzam się. Ja muszę być w jednym hotelu z Niki. Nie ma mowy, żeby było inaczej. Po za tym musi też być ktoś jeszcze w tym hotelu, żeby spał z nią w jednym pokoju - powiedział Boo, na co westchnęłam.
- No to inaczej. Liam, Danielle, Lou z Lux w jednym. Ja, Zayn, Perrie i Harry w drugim. A ty, Eleanor, Niki i Niall w trzecim. Pasuje?
- Już tak.
- Ale mnie w pokoju praktycznie nie będzie. Będę spał zazwyczaj u Tay - odezwał się Loczek.
Zrobiłam minę jakbym zaraz miała zwymiotować, co nie uszło uwadze Nialler'ka i Louis'a. Obydwoje spojrzeli na mnie rozbawieni.
- Ja też to widziałem, Niki - warknął Harry.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja zacisnęłam usta w cienką linię. Schowałam się za bratem przed wściekłym wzrokiem Lokersa. Objęłam go mocno w pasie, przeciskając głowę pomiędzy ręką, a tułowiem, żeby spojrzeć na resztę.
- Nie bij mnie - odezwałam się.
Zły chłopak odwrócił się do mnie tyłem, na co się zaśmiałam. Kilku ochroniarzy wzięło nasze bagaże, a pozostałych kilku pilnowali, żebyśmy w bezpieczeństwie dotarli do samochodów podstawionych pod lotniskiem. Nie chciało mi się iść, więc wskoczyłam na plecy brata i położyłam głowę na jego ramieniu. Zdezorientowany chłopak spojrzał w lewą stronę i uśmiechnął się widząc mnie. Podciągnął mnie do góry, żebym nie spadła i cmoknął w policzek. Z uśmiechem na ustach zamknęłam oczy.
- Kocham cię, Boo - szepnęłam.
- Ja ciebie też, mała - usłyszałam zanim odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
***
Obudziłam się w jakimś pokoju. Leżałam na łóżku przykryta kołdrą. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było w środku, prócz mnie. Wyskoczyłam z łóżka i zauważyłam, że stoję w jakiejś koszulce, a pod spodem mam majtki i stanik. Znowu jakiś zboczeniec mnie przebrał! Mój wzrok spoczął na jakimś liściku, leżącym na ławie. Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać.
Niki, jestem u Louis'a. Jak wstaniesz, ogarnij się i przyjdź tutaj, bo musimy jechać na próbę. Ma pokój zaraz obok nas. 
PS. Tak słodko spałaś, że nie mogłem, nie wstawić twojego zdjęcia na tt.
Nialler xx
Przekręciłam oczami, po czym wzięłam telefon do ręki. Zrobiłam wielkie oczy, kiedy zobaczyłam godzinę 9:14. Pamiętam, że zasnęłam na plecach brata na lotnisku. Wtedy było kilka minut po 15. Więc spałam jakieś 18 godzin. Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Po pierwsze dlatego, że spałam 18 godzin, a po drugie dlatego, że nie jestem tak cienka z matmy jak myślałam. Pokręciłam głową, po czym podeszłam do mojej walizki, która stała obok drzwi. Wyjęłam z niej ubrania i poszłam do innych drzwi. Okazało się, że to łazienka. Zamknęłam się od środka i zaczęłam rozbierać. Wzięłam szybko prysznic, ubrałam się, uczesałam włosy i wybiegłam z łazienki. Włożyłam telefon do kieszeni, a do ręki wzięłam kartę.
Zamknęłam drzwi nie zastawiając się długo skierowałam się w prawo. I to był błąd. Weszłam bez pukania, a przede mną stała jakaś stara kobitka w samych majtkach. Otworzyłam szeroko oczy, a ona zaczęła krzyczeć. Wybiegłam z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Wzdrygnęłam się na ten okropny widok i skierowałam do drzwi po lewej stronie. Najpierw przyłożyłam ucho do drzwi i kiedy usłyszałam głosy Niall'a i Louis'a weszłam do środka. Postanowiłam nie wspominać im o niemiłym incydencie.
- Cześć - mruknęłam.
- No, cześć. Jak się spało? - spytał Louis dając mi buziaka w czoło.
- Może być. Jedziemy?
Chłopaki pokiwali głową i skierowaliśmy się na korytarz. W tym samym momencie z pokoju wybiegła tamta stara pani. Rozejrzała się dookoła i kiedy mnie zobaczyła, podeszła do nas.
- Co ty sobie wyobrażasz, co?! - krzyknęła - nie wiesz, że się puka?! Nie wstyd ci?!
- Ej, ej, ej. Co się stało? - spytał Boo.
Kobitka nic nie odpowiedziała tylko odwróciła się do nas i machając tyłkiem we wszystkie strony, wróciła do pokoju.
- Niki, co się stało? - ponowił pytanie brat.
- To.. to jego wina! - krzyknęłam wskazując na blondyna.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Moja? Niby dlaczego?! - fuknął.
- Bo to ty nie powiedziałeś, gdzie ma pokój Lou i to przez ciebie weszłam do niej do pokoju i to przez ciebie widziałam ją bez stanika! - ryknęłam, a chłopaki zaczęli się śmiać.
- I co, ładne widoki? - wydukał Tommo.
Założyłam ręce na piersi i obrażona zaczęłam iść w stronę windy. Weszłam do niej i nie przejmując się krzykami chłopaków, żebym ją zatrzymała, zjechałam na hol.
***
Na wielką halę, gdzie chłopaki za kilka dni mają dać koncert, dojechaliśmy po około godzinie. Bylibyśmy szybciej gdyby nie korki.
Wyskoczyłam z samochodu i mijając tłum fanek stojących za bramkami, pobiegłam do Zayn'a stojącego przed budynkiem i palącego papierosa. Wskoczyłam na jego plecy, na co Mulat zachwiał się, ale po chwili utrzymał równowagę, łapiąc się słupka.
- No cześć Malik! - krzyknęłam mu do ucha.
- No cześć Tomlinson! - zrobił tak samo jak ja wcześniej tyle, że o wiele głośniej.
Skrzywiłam się lekko, na co chłopak się zaśmiał. Przydeptał nogą papierosa i skierował się do wejścia. Ochroniarz otworzył nam drzwi. Zayn zaczął iść korytarzem przed siebie. Przeszedł przez wielkie drzwi i znaleźliśmy się na hali. Dookoła chodzili różni ludzie, którzy przygotowywali scenę na występ. Spojrzałam na scenę, gdzie stali reszta zespołu, 1D Band i Paul. Zeskoczyłam z pleców Mulata i usiadłam na ziemi, wyjmując telefon z kieszeni. Natomiast Zayn skierował się do pozostałych. Chciałam wejść na tt, ale nagle ktoś do mnie zadzwonił. Lilly. Bez zastanowienia odebrałam.
- No cześć. Co tam? - spytałam uśmiechnięta.
- Mam do ciebie ważne pytanie, bo tak sobie rozmawiam z George'm na temat zwierząt i zeszliśmy na temat psów. I ja się go pytam czy mogę mieć psa, ale on od razu, że nie, bo to duża odpowiedzialność. Ale wcale, że nie. Przecież ty masz psa i ta odpowiedzialność nie jest taka duża, c'nie?
- Naprawdę? To jest ta ważne pytanie? - przybiłam sobie facepalm'a.
- Nie, nie, nie. Tak sobie dalej rozmawiamy i nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Ja nie chciałam iść otworzyć, więc sobie poszedł mój brat. I ja myślę, że jak będę miała psa to bym go musiała myć, kupować jedzenie, czesać, przytulać. Ale ja mogłabym to zrobić. Lubię myć, czesać i przytulać. A co do przytulania, wiesz, że najlepiej przytula Niall.? Na początku, mimo, ze jestem Directioner, nie wierzyłam w to, ale później przecież przyszłam do ciebie i każdego przytuliłam. I naprawdę Niall najlepiej przytula. Harry też. Jak go przytuliłam to żebym się nie denerwowała masował mi plecy. Wszystkim fankom tak robi. To jest naprawdę słodkie. Ale tak czy tak Niall najlepiej. Zresztą sam Harry też...
Miałam dość słuchania, który z nich najlepiej przytula, więc po prostu się rozłączyłam. Już chciałam wejść na tt, kiedy mój telefon znowu wydał z siebie nuty piosenki ROOM 94 - Tonight. Lilly. Westchnęłam, ale odebrałam.
- Dlaczego się rozłączyłaś? Ja mam do ciebie ważne pytanie! - warknęła dziewczyna.
- To mi zadaj to pytanie, a nie mówisz, który z nich najlepiej przytula. Zdradzę ci pewien sekret. Nie obchodzi mnie to! - ostatnie zdanie krzyknęłam do słuchawki tak, że kilka osób spojrzało się na mnie.
- Okej, to nie będziemy o tym rozmawiać - burknęła - mianowicie, co zrobiliście z Shilą? Przecież jesteś w NY? To co ona została sama w domu?
Otworzyłam szeroko oczy.
- Zapomniałam o niej! Idę się spytać co z nią Louis'a! Cześć!
Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam biec na scenę. Jednak w połowie drogi dostrzegłam, że nie ma tam chłopaków. Zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać dookoła. Na krześle siedział Josh. Podbiegłam do niego
- Gdzie jest Louis? - spytałam pośpiesznie.
- Nie wiem, chyba w ubikacji - wzruszył ramionami.
- Gdzie ona jest?
Devine wytłumaczył mi drogę, która po chwili biegłam. Stanęłam przed drzwiami do męskiej ubikacji. Nie zastanawiając się długo, weszłam do środka.
- Halo, Louis jesteś tutaj? - spytałam.
- Niki, Niki. Pomóż mi! - krzyknął nagle Liam z ostatniej kabiny.
- Co jest? Gdzie jest w ogóle Lou? Mam ważną sprawę.
- Papier się skończył! Przynieś mi trochę! - mruknął zawstydzony.
Zacisnęłam mocno usta, żeby nie zacząć się śmiać, jednak to nic nie dało. Już po chwili leżałam na kafelkach.
- Niki, no! Przestań się śmiać! To nie jest śmieszne! - warknął zły.
- Oh, no dobra. Masz - wstałam z ziemi i rzuciłam mu chusteczki higieniczne - to teraz gadaj gdzie jest Lou.
- W garderobie.
Wybiegłam z łazienki i pobiegłam do garderoby. Wbiegłam do niej i od razu zobaczyłam brata.
- Loueh! Zapomniałam o niej! Ona tam jest sama! Nie ma nic do jedzenie! - krzyknęłam łapiąc chłopaka za bluzkę.
- Spokojnie, oddałem ją do hotelu dla zwierząt. A ty mogłabyś trochę bardziej interesować się psem. Nie po to ci go kupiłem, żebyś miała go gdzieś. Miałem nadzieję, że będziesz rozważna i będziesz przejmowała się innymi.
- Oh, przestań. Nie mów mi, że się nią nie interesuję. To ja ją wyprowadzam na spacer, daję jeść, myję i robię wiele więcej rzeczy. Po za tym, wami też się przejmuję, więc nie mów, że jest inaczej - mruknęłam obrażona.
Chłopak machnął ręką i zaczął kierować się do drzwi.
- Co? Nie wierzysz mi? Jak zwykle! Zawsze sądzisz, że obchodzi mnie tylko moja dupa, a wszystko inne mam gdzieś! - krzyknęłam, a w moich oczach zebrały się łzy.
Chłopak odwrócił się i na jego twarzy zagościł grymas, kiedy zobaczył łzy spływające po mojej twarzy. Podszedł do mnie, wziął na ręce i usiadł na kanapie, sadzając mnie na kolanach.
- Przepraszam - szepnął - nie chciałem, żebyś płakała. Proszę, przestań. Po prostu denerwuję, się tym występem.
Schowałam głowę w zagłębieniu szyi chłopaka i cicho szlochałam. Loueh masował mnie po plecach, szepcząc, żebym przestała płakać. Po kilku minutach przestałam płakać. Spojrzałam na twarz brata.
- Już, dobrze? - spytał wycierając mokre policzki rękoma.
Pokiwałam lekko głową. Boo uśmiechnął się lekko i cmoknął mnie w czoło, po czym objął obiema rękoma moją szyję, przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej.
- Tak bardzo cię kocham, wiesz? - powiedział w moje włosy.
- Ja ciebie też.
Chłopak dźwignął się i ze mną na rękach skierował się do drzwi.
- Louis, nauczysz mnie jeździć na deskorolce? - spytałam nagle.
Chłopak postawił mnie na ziemi. Wziął do ręki swoją deskorolkę i pociągnął mnie na hol. Postawił deskorolkę na ziemi i kazał mi na niej przejechać się, asekurując mnie. Oczywiście nie obyło się bez kilkunastu spotkań zarówno z podłogą jak i ścianą. Teraz właśnie widać jak Lou mnie asekuruję.
W końcu przestałam się uczyć jeździć na tej piekielnej desce. Usiadłam na ziemi i patrzyłam na Louis'a jak jeździ. Po kilku minutach Boo został zawołany na próbę. Położyłam się na ziemi i patrzyłam na chłopaków, którzy podczas próby robią jakieś mostki, gwiazdy czy próbują stanąć na rękach. Aż facepalm'a zachciało mi się przybić. Położyłam głowę na ziemi. Nie mogłam dalej patrzeć jak się ośmieszają. Jednak po chwili podniosłam z powrotem głowę. Wzdrygnęłam, kiedy Loueh próbował stanąć na rękach. Zahaczył nogą o stojaki z mikrofonami i wszystko wylądowało na nim. Na mojej buzi zagościł grymas. To naprawdę musiało boleć. Miałam dość dalszych wygłupów chłopaków, więc wstałam na równe nogi i poszłam do garderoby. Ległam na kanapie i włączyłam telewizor. Przełączyłam kanał na TLC. Jakie było moje szczęście, kiedy zobaczyłam, że jest maraton Słodkiego Biznesu. Uśmiechnięta położyłam się na kanapie, kładąc głowę na poduszce i nie przejmując się niczym zaczęłam oglądać serial.

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 41

Skończyłam! Przepraszam, że tak późno, ale dzisiaj pojechałam spontanicznie do babci z ciocią i nie miałam jak wcześniej dodać. c;
KOMENTOWAĆ! <3

'Co oni ode mnie chcą?' - pomyślałam i akurat Louis zaczął mówić.
- Niki, po pierwsze, dlaczego nie było cię w szkole? - spytał.
- Bo byłam gdzieś indziej? - zadałam pytanie.
- A możemy wiedzieć gdzie? - odezwał się Liam.
- Yyyyyy.. Nie? A skąd niby wiecie, że mnie nie było?
- Bo byłem u ciebie w szkole! Dlatego! - warknął - ale zresztą przyszliśmy tutaj z innego powodu...
Louis zaczął coś do mnie mówić, ale zupełnie go nie słuchałam. Zaczęłam tykać mojego psa, a ten warczał na mnie. Rozbawiona złapałam go za ogon, a ten mnie uchlał!
- O jaki z ciebie frajer mały! - krzyknęłam.
Następnie złapałam za ucho i sama go ugryzłam.
- No i masz za swoje - powiedziałam, kiedy pies zaczął uciekać z pokoju - więc co chcecie?
- No przecież Louis wszystko ci wytłumaczył - rzekł z wyrzutem Niall, na co wzruszyłam ramionami - oh, chcieliśmy cię przeprosić.
- Co? - spojrzałam zszokowana na blondyna.
- No przepraszamy. Naprawdę, myśleliśmy, że nas okłamujesz, ale ten telefon.. On nam pokazał, że jesteś prawie niewinna - odezwał się Liam.
- Jaki telefon?
- Zadzwoniła do ciebie ta cała Vanessy. Powiedziała, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze coś wymyśli i znowu ci się dostanie. Tylko nie przewidziała tego, że to nie ty odbierzesz - wytłumaczył Zayn.
- I tylko dlatego tutaj jesteście, bo od niej dowiedzieyrliście się wszystkiego?
- Nie.. Nie no, nie dlatego. Chcieliśmy się już pogodzić. Ta nasza kłótnia za długo trwa - powiedział Louis.
- Jakbyście mi uwierzyli to by jej nie było.
- No tak, ale ty też nie jesteś bez winy. To ty ją uderzyłaś - rzekł Harry.
- Bo mnie oblała shake'iem bez powodu! - burknęłam.
- No dobra, nie ważne. Pogódźmy się już.
- No właśnie - poparł Liam'a, Nialler.
Wstałam z łóżka i każdego przytuliłam. Na końcu został Louis. Na niego wskoczyłam i oplotłam nogi wokół pasa, mocno się wtulając jego w ciało, a rękoma objęłam jego szyję.
- Brakowało mi tego - szepnął mi do ucha Lou - kocham cię, skrzacie.
- Ja ciebie też, Boo.
- Chodźmy na dół. Kupiłem dzisiaj nową grę na Xbox'a. Dance Central - zapiszczał podniecony Harry i wybiegł z pokoju.
Zaraz za nim pobiegli reszta chłopaków. Łącznie z Louis'em, który próbował wyprzedzić, dlatego zjechał po poręczy, ale nie zdążył się zatrzymać, więc wylecieliśmy przez inną poręcz i wylądowaliśmy na kanapie. Tyle, że ja leżałam pod Boo.
- Zejdź ze mnie - powiedziałam płaczliwym tonem - ciężki jesteś.
- Wcale, że nie - burknął.
- Wcale, że tak. Zgniatasz mnie swoim cielskiem.
- Nie lubię cię - zszedł ze mnie i obrażony poszedł do salonu.
- Bo ty mnie kochasz! - krzyknęłam za nim.
Wstałam z kanapy i podskokach skierowałam się do kuchni. Otworzyłam półkę ze słodyczami i wyjęłam z niej pudełko ciasteczek, a następnie poszłam do salonu. Na kanapie siedzieli Zayn, Liam, z Danielle na kolanach, Louis i Eleanor. Natomiast Harry i Niall już tańczyli przed telewizorem. Podeszłam do Zayn'a i wdrapałam się na niego kolana, zajadając się ciasteczkami. Inni widząc je, rzucili się na mnie i zaczęli wyjadać z opakowania. Krzyczałam, żeby mnie zostawili, ale oni zrobili to dopiero wtedy, kiedy w pudełku nic nie było.
- No wiecie? Nawet okruszka mi nie zostawiliście! Frajerzy z was! - zrobiłam smutną minkę.
- Życie - rzucił Zayn, a ja spojrzałam na niego z mordem w oczach.
Siedziałam obrażona, dopóki Louis nie westchnął i nie przyniósł mi innych ciastek. Jak na dobrego braciszka przystało, zakazał innym zabrania mi ich, bo są tylko moje.
- Dziękuję Boo - uśmiechnęłam się do niego.
Chłopak odwzajemnił gest, po czym wrócił na swoje miejsce.
Przez resztę wieczoru graliśmy w różne gry. W końcu wszyscy zaczęli się rozchodzić. Dziewczyny pojechały do domu, a chłopaki poszli do swoich pokoi. Nikt nawet nie kazał mi iść spać. Dziwnie. Wyłączyłam telewizję i Xbox'a i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam tylko piżamę i skierowałam się do łazienki. Jednak drzwi były zamknięte, a z środka wydobywały śpiew Liam'a i szum wody. Nie chciało mi się iść na dół do łazienki, więc usiadłam na pod drzwiami. Siedziałam tam nieokreślony, bardzo długi czas, że aż nie wiem kiedy zasnęłam opierając się o drzwi.
***
Obudziłam się rano w swoim łóżku. Dziwne, nie pamiętam, żebym się kładła. Spojrzałam na siebie. Zobaczyłam, że mam na sobie za dużą koszulkę Louis'a, stanik i majtki. Skrzywiłam się. Któryś z tych frajerów. Wzdrygnęłam. po czym zerknęłam na zegarek. 7:47. Wyskoczyłam z łóżka i poszłam do pokoju brata. Smacznie sobie spał.
'Głupio by było, gdyby go ktoś teraz obudził' - pomyślałam.
Wzięłam rozbieg i skoczyłam na mojego Boo, siadając mu na brzuchu. Chłopak jęknął, otworzył jedno oko, po czym je zamknął z lekkim uśmiechem na buzi.
- No, Louis, no. Głodna jestem.
Chłopak nic mi nie odpowiedział, nadal udawał, że śpi. Podniosłam rękę do góry, z zamiarem spoliczkowania go w ramach próby uzyskania odpowiedzi, kiedy chłopak się odezwał.
- Jeśli twoja ręka tylko dotknie mojego policzka, nie chciałbym być tobą.
- Ale ja chciałam ci dać buziaka w policzek - wymamrotałam pośpiesznie.
- I dlatego twoja ręka znajdowała się na górze?
- A skąd ty to w ogóle wiesz, że moja ręka była w górze? Cały czas masz zamknięte!
- Znam cię już dość długo. Wiem do czego jesteś zdolna. Ale skoro, jak uważasz, chciałaś dać mi buziaka, poproszę - popukał palcem w policzek.
- Zmieniłam już zdanie. Nie ogoliłeś się i w ogóle.
- No dawaj - otworzył oczy - jednego, w policzek. Dla najwspanialszego brata na świecie.
Przekręciłam oczami, ale dałam mu buziaka w policzek.
- Zadowolony? - spytałam, a ten pokiwał głową.
- Chodź dalej spać - wskazał na miejsce obok siebie.
- Ale ja chyba do szkoły muszę iść, c'nie? - rzuciłam.
- Nikt ci nie powiedział? - spytał chłopak marszcząc brwi.
- O czym? - zrobiłam zdziwioną minę.
- Dzisiaj nie idziesz do szkoły. Przecież musimy lecieć do Nowego York'u - w tym momencie byłam jeszcze bardziej zdziwiona - no mamy koncert na Madison Square Garden - jego oczy zabłyszczały.
Otworzyłam buzię ze zdziwienia.
- Fuck. No to gratulacje! - krzyknęłam przytulając Boo.
- Dzięki, to takie nierealne, c'nie?
- No, ale na pewno dacie radę. Będę trzymała kciuki - uśmiechnęłam się.
- Dobra, a teraz chodź spać. O 12 mamy samolot. Koncert za 2 dni.
- Kiedy? - zerwałam się na równe nogi - człowieku, ja nie jestem spakowana!
Pobiegłam do swojego pokoju, jednak już po chwili wróciłam do pokoju brata.
- Gdzie są moje walizki? Nie ma ich w garderobie.
- W piwnicy, na półce po lewej stronie.
Pobiegłam do piwnicy. Na początku nie byłam pewna czy tam zejść, ale w końcu się zdecydowałam. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak mamy pralki. Trzy stały pod ścianą po prawej stronie. A się kiedyś zastanawiałam, gdzie oni robią pranie.
Wyjęłam jedną walizkę i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pakować ubrania. Po długim zastanawianiu co wziąć, w końcu wszystko miałam włożone i ułożone w kosteczki. Do kosmetyczki wrzuciłam wszystkie potrzebne mi rzeczy i również wrzuciłam do walizki. Po kilku minutach udało mi się ją zamknąć. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał na kilka minut po 10. Zerwałam się na nogi i w pokoju zaczęłam się przebierać. Wyciągnęłam torbę z pokoju i stanęłam koło schodów. Usiadłam na niej i po prostu zjechałam.
- Niki, co ty robisz? - spytał Li, kiedy leżałam plackiem na ziemi, a walizka na mnie.
Wzruszyłam ramionami i zepchnęłam nią ze mnie. Wstałam i wręczyłam walizkę chłopakowi. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Harry'ego, który na szybko robił kanapki. Zwinęłam mu jedną i zaczęłam jeść.
- Gdzie reszta? - spytałam.
- Już pojechała. My jedziemy drugą turą.
Włożył kanapki w pojemnik, który wrzucił do swojej torby. Następnie wrzucił tam dużo słodyczy i zajrzał do lodówki.
- Co chcesz do picia?
- Wodę niegazowaną.
Włożył ją do torby, po czym zakładając ją na ramię, zaczął popychać do drzwi. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu koło Liam'a. Natomiast koło mnie usiadł Hazz. Z przodu na miejscu pasażera siedział Paul, a kierowcą był ktoś mi nieznany.
***
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na lotnisku. Przed lotniskiem stało około 30 fanek chłopaków, które kiedy tylko zobaczyły Harry'ego i Liam'a zaczęły piszczeć i otoczyły nas. Nagle koło nas pojawił się Andy, Preston i jakiś inny ochroniarz, którego nie znałam. Zaczęli odganiać od nas fanki, w tym mnie.
- Ej, co jest? - spytałam, kiedy Preston zaczął mnie oddalać od chłopaków - Preston, zostaw mnie!
- To, że wiesz jak mam na imię nie znaczy, że możesz do mnie po imieniu mówić.
- Ale sam mi pozwoliłeś! - powiedziałam - Liam! Pomóż mi!
Chłopak odwrócił się, słysząc mój głos.
- Preston, to jest Niki! - krzyknął.
Ochroniarz zmierzył mnie wzrokiem, po czym uśmiechnął się przepraszająco.
- Sorry, nie poznałem cię - przepuścił mnie.
- To i tak nie znaczy, że ci wybaczę - mruknęłam i ze skrzyżowanymi rękami poszłam do wejścia na lotnisko.
Zaczęłam iść za Harry'm, a Li za mną. Po chwili zatrzymaliśmy się koło reszty chłopaków, El, Pezz, Dan, Lou i Lux. Wymamrotałam ciche 'cześć', po czym usiadłam na krzesełku.
- Boo, oddasz mi mój telefon? - spytałam po chwili.
Chłopak wyjął go z kieszeni, po czym podał mi go i wrócił do rozmawiania. Szybko go włączyłam i uśmiechnęłam się widząc na tapecie całą moją rodzinkę. Wyciągnęłam z kieszeni zgiętą kartkę z numerem Lil, zapisałam go i wysłałam sms'a. Przez następne 15 minut pisałam z nią, dopóki Paul nie poinformował samolocie. Chłopaki wzięli walizki i zaczęliśmy kierować się na odprawę. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samolocie, na swoich miejscach w różnych częściach samolotu. Na samym początku, po lewej stronie siedzieli Li, Dan i Nialler. Trzy rzędy dalej po prawej stronie siedzieli Lou, Lux i starsza pani. Rząd za nimi po środku siedzieli Zayn, Pezz i Paul. Zaraz za nimi Boo, El, Hazz. Na samym końcu po lewej stronie siedziałam ja. Po moich oby dwóch stronach siedziało jakieś małżeństwo. Obydwoje na oko mieli ponad 40 lat. Ciągle krzyczeli na siebie. Z załamaną miną zatrzymałam stewardessę.
- Są jeszcze inne, wolne miejsca? - spytałam z nadzieją.
- Przykro mi, ale nie - odpowiedziała mi i odeszła.
- Bob, podaj mi maść na mój wrzód! - krzyknęła kobieta.
Grubszy mężczyzna wstał, odwracając się do mnie tyłkiem, zaczął grzebać w torbie w półce w ścianie samolotu. Skrzywiłam się i spojrzałam przed siebie. Po chwili podał maść kobicie, ale ona kazała mu posmarować. Pokrzyczeli na siebie, a następnie mężczyzna zaczął przechodzić przede mną. Oczywiście nie obyło się bez zahaczenia tyłkiem o moją twarz. Od razu bardziej wbiłam się w fotel i czekałam, aż ten cholerny lot się zacznie i będę mogła pójść do Louis'a.
Po kilkudziesięciu minutach mogliśmy odpiąć pasy. Czym prędzej to zrobiłam i wręcz pobiegłam do brata.
- Co tu robisz? - spytał, kiedy usiadłam mu na kolanach.
- Błagam, nie każ mi tam wracać. Ja tam nie wytrzymam tych kilku godzin. Proszę, pozwól mi zostać tutaj z wami.
Chłopak odwrócił się i zaczął się śmiać na widok moich sąsiadów w czasie lotu. Zaraz za nimi spojrzała pozostała dwójka i również się zaczęła śmiać.
- To nie jest śmieszne! Ja tam nie chcę wracać!
- Nie no, spokojnie. Teraz będziesz z nami siedziała, jak będzie lądowanie to tam wrócisz - rzekł Lokers.
Posłałam mu wdzięczne spojrzenie i rozsiadłam się na bracie.
- Więc, co będziemy robić? - spytała El.
- Ja wiem - rzekł ucieszony Boo.
Zaczął grzebać w swoim plecaku. W końcu wyjął z niego dwie PSP
- Fifa - pisnął.
Chcąc, nie chcąc zgodziłam się tak jak pozostała dwójka. Louis podał mi jedno urządzenie, drugie Hazzie, połączyliśmy się jakoś, żebyśmy mogli grać przeciwko sobie i zaczęła się zabawa. Nie byłam jakoś specjalnie uzdolniona w tego typu grach, dlatego Boo pomagał mi co jakiś czas, na co Styles krzyczał, żebyśmy nie oszukiwali. W końcu tak czy siak, wygrałam. I to nawet nie przeze mnie. Ten idiota pomylił bramki i wbił sobie samobója. Myślałam, że się tam zesikam ze śmiechu, kiedy Loczek zrobił się czerwony ze złości, tupnął nóżką i oddał swoje urządzenie Eleanor. Stwierdził, że już nie będzie grał, bo to przeze mnie. Nie wiem jakim sposobem miałaby być to moja wina no, ale okej. Hazzy nikt nie zrozumie.
Przez kolejną godzinę graliśmy na PSP, dopóki się nie rozładowały. Później Lou wyjął ze swojego plecaka kolorowanki i kredki o ludziach z bajek. Stwierdził, że to z myślą o mnie. Przekręciłam oczami, ale wzięłam je od brata. Do końca lotu kolorowałam obrazki, Boo rozmawiał z El i co jakiś czas szturchał mnie łokciem, żebym wyszła za linię. Idiota. Natomiast Hazz zasnął z otwartą buzią. Nie mogłam zrobić nic innego jak włożyć mu do buzi jabłko, które wyjęłam z jego plecaka. Nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia i oczywiście dziwnych spojrzeń innych pasażerów lotu.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 40

Nowy rozdział. Czytać i komentować. Kocham Was. <3

Tydzień później
Obudził mnie budzik równo o 8. Niechętnie wstałam z łóżka z myślą, że dzisiaj wracam do szkoły. Jedyna rzecz jaka mnie cieszyła to fakt, że będzie tam Lilly. Od czasu rozmowy w MSC, codziennie się spotykałyśmy na kilka godzin. Na razie traktuję ją jak dobrą koleżankę, ale kto wie, może niedługo stanie się przyjaciółką.
Z chłopakami nadal jestem pokłócona i jak na razie nie widać, żeby miało to się zmienić. Mimo kilku prób przekonania ich do mojej racji, nie dają sobie tego wpoić. Ciągle myślą, że to wszystko moja wina.
Weszłam do szafy, z której wybrałam sobie ubrania.
'Może powinnam wziąć jeszcze kurtkę' - pomyślałam sobie, patrząc na strój, ale już po chwili wyrzuciłam tą myśl z mojej głowy.
Następnie skierowałam się do łazienki. Szybko odbyłam poranną toaletę, po czym zbiegłam na dół. Skrzywiłam się widząc w kuchni chłopaków i Eleanor. Nic nie mówiąc, zgarnęłam jabłko i przegryzając je, poszłam do szkoły.
***
Po kilkudziesięciu minutach dotarłam pod budynek szkoły. Weszłam do środka i od razu poczułam na sobie wzrok uczniów. Nie zwracając na to zbytniej uwagi, przeszłam przez korytarz jak królowa i dotarłam do szafki. Wyjęłam z torebki niepotrzebne książki i zeszyty, została tylko matematyka. Trzasnęłam szafką i skierowałam się pod odpowiednią klasę. Na parapecie siedziała Lilly. Nie zastanawiając się długo podeszłam do niej.
- Cześć - usiadłam obok.
- O hej. Co tam u ciebie? - spytała uśmiechając się przyjaźnie.
- No wiesz, myślę, że niektórzy się mnie tutaj boją - powiedziałam wskazując na młodsze roczniki, które wlepiały we mnie przerażone oczy.
- No tak. Wszyscy gadają, że dzisiaj wracasz. Podobno kilka osób nie przyszło z tego powodu do szkoły.
- Naprawdę? Aż tak jestem przerażająca? - spytałam zdziwiona.
- Yup, dla nich najwyraźniej tak.
- No to od teraz jestem Nicola Aleksandra Postrach Młodszych Roczników Tomlinson - zaśmiałam się.
- Nie zmieści się w żadnych dokumentach - potrząsnęła głową Lilly.
- No to Nicola Aleksandra PMR Tomlinson. Krótsze i chyba już się zmieści.
- Będę trzymała o to kciuki.
- Oh, dziękuję. Jestem ci wdzięczna.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek. Nie minęła minuta, a koło drzwi pojawiła się nasza wychowawczyni. Wpuściła wszystkich do klasy. Usiadłam na swoim stałym miejscu, a Lilly oczywiście koło mnie.
- Dzień dobry młodzieży. Nicola, widzę, że wróciłaś. Mam nadzieję, że miałaś dużo czasu na przemyślenia.
- No tak. Doszłam do wniosku, że Smith do głupia krowa, która tylko kłamie, że Lilly jest naprawdę zajebista i, że osobniki, z którymi mieszkam to stuprocentowi frajerzy.
- Nie takie przemyślenia mi chodziło. Miałam na myśli twoje zachowanie.
- Nie mam sobie nic do zarzucenia.
- Ja bym miała inne zdanie.
- Dobrze, cieszę się, ale proszę pani, przez moje krótkie wakacje, wypoczęłam sobie. Proszę, żeby pani mi nie psuła humoru.
- Jakie wakacje? To było zawieszenie w prawach ucznia, nie wakacje.
- Ja to inaczej odebrałam. Doszłam do wniosku, że dyrektor stwierdził, że się zbyt przemęczam i dał mi dwa tygodnie wolnego - powiedziałam, a Lilly zachichotała.
Moja wychowawczyni tylko pokręciła głową, a następnie zaczęła prowadzić lekcję. Natomiast ja i Lilly zaczęłyśmy rozmawiać. Oczywiście co jakiś czas naszą rozmowę przerywała pani Bullock.
- Nicola, Lilly możecie przestać rozmawiać? - krzyknęła już zdenerwowana nauczycielka.
- Nie? - powiedziałyśmy chórem.
- W takim razie macie po uwadze.
- Oh, Niki, co my teraz zrobimy? - spytała mnie Lilly udając strach.
- Wiem! Zmienimy imiona, ja będę Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez, ty Diyego Marko Jozefin Marsela  i wyjedziemy do Hiszpanii prowadzić hodowlę biedronek - powiedziałam, po czym wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dziewczyny, mam was dość! - krzyknęła nauczycielka, a my jeszcze bardziej zaczęłyśmy się śmiać - koniec tego! Zabierajcie swoje rzeczy i za drzwi!
Śmiejąc się, zaczęłam wrzucać do torby moje rzeczy z ławki podobnie jak Lilly. Nadal nie mogąc się opanować, wyszłam z klasy, a za mną Carter.
- O mój Boże. Z czego my się śmiejemy? - spytała mnie dziewczyna.
- Nie wiem. Dobra, spokój.
Popatrzyłyśmy na siebie, nie wytrzymałyśmy i ponownie zaczęłyśmy się śmiać tak, że leżałyśmy na ziemi. Po kilku minutach już doszłyśmy do siebie. Wstałam z podłogi, otrzepałam spodnie i spojrzałam na Lilkę.
- Co robimy? - spytała.
- Ja bym się tak zerwała z reszty lekcji.
- Dobra, to cho - powiedziała.
Najpierw rozdzieliłyśmy się do swoich szafek. Ze swojej wyjęłam tylko paczkę gum i skierowałam się do drzwi, gdzie czekała na mnie Lilly. Wyszłyśmy z budynku i najpierw poszłyśmy do Starbucksa. Ja wzięłam waniliowe Frappuccino, a Lilka latte z bitą śmietaną.
- Imiona - powiedział chłopak stojący zza ladą.
Wymieniłam z Lilly znaczące spojrzenia, po czym powiedziałam:
- Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez.
- A ja Diyego Marko Jozefin Marsela.
Spojrzałam z widocznym rozbawieniem na chłopaka, który co rusz otwierał usta, ale po chwili je zamykał nie wiedząc co powiedzieć. W końcu odchrząknął.
- Nie ma tak! Podawać mi swoje imiona! Raz, dwa! - krzyknął z uśmiechem na buzi.
- Oh, no dobra. To ja jestem Diyego Marko Jozefin Marsela, a ona Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez. Masz nas - mruknęłam.
- Eh, no niech wam będzie - zaśmiał się i odszedł.
Po kilku minutach dostałyśmy swoje napoje. Na moim napisane było 'Diyego Marko Jozefin Marsela', a na Lilki 'Esteban Julio Ricardo Montoya De la Roza Ramirez'. Uśmiechnęłyśmy się do sprzedawcy, zapłaciłyśmy, a następnie wyszłyśmy z budynku.
- Co teraz? - spytała mnie koleżanka.
- Chłopaków nie ma w domu, są w pracy, możemy iść do mnie - zaproponowałam, a a Lilly pokiwała ochoczo głową na zgodę.
***
Skierowałyśmy się do mojego domu. Byłyśmy tam już po około godzinie.
- Jezu, dlaczego twój dom jest tak daleko? - spytała mnie Lilly.
- Też sobie to pytanie zawsze zadaję. Chciałabym mieszkać gdzieś w centrum, nie na obrzeżach - powiedziałam otwierając drzwi.
- Przynajmniej nie masz tutaj żadnych reporterów.
- Prawda, ale to tutaj to jest nudna dzielnica. Nigdy nic się nie dzieje.
Weszłyśmy do domu, gdzie dopadł nas mój pies.
- Hej Shila - powiedziała Lilly głaszcząc ją - co tam malutka?
- Skąd wiesz jak się nazywa? - spytałam zdziwiona.
- Jestem directioner, kobito! - rzuciła dziewczyna nie przestając głaskać psa.
- Yhym - nagle ktoś odkaszlnął.
Oby dwie podniosłyśmy głowy do góry. Eleanor.
- Co ty tutaj.. robisz? - zająkałam się.
- Zastanawiam się, dlaczego nie ma was w szkole - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Bo tak jakby się zerwałyśmy. Proszę, nie mów nic chłopakom - złożyłam ręce jak do modlitwy.
- Dobra, spokojnie, nic nie powiem - zaśmiała się.
- Naprawdę? - spytałam, na co ona pokiwała głową - dziękuję.
- Nie ma za co. Chodźcie, mam pizze.
Dziewczyna mojego brata zniknęła w salonie, a Lilly stanęła przede mną.
- Mówiłaś, że ona jest głupia - mruknęła.
- Bo do tej pory jej nie lubiłam, teraz przez tą akcję tak jakby zobaczyłam ją w innym świetle. Jakbym nagle zaczęła ją lubić. Chodź już, bo nam pizza wystygnie.
Odwróciłam się na pięcie i weszłam do salonu. Na kanapie siedziała Eleanor, a na stole leżało wielkie pudełko pizzy.
- Wow, ale ładny salon - odezwała się z zachwytem Lilka rozglądając dookoła.
- No, śliczny jest - potwierdziła Eleanor - ale jeszcze nie widziałaś kuchni i łazienek. To dopiero jest piękne.
- No i jeszcze basen. Taki wielki i w ogóle - wtrąciłam się.
Razem z Lilly usiadłam na kanapie, wzięłyśmy po kawałku pizzy i we trójkę zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym.
***
- Dobra, ja się będę zbierała - powiedziała nagle Lilly, kiedy oglądałyśmy 'Diabeł ubiera się u Prady'.
- Już, dlaczego? - spytałam.
- Już skończyliśmy lekcje, a ja nic nie wspominałam bratu, że nie wrócę od razu do domu. Będzie się denerwował.
- On też ma syndrom nadwrażliwego brata? - spytała El.
- Taa, niestety - westchnęła dziewczyna, wstając z kanapy.
Odprowadziłam Carter do drzwi i wróciłam na swoje miejsce. Oglądałyśmy film w ciszy, kiedy nagle odezwała się dziewczyna brata.
- Niki?
- Hm? - spojrzałam na nią.
- W końcu jest spokojnie? Spór zakopany? - spytała z nadzieją.
- Yyy.. nie.
- Oh, a myślałam, że skoro sobie normalnie rozmawiałyśmy i razem oglądamy film to... - nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Eleanor, przecież żartowałam. Naprawę, przepraszam, że cię tak traktowałam, ale po prostu bałam się, że mi brata zabierzesz - powiedziałam przygryzając wargę.
- Naprawdę? I dlatego mnie nie tolerowałaś?
- Yhy. Naprawdę, przepraszam. Wybaczysz mi?
- Tak, no jasne, że tak. I pamiętaj, ja nie będę robiła nic, żeby zaszkodzić relacją twoim i Louis'a.
- Tej relacji chyba już nic nie może zaszkodzić. On ma mnie gdzieś - mruknęłam spuszczając głowę.
Naprawdę, nagle zaczęło mi go brakować. Tak samo jak reszty chłopaków.
- Uwierz mi, nie długo wszystko wróci do normy - powiedziała uśmiechając się tajemniczo.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Chłopaki mi nie wierzą.
- Uwierz mi, jeszcze w przeciągu kilku dni będziecie w normalnych stosunkach.
- Oby - westchnęłam i wróciłam do oglądania filmu.
***
Po kilkunastu minutach film się skończył. Spojrzałam na zegarek. 14:16.
- Kurde - mruknęłam, biegnąc do mojego pokoju.
Wyrzuciłam wszystko z mojej białej torebki, a do środka wrzuciłam spodnie dresowe, luźną bluzkę i vansy, a następnie w zbiegłam na dół. Zaczęłam zakładać moje emu, w tym samym czasie co zdjęłam kamizelkę, a jej miejsce zajęła brązowa kurtka.
- Co się stało? - spytała mnie Eleanor.
- Zapomniałam! Mam dzisiaj lekcję tańca! Zapomniałam o nich!
- Oh, może cię cię podwieźć? - spytała.
- Jeżeli chcesz to tak.
Eleanor założyła buty i płaszcz, po czym chwytając kluczyki od swojego Mini Cooper'a, otworzyła drzwi. Wyszłam zaraz za nią, zamknęłam drzwi i weszłyśmy do samochodu.
***
Po kilkunastu minutach dojechałyśmy pod moją drugą szkołę.
- Naprawdę, dziękuję El - powiedziałam uśmiechając się.
- Nie ma za co. Lepiej powiedz, o której kończysz. Przyjadę po ciebie.
- O 17. Naprawdę dziękuję. Pa, pa.
Sprawnie wyskoczyłam z samochodu i weszłam do budynku. Skierowałam się do szatni, gdzie była reszta grupa.
- Cześć wam - uśmiechnęłam się.
- No hej! - krzyknęło chórem dokładnie 33 osoby.
Usiadłam na swoim miejscu i zaczęłam się przebierać rozmawiając z innymi. Kiedy wszyscy byli już przebrani, poszliśmy na salę. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast pana Eric'a, stała Dani.
- Cześć grupo! - krzyknęła jak zawsze uśmiechnięta - dzisiaj zastąpię Eric'a. Szybko, robimy rozgrzewkę.
Wszyscy zaczęliśmy się rozciągać. Po 20 minutach Dani zakończyła ją i kazała ustawić.
- Teraz będziemy ćwiczyć cały czas wasz układ! Konkurs już za niecały tydzień! Nie możemy się ociągać! Zrozumiano?
- Tak! - krzyknęliśmy chórem na słowa Danielle.
Peazer włączyła muzykę, a my zaczęliśmy tańczyć i tak przez następne 2 godziny.
***
Zmęczona usiadłam na ławce w szatni. Te dwie godziny naprawdę mnie wymęczyły. Spojrzałam na Alan'a, który pił wodę. Od razu wstałam i podeszłam do niego, uśmiechając się słodko.
- Alan, wiesz jak ja cię uwielbiam? - spytałam, a ona niepewnie kiwnął głową - dasz mi się łyknąć?
- Masz - podał mi butelkę.
Skinęłam głową w podziękowaniu i zaczęłam pić i pić i pić. Kiedy już skończyłam okazało się, że nie ma nic w butelce. Ups.
- Ej, wydoiłaś mi całe picie! - krzyknął zbulwersowany.
- No, przepraszam, ale... - i wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - oh, nieważne, muszę się przebrać.
Odeszłam do swojego miejsca i zaczęłam się przebierać.
- Dla ciebie nieważne, ale to ja nie będę miał co pić - zrobił podkuwkę z buzi.
- Oh, nie smutaj. Na następnych zajęciach ci oddam - mrugnęłam do niego.
- Niki, pośpiesz się. El przyjechała - powiedziała Dani wchodząc do szatni.
- Już.
Szybko wrzuciłam do środka mój strój do tańca, po czym wyszłam z pomieszczenia, uprzednio żegnając się z grupom. Razem z Danielle wyszłam ze szkoły i weszłyśmy do samochodu.
- No i jak zajęcia? - spytała Calder.
- Masakra, się zmęczyłam jak nigdy - mruknęłaś.
- No, widziałam, dałaś z siebie wszystko. Tak trzymaj - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna Liam'a.
Odwzajemniłam uśmiech, ale nic nie powiedziałam. Po prostu nie miałam siły.
***
Po jakimś czasie dojechałyśmy do domu. Wyszłam z samochodu, a następnie weszłam do domu. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam na podłogę torebkę i położyłam się na łóżku, gdzie smacznie spał mój pies i zamyknełam oczy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam.
Drzwi otworzyły się, a do środka weszli chłopaki. Zdziwiona spojrzałam na każdego z osobna. Nie spodziewałam się ich tutaj.
'Co oni ode mnie chcą' - pomyślałam i akurat Louis zaczął mówić.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 39

Przede wszystkim jedno, wielkie PRZEPRASZAM. Byłam zdenerwowana przez jedną sytuację jaka się wydarzyła. Gdyby nie ona, nigdy bym czegoś takiego nie napisała. Naprawdę żałuję tego i jest mi przykro, że wywołałam takie zamieszanie. Naprawdę PRZEPRASZAM i obiecuję, że już nigdy coś takiego się nie wydarzy.

Siedziałam w pokoju. Louis jak obiecał, tak zrobił. Zabrał mi wszystkie gadżety, więc nie pozostało mi nic innego jak leżenie całymi godzinami w łóżku. Od 4 dni nie wychodziłam z pokoju, chyba, że do toalety. Nawet nic nie jadłam. Chłopaki zresztą też się nie kwapią, żeby mnie powiadomić o jakimkolwiek posiłku. Obrazili się na mnie. Kiedy wychodzą na próby, zamykają mnie na klucz, żeby mieć pewność, że nigdzie nie pójdę. Nawet mi psa zabrali. Stwierdzili, że i tak nie mam jak się nim zajmować. Krótko mówiąc, zostałam sama.
Przewróciłam się z lewego boku na brzuch. Spojrzałam tępo w sufit. Nagle usłyszałam burczenie w brzuchu. Automatycznie złapałam się za niego. Byłam głodna. Usiadłam na łóżku, pragnąc, aby odgłosy ucichły. Niestety, brzuch jeszcze bardziej dawał o sobie znak. Po moim policzku poleciała jedna, samotna łza. Nie miałam siły jej zetrzeć, więc pozwoliłam, żeby spłynęła na moją bluzkę od piżamy.
Nagle usłyszałam jakieś w domu. Chłopaki wrócili. Już po chwili, usłyszałam kroki na schodach. Louis, jak codziennie, otworzył mi drzwi i zajrzał, co robię.
- Mogę coś zjeść? - spytałam niepewnie.
- Chodź - mruknął brat.
Zeszłam z łóżka. Wyszłam z pokoju zaraz za bratem. Doszliśmy do kuchni i zobaczyłam resztę chłopaków. Siedzieli przy stole, na którym leżały 5 pudełek pizzy. Od razu zmierzyli mnie wzrokiem, na co poczułam się jeszcze bardziej niepewnie.
- Zrób sobie coś - powiedział sucho brat siadając na krześle.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie z półek wzięłam Nesquiki, łyżkę i miskę. Zrobiłam sobie zupę mleczną, po czym usiadłam koło wysepki. Nie miałam zamiaru siedzieć przy stole z chłopakami.
- Może odłożyłabyś mleko i płatki na miejsce? - usłyszałam warknięcie Harry'ego.
Wzdrygnęłam się, po czym zsunęłam się z krzesła. Zrobiłam co powiedział chłopak, a następnie zabrałam się za jedzenie. Kiedy już prawie wszystko zjadłam, do kuchni wbiegła Shila. Podbiegła do mnie i po kilku próbach udało jej się wskoczyć na moje kolana. Merdając ogonkiem zaczęła lizać mnie po twarzy.
- Shila, przestań - pierwszy raz od kilku dni uśmiechnęłam.
Zaczęłam głaskać pieska, a ta zadowolona położyła się.
- Mój mały piesek, jak się za tobą stęskniłam - szepnęłam, a później cmoknęłam szczeniaka w pyszczek.
- Jedz i wracaj do pokoju - usłyszałam nagle surowy głos brata.
Zagryzłam wargę popychając lekko psa na ziemie. Po krótkim stawianiu oporu zeskoczyła ze mnie, podeszła do swojej miski i zaczęła jeść jej zawartość. Wzięłam do ręki łyżkę i powróciłam do jedzenia. Po chwili miska została opróżniona. Zeskoczyłam ze stołka, po czym podeszłam do zmywarki, chowając brudne naczynia. Odwróciłam się i napotkałam wrogie spojrzenia chłopaków. Spuściłam głowę i wyszłam z kuchni.
Usiadłam na łóżku, nie wiedząc co mam robić. Po krótkim rozmyślaniu, z półki biurka wyjęłam sznurki do robienia bransoletek z muliny. Ucięłam odpowiednią długość na mój nadgarstek i zaczęłam robić bransoletkę.
***
Po kilku godzinach skończyłam robić bransoletkę. Uśmiechnęłam się lekko nakładając ją na nadgarstek. Pasowała idealnie. Podczas robienia mojej nowej ozdoby, przemyślałam sobie, że muszę pogadać z chłopaki. Muszę spróbować im wszystko wytłumaczyć. A jeśli się nie uda trudno, nie mam zamiaru się załamywać. Ich strata.
Spojrzałam na zegarek. 21:56. Wstałam z łóżka, wzięłam czystą piżamę, po czym poszłam do łazienki. Wzięłam, wstyd się przyznać, drugi prysznic od 4 dni. Umyłam dokładnie włosy i ciało, po czym wyszłam z kabiny. Wysuszone ciało ubrałam w piżamę, a włosy wysuszyłam. Uśmiechnęłam się do lustra, a następnie wyszłam z łazienki. Wróciłam do pokoju i od razu poszłam spać.
***
Wstałam rano we wspaniałym humorze. Od razu wyskoczyłam z łóżka i w pokoju zaczęłam się przebierać. Następnie wyszłam z pokoju i zbiegłam na dół. Postanowiłam od razu porozmawiać z chłopaki, dlatego skierowałam się do kuchni, gdzie powoli, zaspani jedli śniadanie. 
- Co ty tutaj robisz? Masz szlaban i zero wychodzenia z pokoju! - naskoczył na mnie Louis.
Przekręciłam oczami.
- Chciałam pogadać.
- Nie mamy o czym - odezwał się Niall.
- Chciałam wam wszystko wyjaśnić.
- Nie wiem po co, skoro i tak wszyscy wiemy, co się wtedy zrobiłaś - powiedział tym razem Liam.
- Nie, bo we wszystko uwierzyliście tej wywłoce. Przyznaję uderzyłam ją, ale zasłużyła. To przyczepiła się mnie i to ona wylała na mnie tego shake'a.
- Możesz w końcu przestać kłamać? - spytał Harry.
- Ja nie kłamię! Dlaczego wy chociaż raz nie możecie mi uwierzyć?! - krzyknęłam zbulwersowana.
- Bo wiemy dobrze jaki masz charakter, jesteś zdolna do zrobienia czegoś takiego - rzekł Zayn.
- Skoro już sobie pogadaliśmy możesz wrócić do pokoju.
- No chyba cię pojebało - zadrwiłam z brata - nie zamierzam słuchać ciebie.
- Co proszę? - spytał stając naprzeciwko mnie.
- Problemy ze słuchem?
- Nicola do pokoju! - krzyknął.
- Nie - warknęłam - nie będę słuchała się kogoś takiego jak ty!
- Owszem, będziesz! Jestem twoim opiekunem prawnym i będziesz mnie słuchała czy ci się to podoba, czy nie! 
- Powodzenia - powiedziałam sarkastycznie, po czym wyszłam z kuchni.
Poszłam do salonu, gdzie na kanapie leżała Shila. Usiadłam koło niej, po czym włączyłam telewizor. Zostawiłam sobie na stacji telewizyjnej Katy Perry - Part Of Me. Zaczęłam podśpiewywać pod nosem, głaszcząc przy okazji mojego pieska. Chwilę spokoju przerwał Louis wbiegając do salonu. Stanął centralnie przede mną, na co westchnęłam, odchylając głowę do tyłu.
- Nie przypominam sobie, żebym ci pozwolił oglądać telewizję - warknął krzyżując ręce.
- Najpierw problemy ze słuchem, teraz z pamięcią? Idź do lekarza, może to coś poważnego - zakpiłam zerkając na niego.
- Ugh, ale z ciebie mała wredota.
- Oh, ale żeś mnie tym uraził - roześmiałam się wrednie.
- Ugh, mam cię dość - warknął wyłączając tv.
- No co ty robisz?! - wydarłam się.
- Do pokoju!
- Czytaj napis - pokazałam mu bransoletkę, którą zrobiłam dzień wcześniej.
- Takie teksty to do koleżanek!
- Jakby się przyjrzeć to trochę przypominasz dziewczynę, masz damski głos, lubisz zakupy, więc tak jakby jesteś dziewczyną, a więc możesz być moją koleżanką, więc mogę do ciebie mówić takie teksty - wyszczerzyłam się.
- Idź. Sobie. Stąd.
- A. Jak. Nie. To. Co. Mi. Zrobisz? - spytałam naśladując brata.
Louis już nic nie powiedział, tylko czerwony ze złości wyszedł z pokoju. Uśmiechnęłam się wrednie, po czym ponownie włączyłam tv tyle, że tym razem na bajkach. Po kilkunastu minutach mój spokój ponownie został zburzony. Do pokoju wszedł Zayn.
- Wyłączaj to. Jedziemy - mruknął.
Spojrzałam na niego pytająco.
- No do pracy jedziemy.
- W takim razie szerokiej drogi - uśmiechnęłam się wrednie w stronę Mulata, a następnie wróciłam do oglądania Scooby Doo.
- Nicola, do samochodu! - krzyknął wyłączając mi tv.
- Jezu, już idę. A ty poluzuj majty, bo stwierdzam, że cię cisną.
Wstałam z kanapy, po czym skierowałam się do drzwi, nie przejmując się wkurzonym Malikiem. Weszłam do samochodu i na usiadłam jak najdalej Louis'a, który ciskał się we mnie piorunami.
- No i co się tak gapisz? - nie wytrzymałam już.
- Bo mam oczy.
- To je sobie wydłub - syknęłam uśmiechając się złowieszczo.
Oburzony chłopak skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a ja zadowolona, że już się nie przejmuję zachowaniem chłopaków, spojrzałam przez okno.
***
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek. Wysiadłam jako pierwsza i nie zważając na nikogo, weszłam do tego budynku. Jednak od razu się zatrzymałam, nie wiedząc gdzie iść dalej. Po chwili chłopaki weszli do środka. Wyminęli mnie, nawet na mnie nie patrząc, i poszli do jakiś drzwi. Nie zwracając uwagi na ich zachowanie, poszłam za nimi. Weszłam do niewielkiego pokoju. Ściany były czerwone. Na przeciwko drzwi stał stół z jakimś jedzeniem i piciem. Po lewej stronie była mała scena, na której stała perkusja, a za nią kilka mikrofonów na stojakach. Przed sceną stały klawisze, a obok nich, pod ścianą trzy gitary na stojakach. Na ścianach wisiało jakieś nagłośnienie, a po ziemi ciągnęły się różne kabelki.
W środku był już 1D Band.
- Cześć Niki - pomachał mi Dan.
- No cześć. A co, chłopaki nie nastawili was przeciwko mnie?
- Nie. Nic o tobie mówić nie chcieli - wzruszył ramionami Sandy.
- A co się stało? - spytał zaciekawiony Jon.
- Taka wywłoka wylała na mnie shake'a, dlatego ją uderzyłam, no i poszliśmy do dyra i ona skłamała, że ja chciałam na nią tego shake'a wylać, no i wszyscy jej uwierzyli, no i chłopaki są na mnie obrażeni.
- A tak, czytałem o tym na tt. Podobno tamta dziewczyna nadal ma wielkiego siniaka na policzku - odezwał się Josh.
- No i dobrze, należało się jej.
- Chciałbym zobaczyć cię wtedy w akcji. Jak dajesz jej tego plaskacza - wtrącił się Jon.
- No to może na kimś pokaże. Sandy, jesteś chętny? - spytałam.
- Nie, dzięki - odpowiedział od razu, odchodząc szybko, oglądając się co jakiś czas za siebie czy przypadkiem za nim nie idę.
- Dan? - nic nie odpowiedział, odszedł rozglądając się na wszystkie strony i gwiżdżąc przy okazji.
- Josh?
- Co? Już idę - odpowiedział jakby ktoś go wołał - przepraszam Niki, ale ktoś do mnie dzwoni - powiedział i się zmył.
- Mój Boże, z kim ja się zadaję? - westchnęłam, przybijając sobie facepalm'a.
Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że nie ma koło mnie Jon'a. Zauważyłam go koło swojego instrumentu. Przekręciłam oczami. Pewnie myślał, że to jego chciałabym uderzyć. Szczerze powiedziawszy, ja nikogo nie chciałam uderzyć. To było tylko dla żartów, muszę przyznać, że oni to boi dudki.
Odwróciłam się i podeszłam do stolika z jedzeniem. Były tam jakieś słodycze, picie, kanapki i owoce. Zaczęłam wyjadać z niego wszystkie brzoskwinie. Uwielbiam brzoskwinie. Kiedy wpychałam w siebie jedną za drugą, poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się w ich stronę z jedną brzoskwinią w buzi, a dwoma innymi w ręce. Chłopaki mieli przekrzywione i patrzyli na mnie z nieodgadnionym wzrokiem.
- No co? - spytałam w końcu, wyjmując brzoskwinię z buzi.
- Gówno. Jedz normalnie, bo jak na razie chyba próbujesz upodobnić się do świni - warknął Louis.
- Nie, nie chcę być tak jak ty - powiedziałam bezczelnie.
- Ugh, idź już sobie stąd - dał mi 20 funtów i kluczę - masz iść do domu, jasne? - syknął.
- Zobaczymy. Cześć - rzuciłam i wyszłam z pokoju.
Wybiegłam z budynku i od razu skręciłam w lewo. Jak na razie nie miałam zamiaru wrócić do domu. Co bym tam robiła?
Już po kilku minutach byłam pod Milkshake City. Weszłam do środka i podeszłam do lady. Kupiłam sobie czekoladowego shake'a i usiadłam przy stoliku. Popijałam swoje picie, kiedy nagle ktoś stanął przed moim stolikiem. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Lilly.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Um.. ja chciałam powiedzieć, że.. podziwiam cię za to, że ją uderzyłaś.
- Naprawdę? - spytałam zdziwiona.
- No tak. Nikt by się na to nie odważył. Ja też kilka razy miałam ochotę ją spoliczkować, ale jakoś tak.. bałam się - wyznała.
- Kogo? Tej jędzy?
- Nie. Mojego brata. Tata by się tym zbytnio nie przejął, ale George to już co innego - westchnęła.
- Jest zbyt nadopiekuńczy? - spytałam.
- No tak. Zawsze musi wiedzieć gdzie jestem, co robię i kiedy wrócę.
- Znam ten ból. Tyle, że ja mam 5 takich kłopotów.
- No tak, bo tobą się cała piątka opiekuje.
- No, ale jak teraz się na mnie obrazili to, jakby to powiedzieć, hm.. nie przejmują się mną tak bardzo.
- Masz trochę wolności - uśmiechnęła się siadając na krześle na przeciwko mnie.
- Wolności? Proszę cię, przez ostatnie dni siedziałam cały czas w pokoju. Zamknięta na klucz. Dopiero dzisiaj przestałam się przejmować ich rozkazami.
- No i prawidłowo - powiedziała, na co się zaśmiałam.
- Wiesz, nie jesteś taka zła jak myślałam. Da się z tobą pogadać - uśmiechnęłam się serdecznie.
- Z tobą tak samo. Jak widać obie się myliłyśmy.
- Życie.
Przez następne kilka godzin gadałam z Lilly. Naprawdę myliłam się co do niej. Nie jest taka zła jak myślałam. Da się z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Nie kończyły nam się tematy.
Niestety, kiedy na zegarze wybiła godzina 16:00 musiałam iść do domu. Wymieniłyśmy się numerami telefonu tak na przyszłość i rozeszłyśmy w swoje strony.
***
Po kilkudziesięciu minutach doczołgałam się do domu. Roześmiałam się głośno, kiedy przed drzwiami zobaczyłam chłopaków. Od razu posłali mi wkurzone spojrzenia.
- Gdzie ty byłaś do cholery?! - wydarł się brat.
- W Czarnobylu, badałam stężenie bąków w atmosferze.
- Mam cię dosyć!
- Nie mów tak, bo się zarumienię - mruknęłam.
- Weźcie skończcie już, a ty otwórz te drzwi - wtrącił się Liam.
Przewróciłam oczami, po czym wyciągnęłam kluczę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu przywitała mnie Shila. Zaczęła skakać na mnie ze smyczą w ręce. Załapałam jej aluzję, po czym przypięłam zieloną smycz do obroży. Nie mówiąc nic nikomu, wyszłam z domu i skierowałam się do parku.
Kiedy tam dotarłyśmy spuściłam psiaka ze smyczy i zaczęłam się z nią bawić.
Po jakimś czasie jednak zmarzłam. Mogłam założyć kurtkę no, ale nic. Zapięłam psa na smycz i skierowałam się do domu. Weszłam do środka, a następnie do kuchni. Zrobiłam sobie ciepłą herbatkę, a z półki wyjęłam wielkie opakowanie ciastek. Nasypałam jeszcze Shili trochę karmy i poszłam do pokoju. Następnie jeszcze szybko zbiegłam do salonu, gdzie siedzieli Louis, Niall i Eleanor. Zmierzyłam ich wzrokiem, po czym podeszłam do regału z książkami. Wzięłam wszystkie części książki 'Jutro' i 'The Last Song. Ostatnia Piosenka'. Położyłam wszystkie książki jedna na drugą i zaczęłam iść po schodkach.
- Przewrócisz się - ostrzegł mnie brat.
- A co cię to obch... - nie skończyłam, bo faktycznie spadłam ze schodów - fuck! - krzyknęłam łapiąc się za tyłek.
- A nie mówiłem.
- Louis - skarciła go Eleanor - nic ci się nie stało?
- Dajcie mi spokój! - krzyknęłam.
Zebrałam książki i wyszłam z salonu. Kiedy dotarłam do mojego pokoju, rzuciłam książki na ziemię. Straciłam ochotę na czytanie ich. Rozebrałam się do majtek, stanika i skarpetek, a następnie ległam na łóżko nawet nie przykrywając się kołdrą. Już po kilku minutach odpłynęłam w objęcia Morfeusza.